Rattenfänger

Geisslerlieder ___2019
Przyznam szczerze, że Roman Saenko, razem z resztą ekipy z Drudkh zaimponowali mi tym, że u szczytu eksplozji nowej fali old school doom/death metalu udało im się wyjść z czymś, co będzie brzmiało klasycznie, nawet antycznie, a przy tym miało jednak własny, wyjątkowy charakter. W tłumie rekultywatorów szkoły -ation death metalu, starej Finlandii i Szwecji styl Rattenfänger wyróż...





Deiphago

I, The Devil ___2019
Uwielbiam ten zespół zwłaszcza od czasów, gdy ich płyty przestały tonąć w zalewie pogłosów i postawili na bardziej zbite brzmienie. Na “I, The Devil” ewolucja tego podejścia postąpiła jeszcze dalej zabierając nas wręcz bardzo blisko innych rejonów muzycznych. Chaotyczny war/black? To już jest bardziej bestialski, bezwzględny, sataniczny powerviolence. Utwory, na crustowy wzó...





Devouror

Slay for Satan ___2019
Nie wiem ile jeszcze muzycznych wizualizacji armagedonu i zagłady ludzkości w wykonaniu Shyaithana jesteście w stanie znieść po kilkunastu wydawnictwach Impiety, ale jemu samemu najwyraźniej wciąż jest za mało. W zasadzie mamy tu najbardziej istotną część składu wspomnianych, singapurskich diabłów (Shyaithan i Dizazter) plus Antichristo Xul z rewelacyjnego Infernal Execrator na wok...





Mortiferum

Disgorged from Psychotic Depths ___2019
Wyrobioną opinię dzięki świetnej demówce z 2017 przyszedł czas zweryfikować na pierwszym pełnoczasowym materiale. I choć brzmienie zostało teraz nieco odarte z wczesnej surowości to, w ostatecznym rozrachunku dostajemy jak najbardziej godną kontynuację dotychczasowej wizji studziennego death/doom metalu z mocnym piętnem fińskich wzorców. Zwraca uwagę telepiący bebechami i zdecydo...





  • Napalm Death, Brujeria, Power Trip, Lock Up, Mentor / 04.05.2017, Kraków @ klub Kwadrat

    2017-06-29


    Pamiętam, że jakiś czas temu nasz piękny kraj nawiedziło istne trzęsienie ziemi. W ramach jednego koncertu zagrali Obituary, Napalm Death, Carcass i Viovod. Zestaw iście festiwalowy. Bardzo żałowałem, że nie dane mi było uczestniczyć w widowisku takiej rangi. Ponadto trudno mi było sobie wyobrazić, by równie spektakularny koncert mógł wydarzyć się raz jeszcze. Okazało się, że cuda jednak się zdarzają i tym razem postanowiłem nie zaprzepaścić swojej szansy. Otóż pewnego czwartkowego wieczoru do miasta Kraków dotarły cztery absolutnie kapitalne kapele. Napalm Death, Brujeria, Power Trip, Lock Up + w ramach tego jedynego polskiego koncertu nasz Mentor. Zaczęło się skandalicznie, bo brakiem jakiegokolwiek opóźnienia. Na wskutek tego spóźniłem się na występ Mentor, czego bardzo serdecznie żałuję. Słyszałem że nasi rodacy zagrali bardzo dobrze i to jedyne, co mogę napisać na ten temat. Do klubu dotarłem tuż przed początkiem koncertu Lock Up. Ledwo co zdążyłem rozejrzeć się po stoiskach z wszelkim dobrem przywiezionym przez kapele, a tu na scenie pojawił się Nicholas Barker, gitarzysta Anton Reisenegger, Shane Embury który zagrał tego dnia trzy koncerty i tym wyczynem zasłużył w moim mniemaniu na tytuł bohatera wieczoru, oraz mistrz ceremonii Kevin Sharp. Bardzo się cieszę, że to właśnie Sharp dostał robotę w Lock Up. Martwiłem się, że po rozpadzie Brutal Truth jeden z najbardziej rozpoznawalnych i charyzmatycznych wokalistów przepadnie bez wieści. Dobrzy koledzy na szczęście nie zawodzą i kierownik Embury nie pozwolił, by Sharp odszedł na emeryturę. Zresztą w Lock Up aż roi się od wiekowych muzyków. Pomimo rozlicznych ran odniesionych w boju, ci zasłużeni panowie potrafią wykrzesać z siebie sporo młodzieńczej energii. Nie będę się rozpisywał co i w jakiej kolejności zagrali. Zagrali grindcora w oprawie dobrego brzmienia, wściekle bulgoczącego basu Embury'ego, no i zaskakująco żywotnego Sharp'a. Wokalista odziany w koszulkę z podobizną Johna Casha i stylowy kapelusz szaleńczo miotał się po scenie, zaś jego krzykom i wrzaskom towarzyszyła równie ekspresyjna mimika. Jako następny na scenie zameldował się Power Trip. Amerykański kwintet parający się thrash/crossover to w moim odczuciu największa niespodzianka wieczoru. Wiedziałem czego oczekiwać od weteranów zrzeszonych pod wodzą Embury'ego. Jeśli chodzi o Power Trip, to znałem jedynie debiutancki album i zachodziłem w głowę czy ci młodzieńcy dotrzymają kroku starszym, utytułowanym kolegom. Dotrzymali. Zagrali na luzie, bez najmniejszych kompleksów, udowadniając że ich energiczne riffowanie doskonale sprawdza się na scenicznych deskach. Zwłaszcza podane w tak żywiołowy, entuzjastyczny sposób. Chciałoby się rzec, że gdy nastał czas Brujeria żarty się skończyły. Jak na mój gust to właśnie wówczas się zaczęły, gdyż odbieram twórczość Brujeria jako pewną formę kabaretu. Owszem, jest także i muzyka, lecz ta jakoś nigdy nie potrafiła mnie porwać. Zawsze miałem wrażenie, że jest tylko dodatkiem do specyficznego image oraz bezkompromisowych grafik zdobiących płyty. Koncert tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że muzyka była tu na drugim planie, zaś na pierwszym rządziły chusty skrywające twarze oraz wystudiowane dialogi obu wokalistów. Zdecydowane odmienne wrażenie odniosłem podczas występu gwiazdy wieczoru. Napalm Death, czyli po raz kolejny niezmordowany Shane Embury i przede wszystkim niebywale charyzmatyczny Barney. Wokalista zdaje się być prawdziwym gentelmanem. Po wyjściu na scenę ukłonił się gorąco wiwatującej na jego cześć publiczności i ... zaczęło się. Dobre, mocne brzmienie, bezbłędni instrumentaliści no i miotający się spazmatycznie po scenie Barney. Wokalista odgrywający iście szaleńczy spektakl wylewa z siebie dosłownie litry potu. W międzyczasie, czyli w przerwach pomiędzy poszczególnymi utworami, mogliśmy usłyszeć wywody Barneya, głównie na tematy społeczne. Zgromadzonych pod sceną fanów bardzo ucieszył fakt, że do repertuaru weszło sporo starych, klasycznych już kompozycji. Także z czasów, gdy nikogo z obecnego składu nie było jeszcze w zespole. Widzowie szczególnie mocno domagali się "Suffer the Children", na co Barney kilkukrotnie odpowiadał "it's coming". No i w końcu nadeszło wprawiając publiczność w zbiorową euforię. W takim też stanie opuściłem krakowski "Kwadrat", by w przemiłym towarzystwie przemierzyć powrotną drogę.

    tekst: Robert Jurkiewiczadded by: Olo

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.