TRUCIDO
: 19-05-2026, 15:35
Dłuższy czas byłem uczestnikiem swojej wewnętrznej debaty na temat sensu założenia tematu zespołowi Trucido z Dallas. Wynik tej schizofrenicznej zabawy jest zdecydowanie na korzyść kwartetu z Teksasu, a ostateczny argument stanowi jakość ich nowego albumu pt. „Epiphanic Delusions of a Spiritual Warfare”, który potrafi zdmuchnąć z głowy resztki włosów nawet najbardziej zgnuśniałego i pozbawionego złudzeń grindcore’owego weterana. Wprawdzie Trucido nie wypadli krowie spod ogona i mają na koncie m.in. bardzo udany debiutancki krążek, ale dopiero tegorocznym ciosem powalili na deski znaczną część konkurencji i policzyli zęby wielu grindcoreosceptykom. Od razu trzeba zauważyć, że mimo swoich jankeskich korzeni Trucido mało czerpią z tamtej sceny, a już na pewno nie z jej rdzenia, który koncentruje się wokół takich szyldów jak Repulsion, Righteous Pigs, Terrorizer, Atrocity, Nausea czy Assuck. Bliższe jest to Phobii, a już na pewno nieodżałowanemu Insect Warfare. Geograficznie przypisałbym Trucidowy grindcore kierunkowi australijskiemu z nieokiełznaną dzikością i fantastycznymi szybkościami oraz czeskiemu ze skłonnością do wygłupów i lekkimi odchyłami w stronę goregrind. Podkreślenia wymaga znakomity balans między cięższym wokalem, który jest na pierwszym planie i niesamowicie niesie ten materiał, a uzupełniającymi go wrzaskami, bliskimi rozwiązań na licencji wczesnego Brutal Truth. Do zalet tego albumu należy zaliczyć jego długość, tj. 16 minut, co sprawia, iż 3 okrążenia w jego towarzystwie są tak naturalne jak przymrozki w maju w Polsce. Natomiast z oburzeniem należy przyjąć kwestię niewydania tego materiału (brak zainteresowania?!) na żadnym z fizycznych nośników. Tak czy owak brać i słuchać. Czasu nie zajmie, lecz duszę uraduje, zwłaszcza jeśli lokujecie ją blisko grindcore’owej ziemi obiecanej. Obiecuję wam kwadrans przyjemnego bólu.