Chaos Echœs

Mouvement ___2018
Śledzę ten zespół od samych ich początków, jeszcze pod szyldem Bloody Sign i kontakt z tymi Francuzami zawsze robił mi dobrze. Wprawdzie forma pierwszego długograja nagranego już po zmianie nazwy była dla mnie osobiście rozczarowująca, ale staram się zrozumieć zamysł; muzyków, którzy zapowiadali to jako pierwszą część z trzyczęściowego cyklu, gdzie “Transient”, jak sama ...





Betrayer

Scaregod ___2018
Wreszcie! Wreszcie w pełni godny następca genialnego “Necronomical Exmortis” - demo, które wyniosło Betrayer na top death metalowej sceny w naszym kraju i którego, w mojej ocenie nie pobili już ani na “Calamity”, ani tym bardziej powrotnym “Infernum in Terra” - obydwa skądinąd zajebiste albumy, ale albo każdemu odrobinę czegoś brakowało, albo czegoś było za dużo - nawet ...





Fetor / Crepitation

Onset of Horrendosity ___2019
Niezmordowany Wojtek z Deformeathing całkiem niedawno wypuścił na rynek kolejną porcję mielonki przeznaczoną dla wielbicieli tego przysmaku przygotowaną według najlepszych przepisów kuchni amerykańskiej. Złaknionym fanom świńskich podrobów rzucił na żer króciutki split po brzegi wypełniony slamming / brutal death metalem, gdzie swoje umiejętności prezentują brytyjski Crepitati...





Entropia

Vacuum ___2018
Klimatyczny jogging metal. Absurdalna szuflada? A do diabła z tym. Ta płyta naprawdę zmusza do fizycznej aktywności, zmiany przerzutki na szybszą, skakania przez kaniony i wbiegania na ośmiotysięczniki. To jest dosłownie godzinna reklama energetyków w okołometalowej oprawie. Króliczek Alcatela eksploduje w spazmach przeładowania, Lion odgryza głowę próbującego go zjeść dziecka, d...





  • Mgła, Lvcifyre, Bestial Raids / 2 maja 2017 - Lublin @ Graffiti

    2017-05-29


    Jeden z pierwszych koncertów od dawna, na który szedłem oczekując występu KAŻDEGO zespołu z wypiekami na twarzy. Na podstawie wyprzedanych imprez na samym początku trasy i pełnego Graffiti w Lublinie wnioskować można by, że jest to podejście powszechne, gdy jednak po przeczytaniu kilku relacji okazało się, że niektórzy mylili ze sobą Bestial Raids i Lvcifyre, inni się na tych pierwszych wynudzili, a jeszcze inni narzekali na zbyt przymulone brzmienie gitar Lvcifyre to pytanie o to, kto dla większości widzów był na tej trasie nawet nie główną co jedyną atrakcją pozostaje retoryczne.

    Zaczyna polskie Blasphemy, Diocletian i Revenge w jednym - Bestial Raids, którzy spuścili mi swego w Rzeszowie na Grim Harvest solidny, nuklearny wpierdol i nie spodziewałem się zawodu i teraz. Od samego początku razem z dwoma, czy trzema osobami tłukliśmy się pod sceną w rytm dzikiej, obskurnej, dźwiękowej anihilacji, którą nieświęta trójca serwowała z właściwą sobie bezwzględnością, a mnie nie opuszczała refleksja, że oto zagubiona ludzkość wreszcie odnajduje w zezwierzęceniu swoją właściwą ścieżkę ewolucji. Cóż znaczy cała ta otoczka technicznych gadżetów, których kolejne sterty zaśmiecają nasze domy, skoro i tak pozostajemy niewolnikami naszych instynktów, popędów i zachowań stadnych i to one determinują scenariusz egzystencji naszego gatunku. Bestial Raids, odzierający swoją muzykę z technicznej formy, a nawet z pogłosów, które na płycie stanowią nieodzowny element ich muzyki, stał się w tamtym momencie namacalnym ucieleśnieniem tej pierwotnej, prymitywnej formy, w kierunku której wciąż ślepo dryfuje współczesny świat. Odegrali chyba całe “Master Satan’s Witchery” i pewnie dużą część “Prime Evil Damnation”, choć większości zgromadzonych było chyba wszystko jedno. Mi wszystko jedno nie było na tyle, że zaraz po dzikim obijaniu się pod sceną udałem się na stoisko z merchem, aby zaopatrzyć się wreszcie zarówno w nowy krążek Kielczan jak i t-shirt, na którym w słabym świetle stoiska widziałem ‘jakieś ognisko w leśnym gąszczu’. Gdy rano chciałem z dumą zaprezentować się małżonce i córkom w moim nowym, modnym ciuchu okazało się, że pod logiem Bestial Raids na klacie widnieje nie leśny gąszcz z ogniskiem, ale wielka, czerwona, zarośnięta pizda! Wciąż zastanawiam się czy padłem ofiarą wybornego trollingu ze strony zespołu, czy może jednak koncepcja jest taka, że zgodnie z tytułem kawałka “All sins abode” cipka jest miejscem, gdzie mieszkają wszystkie grzechy?

    Po kipiącym niemodnym testosteronem występie Bestial Raids przyszła pora na mroczny rytuał w wykonaniu Lvcifyre, którym dodatkowo towarzyszył na scenie frontman Cultes des Ghoules/Death Like Mass w swoim zwyczajowym stroju leśnego szamana. Nieprawdopodobnie gęsty, smolisty klimat z płyt, to zaledwie błotnista kałuża przy morzu smoły, w którym potrafi ten zespół utopić na żywo zgromadzoną publikę. Muliste, gitarowe masywy, przytłaczające bębny, rozpełzające się we wszystkie strony potężne, lepkie Zło. Jestem na kolanach, chłonąć i starając się nie uronić ani jednej kropli sączącego się mroku. Para oczu i uszy to za mało - czuję, że trzeba otworzyć trzecie oko. Klepię dwóch najbliższych znajomych w ramię i mówię im, że musimy iść zapalić. “Ale ja nie palę”, “Nie papierosy…”, “Aaaa, to idziemy”. To był niestety głupi pomysł. Zaczadzeni zielem grzęźniemy na balkonie próbując rozwikłać jakieś absurdalne zagadnienia i tracimy końcówkę genialnego setu Brytoli.

    Gdy wracamy, na scenie właśnie rozpoczyna swój set Mgła. Ej, jeżeli ma już na coś być hype to niech już będzie na nich. Krakowianie dają show hipnotyzujący, z jednej strony wspaniale ascetyczny, z drugiej uświadamiający mi, że doświadczenie z dużych scen w całej Europie przynosi efekty. Zespół doskonale wie jak zminimalizować ruch sceniczny, tak żeby mimo wszystko wciąż skupiać na sobie maksymalną uwagę tłumu. Spuszczają ze smyczy kawałki od "Further..." i "Mdłości", przez "Grozę", aż po te z ostatniego krążka "Exercises in Futility". Sala nabita chyba nawet bardziej niż lata temu na Behemoth - tak, Mgła kradnie sympatię rzeszy odbiorców ekipie Nergala i otwartym pozostaje tylko pytanie czy ta narastająca kulą śniegową presja nie przygniecie ich kreatywności. Wszak nie od dziś wiadomo, że lepsze jest wrogiem dobrego, a czy w przypadku Mgła może być jeszcze lepiej? Czy będą jeszcze w stanie zaskakiwać, czy pozostaje już tylko bezpieczna stagnacja? Już po koncercie, przygładzając sterczące jeszcze z wrażenia włosy na karku, wychyliłem przy barze ostatnią kolejkę za tą pierwszą opcję.

    text: Oloadded by: Olo

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.