Chaos Echœs

Mouvement ___2018
Śledzę ten zespół od samych ich początków, jeszcze pod szyldem Bloody Sign i kontakt z tymi Francuzami zawsze robił mi dobrze. Wprawdzie forma pierwszego długograja nagranego już po zmianie nazwy była dla mnie osobiście rozczarowująca, ale staram się zrozumieć zamysł; muzyków, którzy zapowiadali to jako pierwszą część z trzyczęściowego cyklu, gdzie “Transient”, jak sama ...





Betrayer

Scaregod ___2018
Wreszcie! Wreszcie w pełni godny następca genialnego “Necronomical Exmortis” - demo, które wyniosło Betrayer na top death metalowej sceny w naszym kraju i którego, w mojej ocenie nie pobili już ani na “Calamity”, ani tym bardziej powrotnym “Infernum in Terra” - obydwa skądinąd zajebiste albumy, ale albo każdemu odrobinę czegoś brakowało, albo czegoś było za dużo - nawet ...





Fetor / Crepitation

Onset of Horrendosity ___2019
Niezmordowany Wojtek z Deformeathing całkiem niedawno wypuścił na rynek kolejną porcję mielonki przeznaczoną dla wielbicieli tego przysmaku przygotowaną według najlepszych przepisów kuchni amerykańskiej. Złaknionym fanom świńskich podrobów rzucił na żer króciutki split po brzegi wypełniony slamming / brutal death metalem, gdzie swoje umiejętności prezentują brytyjski Crepitati...





Entropia

Vacuum ___2018
Klimatyczny jogging metal. Absurdalna szuflada? A do diabła z tym. Ta płyta naprawdę zmusza do fizycznej aktywności, zmiany przerzutki na szybszą, skakania przez kaniony i wbiegania na ośmiotysięczniki. To jest dosłownie godzinna reklama energetyków w okołometalowej oprawie. Króliczek Alcatela eksploduje w spazmach przeładowania, Lion odgryza głowę próbującego go zjeść dziecka, d...





  • Asymmetry Festiwal 2012, 03.05.2012, Wrocław, Browar Mieszczański

    2012-05-31
    Kawał drogi do tego Wrocławia. Dziewięć godzin w pociągu plus plecak pełen piwa, to musiało pozostawić ślad w organizmie. Zostawiło, po opuszczeniu wagonu grunt nie był szczególnie stabilny. Dojście na miejsce, czyli do pozostałości po "Browarze Mieszczańskim” szczęśliwie nie było szczególnie uciążliwe. Ten usytuowany niedaleko dworca PKP obiekt początkowo zaskoczył bardzo pozytywnie. Spora przestrzeń, ciekawa architektura, życzliwa obsługa festiwalu. Podczas otwarcia bramy wejściowej lunęło jak z cebra, więc ulokowaliśmy się pod obszernym parasolem, pod którym rozgościła się także dziewczyna dostarczająca pożywienie dla zespołów. Okazało się, o zgrozo, że największym powodzeniem cieszyła się wegetariańska pizza. Znacznie podkopało to w moich oczach wiarygodność muzyków tak dzielnie prężących się na zdjęciach. Pod znakiem zapytania stanęła także ich kondycja, a tym samym wizualna atrakcyjność koncertów. Jak tu pocić i angażować się na scenie żywiąc się karmą dla królików na zakalcu? Okazało się że przeholowałem nieco z czarnowidztwem. Nikt nie zasłabł pomimo gorącej atmosfery i zauważalnej determinacji. Przyjechałem na Sleep i tylko na nich. Okazja obejrzenia takich muzyków jak Al Cisneros, czy Matt Pike mogła się już nie powtórzyć.



    Zanim jednak zabrzmiały piękne Sabbath’owe riffy miałem okazję przyjrzeć się spokojniejszemu wcieleniu Amenra, który tego dnia grał dwukrotnie. Pierwszy show odbył się na tzw. "MEDIUM STAGE”. Niewielkie, wąskie pomieszczenie, nastrojowe światła i muzycy na siedzący na krzesłach ustawionych w okrąg. Wstrząsu nie doznałem, ot natchnione, może jak na mój gust zbyt pretensjonalne granie. Uwagę zwracał inny fakt. Znaczna część chętnych nie zmieściła się na "MEDIUM STAGE”. To był pierwszy objaw niedostosowanego do realiów podejścia organizatorów. Wniosek nasuwa się jeden, sprzedano znacznie więcej biletów niż zdołały pomieścić sale koncertowe. Ja rozumiem, taka impreza musi się opłacić. Nie rozumiem jedynie dlaczego ma odbyć się to kosztem widzów. Ustąpiłem więc miejsca innym, bardziej spragnionym wrażeń, jakie niósł show Amenra i udałem się na "FORUM STAGE”. Pomieszczenie większe, przestronniejsze, choć i tak niewystarczająco dla chętnych obejrzenia Sleep. Ja miałem szczęście. Przed występem "A Storm of Light" dotarłem przed samą scenę, chwyciłem się kurczowo barierek i dotrwałem tak do końca występu Sleep. "A Storm of Light" dał dobry, żywiołowy koncert. Dużo ruchu na scenie, zauważalne zaangażowanie muzyków, a wszystko to po wegetariańskim żarciu. Wierzyć się nie chce. Nie wiem co grali i z której płyty, gdyż twórczość zespołu nie jest mi szczególnie znana, niemniej ich wersja hardcore/sludge urozmaicona klimatycznymi partiami gitar pozostawiła pozytywne wrażenie. W oczekiwaniu na Sleep nie ruszałem się nigdzie, choć na mniejszej scenie ktoś się w tym czasie produkował. Jak się okazało postąpiłem słusznie. Tłum gęstniał, zewsząd można było usłyszeć krytyczne uwagi pod kątem organizatorów. Zgadzam się z nimi w całej rozciągłości. Browar Mieszczański to miejsce kompletnie nie dostosowane do wydarzenia tej rangi. Można było uniknąć organizacyjnego nieporozumienia lokując imprezę w innym, bardziej adekwatnym pod względem pojemności miejscu, ewentualnie ograniczyć ilość biletów. Czas jednak zakończyć smutną refleksję.



    Na scenie znaleźli się bohaterowie pierwszego dnia festiwalu. Lewą stroną sceny zawładną śpiewający basista Al Cisneros, w centrum rozgościł się perkusista Jason Roeder (Neurosis), prawa strona to gitarzysta Matt Pike. Czego chcieć więcej? Ciężkich doomowych riffów, psychodelicznych odjazdów i dobrego brzmienia. Tego wszystkiego było pod dostatkiem. Koncert długi i bardzo głośny. Słuch odzyskałem po dwóch dniach. Muzycy w świetnej formie pomimo nieznośnej duchoty. Al i Mike, dwaj oryginalni członkowie Sleep popuścili wodze fantazji, czego efektem był rozimprowizowany, półtoragodzinny występ. Kilka słów uwagi należy się perkusiście za niezwykle żywiołowe pastwienie się nad swoim instrumentem. Na widowni nieprawdopodobny ścisk i związana z tym fala nacisku przybierająca na sile zwłaszcza podczas bardziej żywiołowych fragmentów show. Gdy Matt Pike intonował taki właśnie żwawszy motyw wiadomo było, że za chwilę wśród publiki rozpęta się piekło. Podczas koncertu okazało się także, że Al Cisneros to zarówno perfekcyjny muzyk, jak i impulsywny człowiek. W pewnym momencie pojawiły się problemy z brzmieniem basu i muzyk bardzo dobitnie okazywał swoje niezadowolenie. Ponadto zauważyłem bardzo niepokojące objawy, zwłaszcza wśród nastoletnich uczestników widowiska. Stopery do uszu, na dodatek różowe. Ja rozumiem, że głośno, ale to w końcu rock’n’roll i musi tak być! Tymczasem znaczna część otaczającej mnie publiki wraz z nastaniem pierwszych dźwięków umieściła w narządach słuchu różowe tampony i bez żadnego skrępowania dotrwała tak do samego końca. Koniec nastąpił i nikt nawet nie miał siły prosić o bis. Ja udałem się na piwo, a mój znajomy próbował wbić się na drugi tego wieczoru koncert Amenra. Niestety bezskutecznie, za co w jego imieniu obiecałem podziękować organizatorom.



    Asymmetry to potrzebna i fajna impreza. W ubiegłym roku miałem okazję zobaczyć Electric Wizard, tym razem Sleep. Tyle że ambicje organizatorów znacznie przerastają fakty. Za rok pewnie się nie wybiorę, mogę nie mieć tyle szczęścia co tym razem. Łącznie osiemnaście godzin w pociągu, ponad stówka za bilet i ryzyko nie obejrzenia swoich faworytów z powodu braku miejsca. Pod względem artystycznym koncert oceniam pozytywnie. Brakło jedynie tego dnia jakiegoś ekstremalniejszego akcentu. W ubiegłym roku trafiłem na świetny show The Secret i było to dobrze trafione urozmaicenie całości. Tym razem dominowało zbliżone stylistycznie granie, ale przez wzgląd na Sleep nie marudzę więcej.

    tekst: Robert Jurkiewicz
    foto: Paweł Wygoda

    added by: Olo

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.