reviews



  • Mesrine / Epitome 2006 / 7'' SPLIT
    EVERYDAYHATE
    KANDA / POLSKA

    Mesrine / Epitome - A teraz coś dla miłośników obleśnej zabawy z wszystkimi ohydnościami tego świata pływającymi w bardzo klasycznej grindowej zupie starej szkoły. Kanadyjski Mesrine atakuje przez 5 minut trzema krótkimi kawałkami jebliwego grind core'owego standardu z lirykami obracającymi się, już tradycyjnie w ich wypadku, wokół seryjnych zabójców. Intensywna młócka w starym stylu, zagrana z polotem i energią - czysta przyjemność i miły wstęp przed drugą stroną tego krążka, którą swoim naturalistycznym ściekiem zalewa Epitome, bulgocząc nisko w nabrzmiałych tłustym basem riffach z nieskomplikowanymi rytmami i prymitywnymi wstawkami klawiszowymi. Czy ktoś wogóle nie lubi tych misiów? Na żywo czy z płyt, obcowanie z Epitome dostarcza zawsze kupę odjechanej przyjemności, która nie ma wiele wspólnego z onanizowaniem się nad technicznymi wyczynami muzyków, ale to nie jest jakiś bal wirtuzów do kurwy nędzy. Tu jest gore grind - na dzień dobry podają gar gówna i wiadro rzygów a wieczorem kąpiesz się w silosie ciepłych parujących flaków. Na plus zapisuję brak zazwyczaj wkurwiających mnie mimo wszystko nieokreślonych pisków i screamów - sam totalnie zdołowany growl to jest to co lubię. Generalnie mimo, nieznacznych różnic stylistycznych, obie strony splitu pasują do siebie jak ulał - nawet brzmienie mają zbliżone. Łączny czas całości to nieco ponad 11 minut - czyli płyta idealna na przerwę meczu piłkarskiego - zamiast słuchania błyskotliwych analiz akcji pana Gmocha na przykład hehehe.

    www.everydayhate.prv.pl; www.epitomeband.prv.pl; www.mesrinegrind.comOlo ________7/6 search for Mesrine / Epitome

Hostia

Na nowej płycie znajdziecie numer "Krasnodar Kitchen", opowiada on o zakochanych ptaszkach – Dmitry i Natalii Baksheevy z Rosji. Para przyznała się do kilkunastu morderstw od 1999. Podczas przeszukania znaleziono zdjęcia przedstawiające świąteczną kolację, gdzie dekoracjami stołu były ludzkie części ciała.

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.