NAPALM DEATH - SCUM (1987)

chronologiczna pralnia - czyli co dziobały wróbelki żeby wyrosnąć na orłów

Moderatorzy: ultravox, Heretyk, Nasum, Sybir, Gore_Obsessed, Skaut

Nasum
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13978
Rejestracja: 21-01-2011, 11:12

NAPALM DEATH - SCUM (1987)

24-12-2014, 20:27

Obrazek



Kiedyś natchnęło mnie, by spisać ku potomności, lub dla kogokolwiek innego kto tylko chciałby to przeczytać, swoisty "muzyczny elementarz", w którym opisałbym płyty, które w ten czy inny sposób zmieniły moje życie. Płyty które skłoniły mnie do poszukiwań im podobnych, które zachwyciły mnie tak mocno, że zmieniły radykalnie moje podejście do muzyki, które wywróciły moje postrzeganie świata dźwięków do góry nogami; płyty, które po prostu ukształtowały mnie jako człowieka, dla którego muzyka ekstremalna stała się pasją. Przykro mi że to na Was padło i Wy musicie to czytać - ale przymusu nie ma. Dla tych, którzy stwierdzą że te płyty znają, niech przeczytają, poznają inny sposób patrzenia na te same dźwięki, Ci którzy nie znają - być może po przeczytaniu poszukają, a nóż złapią bakcyla... w każdym razie tyle tytułem wstępu.


Opisałem już Sepulturę, opisałem Morgoth, w encyklopedii znalazło się miejsce już dla jednej płyty Napalm Death, ale patrząc wstecz, muszę przyznać palmę pierwszeństwa debiutanckiemu ochłapowi Brytyjczyków, bowiem "Scum" to było nie było mój pierwszy kontakt z grind corem. Jak tylko sięgnę pamięcią, to w szkole miałem kumpla który tak jak ja fascynował się ciężką muzyką - jemu przeszło - na nasze, a patrząc z perspektywy czasu na moje szczęście miał on starszego brata, który miał szerszy dostęp do takiej muzyki, przez co czasem zapodał nam jakąś ciekawą kasetę. Oprócz "Scream bloody gore" który mną zawładnął, polecił mi kiedyś właśnie Napalm Death - " to najszybszy i najcięższy zespół świata. Ta płyta cię rozpierdoli". Myśląc że po odsłuchu Death nic nie jest w stanie mną pokiereszować zwinąłem mu do pierwszego odsłuchu zespół, który miał mnie zamordować.

I tu taka mała ciekawostka, którą kilku użytkowników pewnie słyszało z moich ust nieraz, ale muszę ją przytoczyć, bowiem historia byłaby niepełna. Otóż, debiutanckim krążkiem Napalmów był, uwaga, "From enslavement to obliteration", wydany przez niestrudzoną wytwórnię Baron. Wkładka informowała, że na płycie znajdują się trzy kawałki: "Scum", "From enslavement to obliteration" i "Bonus track". Jak się łatwo domyślić, był to pirat, który miał kilka numerów z faktycznego debiutu, plus kilka z drugiej płyty. Utwory były pomieszane stronami, przez co przez pierwsze lata nie skojarzyłem nawet jakiej właściwie płyty słucham... tyle że to było mało istotne, najważniejsze było to, z czym się wtedy zetknąłem, a była to muzyczna ekstrema najwyższej próby.

Wystarczy powiedzieć, że moje uszy nie były przygotowane na coś takiego. Nie dość, że płyta brzmieniowo różni się mniej więcej w połowie, to w całości daje niesłychanie mocnego kopniaka w krocze. Po pierwszych odsłuchach skuliłem się obolały jak skopany kundel. Wszystko było tutaj wręcz nierealne - wściekłe wokale, raz bulgotliwy, poczciwy growl, a wtem, wrzask jakby kto wokalistę obdzierał ze skóry. Raz jakiś w miarę zapamiętywalny riff, by w jednej wręcz sekundzie przeistoczyć się w prawdziwą kanonadę dźwięków, w muzyczny tajfun, który nie pozostawia po sobie niczego poza spustoszeniem. Brzmienie albumu najbardziej pasuje mi, że tak to ujmę, na części "B" - jest tam bardziej charkotliwy bas, gitary bardziej rzężące, wokale bardziej zwierzęce. To chaotyczna kaskada nut, to wkurwienie na wszystko i wszystkich wyrażone za pomocą gitar i perkusji, to coś, co dla nieprzygotowanego słuchacza może okazać się krańcowym muzycznym obłędem, którego nie jest w stanie pojąć, objąć rozumem, którego nie będzie w stanie przeskoczyć.... to muzyka która może okazać się zbyt ekstremalna, która przekracza ostateczne granice czegokolwiek, co nazywamy melodią, harmonią, a za którą jest już tylko i wyłącznie kakofonia.


A jednak w tym szaleństwie jest metoda. Dzięki tej płycie odkryłem, że taka muzyka pasuje mi nad wyraz, że to właśnie taka rzeź jest moim przeznaczeniem, że to jest coś, co będę zgłębiał, czemu się poświęcę. Nie wiem co mnie urzekło aż tak bardzo - to obłąkane brzmienie, ta furia, czy może to przekroczenie wszelkich granic, przełamanie wszelkich reguł, podeptanie wszystkich tabu, wszelkich ograniczeń; całkowita swoboda, wolność, bezkompromisowość. Bo te wszystkie cechy to cechy które są tutaj w takiej ilości, że można je kroić nożem. Charczenie, buczenie, rzężenie, ryki, piski, wrzaski , bulgoty, piardy i sprzężenia ubrane w nuty, oto obraz "Scum". Przez wiele lat album ten był wyznacznikiem ekstremy - długo mi zajęło zanim znalazłem godnego następcę, czy jak kto woli, naśladowcę. Lub kolejnego świra, który na fundamencie tego co zaproponowali Brytole pchnął ten wózek dalej dokładając swoją cegiełkę.

Trudno mówić o płytach które słucha się sercem, które się po prostu kocha. Przy całym swym wynaturzeniu, przy całej swej groteskowości, okrucieństwie które wypływa z głośników w każdej sekundzie, płyta ma wiele do zaoferowania. To muzyka podczas słuchania której chce się chwycić za cokolwiek i wyrzucić to przez zamknięte okno, to muzyka podczas słuchania której chce się wykrzyczeć całemu światu stek bluzg i przekleństw w konfiguracji która zdziwiłaby profesora Miodka. To muzyka która sprawia, że po takich akcjach do Waszych drzwi pukają panowie ubrani na biało i chcą was ubrać w piżamę z przydługimi rękawami.... Ale odpowiedzcie sobie sami. Warto, prawda?
Awatar użytkownika
harvestman
weteran forumowych bitew
Posty: 1573
Rejestracja: 05-11-2012, 21:10

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

27-12-2014, 21:21

Przy pierwszym kontakcie odebrałem ten album jako żart, słuchałem wtedy jak opętany Faith No More, Sonic Youth na zmianę z czarną Metalliką ( w 92 roku postawa jak najbardziej naturalna ;) ) aż pewnego razu zawitał do mnie kolega i powiedział żebym skończył z tym "pedalstwem" i że zaraz włączy mi coś naprawdę ciężkiego, włączył, zareagowałem ironicznym uśmiechem i podziękowałem, twierdząc że to niepoważne ;) W kolejnych latach mój gust muzyczny ewoluował jednak tak że Napalm Death stał się zespołem z mojej czołówki a Scum albumem do którego regularnie ( mniej więcej raz na miesiąc ) wracam. Nie jest to ich szczytowe osiągnięcie, uważam że w kolejnych latach nagrywali płyty doskonalsze kompozycyjnie i brzmieniowo, jednak żaden następny nie miał w sobie tyle dziczy połączonej ze swoistym prymitywizmem, nieokiełznaniem i młodzieńczą brawurą.
shitfun
weteran forumowych bitew
Posty: 1001
Rejestracja: 02-06-2010, 10:56
Lokalizacja: Gůrny Ślůnsk

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

27-12-2014, 21:34

Uwielbiam te płytę. Ale pamiętam, jak w podstawówce uszłyszałem, to śmiałem się, że mają kaczora donalda na wokalu :]
http://soundterrorshots.blogspot.com/ - koncertowe zdjęcia
http://maciejmutwil.blogspot.com/ - przemysłowe zdjęcia
Nasum
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13978
Rejestracja: 21-01-2011, 11:12

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 18:33

harvestman pisze:Nie jest to ich szczytowe osiągnięcie, uważam że w kolejnych latach nagrywali płyty doskonalsze kompozycyjnie i brzmieniowo, jednak żaden następny nie miał w sobie tyle dziczy połączonej ze swoistym prymitywizmem, nieokiełznaniem i młodzieńczą brawurą.

Biorąc pod uwagę podwaliny grind core'a które zostały zdefiniowane na tym albumie to historycznie jest to ich szczytowe osiągnięcie . Tutaj także jest najwięcej dziczy, młodzieńczego zapału który kazał im stworzyć tego muzycznego potwora, prymitywizmu i chaosu. Jako zespół jednak nigdy nie stanęli w miejscu i następne płyty siłą rzeczy musiały być doskonalsze kompozycyjnie i brzmieniowo.
Awatar użytkownika
harvestman
weteran forumowych bitew
Posty: 1573
Rejestracja: 05-11-2012, 21:10

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 19:41

Nasum pisze:
harvestman pisze:Nie jest to ich szczytowe osiągnięcie, uważam że w kolejnych latach nagrywali płyty doskonalsze kompozycyjnie i brzmieniowo, jednak żaden następny nie miał w sobie tyle dziczy połączonej ze swoistym prymitywizmem, nieokiełznaniem i młodzieńczą brawurą.

Biorąc pod uwagę podwaliny grind core'a które zostały zdefiniowane na tym albumie to historycznie jest to ich szczytowe osiągnięcie . Tutaj także jest najwięcej dziczy, młodzieńczego zapału który kazał im stworzyć tego muzycznego potwora, prymitywizmu i chaosu. Jako zespół jednak nigdy nie stanęli w miejscu i następne płyty siłą rzeczy musiały być doskonalsze kompozycyjnie i brzmieniowo.
Ważna dla gatunku, wyjątkowa w dyskografii zespołu jak najbardziej ale czy to ich szczytowe osiągnięcie? Moim zdaniem ten zespół szczyt osiągnął w momencie gdy składniki swojego stylu poukładał, okiełznał i zaczął razić słuchacza zimnymi, odhumanizowanymi ścianami hałasu.
Awatar użytkownika
Kraft
weteran forumowych bitew
Posty: 1164
Rejestracja: 24-06-2011, 19:12

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 19:48

harvestman pisze:Moim zdaniem ten zespół szczyt osiągnął w momencie gdy składniki swojego stylu poukładał, okiełznał i zaczął razić słuchacza zimnymi, odhumanizowanymi ścianami hałasu.
Tak, czyli na dwójce.
Awatar użytkownika
Żułek
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 10699
Rejestracja: 10-07-2013, 15:43
Lokalizacja: from hell

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 19:52

Kraft pisze:
harvestman pisze:Moim zdaniem ten zespół szczyt osiągnął w momencie gdy składniki swojego stylu poukładał, okiełznał i zaczął razić słuchacza zimnymi, odhumanizowanymi ścianami hałasu.
Tak, czyli na dwójce.
trójce ;)
Mocarne knury w butach biegają po lesie z połówkami melona na głowach wykrzykując pod adresem maciory jestem chomikiem z azbestu.

memberlist.php?mode=&sk=d&sd=d#memberlist
Awatar użytkownika
harvestman
weteran forumowych bitew
Posty: 1573
Rejestracja: 05-11-2012, 21:10

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 19:56

dziesiątce

[youtube][/youtube]
Tarpaulin
w mackach Zła
Posty: 694
Rejestracja: 15-04-2009, 16:00

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 20:01

Kraft pisze:
harvestman pisze:Moim zdaniem ten zespół szczyt osiągnął w momencie gdy składniki swojego stylu poukładał, okiełznał i zaczął razić słuchacza zimnymi, odhumanizowanymi ścianami hałasu.
Tak, czyli na dwójce.
Zgadza się, From enslavement... to plyta absolutna w gatunku i najlepsza Napalmów
Nasum
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13978
Rejestracja: 21-01-2011, 11:12

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 20:20

harvestman pisze:dziesiątce

[youtube][/youtube]

Na płycie wcześniej, gdzie powrócili do macierzy czyli ułożonego z patyków loga, gdzie porzucili wszystkie eksperymenty na rzecz czystej, death grindowej rzezi. Ale dziesiątka też mocna rzecz, tyle nienawiści ile jest tam zawarte to ze świecą szukać. Kocham bezgranicznie.
Awatar użytkownika
harvestman
weteran forumowych bitew
Posty: 1573
Rejestracja: 05-11-2012, 21:10

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 20:48

Nasum pisze:
harvestman pisze:dziesiątce

[youtube][/youtube]

Na płycie wcześniej, gdzie powrócili do macierzy czyli ułożonego z patyków loga, gdzie porzucili wszystkie eksperymenty na rzecz czystej, death grindowej rzezi. Ale dziesiątka też mocna rzecz, tyle nienawiści ile jest tam zawarte to ze świecą szukać. Kocham bezgranicznie.
Co do Order 3 x TAK, esencja wkurwienia i czysta nienawiść, płyta po wysłuchaniu której człowiek delektuje się ciszą. Mam z tym zespołem problem tego typu że ja kocham bezgranicznie wszystkie ich płyty, to wszystko są rzeczy dobre lub bardzo dobre. Napalm Death, Neurosis, Monster Magnet, Converge to są zespoły których płyty zamawiam w przedsprzedaży, często nie słysząc wcześniej sekundy muzyki i jak dotąd się nie rozczarowałem.
Nasum
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13978
Rejestracja: 21-01-2011, 11:12

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 20:59

harvestman pisze:
Co do Order 3 x TAK, esencja wkurwienia i czysta nienawiść, płyta po wysłuchaniu której człowiek delektuje się ciszą.

Po mocarnym "Enemy of the music business" nie spodziewałem się takiej rozwałki. Ta płyta to naturalny rozwój, to przeskoczenie wysoko postawionej poprzeczki, tak jak "From enslavement..." przeskoczył "Scum". Nadal jednak uważam że "Scum" to w czystym grindzie ich największe dokonanie, chociażby z racji tego, że pierwsze. Dwójka jest bardziej dopracowana, równie wściekła, ale to kontynuacja, większy pewnie budżet, lepsze pomysły. Czy można jej dać palmę pierwszeństwa jeśli chodzi o szczytowe osiągnięcie na polu grind core'a? To już chyba zalezy od osobistych preferencji. Ale aby wszyscy byli zgodni to jestem skłonny uznać je obydwie za najważniejsze - w sumie było nie było, jak je poznałem na pirackiej kasecie to te płyty były wymieszane, prawda?
Awatar użytkownika
harvestman
weteran forumowych bitew
Posty: 1573
Rejestracja: 05-11-2012, 21:10

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 21:07

Nasum pisze:
harvestman pisze:
Co do Order 3 x TAK, esencja wkurwienia i czysta nienawiść, płyta po wysłuchaniu której człowiek delektuje się ciszą.

Po mocarnym "Enemy of the music business" nie spodziewałem się takiej rozwałki. Ta płyta to naturalny rozwój, to przeskoczenie wysoko postawionej poprzeczki, tak jak "From enslavement..." przeskoczył "Scum". Nadal jednak uważam że "Scum" to w czystym grindzie ich największe dokonanie, chociażby z racji tego, że pierwsze. Dwójka jest bardziej dopracowana, równie wściekła, ale to kontynuacja, większy pewnie budżet, lepsze pomysły. Czy można jej dać palmę pierwszeństwa jeśli chodzi o szczytowe osiągnięcie na polu grind core'a? To już chyba zalezy od osobistych preferencji. Ale aby wszyscy byli zgodni to jestem skłonny uznać je obydwie za najważniejsze - w sumie było nie było, jak je poznałem na pirackiej kasecie to te płyty były wymieszane, prawda?
ciężko powiedzieć, jak już to sobie kupiłem to od razu na cd, kasetę z której mi to prezentował wymieniony gdzieś wyżej kolega nie bardzo pamiętam ale coś jest na rzeczy, jakoś było trzeba zapchać dwie strony kasety i takie praktyki były często stosowane :)
Nasum
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13978
Rejestracja: 21-01-2011, 11:12

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 21:12

Były wymieszane. Gdzieś jeszcze mam tą kasetę - nie dość że dwie płyty, to jeszcze kolejność kompletnie popierdolona.
Awatar użytkownika
harvestman
weteran forumowych bitew
Posty: 1573
Rejestracja: 05-11-2012, 21:10

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 22:16

Nasum pisze:Były wymieszane. Gdzieś jeszcze mam tą kasetę - nie dość że dwie płyty, to jeszcze kolejność kompletnie popierdolona.
W takim razie na pewno nie miałeś wydania Taktu, oni takich numerów nie robili, można powiedzieć że jak na ówczesne realia rynkowe byli solidną, dbającą o klienta firmą.
Nasum
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13978
Rejestracja: 21-01-2011, 11:12

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 22:50

Jak napisałem w recenzji była to kaseta "wytwórni" Baron. Kiedyś ich kaset było mnóstwo, jak się zaczęły pojawiać licencjonowane kasety z wkładką w środku gdzie można było poczytać teksty, zobaczyć zdjęcie zespołu, Baron znikł z rynku. Ale dzięki takiemu piratowi poznałem sporo kapel na samym początku muzycznej edukacji.
Awatar użytkownika
harvestman
weteran forumowych bitew
Posty: 1573
Rejestracja: 05-11-2012, 21:10

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 23:29

Nasum pisze:Jak napisałem w recenzji była to kaseta "wytwórni" Baron. Kiedyś ich kaset było mnóstwo, jak się zaczęły pojawiać licencjonowane kasety z wkładką w środku gdzie można było poczytać teksty, zobaczyć zdjęcie zespołu, Baron znikł z rynku. Ale dzięki takiemu piratowi poznałem sporo kapel na samym początku muzycznej edukacji.
Przepraszam, musiało mi to gdzieś umknąć.Kasety wydawane przez Baron kupowałem w ostateczności, różnie bywało na nich z jakością nagrania, stawiałem na wspomniany wcześniej Takt i Poker, kupując od nich miałem pewność że próba odsłuchu nie zakończy się lawiną przekleństw :)
Nasum
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13978
Rejestracja: 21-01-2011, 11:12

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 23:36

Baron to jednak kawał historii, kopiowali wszystko co było akurat dostępne, w sklepie w moim mieście gdzie z początku zacząłem się zaopatrywać w kasety z cięższym graniem Baron po prostu brylował, było go najwięcej, cenowo o ile dobrze pamiętam też kosili konkurencję. Choćby nie wiem jak przeklinać tą firmę, to własnie dzięki nim poznałem naprawdę sporo fajnych zespołów, a z niektórymi trzymam sztamę jak widać po dziś dzień. Poza tym niektóre kasety od nich były uroczo spierdolone jesli chodzi o nagranie, najbardziej chyba o ile dobrze pamiętam Tankard "Zombie attack".
Awatar użytkownika
Hatefire
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 8339
Rejestracja: 21-12-2010, 12:19
Lokalizacja: Katowice - miasto wielkich wydarzeń ;)

Re: NAPALM DEATH - SCUM (1987)

28-12-2014, 23:38

Na marginesie ciekawe, co porabia ten "wydawca".

Co do do Napalm, dwójka lepsza :)
Od braci dla braci
Od dobrych dla dobrych
Kacapskiej kurwie
Zawsze chuj do mordy
ODPOWIEDZ