Re: JUNGLE ROT
: 08-12-2022, 17:40
No dobra też wrzucę, bo jesteś tu jedną z niewielu osób godnych zaufania.
Death and Black Metal Magazine
https://masterful-magazine.com/forum/
https://masterful-magazine.com/forum/viewtopic.php?f=13&t=13618
No dobra też wrzucę, bo jesteś tu jedną z niewielu osób godnych zaufania.
Gdzieś tam minąłem się z tym albumem, ale zespół lubię, więc dam im szansę.

Analiza: Prawdopodobieństwo pochodzenia od AI: ~10-20%Alter Ego pisze: ↑19-05-2026, 15:31Jungle Rot to do tego stopnia niepozorny zespół, że niektórych może zdziwić fakt wydania przez Amerykanów już 11 albumu. Źródła dla naiwnych podają wprawdzie, że tych albumów jest jeszcze więcej, ale to dlatego, że „robią” z dema „Skin the Living” pełnowymiarowy debiut. Z delikatnym przymrużeniem oka można stwierdzić, że Amerykanom najbardziej należy na szacunku fanów, a ci ich szanują za żelazną konsekwencję i wierność stylowi, zakorzenionemu w twórczości takich ikon jak Obituary, Unleashed i Benediction. Tak dokładnie jest na „ Cruel Face of War”. Jakby na podkreślenie 1/3 tej tezy w jednym z kawałków udziela się sam Dave Ingram. Skutkiem takiego postępowania jest uczucie głębokiej satysfakcji podczas konsumpcji tego albumu, które można porównać do wypicia sprawdzonej i dobrze schłodzonej wódki bez zapojki w rześki jesienny wieczór. Ciepło i przyjemne uczucie, które opanowuje gardło po ww. zabiegu odpowiada energii, przystępności i dziarskości kolejnego materiału Jungle Rot. Wprawdzie produkcja „ Cruel Face of War” jest o jeden/dwa poziomy za bardzo nowoczesna, jak na moje standardy, i poddałby ją dodatkowej destylacji, ale nie zaprzeczę, że nieźle idzie to w parze z energicznym, a nawet atrakcyjnym dla ucha przekazem Jungle Rot. To jest death metal dla ludzi, którzy mają mało czasu – szybki łyk mocnej wódeczki i gwarantowany efekt. Utwory ekipy z Wisconsin nie mają żadnych tajemnic i zawiłości. Tylko bezpośredni i prosty przekaz, który jest od razu przyswajany, a nawet jeśli pojawi się myśl, że to już było to nie ma problemu, bo smakuje wyśmienicie. Siłą rzeczy nie jest to również death metal, który idzie w parze z nadmierna brutalnością i kosmicznymi przyspieszeniami. Wbrew opinii AI, która częstuje nas np. takimi wynurzeniami: „Jeśli lubicie klasyczny, amerykański death metal w stylu Cannibal Corpse, Dying Fetus czy wczesnego Suffocation, ta płyta jest dla Was obowiązkowa.” „Brutalność na najwyższym poziomie”. A właśnie, że nie i cały w tym urok. Jungle Rot jest zbiorem wspólnym europejskiego i amerykańskiego death metalu, który zastygł w pierwszej połowie lat 90-ych, a jego głównymi cechami są przejrzystość brzmienia, całkowite odrzucenie chaosu oraz brak kamuflażu w postaci miażdżącej brutalności. Sprawdza się zarówno w dużym pomieszczeniu, jako tło do waszej codzienności, i na słuchawkach w plenerze, gdy możecie przesłać uśmiech komuś właśnie napotkanemu, bo z pewnością będziecie w tym momencie zadowoleni.