Chaos Echœs

Mouvement ___2018
Śledzę ten zespół od samych ich początków, jeszcze pod szyldem Bloody Sign i kontakt z tymi Francuzami zawsze robił mi dobrze. Wprawdzie forma pierwszego długograja nagranego już po zmianie nazwy była dla mnie osobiście rozczarowująca, ale staram się zrozumieć zamysł; muzyków, którzy zapowiadali to jako pierwszą część z trzyczęściowego cyklu, gdzie “Transient”, jak sama ...





Betrayer

Scaregod ___2018
Wreszcie! Wreszcie w pełni godny następca genialnego “Necronomical Exmortis” - demo, które wyniosło Betrayer na top death metalowej sceny w naszym kraju i którego, w mojej ocenie nie pobili już ani na “Calamity”, ani tym bardziej powrotnym “Infernum in Terra” - obydwa skądinąd zajebiste albumy, ale albo każdemu odrobinę czegoś brakowało, albo czegoś było za dużo - nawet ...





Fetor / Crepitation

Onset of Horrendosity ___2019
Niezmordowany Wojtek z Deformeathing całkiem niedawno wypuścił na rynek kolejną porcję mielonki przeznaczoną dla wielbicieli tego przysmaku przygotowaną według najlepszych przepisów kuchni amerykańskiej. Złaknionym fanom świńskich podrobów rzucił na żer króciutki split po brzegi wypełniony slamming / brutal death metalem, gdzie swoje umiejętności prezentują brytyjski Crepitati...





Entropia

Vacuum ___2018
Klimatyczny jogging metal. Absurdalna szuflada? A do diabła z tym. Ta płyta naprawdę zmusza do fizycznej aktywności, zmiany przerzutki na szybszą, skakania przez kaniony i wbiegania na ośmiotysięczniki. To jest dosłownie godzinna reklama energetyków w okołometalowej oprawie. Króliczek Alcatela eksploduje w spazmach przeładowania, Lion odgryza głowę próbującego go zjeść dziecka, d...





  • Gorguts, Psycroptic, Dysrhythmia, Nero di Marte, 11.04.2016, Warszawa klub Proxima

    2016-04-16
    Na przestrzeni kilku dni miały miejsce bardzo atrakcyjne koncerty. Dwa występy w naszym kraju dał cover band Death, zaś tego samego dnia w którym do Warszawy przyjechał Gorguts miało miejsce inne, jak wieść niesie wyprzedane wydarzenie we Wrocławiu. Taka kumulacja bez wątpienia miała wpływ na frekwencję podczas występu Kanadyjczyków i towarzyszących im kapel. Ja wielkich dylematów nie miałem. Gurguts to dla mnie bardzo ważny zespół. Myślę, że nie tylko dla mnie. Wszak gdyby nie "Obscura" to nie słyszelibyśmy tych jakże charakterystycznych gitarowych dysonansów na płytach Deathspell Omega, Ulcerate i wielu innych parających się black/death metalem w progresywnym ujęciu. Tak, to właśnie Gorguts dzięki swojej trzeciej płycie zmienił w jakimś tam stopniu death metalową rzeczywistość. Mało tego, kapela powróciła po latach niebytu i nadal jest w wyśmienitej formie. Potwierdza to zarówno wydany kilka lat temu album "Colored Sands", aktualna forma koncertowa kapeli jak i nowa kompozycja zaprezentowana podczas poniedziałkowego wieczoru.

    Wszystko to sprawia, że traktuję reaktywację Gorguts jako jedną z najbardziej trafionych na polu muzyki ekstremalnej. Wybrałem właśnie ten koncert w warszawskiej Proximie 11.04.2016r. i absolutnie tego nie żałuję. Okazało się że Proxima idealnie sprawdziła się w odniesieniu do tego wydarzenia. Knock Out Productions miało nosa. Zorganizowanie go w klubie o większych gabarytach z uwagi na mało oszałamiającą frekwencję skutkowałoby przygnębiającym efektem wizualnym. Tymczasem podłoga nie świeciła pustkami więc i szczególnego powodu do wstydu przed szacownymi cudzoziemcami nie było. Ponadto bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie brzmienie, jakie udało się osiągnąć w klubie. Było na tyle selektywnie, że bez przeszkód można było delektować się niełatwymi przecież, złożonymi dźwiękami jakie wydawały z siebie tego wieczoru niemal wszystkie kapele.

    Wtargnąłem z impetem do klubu już podczas występu Włochów z Nero di Marte. Spodobało mi się to co usłyszałem i zobaczyłem. Death metal z wieloma progresywnymi naleciałościami i nieco męczącym, siłowym wokalem. Warstwa instrumentalna bardzo przypadła mi do gustu. Chwilami wypociny Włochów brzmiały bardzo zbieżnie z tym co prezentują Nowozelandczycy z Ulcerate. Podobny monumentalizm, przestrzeń, rozciągnięte instrumentalne pasaże generujące poczucie niepokoju przed nadciągającym kataklizmem. Ponadto uwagę zwróciła zerwana przez basistę podczas gry struna. Tak, musi mieć facet krzepę w łapie.



    Po bardzo udanym występie Nero di Marte nastała krótka, ograniczona do minimum przerwa i na scenie zameldowało się trio znane jako Dysrhythmia. Wypada nadmienić, że basista oraz gitarzysta, czyli 2/3 trio, zasilają reaktywowany przez Luca Lemay’a Gorguts. Obaj panowie dali więc tego wieczoru dwa koncerty, za co wielki szacunek dla nich. Dysrhythmia to w 100% instrumentalny twór, ciężko sobie zresztą wyobrazić rolę i charakter wokalu w przypadku takiej muzyki. To co się wydarzyło podczas tych kilkudziesięciu minut wprawiło mnie w niemałe osłupienie. Gitarzystom pod palcami zapłonęły gryfy, zaś perkusista to istny cyborg uprawiający na swym instrumencie iście cyrkowe sztuczki. Chwilami działy się tak nie stworzone rzeczy, że miałem wrażenie obcowania z iluzjonistami. Basista Colin Marston to według mnie jeden z najlepszych obecnie dręczycieli grubych strun, a ponadto producent, aranżer i współautor aktualnego repertuaru Gorguts. Na scenie jakby nieobecny duchem, totalnie skupiony. Zero mimiki, delikatny pląs sceniczny i niewiarygodnie brzmiące/wyglądające akrobacje na gryfie. Po prawej stronie sceny gitarzysta Kevin Hufnagel. Także bardzo skupiony, po mimice twarzy można odnieść wrażenie że wręcz lewitujący na skraju świadomości. Jego jazzująca gitara doskonale współbrzmiała z kaskaderskimi wyczynami sekcji rytmicznej. No właśnie, pozostał człowiek po środku. Człowiek? Można mieć wątpliwości. Niebywale aktywny perkusista, zlany potem, grający niesamowicie gęsto i niekonwencjonalnie. Co ciekawe karkołomne wysiłki całej trójki składały się przewrotnie w jedną, logiczną całość. Metal wysadzony w kosmos kopem z nuklearnego meszta.



    Uff, kolejna krótka przerwa i na scenie nieznany mi Psycroptic. Pierwszy utwór, potem drugi i wycofuję się spod sceny. Nie spodobało mi się. Rytmiczny, skoczny death metal z tym współczesnym core’owym groove. Coś na wzór aktualnego oblicza Decapitated. Szczerze przyznam, że absolutnie nie miałem za złe Psycroptic tego, że ich muzyka do mnie nie trafiła. Wręcz przeciwnie, to była doskonała okazja klapnąć na dupę i odpocząć przy piwie. Zresztą, to że mnie nie porwało nie oznacza iż nie porwało innych. Spory procent publiczności bawił się świetnie. Wreszcie nadarzyła się okazja by pobrykać pod sceną, czemu ewidentnie nie sprzyjały rytmiczne łamańce firmowane przez poprzednie kapele.



    Nadszedł wreszcie czas na gwiazdę wieczoru. Luc Lemay mógł w końcu opuścić stoisko z merchem, gdzie spędził dotychczasowy czas rozmawiając z fanami, ochoczo pozując do zdjęć, z dużym entuzjazmem i szerokim uśmiechem wychodząc do każdej osoby jaka chciała zamienić z nim kilka zdań. Wielki szacunek dla tego człowieka, za skromność, witalność, oraz przede wszystkim za to, co zaprezentował tego wieczoru na scenie. Towarzyszyli mu dwaj członkowie występującego wcześniej Dysrhythmia oraz wylewający z siebie wiadra potu perkusista, który swój debiut fonograficzny w zespole zaliczy na nadchodzącym MCD. Na set składały się utwory z trzech ostatnich albumów - od "Obscura" do "Colored Sands" oraz nowy, około trzydziesto-minutowy utwór jaki trafi na nowe wydawnictwo. Pomimo tego, że poprzedzające Gorguts kapele zaprezentowały się bardzo dobrze, to wraz z nastaniem gwiazdy wieczoru na scenie pojawiła się nowa jakość. Muzycy odlecieli w inny wymiar. Najbliżej ziemi był Luc Lemay, uśmiechnięty, zrelaksowany, witalny. Występ jego kapeli poraził złożonością i potęgą brzmienia. Podobnie mocne, sugestywne wrażenia odniosłem dotychczas jedynie podczas występu Godspeed You! Black Emperor. Tamta kapela za pomocą kilku gitar, basów, skrzypiec i efektów wizualnych brzmiała niczym orkiestra końca dni naszych. Gorguts osiągną podobny pod względem siły rażenia efekt za pomocą dwóch gitar, basu i perkusji. Oprócz instrumentalnego kunsztu powalała paleta brzmień. Zespół wykorzystywał przetworniki dźwięku o sporych gabarytach zapięte do instrumentów strunowych. To dzięki nim brzmieli tak potężnie i wielowymiarowo. Bogactwo motywów, brzmień, a przy tym równocześnie siódmy zmysł kompozytorski, były szczególnie mocno odczuwalne podczas przedpremierowo wykonywanej kompozycji. Czegóż tam nie było! Rytmiczne death metalowe riffy, eksplozje kakofonicznego dźwięku, nieoczywiste harmonie, chwile wyciszenia i towarzyszące im dźwięki rodem ze ścieżki dźwiękowej do filmu science fiction i wreszcie drażniący zmysły noise. Oprócz tego zgrabnie wplecione w tenże huragan dźwięków partie solowe wszystkich instrumentów, szalona rytmika i nieprzewidywalna dramaturgia. Luc Lemay z szerokim uśmiechem reagował na entuzjazm publiczności. Dziękował publiczności po naszemu, opowiadał jak bardzo szczęśliwy jest mogąc być tu i teraz, popijał piwo, a wszystko to serdecznie kwitowała publiczność gromko skandując "napierdalać". To był wspaniały wieczór. Ja także byłem bardzo szczęśliwy że znalazłem się w odpowiednim miejscu i czasie.


    Tekst: Robert Jurkiewicz
    Foto: Rafał Brzeziński, svartheim.org
    added by: Olo

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.