Reinfection

interview by - Nasum
Po osiemnastu latach od wydania "The die for nothing" w końcu doczekałem się godnego następcę tego ze wszech miar udanego, chorego i ekstremalnie brutalnego albumu. Z drżącymi łapami wystukałem na klawiaturze kilka pytań do chłopaków jeszcze przed premierą "Breeding hate", a co za tym idzie, nie słyszałem wtedy jeszcze tej płyty. Nie mogłem ze zrozumiałych względów poruszyć kwestii muzyki zawartej na nowym krążku, ale i tak kilka informacji udało mi się uzyskać. Mam nadzieję, że ten fakt nie przeszkodzi wam w lekturze tego wywiadu, a zainteresowanych co też Bestia z Przysuchy zaserwowała nam tym razem odsyłam do recenzji, którą znajdziecie zapewne bez problemu. Zapewniam, że otrzymacie bezlitosną, bezkompromisową, chorą dawkę gore grindu która wynagrodzi wam tak długi czas oczekiwania. Jeśli nie wierzycie, możecie spytać moich sąsiadów, którzy z zupełnie mi niezrozumiałych powodów przestali odpowiadać na moje "dzień dobry"... Trudno, jakoś to przeżyję, tymczasem oddaję głos Miśkowi.

Zelektryzowała mnie wieść o reaktywacji Reinfection, a jeszcze bardziej ucieszyłem się kiedy ogłoszono następcę „They die for nothing”. Co spowodowało że postanowiliście jeszcze trochę pohałasować? Czego spodziewacie się po premierze „Breeding hate”? Myślicie, że o Reinfection pamięta jeszcze sporo ludzi?

Cześć wszystkim. Widzę, że nie tylko ciebie zelektryzowała wiadomość o reaktywacji zespołu. My czuliśmy się podobnie hehe. Taka potrzeba zaistniała już jakiś czas temu. Ja, Rudolf i Młody przez ten czas pozostawaliśmy w ciągłym kontakcie. Po długich dywagacjach stwierdziliśmy, że dobrym rozwiązaniem oraz odskocznią od codziennego chaosu i natłoku spraw będzie reaktywacja grupy. Można powiedzieć, że materiał był robiony w dosyć długim czasie. Wynikiem naszych prac jest właśnie wspomniany w pytaniu “Breeding hate”. W sumie jego tworzenie oraz końcowa realizacja sprawiła nam wiele satysfakcji i dużo nas nauczyła. Myślę, że przede wszystkim właśnie tego się spodziewaliśmy. Nie ukrywam, że także zależy nam na tym aby przypomnieć się fanom, którzy nas pamiętają z dawnych lat oraz pokazać nowym, że oprócz djent istnieje jeszcze taki gatunek hahaha.

Kontrakt podpisaliście z Deformeathnig Production, którzy przed premierą nowego krążka postarali się o reedycję Waszego debiutu. Jaki był cel wznawiania tego albumu po raz drugi, wcześniej przecież wydaliście kompilację "Peace through killing", na której znalazł się ten materiał?

Tak kontrakt podpisaliśmy z Deformeathing Production. Reedycja pierwszego albumu była zaplanowanym działaniem. Nam zależało aby uderzyć tylko z nowym albumem. Jednak geniusz Wojtka się uruchomił i oto przed wydaniem nowego albumu pojawiła się reedycja pierwszego jako forma przypomnienia o zespole. Jak wynika z wszelkich kalendarzy przerwa między albumami była na tyle okazała, że uznaliśmy wszyscy, iż takie rozwiązanie ma sens i rację bytu. Poprostu chcieliśmy o sobie przypomnieć.

Nagraliście album jako trio. Z pierwotnego składu który nagrywał "They die for nothing" zabrakło Michała i Martina. Michał grał jakiś czas w Antigamie, natomiast nie wiem nic o Martinie. Co się z nimi teraz dzieje? Nie byli zainteresowani powrotem?

Po nagraniu "They …" zespół trawił koncerty. Ja dołączyłem do zespołu już po tym nagraniu i po większości koncertów choć kilka udało mi się zagrać w starym składzie czyli z Michałem na basie. Dokładnie nie pamiętam kiedy to się stało bo szczęśliwi czasu nie liczą haha. Nie mniej jednak w zespole zastąpiłem Marcina na pozycji gitarowca. W tym czasie Michał jeszcze chwilkę grał. Po jakimś czasie przyszła pora aby zawiesić działalność zespołu i wtedy z tego co słyszałem wystąpiły niemiłe dialogi. Nie wiem jakie bo ja nie słyszałem. Zbiegło się to z zawieszeniem przez zespół działalności. Po jego reaktywacji zostaliśmy tylko we trzech. Ja nie mam kontaktu z Marcinem i Michałem. Z tego co wiem to Marcin podupadł bardzo na zdrowiu i jego dalsza gra w zespole jest niemożliwa. Nie chcę aby ktoś pomyślał, że jesteśmy jakimiś fobami. W jego przypadku naprawdę tak jest i bardzo żałuję, że nie mogę z nim współpracować, bo jest bardzo dobrym muzykiem. Z Michałem nie mam kontaktu.

 

"They die for nothing" nagrywaliście w Izabelin Studio, a płytę realizował Andrzej Karp, który wcześniej nagrywał podobno Marylę Rodowicz, Annę Marię Jopek, czy z nieco cięższych rzeczy Acid Drinkers i Sweet Noise. Z kim i gdzie nagrywaliście obecnie? Jesteście, podobnie jak z poprzedniej sesji, zadowoleni z efektu końcowego?

Tak sesja odbyła się w Izabelin Studio. Nie wiem kto tam nagrywał bo nie śledziłem i nie śledzę historii tego studia. Na tamte czasy poziom ludzi w nim pracujących był naprawdę wysoki i młody zespół taki jak nasz mógł liczyć na pełne wsparcie ze strony pracowników studia. Pracując nad płytą, w sensie nagrania takie wsparcie ma ogromne znaczenie. Zresztą w momencie wejścia do studia już był obrany kierunek w którym zespół chciał podążać, a także wiadomo było jak ma brzmieć płyta kiedy zespół wyjdzie ze studia wspólnie z nagraniem. W przypadku nowego materiału było troszkę inaczej. Z nieocenioną pomocą przyszła nam nowa technologia dzięki której mogliśmy dokończyć to co zaczęliśmy hahaha. Jak wiadomo każdego z nas dzieli kilka kilometrów. Podczas tworzenia materiału nie mogliśmy się spotkać kiedy chcieliśmy. W zasadzie widzieliśmy się tylko w trakcie rozmów video. Nie ukrywam, a mówię ze swojej perspektywy taka forma bardziej mi odpowiadała, gdyż realizowało się wspaniale pojęcie wolnej ręki. Ja otrzymywałem pomysły, doklejałem gitary i tak do ostatniego kawałka. Efekt końcowy przeszedł moje oczekiwania. Brzmienie poszczególnych instrumentów, moc,  produkcja no i efekt końcowy są na wysokim poziomie. Staraliśmy się aby pomimo takiej formy produkcji i realizacji oddać najwierniej to co łączy nas z minionymi czasami. Młody mieszkając w USA ma większe możliwości dotarcia do realizatorów dźwięku, masteringowców itp. Wszystkie, wymienione składowe oraz te nie wymienione złożyły się na powstanie nowego albumu w takiej formie w jakiej będziecie mogli go posłuchać.

Jakbyście opisali nowe utwory – myślicie że fani będą zadowoleni i otrzymają to, czego oczekiwali? Płyta urwie łeb?

Cóż … mówię za siebie … zabójstwo z domieszką morderstwa. NIe wiem czego oczekują teraz ludzie. Myślę, że dobrej pracy, lepszych pieniędzy, więcej sklepów spożywczych. Myślę że nasza płyta będzie dodatkiem do tego aby poszukiwania wymienionych rzeczy odbywały się szybciej, a rozmowy z potencjalnymi pracodawcami od razu wchodziły na właściwe tory. Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nadal słuchacie ekstremalnej muzy? Trzymacie rękę na pulsie czy może macie już zupełnie inne fascynacje muzyczne?

Odkąd mogę używać jednego z serwisów streamingowych mam dostęp do różnej muzyki. Niestety troszkę wypadłem z rynku i nie wiem co teraz jest popularne. Bazuje na tym co było popularne kiedyś czyli np. Immolation, Brutal Truth, Suffocation itp. Jestem już podstarzały i słuchanie ekstremalnej muzy może się dziwnie odbić na moich nerwach haha. A poważnie to słucham bardziej spokojnej muzyki. Wtedy pomysły są inne. Był okres, że muzyki nie słuchałem w ogóle. Taki okres przypadł nawet w czasie kiedy tworzyłem riffy na nową płytę. Czysty umysł nie posiadający naleciałości. Myślę to dobre rozwiązanie, które powoduje, że to co tworzysz będzie trudne do porównania. Oczywiście nie da się całkowicie uniknąć naleciałości. Reszta zespołu też słucha muzyki, różnej muzyki. Zresztą chyba bez muzyki się za bardzo nie da w dzisiejszych czasach. Co byś nie włączył tam muzyka. Jedna jest fajna inna nie. Gwiazd teraz nie brakuje.

Co właściwie było powodem Waszego rozpadu? Wydawać by się mogło że po tak ciepło przyjętym debiucie macie przed sobą świetlaną przyszłość, były propozycje koncertów, tras, plany na nową płytę, a tutaj klops....dlaczego?

W zasadzie to my nigdy się nie rozpadliśmy. Przez te wszystkie lata zespół się tlił i co rusz pojawiały się próby jego wskrzeszenia. Zawieszenie działalności było spowodowane tym, że Młody pojechał w świat za słońcem i silikonem. Ja mieszkam tam gdzie zawsze, a Rudolf też pojechał do innego miasta. Dzieli nas troszkę kilometrów i dzięki światłowodom mamy kontakt ze sobą i mogliśmy nagrać nowy materiał. Masz rację pierwsza płyta sporo namieszała na rynku i w związku z tym też sporo graliśmy. Mieliśmy też wiele planów związanych z zespołem. Jednak w naszym kraju aby sobie grać hobbystycznie to musisz także pracować. Niestety zarobki nie były wtedy na poziomie zbliżonym do progu satysfakcji toteż nasze drogi troszkę się rozjechały właśnie za wspomnianą lepszą pracą. Znaczy, moje nie, bo od 40 lat mieszkam tam gdzie zawsze, jedynie zmieniam mieszkania haha. Na świetlaną przyszłość raczej nie liczymy, gdyż nie lubimy lizać dupy, po to tylko, żeby mieć lepiej niż inni. Sami potrafimy sobie stworzyć sytuacje, aby mieć z tego pełną satysfakcje.

Nie rozpieszczaliście fanów swymi wydawnictwami. Na koncie macie jeden split i jedną epkę. Może jeszcze za wcześnie o to pytać, ale czy zamierzacie zaznaczyć swoją obecność na scenie także za pomocą takich wydawnictw?

Wydawnictwa o których mówisz były właśnie próbami powrotu i szukania swojej drogi oraz obrania kierunku w którym zespół mógłby podążyć. Wydawnictwa te były tym co Reinfection robiło i robić będzie w przyszłości. Obrana droga jest dla nas bardzo satysfakcjonująca. Tym bardziej, że staramy się nie odchodzić od obranego stylu, który został zapoczątkowany na pierwszej płycie. Uważam natomiast, że lekkie korekty są jak najbardziej wskazane. Właśnie nowa płyta jest materiałem po lekkich korektach stylu.

 

Rudolph był autorem zdjęcia które ozdobiło Wasze demo. Niemniej mocnym obrazem opatrzyliście także pierwszą płytę. Co Was skłoniło do zmian jeśli chodzi o okładki, bo najnowsza, mimo że bardzo wymowna, to nie wali prosto w oczy jak tamte. Znudził Wam się gore? A może ten styl okładek uważacie już za nadmiernie wyeksploatowany, bo po okładkach Last Days of Humanity czy Disgorge ludzi już nic nie rusza?

Tak, Rudolf był autorem zdjęcia na demówkę. Każda okładka z założenia ma coś symbolizować, coś przedstawiać, poruszać jakiś temat. Tak jest i u nas. Pytałem Rudolfa gdzie flaki na okładce nowej płyty. W odpowiedzi usłyszałem, że czas flaków już dawno minął. Więc jest logicznym następstwem, że flaki trzeba zastąpić czymś innym. Czarna okładka już była więc jest taki obrazek. Ja nie znam okładek zespołów które wymieniłeś. Być może je widziałem. Czasem się zastanawiam co jest fajnego w takich okładkach ? Może by zrobić ligę najbardziej “flaczastej” okładki w kosmosie ? Zresztą oprócz okładki ważna jest także zawartość pudełka i to co wtykasz do odtwarzacza.

Po tym jak umilkł Reinfection, ludzie go tworzący znikli mi z oczu. Gdzieś usłyszałem, że Rudolph pracował dla firmy fonograficznej i pisał muzykę do reklam, Misiek grał w Epitome, a Młody wyjechał do Stanów gdzie pracował jako techniczny podczas wielkich koncertów. Prawda to, czy plotki?

Po wyciszeniu zespołu żaden z nas nie mógł odstawić grania i angażował się w różnie projekty muzyczne. Od elektronicznych po metalowe. Nazw nie będę wymieniał bo ważny jest skutek. Każdy z nas nagrał przez ten czas troszkę muzyki. Każdy nagrany materiał miał jakieś znaczenie i powodował wzrost doświadczenia muzycznego. W sumie nie jest ważne co grasz. Ważne że to robisz. No oprócz disko polo i wszelkich jego odmian.

Czym zajmujecie się obecnie, prócz gry w Reinfection? Z tej muzyki raczej trudno się wyżywić?

Pewnie jak większość oprócz grania zajmujemy się pracą. To chyba tyle :)

Młody nagrał swego czasu bębny dla Images of Violence. To był jego zespół, czy może tamci kolesie sami go odnaleźli i zaproponowali współpracę?

Tak to było dawno. Nawet gdzieś chyba mam jeszcze tą płytę. Jak się znaleźli to nie wiem. Ale nie dziwię się, że zatrudnili Młodego. Wiedzieli co robią :)

Mam nadzieję, że ruszy coś w kwestii koncertów i nie ominiecie tej formy promocji? Wiecie już coś na ten temat, czy może odpuścicie i skupicie się tylko na działalności studyjnej, dając raz do roku jakieś ekskluzywne show?

Każda forma promocji jest ważna. Jednak w aktualnym układzie częste granie koncertów jest utrudnione. Nawet powiedziałbym , że bardzo utrudnione. Nie wiem co znaczy ekskluzywne show? Czy to że bilety będą po 500 zł ? Czy może, że to ekskluzywne show odbędzie się na stadionie narodowym dla 20 osób? Ja takich pojęć nie rozróżniam bo koncert ma być po to żeby ludność przybyła mogła po całym tygodniu pracy troszkę się wyszaleć nie robiąc przy tym krzywdy sobie i innym przy okazji słuchając muzyki którą lubią.

Przy okazji koncertów – jest jakiś szczególny który utkwił Wam w pamięci? Taki który wspominacie z rozrzewnieniem?

Każdy koncert ma w sobie coś czego się nie zapomina. Ja ostatni koncert zagrałem pewnie z 15 lat temu więc nie pamiętam za wiele z tego czasu.

Prawda to że Brian z Ablated Records zadzwonił do Was o trzeciej nad ranem z propozycją kontraktu?

Nie znam człowieka. Nigdy go nie widziałem. Może i dobrze bo słyszałem o nim wiele złego. Szacun że wydał płytę ale to tylko tyle. Pewnie różnica czasu wtedy była i dlatego wyszło że dzwonił o 3 rano :)

Byliście zadowoleni z pracy jaką dla Was wykonał? Ile kopii debiutu udało się Wam sprzedać?

Czy byliśmy zadowoleni ? W tamtych czasach wytwórnia z USA wydaje płytę więc samo to powoduje już szybsze bicie serca. Do tego robi koszulki. Pod tym względem nie można mu nic zarzucić. Chłop się spisał i uwierzył w to, że na tym nie straci. Nawet były próby zorganizowania kilku koncertów w USA jednak ambasada wolała dać wizę gościowi który chciał nakręcić film o niedźwiedziach na Alasce. Więc po uiszczeniu opłaty wróciliśmy do domu. 

Słyszałem też, że Wasze demo wraz z koncertem w Belgii odsprzedaliście firmie Mad Lion Records w celu reedycji w formie MC i CD, jednak z tego co wiem, nigdy nie doszło to do skutku. Dlaczego?

Nie mam pojęcia o co poszło że się to nie ukazało. Wszystko się działo kupę czasu temu i pewne rzeczy się zapomina.

Czy pan z ubojni był bardzo zdziwiony kiedy przyszliście tam ze sprzętem nagrywającym aby zarejestrować intro do pierwszego albumu?

W tamtych czasach to była nowość, że zespół w ubojni nagrywa świnie i potem daje to na intro. Ponoć nie wziął za to ani złotówki. Kiełbasy ani szynki za promocję też nie dał.

Mocną stroną Waszej muzyki są barbarzyńsko brutalne wokale. Nawet mając książeczkę przed oczyma, trudno mi sobie wyobrazić aby Rudolph słowo w słowo wykrzykiwał tekst. Jak jest naprawdę – pozwala sobie na dużą swobodę w tym zakresie czy może jednak to ja mam przytępiony słuch?

Rudolfa wokale są wynikiem niezwykłego treningu oraz zaawansowanych ćwiczeń poprawiających pracę oraz koordynacje każdej ze strun głosowych. To pozwala mu nie patrzeć na tekst a słuchacz słyszy jakby śpiewał to co jest w książeczce. Zresztą parę razy się złapałem na tym, że udało mi się zespolić dźwięki przez niego wydawane z tym co było napisane w książeczce :)

Zawsze intrygowało mnie pozdrowienie zawarte w książeczce "They die for nothing". Przesyłacie pozdrowienia - "Maksio Kamienna Twarz (co chłopaki nic nie mówicie, tramwaj by w nas przypierdolił)". Czy możecie uchylić rąbka tajemnicy i przybliżyć nieco tą zapewne mrożącą krew w żyłach historię?

Tak, historia to droga na sesję do pierwszej płyty i prawie spotkanie z tramwajem :)

Dzięki za poświęcony czas i mam nadzieję, że "Breeding hate” zdewastuje mój umysł. Ostatnie słowo należy do Was.

Czytajcie i słuchajcie starszych. Nie będziecie popełniać błędów ortograficznych i robić głupot :)

 

www.facebook.com/reinfectionband
www.deformeathing.com
www.facebook.com/Deformeathing



Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.