TODAY IS A RELEASE DAY OF

VORDR

VORDR



Chaos Echœs

Mouvement ___2018
Śledzę ten zespół od samych ich początków, jeszcze pod szyldem Bloody Sign i kontakt z tymi Francuzami zawsze robił mi dobrze. Wprawdzie forma pierwszego długograja nagranego już po zmianie nazwy była dla mnie osobiście rozczarowująca, ale staram się zrozumieć zamysł; muzyków, którzy zapowiadali to jako pierwszą część z trzyczęściowego cyklu, gdzie “Transient”, jak sama ...





Betrayer

Scaregod ___2018
Wreszcie! Wreszcie w pełni godny następca genialnego “Necronomical Exmortis” - demo, które wyniosło Betrayer na top death metalowej sceny w naszym kraju i którego, w mojej ocenie nie pobili już ani na “Calamity”, ani tym bardziej powrotnym “Infernum in Terra” - obydwa skądinąd zajebiste albumy, ale albo każdemu odrobinę czegoś brakowało, albo czegoś było za dużo - nawet ...





  • Awaking on the path of rain tour - NeWBReeD, Vedonist

    2006-12-20
    Wakacje są najlepszym okresem do grania koncertów…choć każdy twierdzi inaczej. Ale zastanówcie się - nie pada deszcz, jest ciepło i jak stoisz z gratami pod klubem albo śpisz w nieocieplanym miejscu - nie ma z tym problemu. Więc razem z zespołem Vedonist postanowiliśmy pojechać na kilka koncertów w lipcu. Wyszła z tego rzecz jasna kupa.
    Więc nasz basista pojechał sobie do USA jako pracowity student, a reszta NeWBReeD wzięła się za tworzenie nowego materiału. My, rasowe lenie po raz pierwszy wzięliśmy się za ostrą robotę. I wtedy okazało się, że jeszcze z gośćmi z zespołu Arathyr pojedziemy we wrześniu w trasę! Spoko. Trzeba było tylko wykroić te parę dni podczas nagrywania, nauczyć co najmniej jedną osobę naszych kawałków na basie i śmiało jechać. Nasi kumple Szymon i Gacek zrobili utwory i NeWBReeD był gotowy do walki. Podobnie miał Vedonist, który na parę dni przed trasą zmienił wokalistę…rock'n'roll.

    1. Katowice, pub Kamienna
    Wpakowaliśmy graty do samochodu perkusisty zespołu Terapia - Ośka, z którym gra Gacek i ruszyliśmy do Katowic. Dość szybko znaleźliśmy klub.
    Sala koncertowa wielkości wewnętrznej powierzchni Fiata 126p. Do tego gary z dwiema centralami i trzy piece z paczkami.
    W barze fajny klimat - leci sobie Motorhead i browar się leje. Jako pierwsi "na scenę" wskoczyli goście z Arathyr. Umalowane twarze i pełen werwy black metal. Hałas niemożebny i bardzo dobrze - nie ma litości. Fajowo zagrali.
    My weszliśmy po nich. Koncert z cyklu - "salka, w której beknięcie brzmi jak odgłos betoniarki, sprzęt cały przesterowany aż pierdzi i śpiewaj sobie do tego". Zagraliśmy więc na zasadzie "może ktoś pozna jakiś kawałek". Nie było dużo osób więc każdy "na estradzie" miał swoje 20cm2. A co tam! Spoko było He He He
    Vedonist zagrał bardzo szybko i ostro. Przelecieli kawałki jak strzała. Są w o wiele lepszej formie niż na naszych poprzednich trasach. Na koniec cover Kata.
    I po koncercie - parę osób się bawiło, my się upiliśmy i spoko. Nawet nam pani organizator pizze zamówiła, co w naszym podziemiu jest nie lada rarytasem. Generalnie atmosfera była przednia. Spakowaliśmy graty i postanowiliśmy, że na noc nie zostaniemy w Katosach, ale pojedziemy do Bielska.

    2. Bielsko - Biała, Rude-Boy Club
    Poranek w Bielsku. Poszliśmy spać koło 3 nad ranem, więc poranek był ciężki. Powoli, powoli zaczęliśmy obmyślać plan. Na śniadanie do pizzeri. Baba mnie tam niemożebnie wkurwiła, bo moją pizze oddała gitarzystom z Vedonist i ja musiałem czekać godzinę, aż ich danie przyjdzie i to z jakimiś dziwnymi dodatkami He He He.
    Potem pojechaliśmy sobie na lotnisko podziwiać to relaksujące miejsce oraz przechadzające się tamtędy uroki.
    No i potem do klubu. Część ustawia graty, część zasypia na sofach ze zmęczenia. Stanley nawet zasnął na scenie. Klub rewelacyjny moim zdaniem - taki jak lubię. Czysty, przyjemny i nawet jest backstage!!!
    Na gigu supportuje nas Bastard - fajnie zagrali. Długi set, ale bardzo sprawny i rzetelny.
    Arathyr zrobili miazgę!!! Ludzie oszaleli i to byli moim zdaniem zwycięzcy wieczoru.
    NeWBReeD bez tragedii ;) Ludzie się nawet bawili, a my pozowaliśmy ile wlezie i jakoś to wyszło. Fajnie się grało. Vedonist super. Choć byłem zmęczony i nie widziałem całego gigu to widziałem jak ludzie się bawią i było widać że sztuka to udana.
    W klubie siedzieliśmy długo powoli sobie zwijając sprzęt w miłej atmosferze. Potem lekka biesiada u Przemka i sen.

    3. Cieszyn, Klub Eldorado
    Poranek i poszukiwanie czegoś innego do jedzenia niż pizza. Kawa, TV itp. Chcieliśmy sobie wyjechać wcześniej. Okazało się, że przyczepka ze sprzętem się zrąbała. Czekaliśmy i czekaliśmy aż cos się uda zrobić (a pracowało nad tym kliku przyszły inżynierów). Pojechaliśmy do jednego serwisu, potem drugiego…i jakoś z uśmiechami na twarzach stwierdziliśmy, ze do Cieszyna jednak chyba nie dojedziemy. Mi tam się podobało. Pogadaliśmy sobie i git.
    W końcu udało się to naprawić (jak wiśniaki z serwisu się dowiedziały, że mamy zamiar odjechać nie płacąc od razu znaleźli rozwiązanie). Sala w Cieszyn super - tyle że…pusta. Rozłożyliśmy sprzęt. Arathyr zaraz ma wchodzić na scenę i wokalista mówi do mikrofonu, że trzeba by zapłacić te 8 zł. Jako, że jest to majątek WSZYSCY wyszli. Skręcałem się ze śmiechu. Na szczęście parę osób zostało i koncert się odbył. Napuściliśmy dym do sali i "dawoj". Arathryr zagrali jakby spokojniej i bardziej selektywnie. Podobało mi się.
    My sobie napuściliśmy tyle dymu podczas występu, że nic nie było widać :). Wszystko jakoś grane było do przeżycia. Ale podczas grania Slayer, zaprosiłem do zaśpiewania Jacka z Vedonist. Gram, gram a on mi zadaje pytania do ucha (rzecz jasna nic nie słychać). Więc postanowiliśmy olać wersję oryginalną i zagrać kawałek "po swojemu" he he.
    Vedonist zagrał bardzo dobrze. Sprawnie, równo tylko, że masakrycznie głośno. Oczywiście zamówiliśmy wszyscy pizze. Poskładaliśmy sprzęt i upiliśmy się. Jacek z Vedonist chciał nawet zrobić jackassa i przejechać się na kolumnie na dół drogi. NeWBReeD zwinął się jak najszybciej do domu. A reszta do Warszawy.

    4. Skierniewice, Art. De Grant
    Ten klub pamiętam idealnie - pierwszy koncert na trasie w 2003 roku. I było super. Sala świetna. Tym razem pojechaliśmy z Szymkiem. Dotarliśmy do Skierniewic, kupiliśmy w spożywczym bułki i jogurty. Chwile potem przyjechał Vedonist. Spokojnie rozkładaliśmy sobie sprzęt. Kawa, luz…
    Jak koncert miał się zacząć przed klubem mieliśmy rekordową frekwencje!!! Stała tam…jedna osoba!!! Wiec pogadaliśmy z gościem (pozdrawiamy). I po krótkim namyśle postanowiliśmy, że mimo wszystko gramy. Arathyr się wyluzowali na maxa - bez makijaży, szaleli na scenie na maxa. Zagrali nawet klasyki - Van Halen itp. Dym!!! My sobie zagraliśmy wszystko jak leci i super się grało. Fajowa akustyka, brzmienie itp.
    Vedonist również widać że zagrali czysto i elegancko. W międzyczasie zebrało się parę osób pod sceną. Gig w sumie ok, ale frekwencja mizerna.
    Po koncercie wizyta w TESCO. Browary, jedzenie i słodycze. Potem super impreza u chłopaków z Vedonist - genialny kameralny wieczór!!!

    5. Częstochowa, Utopia
    Rano po prysznicu - kawa. Potem autostrada, McDonald's. W Częstochowie byliśmy lekko za wcześnie. Razem z Jachem z ARATHYR wyskoczyliśmy sobie na pizze i okazała się, że cała ekipa (jakieś 13 osób) wybiera się na Jasną Górę. Coś pięknego. Baby jak nas tam zobaczyły to było słychać tylko "Coś podobnego" albo "co za kutasy" - co w ustach 60 letnich kobiet wygląda kosmicznie He He He. Nawet pięknie przyozdobiony pentagramem i krzyżami gitarzysta Arathyr odwiedził zajazd u św. Piotra w celu zakupienia piwa… lecz złotego trunku tam nie było.
    Wieczorem jako pierwsi wystąpili Dragula - zespół miejscowy i zagrali ciężki mocny death metal. Cały koncert w Częstochowie - super. Arathyr dali czadu - ludzie domagali się więcej i nie chcieli ich puścić ze sceny. Frekwencja bez rewelacji, ale przyjęcie gorące. My zagraliśmy owego dnia tragicznie He He He. Brzmienie takie jakby ustawić dwa odkurzacze i puszczać je jakoś tak nierówno. Ale zabawa super - zrobił się młyn pod sceną, a goście z Vedonist zaczęli podkręcać publikę do skandowania nazwy… i do nabijania centralką sobie nawet kultowy riff Yes zagraliśmy. Vedonist zabrzmieli super. Szaleli na scenie, przede wszystkim Bunos dał czadu!!! Koncert fajny!!! Paru znajomych - dużo wystrojonych kobiet. Generalnie zrobił się podczas występów dym, leciało szkło, rozerwała się poduszka w centrali i cały sprzęt był mokry od browaru i pierza ;)

    6. Warszawa, Metal Cave
    Pojechaliśmy do stolicy z Gackiem i Ośkiem. Podróż super - słońce itp. Metal Cave to skromne miejsce, czyli dla nas w sam raz. Zero Signal - fajnie zabrzmieli i prezentowali taką dość nowoczesną muzykę. Arathyr strasznie się długo rozkładali na scenie. Dali dobry koncert jak to oni ;) Młyn na scenie i dobre brzmienie.
    NeWBReeD w sumie ok. Mieliśmy najlepsze brzmienie na całej trasie w W-wie. Grało się idealnie. Wokal czasem mi się "tracił" ale selektywnie i czysto. Tak mi się marzy żeby to zawsze brzmiało!!! Vedonist mimo kłopotów technicznych z kablem itp. zagrali dobry koncert. Żywiołowo!
    Całość zakończyła się gorącym i długim pożegnaniem. Był nawet szampan! Świetnie było przeżyć taki właśnie moment. Zawsze wspominam koncerty w Warszawie jako udane…było bardzo miło. Po uściskach i oblewaniu się browarami ruszyliśmy do domów. My przenocowaliśmy jeszcze ugości z Vedonist, rano kawa, McDonald's i kierunek - Bielsko.

    Zżyliśmy się niesamowicie. Trasy koncertowe mają w sobie jednak coś magicznego. Mam nadzieję, że w przyszłym roku znowu uderzymy z takim pomysłem! MUSICIE TAM BYĆ!

    autor: Broda (NeWBReeD)

    added by: Olo

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.