Chaos Echœs

Mouvement ___2018
Śledzę ten zespół od samych ich początków, jeszcze pod szyldem Bloody Sign i kontakt z tymi Francuzami zawsze robił mi dobrze. Wprawdzie forma pierwszego długograja nagranego już po zmianie nazwy była dla mnie osobiście rozczarowująca, ale staram się zrozumieć zamysł; muzyków, którzy zapowiadali to jako pierwszą część z trzyczęściowego cyklu, gdzie “Transient”, jak sama ...





Betrayer

Scaregod ___2018
Wreszcie! Wreszcie w pełni godny następca genialnego “Necronomical Exmortis” - demo, które wyniosło Betrayer na top death metalowej sceny w naszym kraju i którego, w mojej ocenie nie pobili już ani na “Calamity”, ani tym bardziej powrotnym “Infernum in Terra” - obydwa skądinąd zajebiste albumy, ale albo każdemu odrobinę czegoś brakowało, albo czegoś było za dużo - nawet ...





Fetor / Crepitation

Onset of Horrendosity ___2019
Niezmordowany Wojtek z Deformeathing całkiem niedawno wypuścił na rynek kolejną porcję mielonki przeznaczoną dla wielbicieli tego przysmaku przygotowaną według najlepszych przepisów kuchni amerykańskiej. Złaknionym fanom świńskich podrobów rzucił na żer króciutki split po brzegi wypełniony slamming / brutal death metalem, gdzie swoje umiejętności prezentują brytyjski Crepitati...





Entropia

Vacuum ___2018
Klimatyczny jogging metal. Absurdalna szuflada? A do diabła z tym. Ta płyta naprawdę zmusza do fizycznej aktywności, zmiany przerzutki na szybszą, skakania przez kaniony i wbiegania na ośmiotysięczniki. To jest dosłownie godzinna reklama energetyków w okołometalowej oprawie. Króliczek Alcatela eksploduje w spazmach przeładowania, Lion odgryza głowę próbującego go zjeść dziecka, d...





  • The Insolent Tour 2015, 6.11.2015, Rzeszów, Klub Vinyl

    2015-12-07
    To był gorący weekend. Koncertowo oczywiście, bo aura za oknem jakoś szczególnie tropikalna nie była. Zaczęło się w piątek 6.11.2015 w Rzeszowie. Tego dnia w przybytku o nazwie "Vinyl" zameldowały się i zagrały trzy kapele. Nazwa Nuclear Holocaust obiła mi się o uszy, ale nic ponad to. Czterech osobników wchodzących w skład tej kapeli wylądowało na scenie mniej więcej godzinę po czasie od planowego rozpoczęcia koncertu. Ta jakże chlubna tradycja przedłużania w nieskończoność oczekiwania na otwarcie imprezy wydaje się jednak w tym przypadku mieć swoje uzasadnienie. Gdzieś tam w trakcie koncertu Nuclear Holocaust w klubie pojawili się muzycy z zespołu X, więc pewnie to ze względu na nich musieliśmy bezcelowo pałętać się po klubie nieco dłużej. Ja ten czas spędziłem bardzo produktywnie. Uciąłem sobie przesympatyczną pogawędkę z Karolem Pieńko (Selfmadegod) na tematy muzyczne, ale także, a może przede wszystkim około muzyczne. Swoją drogą fascynujące jest, że dwaj faceci, trwający w oczekiwaniu na foniczną rzeź, zamiast o cyckach i przebytych libacjach rozprawiają o dzieciach, przedszkolach, blaskach i cieniach tacierzyństwa. Wróćmy jednak do Nuclear Holocaust. Zespół zaprezentował repertuar, który wprawił zgromadzonych w bardzo pozytywny nastrój. Energiczny death/thrash ze sporą domieszką punka, opatrzony bardziej niż przyzwoitym, selektywnym, mocnym brzmieniem nie mógł się nie podobać. Widowisko ubarwiał gitarzysta podrygujący rytmicznie i beztrosko zarazem. Rozpoznałem w nim kolegę po fachu, czyli aktywnego bywalca dyskotek. Udane rozpoczęcie imprezy.



    To co nastąpiło w dalszej kolejności, wprawiło mnie w osłupienie. Na scenie zameldował się zespół X. i bez dwóch zdań było to istne objawienie. Na froncie trzech ludzi o prezencji śródmiejskich kloszardów, zaś z tyłu bardzo niepozorny na ich tle perkusista. Z czasem okazało się, że bardzo skuteczny perkusista. W zasadzie trudno jednoznacznie określić dźwięki, jakie ci ludzie wydobyli ze swoich narzędzi. Rwana, nieprzewidywalna, dzika, niepokojąca muzyka. Chwile wyciszenia kontrastowały z głośnymi akordami złożonymi w zapętlone, transowe figury. Było w tym coś z Neurosis. Żeby jednak w większym stopniu ogarnąć naturę muzyki X. niezbędne jest co najmniej kilka odsłuchów w okolicznościach sprzyjających większemu skupieniu. To wszystko przede mną, gdyż tego wieczora istniała możliwość zakupu płyty CD z dokonaniami kwartetu. Odrębny wątek należy się wokaliście zespołu. Ten skreczujący, wrzeszczący, padający na podłoże, tańczący, pracujący całym sobą osobnik wystrojony w koszulkę Michaela Jacksona stworzył niesamowite widowisko. Reakcja publiczności na ten niecodzienny spektakl była zaskakująco pozytywna. Widać, że zaskoczeni byli sami sprawcy widowiska. Ja byłem zaskoczony tempem, w jakim ze stoiska Karola znikała partia płyt X.-ów.



    No i Antigama. Widziałem ich na żywo po raz piąty. Za każdym razem było to widowisko warte uwagi, ale tym razem zrobili na mnie najlepsze wrażenie. Czytam wywiady z zespołem pojawiające się tu i ówdzie, przeglądam zdjęcia z tras koncertowych publikowane w sieci i odnoszę wrażenie, że Antigama nigdy dotąd nie stanowiła tak zgranego kolektywu. Piątkowy koncert zdecydowanie to potwierdził. Imponujące zaangażowanie sceniczne całej kapeli, powalająca mimika Sebastiana Rokickiego, schizofreniczny układ choreograficzny Łukasza Myszkowskiego no i precyzja sekcji rytmicznej połączona z wysokiej rangi kunsztem wykonawczym. Dzisiejsza Antigama to już nie jest trio + basista. Można odnieść wrażenie, że wraz z dojściem do składu basisty Sebastiana Kucharskiego wszystkie elementy układanki znalazły się wreszcie na właściwym miejscu, a w zespół wstąpił nowy duch. To słychać na "The Insolent". Widać to także oglądając zespół na scenicznych deskach. Zeszli ze sceny zauważalnie zadowoleni. Dobra frekwencja, niezłe brzmienie, gorąco reagująca publiczność, świetnie prezentujący się zespół. To był udany wieczór.



    Tekst: Robert Jurkiewicz
    Foto: Ilona Szefowaadded by: Olo

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.