Kącik rozwodnika

Tematy niekoniecznie związane z metalem i muzyką...

Moderatorzy: Heretyk, Nasum, Sybir, Gore_Obsessed, ultravox

Awatar użytkownika
pr0metheus
zahartowany metalizator
Posty: 5897
Rejestracja: 08-04-2005, 16:54
Lokalizacja: pisze neonem

Re: Kącik rozwodnika

03-07-2021, 14:23

Gunman pisze:
03-07-2021, 13:57
Gorzej jak byk okaże się cielakiem ;)
Przecież to rycerz świetego krzyża. Szacunku trochę:)
o gustach się nie dyskutuje- dlatego na forum od wielu lat to robimy
Awatar użytkownika
Rumburak
weteran forumowych bitew
Posty: 1287
Rejestracja: 22-12-2016, 20:43

Re: Kącik rozwodnika

03-07-2021, 20:42

Rumburak pisze:
03-07-2021, 13:18
Rumburak pisze:
28-06-2021, 21:58
Witam Panów.
Długo zastanawiałem się czy zabierać głos w tym wątku czy ograniczyć się do podsmiechujków. Wygrała pierwsza opcja. Piszę to ku przestrodze a nie w celu pochwalenia się miłosnymi podbojami. Do rzeczy.
Pewnego czerwcowego wieczoru, patrolowalem szlaki na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Wracając już do bazy, moim oczom ukazała się wyjątkowej urody turystka, siedząca frywolnie na kamieniu znajdującym się na skraju lasu. Owa turystka, odziana była w króciutkie spodenki, spod których wystawały pięknie zarysowane, zgrabne pośladki. Spod obcisłej koszulki na ramiączkach próbowały wyskoczyć jędrne, dorodne piersi. Na jej twarzy okolonej przez lśniące blond włosy ścięte na boba, gościł piękny, zniewalający uśmiech. Miecz w mych spodniach dał sygnał do ataku.
Cdn.
Podszedłem do damy pewnym krokiem i rzuciłem nonszalancko:
-wygląda Pani tak, jakby potrzebowała czyjegoś towarzystwa
Spojrzała na mnie przeszywającym wzrokiem i uśmiechając się, nic nie odpowiedziała. Nacierałem dalej.
-Pani niech zastanowi się co odpowiedzieć a ja pomyślę czy bardzo panią bolało jak spadła pani z nieba.
Spojrzałem kolejny raz w jej wielkie błękitne oczy i wyczytałem w nich, że po tym tekście jest już moja.
Mój obiekt adoracji podniósł się z kamienia na którym siedział, frywolnie otrzepał pośladki z piachu i odparł:
-Dobrze się składa piękny kawalerze bo trochę nudno mnie tu samej i tęskno do zabawy.
Przez chwilę zastanowił mnie wschodni akcent i dość nietypowy język używany przez niewiastę. Chwila to słowo klucz, w tym momencie nie myślałem już głową znajdująca się na szyi. Wierzcie lub nie, ale nawet nie zapytałem czy jest zaszczepiona.
Damulka poinformowała mnie, że rozbiła mini obóz w głębi lasu. Twierdziła, że przyjechała na wakacje z koleżanką i jej narzeczonym. Ona też miała przyjechać z chłopakiem, ale ten w ostatniej chwili wyjechał do Anglii, żeby zarabiać na ich ślub. Wynajęli czteroosobowy domek w pobliskiej miejscowości. Inez-bo tak przedstawiała się ślicznotka, postanowiła pobyć sama przez 2,3 dni i pozbierać myśli. Nie bez znaczenia była również chęć ucieczki od odgłosów wydawanych przez baraszkujących notorycznie współlokatorów.
Po kilku minutach rozmowy, dama zaprosiła mnie do swojego miejsca odosobnienia pod pretekstem wbicia śledzi od namiotu. Już ja wiedziałem, że będę wbijał co innego i na pewno nie w ziemię. Namiot w moich spodniach był już dawno rozstawiony.

Podróż do miejsca odosobnienia mojej towarzyszki zajęła około 30 minut. Czas ten minął na rozmowach o niczym i wpatrywaniu się w dorodny tyłek maszerujący przede mną. Na miejscu zastałem całkiem solidny, dwuosobowy namiot. Śledzie oczywiście były wbite i nie wymagały żadnej poprawy. Inez zaproponowała rozpalenie ogniska i napicie się wina które miała w namiocie. Szczerze, to liczyłem na szybsze przejście do meritum i powrót na bazę, ale cóż…stwierdziłem, że panienka koniecznie chce zachować pozory przyzwoitości z obcym facetem w środku lasu. Na szczęście palenisko było już przygotowane. Po rozpaleniu ogniska, wypiciu paru kubków wina a także wysłuchaniu opowieści o wspaniałym narzeczonym układającym glazurę u murzynów w GB, postanowiłem przejść do konkretów. Zapytałem wprost:
-które śledzie mam Ci wbić?
-ty głuptasie-odpowiedziała-nic nie trzeba wbijać…
Jakbym kurwa nie wiedział. Zagrywka jednak odniosła skutek a moja towarzyszka wyczuła zniecierpliwienie. Nim się obejrzałem klęczała przede mną i rozpinała mój rozporek w celu wypuszczenia rozwścieczonego byka którego będzie próbowała poskromić.
Cdn.
To co działo się dalej to urzeczywistnienie najskrytszych fantazji pomieszanych z akcjami rodem z najbardziej spektakularnych filmów porno. Po kilkuminutowym feliatto i rozgrzaniu mnie do czerwoności, blondyneczka była rozebrana i przygotowana pod ostrze. Piękne zgrabne ciało, pełne piersi, idealne wcięcie w talii, długie smukłe nogi i gładko ogolona cipka przyozdobiona subtelną fryzurką intymną. Rzuciłem ją na koc koło ogniska i tam przeszedłem do ofensywy. Przez kilka godzin przerobiliśmy kilkadziesiąt pozycji finiszując przy tym kilkukrotnie. Na taczkę, po chłopsku, na misjonarza, Lady Makbet, na świecę, ośmiornica, trapez, na jeźdźca, na pieska, motyl, ognisty krąg, kubełek, tron cesarza, leżak, most, kołyska. Anal, rimming, fisting. Finisz w ustach, na twarzy, na cycki i w obydwóch dziurkach. Poznałem każdy centymetr tego zgrabnego ciała, mój Wacek także. Dobrze, że nieopodal płynął strumyk, można było się opłukać oraz schłodzić karabin rozgrzany do czerwoności. Po kilkugodzinnych wygibasach stwierdziłem, że wystrzelałem wszystkie naboje i czas zawijać do portu. Inez zaczęła nalegać żebym został do rana bo to jej ostatni dzień tutaj i już więcej się nie zobaczymy.
-Jakbym liczył na coś innego-pomyślałem w duchu.
Spojrzałem w niebo, już prawie świtało. Myślę sobie, chuj mi w dupe. Dopiję wino, kimnę się 3 godziny i spadam. Wbiłem do namiotu razem z właścicielką. To co działo się ze mną kilkanaście kolejnych godzin, stanowi dla mnie zagadkę do dziś. Kiedy ponownie otworzyłem oczy, była znów noc a ja leżałem na środku jakiejś polany, przywiązany do ziemi, pośrodku wielkiego pentagramu ułożonego z kamieni. Miałem nadzieję, że to kolejna erotyczny zabawa wymyślona przez zboczoną pannę.
Cdn.
Awatar użytkownika
empir
rasowy masterfulowicz
Posty: 3271
Rejestracja: 31-08-2008, 23:17
Lokalizacja: silesia

Re: Kącik rozwodnika

03-07-2021, 22:01

No kurwa.
Masterton piszący harlequina.

Wysłane z mojego Mi A2 przy użyciu Tapatalka

Awatar użytkownika
Medard
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 7379
Rejestracja: 22-04-2017, 19:15

Re: Kącik rozwodnika

04-07-2021, 10:02

empir pisze:
03-07-2021, 22:01
No kurwa.
Masterton piszący harlequina.

Wysłane z mojego Mi A2 przy użyciu Tapatalka
Zakończenie jest oczywiste, Rumburak tak zajadle ruchał babkę Mariusza Wędliniarza, która wypiła eliksiry młodości. Chciała się zabawić, a potem pojmać jednego z rycerzy Św. Krzyża.
Rumb miał wpadkę, bo myślał, że to ulubiona bułgarka, jedna z tych, które stoją przy drodze w okolicach Zębca i gdy się uwolnił rzygał trzy dni.
Die Welt ist meine Vorstellung.
Awatar użytkownika
Rumburak
weteran forumowych bitew
Posty: 1287
Rejestracja: 22-12-2016, 20:43

Re: Kącik rozwodnika

04-07-2021, 12:34

Rumburak pisze:
03-07-2021, 20:42
Rumburak pisze:
03-07-2021, 13:18
Rumburak pisze:
28-06-2021, 21:58
Witam Panów.
Długo zastanawiałem się czy zabierać głos w tym wątku czy ograniczyć się do podsmiechujków. Wygrała pierwsza opcja. Piszę to ku przestrodze a nie w celu pochwalenia się miłosnymi podbojami. Do rzeczy.
Pewnego czerwcowego wieczoru, patrolowalem szlaki na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Wracając już do bazy, moim oczom ukazała się wyjątkowej urody turystka, siedząca frywolnie na kamieniu znajdującym się na skraju lasu. Owa turystka, odziana była w króciutkie spodenki, spod których wystawały pięknie zarysowane, zgrabne pośladki. Spod obcisłej koszulki na ramiączkach próbowały wyskoczyć jędrne, dorodne piersi. Na jej twarzy okolonej przez lśniące blond włosy ścięte na boba, gościł piękny, zniewalający uśmiech. Miecz w mych spodniach dał sygnał do ataku.
Cdn.
Podszedłem do damy pewnym krokiem i rzuciłem nonszalancko:
-wygląda Pani tak, jakby potrzebowała czyjegoś towarzystwa
Spojrzała na mnie przeszywającym wzrokiem i uśmiechając się, nic nie odpowiedziała. Nacierałem dalej.
-Pani niech zastanowi się co odpowiedzieć a ja pomyślę czy bardzo panią bolało jak spadła pani z nieba.
Spojrzałem kolejny raz w jej wielkie błękitne oczy i wyczytałem w nich, że po tym tekście jest już moja.
Mój obiekt adoracji podniósł się z kamienia na którym siedział, frywolnie otrzepał pośladki z piachu i odparł:
-Dobrze się składa piękny kawalerze bo trochę nudno mnie tu samej i tęskno do zabawy.
Przez chwilę zastanowił mnie wschodni akcent i dość nietypowy język używany przez niewiastę. Chwila to słowo klucz, w tym momencie nie myślałem już głową znajdująca się na szyi. Wierzcie lub nie, ale nawet nie zapytałem czy jest zaszczepiona.
Damulka poinformowała mnie, że rozbiła mini obóz w głębi lasu. Twierdziła, że przyjechała na wakacje z koleżanką i jej narzeczonym. Ona też miała przyjechać z chłopakiem, ale ten w ostatniej chwili wyjechał do Anglii, żeby zarabiać na ich ślub. Wynajęli czteroosobowy domek w pobliskiej miejscowości. Inez-bo tak przedstawiała się ślicznotka, postanowiła pobyć sama przez 2,3 dni i pozbierać myśli. Nie bez znaczenia była również chęć ucieczki od odgłosów wydawanych przez baraszkujących notorycznie współlokatorów.
Po kilku minutach rozmowy, dama zaprosiła mnie do swojego miejsca odosobnienia pod pretekstem wbicia śledzi od namiotu. Już ja wiedziałem, że będę wbijał co innego i na pewno nie w ziemię. Namiot w moich spodniach był już dawno rozstawiony.

Podróż do miejsca odosobnienia mojej towarzyszki zajęła około 30 minut. Czas ten minął na rozmowach o niczym i wpatrywaniu się w dorodny tyłek maszerujący przede mną. Na miejscu zastałem całkiem solidny, dwuosobowy namiot. Śledzie oczywiście były wbite i nie wymagały żadnej poprawy. Inez zaproponowała rozpalenie ogniska i napicie się wina które miała w namiocie. Szczerze, to liczyłem na szybsze przejście do meritum i powrót na bazę, ale cóż…stwierdziłem, że panienka koniecznie chce zachować pozory przyzwoitości z obcym facetem w środku lasu. Na szczęście palenisko było już przygotowane. Po rozpaleniu ogniska, wypiciu paru kubków wina a także wysłuchaniu opowieści o wspaniałym narzeczonym układającym glazurę u murzynów w GB, postanowiłem przejść do konkretów. Zapytałem wprost:
-które śledzie mam Ci wbić?
-ty głuptasie-odpowiedziała-nic nie trzeba wbijać…
Jakbym kurwa nie wiedział. Zagrywka jednak odniosła skutek a moja towarzyszka wyczuła zniecierpliwienie. Nim się obejrzałem klęczała przede mną i rozpinała mój rozporek w celu wypuszczenia rozwścieczonego byka którego będzie próbowała poskromić.
Cdn.
To co działo się dalej to urzeczywistnienie najskrytszych fantazji pomieszanych z akcjami rodem z najbardziej spektakularnych filmów porno. Po kilkuminutowym feliatto i rozgrzaniu mnie do czerwoności, blondyneczka była rozebrana i przygotowana pod ostrze. Piękne zgrabne ciało, pełne piersi, idealne wcięcie w talii, długie smukłe nogi i gładko ogolona cipka przyozdobiona subtelną fryzurką intymną. Rzuciłem ją na koc koło ogniska i tam przeszedłem do ofensywy. Przez kilka godzin przerobiliśmy kilkadziesiąt pozycji finiszując przy tym kilkukrotnie. Na taczkę, po chłopsku, na misjonarza, Lady Makbet, na świecę, ośmiornica, trapez, na jeźdźca, na pieska, motyl, ognisty krąg, kubełek, tron cesarza, leżak, most, kołyska. Anal, rimming, fisting. Finisz w ustach, na twarzy, na cycki i w obydwóch dziurkach. Poznałem każdy centymetr tego zgrabnego ciała, mój Wacek także. Dobrze, że nieopodal płynął strumyk, można było się opłukać oraz schłodzić karabin rozgrzany do czerwoności. Po kilkugodzinnych wygibasach stwierdziłem, że wystrzelałem wszystkie naboje i czas zawijać do portu. Inez zaczęła nalegać żebym został do rana bo to jej ostatni dzień tutaj i już więcej się nie zobaczymy.
-Jakbym liczył na coś innego-pomyślałem w duchu.
Spojrzałem w niebo, już prawie świtało. Myślę sobie, chuj mi w dupe. Dopiję wino, kimnę się 3 godziny i spadam. Wbiłem do namiotu razem z właścicielką. To co działo się ze mną kilkanaście kolejnych godzin, stanowi dla mnie zagadkę do dziś. Kiedy ponownie otworzyłem oczy, była znów noc a ja leżałem na środku jakiejś polany, przywiązany do ziemi, pośrodku wielkiego pentagramu ułożonego z kamieni. Miałem nadzieję, że to kolejna erotyczny zabawa wymyślona przez zboczoną pannę.
Cdn.
Leżałem tak kilka minut i miałem coraz więcej wątpliwości odnośnie tego co mnie czeka. Dalsze igraszki stawały się coraz mniej prawdopodobne. W oddali usłyszałem rozmowę kilku osób, nie byłem w stanie wychwycić czego dotyczyła, natomiast pojedyncze słowa które do mnie dobiegały nie napawały optymizmem.
-rytuał, krew, nasienie, wskrzeszenie itp.
Po kilku chwilach dostrzegłem zarys czterech postaci wyłaniających się z mroku. Dwóch mężczyzn i dwie kobiety w tym moja kochanka którą rozpoznałem gdy księżyc oświetlił jej oblicze.
-co tu się odpierdala? - zapytałem zniecierpliwiony-wszystkich was nie wyrucham, nie ma opcji. Mogę obrobić te dwie panie a wy możecie popatrzeć zza krzaka i wystrugać marchewy-zwróciłem się do dwóch fagasów.
-milcz prostaku-odparł jeden z fagasów i uderzył mnie w twarz.
-Inez biła mocniej gdy przerabialiśmy s/m pieprzona cioto.
Tym razem poprawił solidniej, zalałem się krwią.
-Inez, co się dzieje? Za słabo cię przeleciałem? Co to za hucpa?
Nie odpowiadając rozpaliła stos suchych gałęzi znajdujących się obok mnie. Ogień oświetlił oblicze wszystkich zgromadzonych. Widok ten uświadomił mi, że znajduję się w gorszych tarapatach niż przypuszczałem. Trzy pozostałe osoby rozpoznałem jako członków satanistycznej sekty zwanej Rodziną z Wąchocka.
-witaj rycerzyku-rzucił z nieskrywaną satysfakcją Witek Warchoł-poszukiwany przez zakon przywódca sekty.

Rodzina z Wąchocka. Grupka szajbusów mająca na swoim koncie liczne występki przeciwko mieniu i uczuciom religijnym. Ich znakiem firmowym było wylizywanie czaszek na błysk i ustawianie ich w publicznych miejscach. Oczywiście lizanie czaszek relacjonowali przy pomocy insta, tiktoka i facebooka. Miarka się przebrała, gdy wylizali czaszkę matki jakiegoś starachowickiego radnego i ustawili ją na Starze, który robi za eksponat na jednym ze skrzyżowań w Starachowicach. Wtedy też zakon otrzymał zlecenie na Witka Warchoła. W związku z innym wydarzeniami grubszego kalibru, temat ten traktowaliśmy po macoszemu. Szybko okazało się, że popełniliśmy błąd. Witek nie wyglądał jak typowy przywódca szajki satanistów. Był łysy, dobrze zbudowany i nosił patriotyczną odzież. Szybko okazało się, że narzeczony Inez układający glazurę w GB to Warchoł we własnej osobie. Resztę szajki stanowili padawan Warchoła o imieniu Daniel i jego laska do której zwracali się per Sasza. Daniel był typowym, zabiedzonym wszaruchem pod nóż do cebuli. Sasza urodą nie umywała się do Inez, ale gdybym poznał ją w innych okolicznościach także mogłaby skończyć na moim palu.

-Ej! brudasy!-krzyknąłem zniecierpliwiony do Daniela i Saszy znajdujących się w pobliżu.
-powie mi ktoś co tu się dzieje?
-za chwilę wszystkiego się dowiesz klasztorny ciemiężycielu - pisnął Daniel
-skoro tak mówisz leszczu to czekam... a w tzw. międzyczasie podeślij Saszkę, żeby wypolerowała mi berło.
Wszaruch zacisnął swe watłe piąstki i rzucił się na mnie co mocno mnie rozbawiło. Sasza ściągała go ze mnie a z odsieczą przybiegł Witek.
-co tu się dzieje!? Krzyknął wyraźnie poirytowany przywódca szajki.
-ten śmieć nakłania Saszę do innych czynności seksualnych-pożalił się Daniel swojemu pryncypałów.
-spokojnie- odparł satnistyczny husarz patriota- za chwilę nie będzie miał do tego głowy. Dosłownie i przenośni - hehehe.
-Dobra ulańcu-zwrociłem się do Witka-powiesz mi wreszcie o co chodzi? Mało wam lizania mojego prącia? Teraz chcecie czaszkę?
Witek zdawał się nie tracić fasonu.
-naprawimy to co zepsułeś kilka miesięcy temu rycerzyku…
-spokojnie,rozrusznik w passacie wymienię sobie sam. Możecie mnie rozwiązać.
-Nie, żartowniśu. Nie o twojego passata się tu rozchodzi.
-no coś ty głupi chuju? Naprawdę?
W tym momencie Witek skinął na Daniela który kopnął mnie w brzuch.
-okej-zaczął Witek-pożartowaliśmy a teraz przejdziemy do konkretów. Jesteś tu ścierwo po to, abyśmy mogli wskrzesić kogoś, kogo zamordowałeś w bitwie pod Klasztorem.
-Streczetella-pomyślałem.
-Tak, Streczetellę-odparł Witak jak gdyby czytał mi w myślach.
-No, niby jak chcecie to zrobić skoro truchło starej leży w kazamatach pod klasztorem? - leży, prawda? - zadałem sobie w duchu pytanie.
Witek uśmiechnął się triumfalnie i zapytał
-kiedy ostatni raz wykonałeś pełny obchód podziemi na służbie?
-kurwa-pomyślałem-na zlecenie Zygfryda miałem patrolować kazamaty a raz w tygodniu, robić inwentarz krypty w której trzymaliśmy demoniczne artefakty. Było tam między innymi truchło Streczetelli, zaspawane w metalowej trumnie. Niestety, po drodze była piwniczka z bimbrem i tam też kończył się mój patrol. Na iPodzie odznaczałem wszystkie pozycje na stanie nie zaglądając do krypty.
Demoniczny husarz uśmiechnął się szeroko widząc moją minę.
-no właśnie moczymordo, dzięki twoim ułomnościom, przynajmniej częściowo naprawimy to co udało ci się zniszczyć.

Zygfryd opowiadał mi kilkukrotnie o rytuałach wskrzeszenia wiedźm, wszystko stało się jasne. Mieli truchło wiedźmy, nasienie zabójcy a za chwilę pewnie też jego krew z poderżniętego gardła . Pozostało mi niewiele czasu. Musiałem szybko coś wymyślić. Tymczasem księżyc oświetlił metalowa puszkę na wzniesieniu, kilkadziesiąt metrów od miejsca w którym leżałem. Tą samą puszkę w której zamknęliśmy ścierwo Streczetelli.
Awatar użytkownika
Sybir
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 6776
Rejestracja: 16-11-2011, 22:15
Lokalizacja: szpital przemienienia

Re: Kącik rozwodnika

04-07-2021, 13:17

Rodzina z Wąchocka.
Umarłem! :D
nicram pisze:Antichrist niszczy UaFM w pięć sekund.
Triceratops pisze:szczepic sie mozna na rzadko mutujace i w miare stale genetycznie wirusy, jak gruzlica, krztusiec, blonica czy np koklusz
Awatar użytkownika
Gunman
weteran forumowych bitew
Posty: 1663
Rejestracja: 13-07-2012, 20:23

Re: Kącik rozwodnika

04-07-2021, 14:56

Rzeczywiście Stary stoją na skrzyżowaniach w moim mieście
Awatar użytkownika
Rumburak
weteran forumowych bitew
Posty: 1287
Rejestracja: 22-12-2016, 20:43

Re: Kącik rozwodnika

10-07-2021, 10:36

Leżałem tak i w międzyczasie planowałem jak oswobodzić się ze śmiertelnego uścisku przy okazji nie dopuszczając do wskrzeszenia martwego zła. Nie miałem zbyt wiele opcji. Postanowiłem skłócić i podjudzić towarzystwo. Czasu miałem niewiele ponieważ przygotowania do zarżnięcia mnie jak prosiaka dobiegały końca. Po raz pierwszy od dłuższego czasu w okolicy mojego miejsca kaźni pojawiła się Inez.
-witaj ślicznotko, stęskniłem się za tobą-pieprzyłem trzy po trzy nie mając lepszego pomysłu. Nie zareagowała. Postanowiłem pójść na całość.
-wiesz...nie spodziewałem się,że poczuję coś do kobiety którą poznałem kilkanaście godzin temu. Fakt,że byłem dla niej jedynie narzędziem sprawia mi dodatkowy ból,ale nie jest w stanie zgasić tlącego się uczucia.
Inez stanęła jak wryta a na jej twarzy malowały się liczne wątpliwości.
-zdajesz sobie sprawę,że dla Witka jesteś jedynie narzędziem? Takim samym jak ja dla Ciebie? On cię nie kocha. Najpierw pcha cię w łapy obcego faceta bo potrzebne mu jego nasienie, potem pchnie cię w łapska Streczetelli. Nie będziesz mu już do niczego potrzebna. To łgarz i ojciec kłamstw.
Po policzkach mojej kochanki spłynęły łzy. Widać było,że broni się przed uczuciem.
-Inez, możemy to wszystko naprawić i być szczęśliwi.Razem.
W tym momencie rozpłakała się i pobiegła w stronę lasu.
-Inez, uwolnij mnie. Naprawimy to!
Nie miałem pojęcia jaki przyniesie to skutek ale nic innego mi nie pozostało.Kolejnym osobnikiem który się nawinął był przywódca Rodziny z Wąchocka.
-Siema Wicio!-zagadałem
-Widzę,że dobry humor nie odpuszcza. To dobrze-odpowiedział.
-Wiesz Wicio, wiem co nie co o rytuale wskrzeszenia i co jest do niego potrzebne.
-Niedługo przekonasz się na własnej skórze rycerzyku-odparł zadowolony.
-Tak, ale ja nie o tym. Wiem,że do jego przeprowadzenia potrzebne jest między innymi kilka kropel nasienia zabójcy…
-no i ?
-no nic, tak się tylko zastanawiam po co Inez zdoiła ze mnie całe wiadro? chcecie wskrzesić całą armię ubitą pod klasztorem?
-co!?
-a no to,że rżnąłem ją całą noc i była zachwycona. Środki nasenne podała mi dopiero nad ranem, gdy wystrzelałem się z całego ładunku a mój miecz powiedział dość. Mało brakowało a po prostu wróciłbym na bazę. XD - zaśmiałem się w niebogłosy.
Twarz Witka nabiegła krwią ze wściekłości, pobiegł w kierunku lasu. Kilka chwil później usłyszałem krzyki. Rozpoznałem wzburzone głosy Inez i wiejskiego sekciarza. Prawdopodobnie padły też ciosy wymierzone przez glazurnika.
Dobrze zatem, została jeszcze jedna parka, ale tu zadanie nie było zbyt trudne.
-Hej Sasza!-krzyknąłem gdy pojawiła się w zasięgu mojego wzroku.
-czego psie?-próbowała być ostra jak brzytwa.
-wiesz, prawdopodobnie to ostatnie chwile mojego żywota, więc przed jego zakończeniem chciałbym poznać odpowiedź na nurtujące mnie pytanie…
-i co ja mam do tego?
-tak się składa,że masz bo dotyczy ono ciebie…
-bez różnicy, pytaj i tak zaraz cię zarżniemy-rzuciła uroczo.
-zastanawia mnie co taka piękna i zjawiskowa kobieta robi u boku niedomytego wszarucha.
-yyyyy-zastanowiała się z gracją typową dla mrocznej Karyny.
Nie czekając na odpowiedź szedłem za ciosem.
-druga sprawa nad którą myślę… czemu nie jesteś u boku przywódcy zamiast Inez która nie umywa się do ciebie pod żadnym względem-tu oczywiście nakłamałem.
-nie daje mi też spokoju myśl, czemu to Inez a nie ty zostałaś wytypowana aby mnie uwieść. Ty w przeciwieństwie do niej nie musiałabyś stosować się do żadnych forteli. Jadłbym Ci z ręki i był na każde Twoje skinienie.
Sasza słuchała z coraz większym zainteresowaniem. Kułem żelazo póki gorące.
-sądzę,że osoba która pozyskała nasienie do rytuału wskrzeszenia będzie miała szczególne względy u wiedźmy.
Rybka połknęła haczyk. Kilka chwil później Saszka wróciła z kubkiem na nasienie i rozpinała mój rozporek. Po postawieniu masztu za pomocą ust i rączki nadziała się na niego z nieukrywaną radością. Była na tyle sprawna w tym co robi,że ciężko było mi powstrzymać się z finiszem. Musiałem go opóźnić licząc,że w okolicy pojawi się Daniel i przyłapie swoją oblubienicę na gorącym uczynku. Na szczęście długo czekać nie musiałem.
-ty szmato!-usłyszałem piskliwy głos w oddali i ujrzałem pokracznego wszarucha biegnącego w naszą stronę.
Sasza była na tyle zdeterminowana,że zdawała się nie zwracać uwagi na nadciągającego Daniela. Po kilku chwilach nastąpiła erupcja.
cdn.
Awatar użytkownika
Medard
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 7379
Rejestracja: 22-04-2017, 19:15

Re: Kącik rozwodnika

10-07-2021, 19:35

Rumburak pisze:
10-07-2021, 10:36
Leżałem tak i w międzyczasie planowałem jak oswobodzić się ze śmiertelnego uścisku przy okazji nie dopuszczając do wskrzeszenia martwego zła. Nie miałem zbyt wiele opcji. Postanowiłem skłócić i podjudzić towarzystwo. Czasu miałem niewiele ponieważ przygotowania do zarżnięcia mnie jak prosiaka dobiegały końca. Po raz pierwszy od dłuższego czasu w okolicy mojego miejsca kaźni pojawiła się Inez.
-witaj ślicznotko, stęskniłem się za tobą-pieprzyłem trzy po trzy nie mając lepszego pomysłu. Nie zareagowała. Postanowiłem pójść na całość.
-wiesz...nie spodziewałem się,że poczuję coś do kobiety którą poznałem kilkanaście godzin temu. Fakt,że byłem dla niej jedynie narzędziem sprawia mi dodatkowy ból,ale nie jest w stanie zgasić tlącego się uczucia.
Inez stanęła jak wryta a na jej twarzy malowały się liczne wątpliwości.
-zdajesz sobie sprawę,że dla Witka jesteś jedynie narzędziem? Takim samym jak ja dla Ciebie? On cię nie kocha. Najpierw pcha cię w łapy obcego faceta bo potrzebne mu jego nasienie, potem pchnie cię w łapska Streczetelli. Nie będziesz mu już do niczego potrzebna. To łgarz i ojciec kłamstw.
Po policzkach mojej kochanki spłynęły łzy. Widać było,że broni się przed uczuciem.
-Inez, możemy to wszystko naprawić i być szczęśliwi.Razem.
W tym momencie rozpłakała się i pobiegła w stronę lasu.
-Inez, uwolnij mnie. Naprawimy to!
Nie miałem pojęcia jaki przyniesie to skutek ale nic innego mi nie pozostało.Kolejnym osobnikiem który się nawinął był przywódca Rodziny z Wąchocka.
-Siema Wicio!-zagadałem
-Widzę,że dobry humor nie odpuszcza. To dobrze-odpowiedział.
-Wiesz Wicio, wiem co nie co o rytuale wskrzeszenia i co jest do niego potrzebne.
-Niedługo przekonasz się na własnej skórze rycerzyku-odparł zadowolony.
-Tak, ale ja nie o tym. Wiem,że do jego przeprowadzenia potrzebne jest między innymi kilka kropel nasienia zabójcy…
-no i ?
-no nic, tak się tylko zastanawiam po co Inez zdoiła ze mnie całe wiadro? chcecie wskrzesić całą armię ubitą pod klasztorem?
-co!?
-a no to,że rżnąłem ją całą noc i była zachwycona. Środki nasenne podała mi dopiero nad ranem, gdy wystrzelałem się z całego ładunku a mój miecz powiedział dość. Mało brakowało a po prostu wróciłbym na bazę. XD - zaśmiałem się w niebogłosy.
Twarz Witka nabiegła krwią ze wściekłości, pobiegł w kierunku lasu. Kilka chwil później usłyszałem krzyki. Rozpoznałem wzburzone głosy Inez i wiejskiego sekciarza. Prawdopodobnie padły też ciosy wymierzone przez glazurnika.
Dobrze zatem, została jeszcze jedna parka, ale tu zadanie nie było zbyt trudne.
-Hej Sasza!-krzyknąłem gdy pojawiła się w zasięgu mojego wzroku.
-czego psie?-próbowała być ostra jak brzytwa.
-wiesz, prawdopodobnie to ostatnie chwile mojego żywota, więc przed jego zakończeniem chciałbym poznać odpowiedź na nurtujące mnie pytanie…
-i co ja mam do tego?
-tak się składa,że masz bo dotyczy ono ciebie…
-bez różnicy, pytaj i tak zaraz cię zarżniemy-rzuciła uroczo.
-zastanawia mnie co taka piękna i zjawiskowa kobieta robi u boku niedomytego wszarucha.
-yyyyy-zastanowiała się z gracją typową dla mrocznej Karyny.
Nie czekając na odpowiedź szedłem za ciosem.
-druga sprawa nad którą myślę… czemu nie jesteś u boku przywódcy zamiast Inez która nie umywa się do ciebie pod żadnym względem-tu oczywiście nakłamałem.
-nie daje mi też spokoju myśl, czemu to Inez a nie ty zostałaś wytypowana aby mnie uwieść. Ty w przeciwieństwie do niej nie musiałabyś stosować się do żadnych forteli. Jadłbym Ci z ręki i był na każde Twoje skinienie.
Sasza słuchała z coraz większym zainteresowaniem. Kułem żelazo póki gorące.
-sądzę,że osoba która pozyskała nasienie do rytuału wskrzeszenia będzie miała szczególne względy u wiedźmy.
Rybka połknęła haczyk. Kilka chwil później Saszka wróciła z kubkiem na nasienie i rozpinała mój rozporek. Po postawieniu masztu za pomocą ust i rączki nadziała się na niego z nieukrywaną radością. Była na tyle sprawna w tym co robi,że ciężko było mi powstrzymać się z finiszem. Musiałem go opóźnić licząc,że w okolicy pojawi się Daniel i przyłapie swoją oblubienicę na gorącym uczynku. Na szczęście długo czekać nie musiałem.
-ty szmato!-usłyszałem piskliwy głos w oddali i ujrzałem pokracznego wszarucha biegnącego w naszą stronę.
Sasza była na tyle zdeterminowana,że zdawała się nie zwracać uwagi na nadciągającego Daniela. Po kilku chwilach nastąpiła erupcja.
cdn.
Czy kolega motzny może pokazać kto rządzi w tym temacie...tzn rucha?
Ostatnio brak wiadomości o pani psycholog .
Die Welt ist meine Vorstellung.
Awatar użytkownika
Rumburak
weteran forumowych bitew
Posty: 1287
Rejestracja: 22-12-2016, 20:43

Re: Kącik rozwodnika

10-07-2021, 19:46

Spierdalaj mi Medard z tematu, teraz ja mam swoje 5 minut.
mocny2_3
weteran forumowych bitew
Posty: 1130
Rejestracja: 17-02-2018, 21:00

Re: Kącik rozwodnika

10-07-2021, 19:48

Medard różnica polega na tym, że ja rucham a kolega pisze bajki.I dobry w tym jest ;) jedziesz dalej burak
Awatar użytkownika
Rumburak
weteran forumowych bitew
Posty: 1287
Rejestracja: 22-12-2016, 20:43

Re: Kącik rozwodnika

10-07-2021, 19:51

:D Spoko grubasie, zaraz wrzucę dalszą część moich wspomnień żebyś mógł się chociaż potasować :D
Awatar użytkownika
Rumburak
weteran forumowych bitew
Posty: 1287
Rejestracja: 22-12-2016, 20:43

Re: Kącik rozwodnika

10-07-2021, 20:05

Rumburak pisze:
10-07-2021, 10:36
Leżałem tak i w międzyczasie planowałem jak oswobodzić się ze śmiertelnego uścisku przy okazji nie dopuszczając do wskrzeszenia martwego zła. Nie miałem zbyt wiele opcji. Postanowiłem skłócić i podjudzić towarzystwo. Czasu miałem niewiele ponieważ przygotowania do zarżnięcia mnie jak prosiaka dobiegały końca. Po raz pierwszy od dłuższego czasu w okolicy mojego miejsca kaźni pojawiła się Inez.
-witaj ślicznotko, stęskniłem się za tobą-pieprzyłem trzy po trzy nie mając lepszego pomysłu. Nie zareagowała. Postanowiłem pójść na całość.
-wiesz...nie spodziewałem się,że poczuję coś do kobiety którą poznałem kilkanaście godzin temu. Fakt,że byłem dla niej jedynie narzędziem sprawia mi dodatkowy ból,ale nie jest w stanie zgasić tlącego się uczucia.
Inez stanęła jak wryta a na jej twarzy malowały się liczne wątpliwości.
-zdajesz sobie sprawę,że dla Witka jesteś jedynie narzędziem? Takim samym jak ja dla Ciebie? On cię nie kocha. Najpierw pcha cię w łapy obcego faceta bo potrzebne mu jego nasienie, potem pchnie cię w łapska Streczetelli. Nie będziesz mu już do niczego potrzebna. To łgarz i ojciec kłamstw.
Po policzkach mojej kochanki spłynęły łzy. Widać było,że broni się przed uczuciem.
-Inez, możemy to wszystko naprawić i być szczęśliwi.Razem.
W tym momencie rozpłakała się i pobiegła w stronę lasu.
-Inez, uwolnij mnie. Naprawimy to!
Nie miałem pojęcia jaki przyniesie to skutek ale nic innego mi nie pozostało.Kolejnym osobnikiem który się nawinął był przywódca Rodziny z Wąchocka.
-Siema Wicio!-zagadałem
-Widzę,że dobry humor nie odpuszcza. To dobrze-odpowiedział.
-Wiesz Wicio, wiem co nie co o rytuale wskrzeszenia i co jest do niego potrzebne.
-Niedługo przekonasz się na własnej skórze rycerzyku-odparł zadowolony.
-Tak, ale ja nie o tym. Wiem,że do jego przeprowadzenia potrzebne jest między innymi kilka kropel nasienia zabójcy…
-no i ?
-no nic, tak się tylko zastanawiam po co Inez zdoiła ze mnie całe wiadro? chcecie wskrzesić całą armię ubitą pod klasztorem?
-co!?
-a no to,że rżnąłem ją całą noc i była zachwycona. Środki nasenne podała mi dopiero nad ranem, gdy wystrzelałem się z całego ładunku a mój miecz powiedział dość. Mało brakowało a po prostu wróciłbym na bazę. XD - zaśmiałem się w niebogłosy.
Twarz Witka nabiegła krwią ze wściekłości, pobiegł w kierunku lasu. Kilka chwil później usłyszałem krzyki. Rozpoznałem wzburzone głosy Inez i wiejskiego sekciarza. Prawdopodobnie padły też ciosy wymierzone przez glazurnika.
Dobrze zatem, została jeszcze jedna parka, ale tu zadanie nie było zbyt trudne.
-Hej Sasza!-krzyknąłem gdy pojawiła się w zasięgu mojego wzroku.
-czego psie?-próbowała być ostra jak brzytwa.
-wiesz, prawdopodobnie to ostatnie chwile mojego żywota, więc przed jego zakończeniem chciałbym poznać odpowiedź na nurtujące mnie pytanie…
-i co ja mam do tego?
-tak się składa,że masz bo dotyczy ono ciebie…
-bez różnicy, pytaj i tak zaraz cię zarżniemy-rzuciła uroczo.
-zastanawia mnie co taka piękna i zjawiskowa kobieta robi u boku niedomytego wszarucha.
-yyyyy-zastanowiała się z gracją typową dla mrocznej Karyny.
Nie czekając na odpowiedź szedłem za ciosem.
-druga sprawa nad którą myślę… czemu nie jesteś u boku przywódcy zamiast Inez która nie umywa się do ciebie pod żadnym względem-tu oczywiście nakłamałem.
-nie daje mi też spokoju myśl, czemu to Inez a nie ty zostałaś wytypowana aby mnie uwieść. Ty w przeciwieństwie do niej nie musiałabyś stosować się do żadnych forteli. Jadłbym Ci z ręki i był na każde Twoje skinienie.
Sasza słuchała z coraz większym zainteresowaniem. Kułem żelazo póki gorące.
-sądzę,że osoba która pozyskała nasienie do rytuału wskrzeszenia będzie miała szczególne względy u wiedźmy.
Rybka połknęła haczyk. Kilka chwil później Saszka wróciła z kubkiem na nasienie i rozpinała mój rozporek. Po postawieniu masztu za pomocą ust i rączki nadziała się na niego z nieukrywaną radością. Była na tyle sprawna w tym co robi,że ciężko było mi powstrzymać się z finiszem. Musiałem go opóźnić licząc,że w okolicy pojawi się Daniel i przyłapie swoją oblubienicę na gorącym uczynku. Na szczęście długo czekać nie musiałem.
-ty szmato!-usłyszałem piskliwy głos w oddali i ujrzałem pokracznego wszarucha biegnącego w naszą stronę.
Sasza była na tyle zdeterminowana,że zdawała się nie zwracać uwagi na nadciągającego Daniela. Po kilku chwilach nastąpiła erupcja.
cdn.
Zdyszany padawan z nienawiścią w oczach zrzucił ze mnie Saszę wijącą się jeszcze w miłosnym uniesieniu i zaczął okładać mnie piąstkami. Udało mi się powstrzymać wybuch śmiechu.
-Danielu opanuj się!-krzyknąłem-jeśli nie zauważyłeś, to leże tu związany od kilku godzin. To nie ja wlazłem na twoją pannę.
-Ty sukinsynu-piszczał-opanowałeś ją jakimiś magicznymi sztuczkami!
W sumie to jestem rycerzem nie magikiem ale na takich sztuczkach się znam. Hehehhe
-Daniel! kurwa, czy ty się słyszysz? ja zabijam czarownice a nie czaruję razem z nimi! Podeszła do mnie bez słowa, rozsunęła rozporek a co działo się dalej sam widziałeś...zgwałciła mnie i uciekła z moim nasieniem!
Daniel oszołomiony i zdyszany rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu Saszy.
-zabiję cię ty dziwko!-krzyknął i pobiegł w stronę lasu z szaleństwem w oczach.
W idealnym świecie towarzystwo powyżynałoby się nawzajem a ja oswobodził się z uwięzi i wrócił na bazę, niestety to byłoby zbyt proste. Po około godzinie powróciła cała czwórka.Wprawdzie damska część z podbitymi oczami a męska z jeszcze większą nienawiścią w oczach pałającą do mojej skromnej osoby.
-Ten skurwiel nami manipuluje-zawył jak kojot Daniel-już północ zaczynajmy wreszcie i ukatrupmy tego robaka zanim się pozabijamy!
Witek skinął głową na znak aprobaty, Sasza udała się w okolice metalowej trumny rozpalić wbite w ziemię pochodnie, Daniel przyniósł jakąś glinianą miednicę, pewnie na moją krew.
Inez podpaliła drewniany, odwrócony krzyż wbity w ziemię za moją głową. Guru Rodziny przekazał swojemu padawanowi jakieś rytualne ostrze.
-czyń honory przyjacielu-rzucił do Daniela-zakończ żywot tej świni i przywróćmy bieg wydarzeń który przerwał razem z klasztornymi plugawcami.
Padawan z nieskrywaną radością chwycił ostrze, teraz zemsta miała dla niego także wymiar osobisty.
-chwileczkę-wtrąciła Inez-chciałabym zostawić prezent naszemu rycerzykowi.
Zniecierpliwiony aczkolwiek zaciekawiony Witek skinął głową na znak aprobaty, jednocześnie powstrzymał Daniela gestem dłoni przed rozpłataniem mojego gardła.
Inez usiadła na mnie okrakiem i wyciągnęła ostrze zza paska spodni. Rozerwała moją koszulkę a na piersi wycięła mi serce z literą W jak Witek pośrodku. Wąchocki Charles Manson pękał z dumy na widok dzieła swojej narzeczonej.
No kurwa pięknie-pomyślałem-wielki rycerz świętego krzyża skończy zaciukany na polanie przez bandę obwiesi z których połowa to kobiety.
Inez podnosząc się ze mnie wcisnęła mi dyskretnie w dłoń jakiś przedmiot. Dość szybko się zorientowałem co to. Był to nóż do cebuli z mojej katany która została w jej namiocie. Szanse na przeżycie drastycznie wzrosły.
cdn.
Awatar użytkownika
nicram
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 9976
Rejestracja: 13-04-2011, 18:53
Lokalizacja: Litzmannstadt

Re: Kącik rozwodnika

10-07-2021, 20:53

Rumburak pisze:
10-07-2021, 20:05

No kurwa pięknie-pomyślałem-wielki rycerz świętego krzyża skończy zaciukany na polanie przez bandę obwiesi z których połowa to kobiety.
Zajebiste. :D
all the monsters will break your heart
Awatar użytkownika
Rumburak
weteran forumowych bitew
Posty: 1287
Rejestracja: 22-12-2016, 20:43

Re: Kącik rozwodnika

10-07-2021, 22:04

Warchoł stał przede mną w otoczeniu damskiej części swojej piekielnej rodzinki. W międzyczasie zrobiłem użytek z noża do cebuli i oswobodziłem jedną rękę. Niezdrowo podniecony Daniel usiadł na mnie okrakiem. W jego kroczu dało się wyczuć napięcie. Uniósł sztylet w górę i zaintonował niczym kastrat:
-Lord Nana, the gate of sin… ave satan, ave lucifer…
Tego było już za wiele, świst powietrza oznajmił światu, że postanowiłem zrobić użytek ze swojego ostrza.
Jucha z poderżniętej grdyki warchołowego padawana, trysnęła niczym finiszujący Toxic fucker. Złapał się za gardło i wymamrotał świszczącym głosem
-Boże ratuuuunkkuuu….
-Bóg cię nie słyszy kozojebco-rzekłem-po czym zrzuciłem z siebie dygajacego w agonii wszarucha.
W pierwszej chwili reszta rodzinki była zszokowana tym co się stało. Może poza Inez. Szybko jednak wyraz szoku na twarzy ustąpił innym emocjom. Sasza zdawała się podniecona tym co ujrzała, gęba Warchoła zrobiła się purpurowa ze wściekłości a Inez była w gotowości na następny ruch.
-zajebe cie żywcem! - ryknął Warchoł - rzucił się na mnie i zaczął okładać pięściami.
- zrobię ci dziecko! - ryczał oszalały
Zdałem sobie sprawę, że to nie przelewki i jeśli za chwilę czegoś nie wymyślę to naprawdę zajebe mnie żywcem a kto wie, czy z tym dzieckiem to nie tylko czcze pogróżki. Pomiędzy przyjmowaniem kolejnych ciosów udało mi się oswobodzić druga rękę. Warchoł wiedział, że mam ostrze jednak chwila nieuwagi wystarczyła żebym zatopił je w jego dupsku. Zajęczał jak suka i osunął się na ziemię. Inez oswobadzała moje nogi z uwięzi, Sasza masturbowała się nieopodal. Hmmm…aż nabrałem chętki na igraszki, ale podnoszący się Warchoł szybko ostudził mój zapał. Podbiegł do Inez, odciągnął ją za włosy i uderzając w twarz z liścia rzucił głosem pełnym nienawiści:
-leż tu zdradziecka kurewko i czekaj na swoją kolej
na szczęście byłem już w pełni oswobodzony.
Stanąłem na przeciwko Witka na twardej glebie w świetle księżyca, pomiędzy masturbująca się wariatką i kobietą dla której losy tego pojedynku oznaczały być albo nie być.
Cdn.
Awatar użytkownika
Parael
rozkręca się
Posty: 59
Rejestracja: 18-10-2007, 14:33

Re: Kącik rozwodnika

10-07-2021, 22:38

Kolega Rumburak ma niewątpliwy talent. Twórczość to coś pomiędzy przygodami Wędrowycza, trylogią husycką i serią Nienackiego "Ja Dago" Lepsze to niż niejeden fanfik. Co też będzie dalej, napięcie rośnie.
Nekrosadystyczny Turbosperminator
Awatar użytkownika
Rumburak
weteran forumowych bitew
Posty: 1287
Rejestracja: 22-12-2016, 20:43

Re: Kącik rozwodnika

11-07-2021, 11:16

Warchoł nie bawiąc się w kolejne przemowy rzucił się na mnie w furiackim ataku. Widać było, że preferuje walkę w stójce i prawdopodobnie ćwiczył boks. Zaimponowała mi jego praca nóg i nieprzeciętna kondycja. Wiedziałem, że jedyną szansą na pokonanie go w czystej walce jest sprowadzenie jej do parteru. Byłem zbyt wycienczończony po ostrym, wielogodzinnym ruchańsku. Leżenie na środku polany, pośrodku wielkiego pentagramu nie sprzyjało regeneracji. Po przetrwaniu nawałnicy ciosów z których część znalazła drogę do celu, rzuciłem się na nogi przeciwnika. Wiciu dał się zaskoczyć. Po chwili klinczu w parterze obróciłem go do ziemi i okładałem jego kwadratowy łeb tzw. młotkami. Dochodził z niego pusty, głuchy dźwięk.Łeb odbijał się pomiędzy moimi pięściami i kamieniami znajdującymi się na ziemi. Mógłbym tak tłuc ten łeb, aż zostanie z niego miazga, ale nie miałem już zbyt wiele sił. Postanowiłem założyć gilotynę i zakończyć ten spektakl. Zapomniałem o jednej rzeczy. Nóż do cebuli. Sukinsyn wbił mi ostrze w udo, gdy miałem go już ustawionego pod duszenie. Podniósł się oszołomiony po przyjęciu serii ciosów w tamburyn. Wyciągnąłem nóż z uda i resztką sił postanowiłem wykonać znany z wrestlingu chwyt-german suplex. Podniosłem Warchoła do góry i obaliłem za siebie. Jego globus roztrzaskał się o kamień który przywitał go w miejscu lądowania.

Ledwie zdążyłem podnieść się z ziemi a Sasza już majstrowała przy moim rozporku, Inez przylgnęła do moich ust.
-drogie panie, wszystko rozumiem ale chyba nie będziemy tego robić przy ciepłych jeszcze trupach?
-zerżnij nas obie-jęczała Inez.
-dobra, luz. Może chodźmy do namiotu?
-tutaj, teraz, nie wytrzymam dłużej -wyła z podniecenia Sasza.
-tam, zróbmy to tam-Inez wskazała miejsce w którym stała trumna Streczetelli.
A chuj tam-pomyślałem, w końcu okazja na trójkącik nie trafia się codziennie więc nie protestowałem dłużej. Rozpustne niewiasty wzięły mnie pod ramiona i zawlekły w miejsce w którym miało dojść do nieopisanej rozpusty i rozkoszy przyprawiającej o utratę zmysłów.
Położyły mnie na metalowej trumnie. Była przyjemnie zimna. Seksualnie wampirzyce ściągnęły mi portki i dobrały się do fallusa. Po chwili zaczęły ujeżdżać mnie na zmianę zabawiając się przy tym pomiędzy sobą. Oparami tlących się we mnie resztek sił, położyłem Inez na moim miejscu a Sasze oparłem o metalowa puszkę. Wbiłem w nią od tyłu a ona namiętnie lizała muszelkę Inez. Po kilku minutach i kolejnych orgazmach panie zamieniły się miejscami. Obawiam się, że jęki rozkoszy z tej rozpustnej imprezy było słychać od morza do Podhala meksykańska fala. W trakcie osiągania kolejnych szczytów w Himalajach lubieżności straciłem przytomność.

Obudziła mnie kukułka kukajaca nieopodal. Był wczesny ranek. Leżałem obok trumny w porannej rosie. Na swój sposób było to błogie uczucie. Rozejrzałem się dookoła. Polana została uprzątnięta, nie było na niej zimnego Daniela i Witka, zniknęły pochodnie i odwrócony krzyż. Pozostały jedynie ślady krwi i metalowa trumna. Na kamieniu pozostały resztki mózgu Witka i parę kawałków czaszki. Pomyślałem sobie, że pozbieram i zrobię fajny naszyjnik. Po kilku chwilach spędzonych na zbieraniu fantów i zaciągnięciu w krzaki trumny Streczetelli udałem się w kierunku obozu prowincjonalnych sekciarzy. Wiedziałem, że znajduje się nieopodal gdyż często słyszałem ich rozmowy kiedy leżałem sobie na polanie czekając na swój koniec. Myślałem, że tam też znajdę niewiasty które udały się na spoczynek a mnie nie miały siły ciągnąć. Nic z tych rzeczy. Zostały jedynie ślady po namiotach, kilka puszek po warce strong i ślady po ognisku.
-jebane świnie-zamruczałem pod nosem.
Pozbierałem puszki w celu wyrzucenia ich przy pierwszym napotkanym śmietniku.
Po odzyskaniu orientacji w terenie udałem się w stronę klasztoru. Czas marszu oceniłem na 2,5 do 3 godzin.
Podczas powrotu w mojej głowie narodziło się wiele pytań.
-jak zaciągnąć trumnę z powrotem do kazamatów?
-gdzie podziały się dziewczynki?
-jakim cudem udało im się posprzątać cały obóz i truchła swoich kochanków?
-czy cały bieg wydarzeń na polanie był przypadkiem czy to miało dokładnie tak wyglądać?
-czy kolejny raz byłem pionkiem na szachownicy w jakiejś wielkiej grze do której minione wydarzenia stanowiły jedynie preludium?
-czy Inez coś do mnie czuła czy jedynie wykorzystywaliśmy siebie nawzajem?
No i najważniejsze, jak wytłumaczyć Zygfrydowi moja nieobecność oraz brak sygnału GPS z mojego urządzenia lokalizacyjnego które wyłączyłem gdy tylko zobaczyłem Inez.
Wiele pytań, żadnych odpowiedzi a na horyzoncie widniał już klasztor.
Cdn.
Awatar użytkownika
Rumburak
weteran forumowych bitew
Posty: 1287
Rejestracja: 22-12-2016, 20:43

Re: Kącik rozwodnika

18-07-2021, 19:40

Kiedy tylko dotarłem do klasztoru w jego bramie powitał mnie sam Zygfryd. Nie było to jedno z tych miłych powitań.
-doprowadź się do ładu i za godzinę widzimy się w moim gabinecie-rzucił oschle i oddalił się w kierunku monastyru.
Doczłapałem się do swojej celi, zapodałem Der Sturmer i zacząłem doprowadzać się do ładu. Nie myślałem w tamtym momencie kompletnie o niczym. W głowie miałem pustkę. Po kąpieli i zabiegach barberskich udałem się na spotkanie z Zygfrydem.
Na dziedzińcu panował przyjemny chłód, słońce zbliżało się ku południu. Po wejściu do pomieszczeń biurowych uświadomiłem sobie jak bardzo mam przejebane. Co wiedzą? Czego się domyślają? Nie mogłem nawet przygotować się na ewentualne uniki. Po minięciu działu logistyki i zaopatrzenia byłem już pod gabinetem Zygfryda.
-Wejść! usłyszałem zanim zdążyłem pomyśleć o zapukaniu.
-co porabiałeś przez ostatnie 3 dni? Zapytał nim otworzyłem gębę.
-Witek Warchoł-wymamrotałem
-co Witek Warchoł? - zapytał zniecierpliwiony Zygfryd.
-no jak patrolowalem okolice dostałem sygnał od informatora, że Witek ze swoją szajka stoi w kolejce po lody truskawkowe w Nowej Słupi…
-no i?
-no i udałem się na miejsce w celu namierzenia i wyeliminowania obiektu.
-powinienem zapytać czemu tego nie zgłosiłeś do centrali i czemu wyłączyłeś lokalizator GPS, ale nie chce słuchać kłamstw-opowiadaj dalej-rzucił wyraźnie zaintrygowany przywódca.
-po udaniu się na miejsce wskazane przez informatora, zastałem rodzinę z Wąchocka zajadającą się lodami w Nowej Słupi. Obserwacji dokonywałem z bezpiecznej odległości. Po jakimś czasie Warchoł wsiadł do pojazdu marki golf 3 i odjechał w kierunku wejścia na teren parku narodowego, reszta szajki oddaliła się w nieznanym mi kierunku. Rozpocząłem śledzenie Witka.
-kontynuuj-ponaglał mnie Zygfryd.
-po dotarciu w okolice wejścia na teren parku Warchoł kontynuował podróż pieszo. Śledziłem go około godziny kierując się na wschód. Po tym czasie dotarliśmy do czegoś w rodzaju obozu. Warchoł był tam sam, więc ujawniłem się w celu ujęcia go. Nie zamierzał się poddawać. Doszło do pojedynku. Na skutek wykonanego rzutu-German Suplex głowa Warchoła roztrzaskała się o kamienie.
W tym momencie rzuciłem na biurko Zygfrydowi amulet z resztek czaszki Warchoła.
-kiedy podniosłem się z ziemi ujrzałem postać na skraju lasu,był to Daniel, padawan Warchoła. Rzuciłem się w pościg. Dogoniłem go nad urwiskiem. Doszło do szarpaniny po której spadliśmy w dół. Daniel nie przeżył upadku. Na chwilę przed utratą przytomności próbowałem skontaktować się z centralą, niestety iPhone roztrzaskał się podczas spadania po zboczu. To samo z lokalizatorem. Kiedy się ocknąłem, ciała Daniela nie było, gdy wdrapałem się z powrotem na górę, nie było również zwłok Warchoła. Podejrzewam, że to robota lokalnych padlinożerców. Pozostałości Witka leżą na twoim biurku.
Zygfryd w tym momencie chwycił za słuchawkę i wykręcił jakiś wewnętrzny numer. Obawiałem się, że dzwoni po zewnętrzna firmę ochroniarską, aby ta wtrąciła mnie do lochu.
-Roland-rzucił do słuchawki-dzwoń do radnego ze Starachowic, niech przywozi hajs, młody ubił Warchoła. Na wieczór impreza w podziemiach i zespół Feel.
Uff. Odetchnąłem w duchu. Stary łyknął wszystko jak pelikan. Roland był naszym zaopatrzeniowcem. Szło lepiej niż mogłem się spodziewać. Kiedy towarzystwo będzie odpowiednio wstawione a Feel zaintonuje “jest już ciemno… “ wymknę się quadem po trumnę Streczetelli.
Cdn.
Awatar użytkownika
Rumburak
weteran forumowych bitew
Posty: 1287
Rejestracja: 22-12-2016, 20:43

Re: Kącik rozwodnika

22-07-2021, 19:35

Zabawa zaczęła się punktualnie o 19.30. Na miejscu roiło się od dostojnych gości. Był Starachowicki radny-zleceniodawca na głowę Warchoła, był prezydent Starachowic, pod stołem leżał też napruty Dominik Tarczyński-Europoseł spadochroniarz ze Świętokrzyskiego. Ukradkiem sprzedałem mu parę kopów w dupę. Mamrotał coś, żeby jakiś bydlak wyszedł z nim na solo, ale chyba nie chodziło o mnie. Stoły uginały się od jadła a puchary z winem zdawały się nie mieć dna. Przez biesiadne odgłosy przebił się donośny i dostojny głos Zygfryda.
-Witajcie moi mili. Jak wszyscy wiecie, dzisiejsza uczta odbywa się na cześć naszego brata Rumburaka. Wykazując się niezwykłą odwagą, w pojedynkę unicestwił przywódcę rodziny z Wąchocka oraz jego padawana Daniela. Wiwat na jego cześć!
W podziemiach rozległo się gromkie
-hip hip hura!
Po chwili swój koncert utworem “pokaż na co cię stać “ rozpoczął Piotr Kupicha i zespół Feel. Błąkałem się kilka godzin robiąc dobrą minę do złej gry. Zbliżała się północ, już kierowałem się do wyjścia gdy usłyszałem za sobą
-Rumbi, zapraszam na kolejkę
Był to Zygfryd na którego towarzystwo miałem w tym momencie najmniejsza ochotę.
-wiesz przyjacielu-zagił dość bełkotliwie-ostatnio opowiadałem Ci o rytuale wskrzeszenia… obiecałem, że będę Ci zdradzał stopniowo meandry magicznych rytuałów… nie powiedziałem ci wszystkiego.
Zbladłem i prawie zesrałem się ze stresu.
-oprócz zarżnięcia wskrzesiciela i pozyskaniu jego nasienia, jest jeszcze inna mniej drastyczna możliwość…
-zamieniam się w słuch mistrzu-wymamrotałem z wymuszonym uśmiechem.
-Zamiast zarżniecia można go zerżnąć - hehhee-zabójca wiedźmy, musi odbyć stosunek z jej wskrzesicielem na jej miejscu pochówku..
Nie ma jednak udokumentowanych przypadków takich wskrzeszeń, gdyż doprowadzenie do takiej sytuacji jest mało prawdopodobne… wręcz niemożliwe. Kto by chciał się grzmocić na trumnie!? Hhaaaaha-Zygfryd zaśmiał się wniebogłosy.
Mnie nie było jednak do śmiechu. Nogi ugięły się pode mną, przez chwilę nie mogłem złapać oddechu.
-co się dzieje? - zapytał mistrz zakonny
-nic, nic… to pewnie nadmiar wina i niedobór snu robią swoje. Wymknę się na godzinkę, zdrzemnę się i wracam mistrzu! - resztką sił starałem się trzymać fason.
-no dobra, leć jak masz mi tu leżeć koło Dominika. Wracaj szybko.
-jasne… niedługo wracam jak nowonarodzony.
Po kilku minutach byłem już w zakonnym parku maszyn. Odpaliłem quada i udałem się w miejsce w którym pozostawała trumna Streczetelli. Z podziemi dobiegał hit zespołu Feel “jest już ciemno”. Żałowałem, że nie mogę tam być.
Po dojechaniu na miejsce podbiegłem do trumny ukrytej w krzakach na skraju polany. Nie myśląc zbyt wiele otworzyłem wieko, nie będzie dla nikogo zaskoczeniem jeśli napiszę, że w środku było pusto.
A więc kolejny raz zostałem wyruchany… dosłownie i w przenośni. Nie miałem zbyt wiele czasu na rozmyślania. Nieopodal ujrzałem przyglądająca się mi babę wodną. Nie myśląc zbyt wiele, zaciukalem ją i wrzuciłem do trumny. Tym ruchem kupiłem sobie trochę czasu. Nim Streczetella dojdzie do pełni sił i zanim prawda wyjdzie na jaw, będę miał kilka dni na przemyślenie dalszych ruchów. Z totalna pustką w głowie wróciłem do klasztoru. Po odłożeniu na miejsce trumny w której powinna spoczywać wszechpotężna wiedźma, wróciłem na zabawę.
Zespół Feel bisował a towarzystwo zdawało się nie wiedzieć o Bożym świecie.
Awatar użytkownika
Medard
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 7379
Rejestracja: 22-04-2017, 19:15

Re: Kącik rozwodnika

22-07-2021, 20:32

Bardzo dobrze rozwija się ta historia, nie mogę się doczekać co będzie dalej.
Serio.
Die Welt ist meine Vorstellung.
ODPOWIEDZ