TODAY IS A RELEASE DAY OF

VORDR

VORDR

top reviews

reviews in english
  • Neocaesar - "11:11" 2017 / 1CD
    SELF-RELEASE/XTREEM MUSIC
    NETHERELANDS

    Self-Release/Xtreem Music
    Neocaesar - 11:11 Czterech muszkieterów znanych z Sinister powróciło zza światów. Na pokładzie Sinister nigdy co prawda nie spotkali się w komplecie, lecz to mało istotne. Wartym odnotowania jest, że każdy z nich odcisnął piętno, mniejsze lub większe, na historii tego zasłużonego zespołu. Role epizodyczne odegrali basista Michel Alderliefsten, który zagrał na "Bastard Saints" i perkusista Eric de Windt, który wokalował na "Aggressive Measures", ale już gitarzysta Bart van Wallenberg, a także wokalista Mike van Mastrigt współtworzyli kamienie milowe w dziejach swojego macierzystego zespołu. To w dużej mierze dzięki nim płyty takie jak "Cross the Styx", "Diabolical Summoning", "Hate", "Bastard Saints", czy wreszcie "Aggressive Measures" prezentują się wspaniale po dzień dzisiejszy. Niezmiernie cieszy mnie, że tak utalentowani ludzie nie złożyli broni i tym samym debiut Neocaesar ujrzał światło dzienne. Cieszy mnie tym bardziej, że jako bezkrytyczny fan Sinister z okresu gdy to właśnie Bart i Mike grali w tej kapeli pierwsze skrzypce otrzymałem płytę utrzymaną w duchu "Diabolical Summoning" i "Hate". Potężny, duszny death metal napiętnowany jedynymi w swoim rodzaju riffami Barta oraz równie pamiętnymi wokalami Mike'a. No i co z tego, że to wszystko już było? Każdorazowy odsłuch "11:11" sprawia mi równie wiele przyjemności, co obcowanie z płytami klasycznymi dla tego gatunku. Poza tym debiut Neocaesar, pomimo oczywistych skojarzeń, jest w dzisiejszych czasach płytą wyjątkową. Powód takiego stanu rzeczy jest prosty, Bart van Wallenberg gra od zawsze w swojej własnej lidze. Jego styl jest absolutnie unikatowy i niepodrabialny. Trudna do opisania wypadkowa wirtuozerii, a przy tym chwytliwości, owiana oddechem samego Diabła. To wszystko za Jego sprawą działo się na "Diabolical Summoning" i "Hate". To dzieje się także dziś, na imię ma Neocaesar.

    www.facebook.com/Neocaesar.official www.youtube.com/channel/UCJ-U6wvapC3i3OAPUsFibrQ www.xtreemmusic.comRobert Jurkiewicz ________10
  • Ulcer - "Heading Below" 2016 / 3CD
    ARACHNOPHOBIA RECORDS
    POLAND

    Arachnophobia Records
    Ulcer - Heading Below Arachnophobia szumnie obwieszcza, że w 2016 wypuści co najmniej kilka płyt roku. Jedną z nich ma być nowy Ulcer. Podchodząc do tematu na poważnie, muszę stwierdzić że nowa płyta lubelskiego zespołu ma szansę wiele zwojować. W moim rankingu to bezapelacyjnie czołówka wśród tegorocznych wydawnictw, jakie miałem okazję dotychczas usłyszeć. Myślę, że upływający czas nie osłabi jej pozycji. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie że z czasem jeszcze sporo w moich oczach zyska, bo to płyta wręcz stworzona do wielokrotnego odkrywania. Oczekiwałem konwencjonalnego death metalu ze Szwecji. Wiecie, dziarskie, zapiaszczone riffy i perkusyjne umpa umpa, a tu mega niespodzianka. Na początku szok i niedowierzanie, a z czasem podziw i niesłabnąca ekscytacja które ciągle rosną w siłę. Czym mnie tak bardzo Ulcer zaskoczył i omamił? Przede wszystkim nieszablonowym podejściem do, wydawać by się mogło, dawno wytartej formuły. Gitarowa szwedzkość jest, i owszem, lecz to jedynie baza na której zespół buduje zaskakująco nieoczywiste i intrygujące struktury swych kompozycji. Odjeżdżają w przeróżnych kierunkach. Doom, black metal, szwecja melodyjna, szwecja klasyczna. Na dodatek wiele smaczków, które jeszcze bardziej wzbogacają ten materiał. Każdy utwór ma to COŚ, co nadaje mu znamię rozpoznawalności. W pierwszym jest to świetny riff pojawiający się w drugiej części utworu, wyraźnie inspirowany Morbid Angel, z którego ewidentnie emanuje pewność siebie, a wręcz arogancja cechująca wczesne dokonania ekipy Trey’a. Drugi utwór wieńczy 2 minutowe pasmo gitarowych sprzężeń, świdrujących na fundamencie statecznego basu i błyskotliwych partii perkusisty. Gdzieś tam po drodze słyszymy dobre, chwytliwe melodie, kiedy indziej mrok gęstnieje za sprawą klawiszowych wtrętów, pojawia się gitarowe solo za które bez wątpienia pochwaliłby Gregor MaCKintosh. Dużo tego dobrego, lecz za największą zaletę "Heading Below" uznaję otwartość zawartych na niej kompozycji, ich totalną nieprzewidywalność. Podczas pierwszego odsłuchu naprawdę ciężko to wszystko ogarnąć. Nie ma szans by przewidzieć, jaki dalszy przebieg będzie miał dany utwór. Może zdarzyć się wszystko i rzeczywiście, dzieje się zaskakująco wiele. Na przykład wieńczący płytę "Enshrouded in Nothingness", kapitalny doom’owy kolos. Gdy już zastygam w betonowej masie niemal pewny dalszego rozwoju wypadków, pojawia się niespodziewane. "Heading Below" nosi w sobie wiele takich przypadków. Trzeba napisać to wprost. Nowe dzieło Ulcer stanowczo wyrasta poza gatunkowe ramy. To bardzo mroczna, niespokojna i niepokojąca płyta, która bez większego wysiłku wymyka się jednoznacznej klasyfikacji. Czy takie były intencje twórców? Tego nie wiem. Uważam natomiast, że muzykom udało się stworzyć coś swojego, przegonić trendy i odcisnąć własne piętno na tym nieco już skostniałym organizmie. "Heading Below" to głośno i pewnie wykrzyczane "ja". Wywrzeszczane przez dwóch świetnie uzupełniających się wokalistów. Zjawiskowa płyta.

    www.facebook.com/Ulcerdeathmetal arachnophobia.plRobert Jurkiewicz ________10
  • Ragehammer - "The Hammer Doctrine" 2016 / 1CD
    PAGAN RECORDS
    POLAND

    Pagan Records
    Ragehammer - The Hammer Doctrine Nie wyobrażam sobie, by można było zrobić to lepiej. "The Hammer Doctrine" to perfekcyjnie podany black/thrash metal. Dzieło jest na tyle kompletne, że to aż podejrzane. Czy wietrzę Jego udział? Na pewno nie wykluczam. Listę pochwał zacznę od tego, że "The Hammer Doctrine" to na krajowym podwórku najlepiej zaśpiewana płyta jaką słyszałem na przestrzeni wielu lat. Wokalista Ragehammer posiada na tyle zjawiskowe warunki i umiejętności, że śmiało można go postawić w gronie topowych krzykaczy na planecie Ziemia. Nie, nie przesadzam. Celowo użyłem zwrotu "zaśpiewana płyta". Zapomnijcie o monotonnym buczeniu, oderwanych od warstwy muzycznej wrzaskach. Heretik Hellstörm trwając przy programowej zadziorności bawi się barwą i bezbłędnie odnajduje się w każdej tonacji. Wielki podziw i szacunek dla tego pana. Dla pozostałych muzykantów także, gdyż warstwa instrumentalna nie pozostaje w tyle. "The Hammer Doctrine" zawiera wyłącznie hity. Zbiór zgrabnie skrojonych, dynamicznych utworów, które muszą przypaść do gustu zwolennikom Nifelheim, Desaster, czy Destroyer 666. Czegóż tu nie ma! Instrumentaliści bezapelacyjnie dorównują poziomem wokaliście, więc chwilami ocierają się wręcz o wirtuozerię. Szczególnie duże wrażenie robią na mnie błyskotliwe partie wykonane przez doskonale wyeksponowanego basistę. Nadmienię, że kunszt instrumentalny absolutnie nie wadzi temu, by zakwalifikować "The Hammer Doctrine" jako jednoznacznie siarczystą i zaraźliwie przebojową. Na zakończenie zespół coveruje Krzysztofa Klenczona i jego Trzy Korony. "Spotkanie z Diabłem" w wersji Ragehammer to kolejny dowód na nietuzinkowe umiejętności i wyobraźnię kapeli. Utwór z innego muzycznego świata, sprzed kilku dekad, brzmi niczym thrashowy szlagier. Jak napisałem na wstępie, uważam "The Hammer Doctrine" za płytę kompletną. Nie bez znaczenia jest tu aspekt wizualny. Obraz zdobiący okładkę, za który odpowiada Robert A. von Ritter, równie atrakcyjny dla oka co paskudny w wymowie, to wierna wizualizacja sfery muzycznej. Cieszmy więc uszy i oczy jeszcze nie raz.

    www.last.fm/music/Ragehammer www.paganrecords.com.pl www.facebook.com/paganrecords soundcloud.com/paganrecordsRobert Jurkiewicz ________10
  • With The Dead - "With The Dead" 2015 / 1CD
    RISE ABOVE RECORDS
    UK

    Rise Above Records
    With The Dead - With The Dead To się musiało udać. Tim Bagshaw oraz Mark Greening to eks sekcja rytmiczna Electric Wizard. Z marszu zaznaczę, że obaj panowie podczas swojej działalności u boku Jusa Oborna mieli całkowicie inny status aniżeli dziś terminujący w Electric Wizard basiści i perkusiści. Bagshaw i Greening mieli realny wpływ na kompozycje, współtworzyli w dużym stopniu materiał, jaki znalazł się na czterech początkowych płytach zespołu, w tym na owianej kultem "Dopethrone" uważanej dziś za szczytowe osiągnięcie kapeli. Dziś Oborn zmienia muzyków jak rękawiczki, a ich wpływ na brzmienie Czarodzieja jest marginalny. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że bardzo sobie cenię obu, a zwłaszcza Tima Bagshawa jako gitarzystę/basistę/kompozytora który pod szyldami Ramesses i Serpentine Path zaprezentował sporo świetnej muzyki. Oczekiwanie na debiut With The Dead elektryzował także fakt, że skład kapeli uzupełnił wokalista Lee Dorrian, którego to przedstawiać nawet nie wypada. Nie zawiodłem się ani trochę. Bagshaw, który skomponował całość materiału, co prawda nie walczył zbyt zapalczywie o wyjście poza garnkowe standardy. Nie powstała płyta, która na nowo definiuje doom metal. Finalny efekt wysiłków całej trójcy pomimo swej mało odkrywczej natury sprawi jednak, że każdy fan Sabbath’owej spuścizny znajdzie się w raju. Debiut With The Dead to przede wszystkim przyprawiająca o dreszcze cmentarna aura towarzysząca nieustannie jakże charakterystycznym wokalizom Dorriana, doskonałym riffom Bagshawa oraz obłędnemu bębnieniu Greeninga. Ten ostatni został wreszcie należycie doceniony wskutek czego partie perkusji brzmią wyraziście i dobitnie, co niestety nie miało miejsca na ostatnim krążku Electric Wizard, gdzie gra Greeninga przepadła w fazie miksów. Bardzo dobrze, że zespół nie ograniczył się rytmicznie. Owszem, grają mozolnie. Bywa, że ten cmentarny kondukt sunący w ślimaczym tempie przynosi skojarzenia z debiutem Cathedral, bądź z równie upiornym rzężeniem dominującym na płytach Serpentine Path. Przykłady? Ot choćby "Living with the Dead" oraz zamykający płytę "Screams from My Own Grave". Dla równowagi na płycie bez większego trudu odnajdziemy także sporo żywszego, a chwilami nawet skocznego grania. W takich chwilach powiewa Black Sabbath z okresu "Master of Reality"/"Vol. 4". Tim Bagshaw potrafi także zaskoczyć, między innymi swoim upodobaniem do twórczości Paradise Lost. Gdzieś tam przemyka świetne, charakterystyczne gitarowe solo, zaś we wspomnianym powyżej "Living with the Dead" pojawia się piękny motyw melodyczny, który mógłby z powodzeniem zaistnieć na "Draconian Times". Takich niespodzianek jest więcej. W zasadzie każdy utwór posiada haczyk, który przyciąga ucho i definiuje jego tożsamość. Powstała płyta ponura, ciężka, chwilami przytłaczająca, lecz absolutnie nie monolityczna. Można zaryzykować stwierdzenie, że debiut With The Dead jest płytą doom metalowych przebojów. Murowany kandydat do mojego top 2015. Co musi czuć Jus Oborn?

    www.facebook.com/withthedead www.facebook.com/riseaboverecords www.riseaboverecords.comRobert Jurkiewicz ________10
  • Echoes of Yul - "The Healing" 2015 / 3CD
    TAR TRAIL RECORDS / ZOHARUM RECORDS
    POLAND

    Tar Trail Records / Zoharum Records
    Echoes of Yul - The Healing Mam wrażenie, że podczas tworzenia materiału na "The Healing" w głowie Michała Śliwy gościł duży spokój. Powstała stonowana, refleksyjna płyta o zdecydowanie odmiennym obliczu od tego, jakie dotychczas było wizytówką Echoes of Yul. Owszem, w drugiej części "The Trick" w towarzystwie przesterowanej gitary ponuro grzmi monstrualne, przesterowane basidło. Ponura, zawiesista aura, doskonale znana słuchaczom obytym z poprzednimi materiałami Echoes of Yul, powraca jeszcze w pierwszej części "Organloop" i to by było na tyle. Pozostałą część płyty Michał zagospodarował w inny sposób, przemawiając odmiennym językiem, choć za pomocą podobnych jak dotychczas środków. Przecież wszelkiej maści sample, loopy, instrumentarium elektroniczne, przetworzone dźwięki gitar i wokali były w muzyce Echoes of Yul obecne od zawsze. Zasadnicza zmiana, jakiej doświadczamy na "The Healing" polega na przesunięciu środka ciężkości. Oto całkowicie odwróciły się proporcje, dominują ambientowe plamy dźwięku przeróżnego pochodzenia przemieszczające się w nieśpiesznym tempie. Jeżeli przyjąć, że poprzednia płyta "Cold Ground" była zdecydowanym krokiem ku potędze doom metalowego riffu, to tym razem Michał skłania się ku estetyce Briana Eno. Muzyka zyskała sporo przestrzeni, potężny haust powietrza. Ponura aura od zawsze tożsama z szyldem Echoes of Yul wyparowała na wskutek ocieplenia klimatu ustępując miejsca śmiało wybrzmiewającej nucie autorefleksji. Nie bójmy się napisać tego wprost, "The Healing" to muzyka bez wyjątku piękna, chwilami tajemnicza, a miejscami wręcz pogodna. Muzyka, która trafia na najbardziej podatny grunt, gdy za oknem rozgrywa się ciemny jesienny wieczór, lub dla odmiany dopada nas bezsenny poranek. Posłuchajcie zresztą wieńczącego płytę "The Better Days". Wątpię, by ktoś pozostał obojętny, gdy rozgrywa się ta przewrotnie zaaranżowana, zaskakująca odważnie prowadzonymi partiami wokalnymi, a przede wszystkim przejmująca kompozycja. Ech, żyć nie umierać.

    echoesofyul.bandcamp.com zoharum.comRobert Jurkiewicz ________10
  • Antigama - "The Insolent" 2015 / 7CD
    SELFMADEGOD RECORDS
    POLAND

    Selfmadegod Records
    Antigama - The Insolent Co ma wspólnego Pani Magdalena Ogórek, kandydat na urząd prezydenta RP, z kwartetem Antigama kandydującym wraz z "The Insolent" do miana "płyty roku 2015"? Wbrew pozorom bardzo wiele. Pani Ogórek obiecała, że jeśli my, czyli naród, zaufamy jej w nadchodzących wyborach, wówczas ona jako najważniejsza osoba w państwie napisze prawo od nowa, a z dotychczas obowiązujących przepisów pozostawi jedynie dobrze funkcjonujące. Antigama postąpiła w myśl linii programowej Pani Ogórek. Na potrzeby "The Insolent" zespół napisał swoją muzykę od nowa pozostawiając kluczowe i charakterystyczne dla niej elementy. Nie mam zamiaru psioczyć w tym miejscu na "Stop the Chaos" i "Meteor". Oba materiały zawierały typową dla zespołu skondensowaną dawkę mocnych dźwięków. Zabrakło jedynie elementu zaskoczenia cechującego wcześniejsze wydawnictwa. Tym razem udało się uzyskać świeżość zachowując równocześnie tożsamość zespołu. Jest szybko, hałaśliwie i gwałtownie. Zwraca uwagę odwrót od typowo grindcore’owych riffów, jakich w bród było na "Meteor". W zamian kwartet łamie rytm i wycina totalnie anty melodyczne zagrywki zatracając się bez reszty pozornie nieokiełzanym rozgardiaszu. Zwraca uwagę coś jeszcze. Po raz pierwszy w swojej bogatej historii Antigama ma na stanie mocno wyeksponowany i świetnie pracujący bas. Bez wątpienia jest to zasługą nowego muzyka w składzie który doskonale wie jak odnaleźć się w burzy dźwięków generowanych przez pozostałą trójkę. Przeważająca część krążka to nieokiełzana Antigama o metalicznym posmaku i niemiłosiernie skrzywionej psychice, lecz to co najbardziej zaskakujące dzieje się w jego końcowej części. "Sentenced To The Void", czyli transowy, motoryczny utwór z psychodelicznymi odjazdami. "Out Beyond" szokujący swoją prog rockową naturą. Wieńczący dzieło mozolny, niewymownie ciężki "The Land Of Monotony". Oto Antigama napisana na nowo.

    www.facebook.com/Antigama selfmadegod.comRobert Jurkiewicz ________10
  • Deivos - "Theodicy" 2015 / 4CD
    SELFMADEGOD RECORDS
    POLAND

    Selfmadegod Records
    Deivos - Theodicy Ktoś pomyśli, że Jurkiewicz to zwariował już dokumentnie. Trzecia recenzowana płyta Deivos i równocześnie po raz trzeci maksymalna okrągła "dycha". No ale co ja biedny mam począć skoro lubelski kwintet po raz kolejny nie tyle trzyma poziom, co podnosi poprzeczkę? Ano nic, trzeba się brać do roboty i pisać jak jest. Przede wszystkim jeszcze nigdy nie było tak zaskakująco i zapisuję ten fakt na koncie "Theodicy" jako duży plus. Poprzednich płyt słuchało się świetnie, lecz nie było mowy o elemencie zaskoczenia. Tym razem można mówić o dużej niespodziance. Deivos zauważalnie odświeżył formułę i słychać to od pierwszych taktów następujących po jazgotliwym, elektronicznym wstępie. Świetny, rytmiczny, wręcz bujający riff wzbudził u mnie totalne niedowierzanie i jednocześnie z miejsca wyzwolił niemal euforyczne wibracje. Entuzjazm nie opuścił mnie do końca płyty. Sześć długich, wielowątkowych kompozycji nafaszerowanych kapitalnymi riffami, zmianami tempa, obłędnie gęstą i precyzyjną pracą perkusisty i wreszcie finezyjnymi partiami basu. Deivos w 2015 roku to słyszalnie dojrzały i zgrany zespół. Nikt tu nie pędzi na złamanie karku, nie kombinuje dla zasady. Celem jest płynnie prowadzona i skrupulatnie zaaranżowana kompozycja w ramach której dzieją się tematy pod względem instrumentalnym mniej lub bardziej spektakularne, którym niezależnie od postaci i formy nie sposób odmówić wielkiej klasy. Aranżując nowe utwory zespół pozostawił sobie sporo przestrzeni, która nie została tak skrupulatnie zagospodarowana gęsto sianym dźwiękiem. Dzięki temu słyszymy swobodniej grający kolektyw. Pojawił się luz, który cechuje także bardziej zaawansowane technicznie partie. Nie zawaham się stwierdzić, że dzisiejszy Deivos tworzy nową jakość, nie tylko na tle własnych dotychczasowych dokonań. "Theodicy" znacznie wyrasta poza granice "technicznego death metalu", z którym to szyldem zespół był dotychczas utożsamiany. Słuchać, że muzycy bawią się świetnie ignorując stylistyczne konwenanse. Mam wrażenie, że nadszedł dobry czas dla Deivos. Pora by zawojować świat Panowie!

    www.facebook.com/Deivos selfmadegod.comRobert Jurkiewicz ________10
  • Electric Wizard - "Time to Die" 2014 / 8CD
    SPINEFARM RECORDS
    ANGLIA

    Spinefarm Records
    Electric Wizard - Time to Die Tym razem Justin Oborn zaprowadził swój zespół w bezwzględnie ponure miejsce. Wymowny tytuł płyty spina klamrą nie tylko teksty ale i ich muzyczną oprawę. "Time to Die" ukazuje inne, wisielcze, mroczne jak nigdy wcześniej oblicze Electric Wizard. Nowa płyta to krok w bok w odniesieniu do dwóch poprzednich. Niemal brak tu przebojowych, zgrabnie skrojonych numerów pod nóżkę. Ze świecą szukać bujających riffów wprowadzających zmysły w błogostan. No dobrze, jest "SadioWitch" który z powodzeniem mógłby znaleźć miejsce na "Black Masses". Jest także na wskroś Sabbath’owy "Lucifer’s Slaves", lecz to jedynie rodzynki w czarnej mazi, w której niemrawo bulgoczą pozostałe pieśni. W pewnym sensie rozumiem utyskiwania internautów. Czytałem, że nowa płyta jest nudna. Być może ktoś trawiący tryliony gigabitów muzyki na śniadanie może ją w ten sposób odbierać. Tu potrzeba czasu. Justin Oborn przypomniał sobie, że jego zespół to także nieokiełzany zgiełk i tym samym wrócił po części do estetyki charakteryzującej jego wczesne dokonania ze szczególnym naciskiem na "Let Us Prey". Zdarza się, że muzycy odjeżdżają na wiele minut w bardzo nieprzystępne i hałaśliwe rejony. Oczywiście nie brak tu także nieco bardziej uporządkowanego grania, lecz granice są bardzo płynne. Zresztą nie o to tu chodzi. "Time to Die" to jeden wielki marsz żałobny. Poza wymienionymi wyżej wyjątkami dzisiejszy Electric Wizard jest totalnie pesymistycznym, ponurym, wręcz wisielczym tworem. Po wielogodzinnym obcowaniu z płytą dotarło do mnie, że tak głębokie pokłady beznadziei, wyjałowienia, emocjonalnego paraliżu mogą odebrać świadomość. Równocześnie odczuwalny podskórnie narkotyczny puls sprawia że ciężko wyrwać się z transu. Ja tam byłem przez wiele dni, nasiąknąłem przytłaczającymi wibracjami emitowanymi przez "Time to Die", a gdy udało mi się na chwilę wychylić łeb i zaczerpnąć świeżego powietrza z miejsca poczułem tęsknotę za niebezpieczną naturą tej muzyki. Piszę te słowa ku przestrodze Wam, Bracia i Siostry.

    www.electricfuckinwizard.com www.spinefarmrecords.comRobert Jurkiewicz ________10
  • Necros Christos - "Nine Graves" 2014 / MCD
    SEPULCHRAL VOICE RECORDS
    NIEMCY

    Sepulchral Voice Records
    Necros Christos - Nine Graves Orientalnymi dźwiękami Necros Christos wprowadzają nas do swojego nowego wydawnictwa - tym razem niepełnowymiarowego, z tylko dwoma właściwymi, nowymi utworami, ale cały materiał to i tak ponad 40 minut grobowej balangi. No cóż, nie ma co ukrywać, że Necros Christos zawsze dbali o wysokie standardy i faktycznie - ich wydawnictwa nie marnowały nigdy plastiku/winylu. Na liście numerów "Nine Graves" odnajdujemy zatem m.in. nagrane ponownie "Va Koram Do Rex Satan" (z pierwszego albumu) i znany ze splitu z Teitanblood "Baptized by the Black Urine of the Deceased", a wszystkie utwory rozdzielone są rozbudowanymi, instrumentalnymi i zazwyczaj akustycznymi utworami/intrami, które sam zespół numeruje jako kolejne świątynie i które mają spory wkład w budowaniu i utrzymywaniu odpowiednio złowrogo-rytualnego klimatu całego wydawnictwa. Od strony tych najbardziej właściwych, muzycznych treści mamy tu wciąż kontynuację tego co zespół z wielkim sukcesem wypracował na swoich ostatnich albumach - czyli perfekcyjny balans pomiędzy poruszającym krypty dark/death metalem, a makabrycznym black’n’rollem, pomiędzy świeżością podejścia, a zgnilizną wykonania, przebojowością, a zakapturzonym ponuractwem i rytualnym omamieniem. Zespół ze swobodą i właściwą sobie klasą rozwija swoją wizję surowych, mrocznych, okultystyczno-satanicznych wątków wzbogacając ją o kolejne środki wyrazu, aranżacje, instrumenty i przede wszystkim coraz pewniej i śmielej operując czytelnymi melodiami, co w metalu potrafi wciąż tylko wąska grupa najbardziej doświadczonych wyg. Necros Christos wpisują się kolejnym wydawnictwem na elitarną listę tych, którzy przejmują pałeczkę przewodnictwa w old school death metalu po takich legendach jak Acheron, Sathanas, Necrophagia, nie wspominając oczywiście o Incantation i Autopsy. Tych ostatnich Necros Christos nie kopiują ślepo jak wiele współczesnych oldskulowych ‘odkryć’ - wyciskają z nich tylko absolutną esencję, którą przyprawiają na swój indywidualny sposób i tworząc zupełnie nową, cholernie ambitną jakość, która wykracza bardzo daleko poza zwykłe odgrzewanie staroci dla wyliniałych zgredów.

    www.facebook.com/darknessdamnationdeath; www.darknessdamnationdeath.com; www.sepulchralvoice.de; www.facebook.com/pages/Sepulchral-Voice-Records/709511785732039Olo ________10
  • Zemial - "Nykta" 2013 / 3CD
    HELLS HEADBANGERS RECORDS
    GRECJA

    Hells Headbangers Records
    Zemial - Nykta Na Potęgę Bathorowego Czerepu - w tym albumie jest MOC. Jeżeli klęczeliście przed “In monumentum” to przed “Nykta” padniecie krzyżem, łkając ze szczęścia i wzruszenia. Greckie korzenie zostały tym razem mocniej zaznaczone galopującymi zadziornie i melodyjnie gitarami, nostalgiczno-epicki monumentalizm w duchu Quorthona wciąż panuje niepodzielnie w średnich tempach, a w momencie, gdy pojawiają się kosmiczne, pink floydowe pasaże wypada tylko zaciągnąć autopilota swojego międzygalaktycznego ścigacza i z nogami założonymi na pulpicie rozkoszować się pięknem i potęgą mijanych mgławic, kolizjami galaktyk i pochłaniającą siłą czarnych dziur. Sięgając po to co już znane, łącząc ze sobą staroświeckie bloki Dmitrios zmajstrował arcydzieło metalowego renesansu. Płyta oddycha duchem klasycznych, korzennych form, ale dzięki ponadczasowej atmosferze wznosi się ponad zdezaktualizowane, jedno-pokoleniowe sympatie muzyczne. Lider Zemial kroczy pewnie od Asa Bay, przez Akropol, aż do krańców Drogi Mlecznej i równie autentycznie brzmi w black metalowej szarży jak i zanurzając się chwilę później w space rockowej psychodeli lat 70-tych. Do tego jeszcze sama produkcja - klasyczna, tchnąca analogowo-lampowym ciepłem, bardzo naturalnie spajająca zróżnicowany charakter tych utworów. Ten zespół nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem i warto to docenić w kontekście faktu, że cały czas się rozwija, otwiera na nowe-stare rejony i nie grzęźnie przy tym w ślepych uliczkach wątpliwego jakościowo eksperymentalizmu. Późno ta recenzja mi wyszła, ale to był jeden z najlepszych, a mi osobiście najbliższy krążek zeszłego roku, więc nie wypada tego przemilczeć. Salutuję i oddaję salwę honorową ze wszystkich dziesięciu dział.

    www.facebook.com/ZemialOfficial; zemial.bandcamp.com; www.hellsheadbangers.com; www.facebook.com/hellsheadbangersOlo ________10
  • Odraza - "Esperalem tkane" 2014 / 1CD
    ARACHNOPHOBIA RECORDS
    POLSKA

    Arachnophobia Records
    Odraza - Esperalem tkane Polak przy wódce to lubi wesoło, biesiadnie, z przytupem i gromadnie. Alkoholowa euforia pozwala patrzeć z optymizmem na najbardziej szalone plany, a wszelkie problemy toną bezpowrotnie w kolejnych kolejkach cudotwórczego trunku. Piekło przychodzi po przebudzeniu wraz z kacem. Rzeczywistość uderza boleśnie w zdziesięciokrotnionym stopniu. Do wódki, do jedzenia, do ludzi, do samego zarzyganego siebie i całego swojego gównowartego życia czujesz Odrazę. I tę właśnie beznadzieję, ten świat “piękny inaczej”, jak nakazywałyby obecne standardy poprawności dziennikarskiej napisać, tę rzeczywistość oglądaną przez denko opróżnionej flaszki, zasnutą dymem najtańszych, szmuglowanych papierosów, z pejzażami utkanymi z prawdy o szansach jednostki na jakikolwiek happy end, maluje nam właśnie nowy projekt dwóch muzyków Massemord. Wystarczająco zajebistego Massemord, aby nie trzeba było nic nikomu udowadniać na boku, ale jednak…. Priest i Stawrogin spłodzili nowy twór, w którym pokazują, że nie tylko ich koledzy z zespołu, którzy pogrywają w Furia są wrażliwi na zawiłości człowieczej natury i że także potrafią wychylić nosa poza klasyczną blackową eksterminację. Lirycznie zabarwieni taką właśnie tetmajerowską dekadencją, stylistycznie uderzają w niesamowicie zróżnicowane tony - od brudnego, agresywnego, nordyckiego black/punk w stylu Carpathian Forest poprzez bardziej transowy - zarówno ten starszy jak i ten młodszy Mayhem, poprzez nurzający się w depresji Shining, aż po jeszcze bardziej progresywne rejony, gdzie pojawiają post-voivodowe zakręty w stylu Ephel Duath, Ved Buens Ende czy Virus. Eklektycznie, ciekawie, i “po ludzku” - bez pretensjonalnego zadęcia i udziwniania na siłę - nawet wtedy, gdy nagle wjazd robi jakaś bluesowa impresja. Wszystko jest na swoim miejscu - także w tych najbardziej nie-ortodoksyjnych formach. Odraza zaskakuje pozytywnie dojrzałą poezją z jaką wszystkie te muzyczne strofy zostały poukładane, a błyskotliwe zderzenie dusznego smrodu miejskiego rynsztoka w tekstach z luksusem i bogactwem pomysłów i produkcji, stanowi właśnie o największej wartości “Esperalem Tkane”. Po raz kolejny w ostatnim czasie polskie zespoły pokazują, że można iść z black metalowym kręgosłupem do przodu bez robienia dyskoteki, albo klawiszowo-symfonicznej cepeliady. Można zrobić coś świeżego bez nieustannego napinania się, wyprzedzania trendów albo wzdychania za swoim kultowym, czarnym swetrem ze szkoły średniej. Można być wrażliwym i nie wykastrować się z piekła, ba docierać nawet znacznie głębiej w jego nieusuwalne korzenie, do wewnętrznego konfliktu człowieka ze samym sobą. Cieszmy się więc, że ten człowiek jest tak skomplikowany. Mamy całe życie żeby go odkryć, poznać, zrozumieć i pokochać. I z tej miłości zaprowadzić na krawędź i pchnąć. Aż wątroba pierdolnie i Śmierć odwróci kartę. Evviva l’arte.

    odraza.kontakt@gmail.com; www.youtube.com/channel/UC2-o2Zfv4b8i_xxHPzktRyw; www.last.fm/music/ODRAZA; www.arachnophobia.pl; www.facebook.com/arachnophobia.recordsOlo ________10
  • Krypts - "Unending Degradation" 2013 / 1CD
    DARK DESCENT RECORDS
    FINLANDIA

    Dark Descent Records
    Krypts - Unending Degradation Jako, że już mamy nowy rok to wypadałoby w końcu napisać o jednej z najlepszych płyt, która ukazała się na początku poprzedniego hu hu. Taki jestem kurwa szybki ostatnio. Ale przynajmniej mogę uczciwe powiedzieć, że przez te wszystkie miesiące zdążyłem zweryfikować swoje pierwsze podniety, ciary, mroki, czy nawet pewne początkowe rozczarowania. A pozostając przy tych ostatnich to z pewnością największą niespodzianką jest dosyć istotna zmiana brzmienia w stosunku do demówki i zapewne nie ja jeden żachnąłem się z początku, słysząc nowe, zdecydowanie mniej surowe i łagodniejsze gitary. Łagodniejsze to może jednak niekoniecznie dobre określenie - znana z demówki grobowo-betonowa mielona gitar została mocno oheblowana i nieco zepchnięta na tył, a energię kinetyczną zgniatania przejęła na siebie w większym stopniu sekcja rytmiczna z mocno targającym trzewia całej produkcji, bardzo wyraźnym basem. Wciąż silne piętno odciskuje tutaj stara, skandynawska scena - zwłaszcza ta wczesno-fińska, z rozwalcowującym walcem zgnilizny i wciągającymi, ponurymi melodiami, ale muzyka Finów stała się teraz zdecydowanie bardziej przestrzenna, a wszystkie elementy brzmią ze sobą spójniej i bardziej kompletnie. Młodzianie z Krypts zaserwowali nam na swoim debiucie przezajebisty ochłap z death metalowej dziedziny, materiał dojrzały artystycznie (że się tak górnolotnie wyrażę), do którego chce się ciągle wracać i przed którym, po wielu miesiącach naprawdę częstego tłuczenia pozostaję niezmiennie w pozycji klęczącej. Czekam na dalszy rozwój sytuacji - uzbrajam się przy tym w cierpliwość bo chłopaki raczej nie działają w pośpiechu i, z tego co wiem, skończenie nagrań do "Unending Degradation" zabrało im chyba rok (wszystkie instrumenty, za wyjątkiem wokali zarejestrowali w swojej sali prób), ale najważniejsze, aby nie zeszli z obranej ścieżki i kontynuowali rozwój w słusznie obranym kierunku.

    www.kryptomb.org; www.facebook.com/pages/Krypts/162962043856170; www.krypts.bandcamp.com; www.darkdescentrecords.com; www.facebook.com/DarkDescentRecordsOlo ________9,5

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.