Chaos Echœs

Mouvement ___2018
Śledzę ten zespół od samych ich początków, jeszcze pod szyldem Bloody Sign i kontakt z tymi Francuzami zawsze robił mi dobrze. Wprawdzie forma pierwszego długograja nagranego już po zmianie nazwy była dla mnie osobiście rozczarowująca, ale staram się zrozumieć zamysł; muzyków, którzy zapowiadali to jako pierwszą część z trzyczęściowego cyklu, gdzie “Transient”, jak sama ...





Betrayer

Scaregod ___2018
Wreszcie! Wreszcie w pełni godny następca genialnego “Necronomical Exmortis” - demo, które wyniosło Betrayer na top death metalowej sceny w naszym kraju i którego, w mojej ocenie nie pobili już ani na “Calamity”, ani tym bardziej powrotnym “Infernum in Terra” - obydwa skądinąd zajebiste albumy, ale albo każdemu odrobinę czegoś brakowało, albo czegoś było za dużo - nawet ...





  • Southern Explosion Tour 'Listopad 2003 - Imperial Foeticide, Deformed, Despise, Twilight Of Christ

    2003-12-01
    Skąd wzięła się idea tej trasy?! Myślę, że od tego pytania powinienem rozpocząć tą relację. Otóż podczas wiosennego tour pod szyldem Grind Tour De Pologne II jeden z koncertów, z takich czy innych powodów, nie doszedł do skutku. Było to w Suchej Beskidzkiej, czyli mojej rodzinnej miejscowości. Wówczas obiecałem Michałowi z IMPERIAL FOETICIDE, że zrobię wszystko żeby do nas wrócili i zagrali. A skoro mięli przyjechać na jeden koncert to dlaczego nie na więcej?!

    Po dograniu terminów i składu tego objazdu, należało tylko czekać na 14 listopada, czyli dzień w którym wszystko miało się rozpocząć. Miejsca imprez nie były mocno oddalone od siebie, więc problemów z transportem nie przewidywaliśmy... A jednak, pech nas dopadł. Samochód którym mięliśmy jechać na tą trasę, dzień przed wyjazdem odmówił posłuszeństwa. Było to o tyle skomplikowane, że na pierwsze koncerty mieliśmy zabrać swoje przody. Szybki telefon do Bartka z TWILIGHT OF CHRIST i... sprawa załatwiona. Bartek zgodził się zabrać swoje przody - dzięki za to.

    Bielsko-Biała i klub "Farbiarnia" to pierwsze miejsce w którym będziemy hałasować. Bardzo surowe miejsce koncertu, coś w stylu opuszczonej starej sali np. po PGRze... Surowizna absolutna, dziury w ścianach, zwisające zewsząd kable itd. Sala barowa to już inna bajka, ale my gramy na piętrze w warunkach wspomnianych wyżej. Do tego przeraźliwy chłód, zero ogrzewania - wszyscy obowiązkowo czapki i polary... Przejebanie to wyglądało, ale... czas zacząć walczyć!!! W Bielsku wspomaga nas jeszcze zespół NEWBREED i to oni idą na pierwszy ogień. Niedomaga trochę brzmienie, ale ludzie, mimo ich niewielkiej ilości, od razu idą w tango i tworzy się całkiem spoko klimat. Dalej na scenę wchodzi pierwszy zespół trasy czyli TWILIGHT OF CHRIST. Z tego co wiem był to ich pierwszy koncert w Bielsku. Brzmienie jeszcze nieco słabsze niż u poprzedników i nie wiem czym było to spowodowane. Niedoświadczeniem machera od gałek czy złym ustawieniem zespołu?! Nie mam pojęcia... Ludzie raczej bez ruchu, dali znać, że żyją dopiero przy coverach i nie wiem czy to dobrze czy źle he he. Teraz czas na nas... Był to nasz pierwszy gig od pięciu miesięcy więc było trochę obaw. Zaczynamy... Ludzie ruszają w tan, czujemy się dobrze więc jest ok. Zerowa słyszalność na scenie sprawia, że popełniamy kilka błędów jednak nie ma co rozpaczać. Szybkie przemeblowanie sceny i......... okolica godziny 22.00 powoduje, że spora część ludzi opuszcza koncert. To najgorsza rzecz jaka się może zdarzyć. Ale Czesi ruszają i tym którzy zostali urywają łeb. DESPISE to maszyna do zabijania w najlepszym wydaniu!!! Nie przeszkadzały i nie raziły nawet garnki puszczone z CD. Masakra!!! IMPERIAL FOETICIDE to praktycznie ci sami ludzie co DESPISE... Oni zamykali dzisiejszy koncert. Zamknęli go godnie pomimo tego, że na sali pozostała tylko niewielka garstka ludzi.
    Mniej więcej od połowy koncertu stałem przy wejściu sam z pomocą kolegów z naszego zespołu, co uważam za mały nietakt ze strony osoby która miała tego dopilnować czyli Tomka z NEWBREED. Osoby które tam stały ze mną powiedziały, że muszą już iść i dupa blada. Tak czy owak przeżyliśmy he he he. Czesi jadą spać do Krakowa z Bartkiem, NEWBREED zostają w Bielsku, my wracamy do domu. Pierwszy dzień za nami...

    Następne miejsce to Myślenice i klub "Vega". Coś w stylu "Beer Pubu" w Kutnie. Niewielka salka na koncert, ale całkiem przyjemny klimat. Przyjeżdżamy pierwsi, więc mamy czas na próbę, ustawiamy wszystko jak należy co ma wpływ na dalszy przebieg wydarzeń. Na miejscu okazuje się, że zespół który miał zagrać z nami, czyli PORPHYRIA, nie dojedzie. TWILIGHT OF CHRIST grało u siebie ok. miesiąc wcześniej i stwierdzili, że nie chcą zanudzać ludzi. Nie ma co się rozczulać, jedziemy w trzy zespoły z nami na początku stawki. Leci nitro z "Piątego Elementu" i jazda. Zajebista słyszalność na scenie, masakra w wykonaniu publiki - czego chcieć więcej?! Po nas DESPISE i IMPERIAL FOETICIDE - profesjonalna rozpierducha na maxa!!! W dobrych humorach pakujemy sprzęt i ruszamy wszyscy do Krakowa na małe piciu, paleniu i spanku...

    Trzeci dzień to Nowy Targ i "Winiarscy". Na co dzień to jest restauracja, co może się źle kojarzyć w kontekście koncertów, ale luz, miejsce jest zajebiście przygotowane na koncerty. W podziemiach właściwej restauracji znajduje się sala przeznaczona na koncerty, ze sceną, światłami i resztą badziewia. Jest małe opóźnienie czasowe, więc trzeba się uwijać. Na pierwszy ogień idą gospodarze, czyli PORPHYRIA. Brutal Death / Grind, zamiatanie, młyn, apokalipsa. Zespół stosunkowo młody, ale działający rzetelnie i konsekwentnie, będą z nich ludzie he he. Później TWILIGHT OF CHRIST i mały zgrzyt. Ustawianie sprzętu w ich wypadku i w tym dniu trwało tak długo, że zacząłem się obawiać o to, czy ludzie dosiedzą do końca i będą oglądać koncerty Czechów, zważając na to, że była niedziela i następnego dnia trzeba wstać do szkoły / pracy. Zasugerowałem to delikatnie Bartkowi, na co on odpowiedział: "Nic się nie martw Wojtek, czasu mamy dużo". Pomyślałem, że to jajca, ale jednak nie... Poprosiłem, żeby na potrzeby tego dnia skrócili nieco swój set do 20-25 minut co uważam, było uzasadnione, gdyż to ja zaprosiłem Czechów do Polski i zależało mi na tym żeby jednak ludzie ich zobaczyli. Granie dla pustej sali po przebyciu tylu kilometrów mija się z celem. Michał nawet prosił nas żebyśmy zagrali na końcu, nie mogliśmy jednak tego zrobić, ponieważ Tomek (git.) na drugi dzień rano szedł do pracy i musieliśmy poginać do chaty. TWILIGHT zaczyna, a ja spadam zobaczyć na distro i jak stoi sprawa z biletami. Mija 25 minut, schodzę na dół. Publika szaleje, zespół zapierdala, ale jednak zależy mi na tym o czym wspomniałem wyżej. Szeptam to delikatnie Bartkowi, a on mówi do ludzi: "Jeszcze dwa kawałki na koniec". Ręce opadają. Tak jak zrozumiał sprawę i pomógł mi ze sprzętem, tak w tej sytuacji nie wykazał się undergroundową solidarnością czym mnie zawiódł. Teraz czas na nas. Ustawienie tak szybkie jak to tylko możliwe. W czasie naszego rozkładania instalują się równocześnie Czesi, zrzucamy tradycyjne gary i działamy pod kątem trzech ostatnich zespołów. Czas ucieka. Zaczynamy bez intra. Mała awaria zasilacza... Po krótkim falstarcie cała naprzód i atak nowym numerem "I will kill my family". Dalej "klasyki" z pierwszego materiału, m.in.: "Bullet In my head", "Sterilize Zone". Na dokładkę cover UTOPIE "Stop Viagra-Smoke Pot". Młyn jak się patrzy... Kończymy "Six Years" i tyle nas widzieli. Na scenę wchodzą DESPISE, a my wsiadamy do samochodu i ruszamy do domu. Z tego co się później dowiedziałem to było ok. do końca i bardzo się z tego powodu cieszę. Do zobaczenia jutro na "naszej" ziemi...

    Czwarty, przedostatni dzień trasy, poniedziałek (Sucha Beskidzka). Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to bardzo słaby dzień na koncert. Początek tygodnia, ludzie zmęczeni weekendowymi szaleństwami itd. Ale rozstawiamy graty, PORPHYRIA i NEWBREED są już na miejscu, nieco później pojawiają się goście z TWILIGHT, a my z Radimem i Michalem (IF) jedziemy po przody - dzięki chłopaki za pomoc!!! Czas zaczynać. Pierwszy gra NEWBREED. Nie wiedziałem ani minuty ponieważ w tym dniu miałem fuchę "targacza biletów" he he. Później PORPHYRIA i ten sam problem. Ludzi przybywa... Z powodów czasowych DEFORMED i załoga Czeska decydujemy, że gramy na końcu. I dobrze, nie ma problemu, jesteśmy u siebie więc może nas na taczkach nie wywiozą hłe hłe hłe. DESPISE. Tradycyjnie techniczna, brutalna i perfekcyjnie precyzyjna zagłada. Na IF z powodów organizacyjnych nie byłem obecny. Teraz czas na nas. Nie wiedziałem czy ma w ogóle sens wychodzenie na scenę po Czechach gdyż to co oni zrobili... Po prostu uprzedzili nas i postawili od razu kropkę na "i" he he he. Wychodzimy na scenę i jak wynikało z reakcji ludzi, co bardzo nas zaskoczyło, ludzie czekali na nasz koncert. Dziękujemy za wytrwanie do końca, zważając na to, że było w okolicach północy. Bez intra ruszamy nowym kawałkiem "I will kill my family". Ludzie w dym, mimo, że nie ma ich zbyt wielu atmosfera jest wspaniała. Czesi dzielnie nas wspierają w młynie. W ogóle cały czas zespoły wspierały się nawzajem, technicznie, mentalnie, w młynie, przy barze... he he. Z małymi wyjątkami, ale nie grzebmy w tym (:-)). Następny kawałek "Bullet In my head", zaraz po nim "Sterilize zone" i "Everything is a fun torture". Chwilka przerwy, robi się upał, trzeba odsapnąć... Następny leci cover UTOPIE, później kolejny nowy kawałek "Pay for life...". Nie widać żebyśmy mięli prędko skończyć... Na koniec "Six Years", ale nie tak łatwo. Ludzie chcą więcej! To leci jeszcze raz UTOPIE, a później nie grany już przez nas na koncertach "Murder (Cold Clinic)". I to wszystko... Jest nieco przed pierwszą i wszyscy raczej zadowoleni rozchodzą się do domów. Udany koncert. Czas na sen... Jutro finał.

    Tomek musiał zostać trochę dłużej w pracy, notujemy małe późnienie. Czesi odwiedzają muzeum w Oświęcimiu. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że musimy jeszcze chwilę poczekać na TWILIGHT. Imprezę w klubie "Retro" w Wadowicach rozpoczyna TWILIGHT. My idziemy coś zjeść dlatego też nie widziałem ich koncertu. Z Czechami ustalamy, że DEFORMED ponownie zagra na końcu. Teraz DESPISE. Set nieco krótszy niż na pozostałych koncertach, ale nie mniej morderczy. IF podobnie. Czesi się pakują, my wchodzimy na scenie. Pośród publiczności niewiele osób, ale za to ci co zostali, kumali bazę. Sporo znajomych, czas zaczynać... Set rozpoczęty wg trasowej playlisty zakończony coverem UTOPIE i... po trasie. Po naszym koncercie docierają do mnie głosy, że Bartek z TWILIGHT ma jakiś problem z tym, że musiał na początku trasy wozić przody. Przykro mi, że nie powiedział tego do mnie... Takie gadanie poza plecami nie świadczy zbyt dobrze o autorze. Inna sprawa jest taka, że nigdy nie oczekuje, ani nie oczekiwałem od zespołów z którymi gram laurki za pomoc (np. w promocji zespołu, a za taką uważam zaproszenie ich na tą trasę...). Dlatego też czuję się nieco rozczarowany takimi relacjami... Dobre zasady = zdrowe zasady. Kropka. Z Czechami jak z braćmi. Amen. Po koncercie zanotowaliśmy bardzo przyjemną imprezę w gronie znajomych, było piwko, palenie, muzyka (np. Bajm itd.) i wszystko pięknie. Ale wszystko co pięknie szybko się kończy (he he) i ok. 2 w nocy nadszedł czas by wracać do domu.

    Podsumowując, uważam te koncerty za udany wypad. Małe wyjątki w relacjach o których wspomniałem powyżej nie przysłoniły bardzo pozytywnej, przyjacielskiej atmosfery tej trasy. Można być tylko zawiedzionym nieco słabawą frekwencją, ale podejrzewam, że maniacy brutalnej jazdy woleli odłożyć pieniążki na Dark Stars Tour. I też pięknie he he he hłłłłłe.... Grind & Respect!!!


    autor: Wojtek / Deformed

    added by: Olo

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.