TODAY IS A RELEASE DAY OF

MORBID FLESH

RITES OF THE MANGLED

Fat Ass Records

interview by - Robert Jurkiewicz
Paweł, szef Fat Ass Records umiłował winyle. Prywatnie fan i kolekcjoner płyt Iron Maiden. W katalogu jego firmy próżno jednak szukać klasycznego heavy. Można za to bez większego wysiłku znaleźć sporo ekstremalnego metalu tłoczonego na plastikowym nośniku. Fat Ass Records nie gustuje w agresywnych kampaniach reklamowych. Paweł poczyna sobie konsekwentnie i zarazem w absolutnie nienachalnym stylu. Jako że zawsze szanowałem fascynatów, postanowiłem wymienić kilka zdań z jednoosobowym kierownictwem Fat Ass Records. Wywiad kręci się głównie wokół kulisów prowadzenia podziemnej wytwórni, choć to nie jedyna poruszana kwestia.

Dupa może się podobać, to rozumiem, ale żeby w rozmiarze XXL? Możesz napisać kilka zdań na temat swoich nietypowych upodobań?

Każda dupa może się podobać, czy to mała, czy w rozmiarze XXL. Na pewno znajdzie się ktoś komu taka też przypadnie do gustu, np. w Anglii  z tego co zauważyłem to  XXL ma największe branie (mowa oczywiście o kobietach), albo Panowie nie mają wyboru i biorą co jest! Ja wolę te mniejsze oczywiście....

Pozostając przy nazwie "Fat Ass Records", nie obawiasz się że tego typu żartobliwy szyld może zamykać Ci pewne drzwi, za którymi kryją się intratne kontakty biznesowe? W końcu nie każdy dysponuje poczuciem humoru ...

Nigdy o tym nie myślałem w ten sposób, label powstał gdy miałem 14 lat, ale poczucie humoru mi się nie zmieniło i już raczej nie zmieni. Wtedy, jak zaczynałem przez myśl by mi nie przeszło, że wydam więcej niż parę płyt i że będę zajmował się tym tak długo, no i że będą to akurat te zespoły które mi się udało jakoś przekonać do współpracy. Jeżeli jakiś band kieruje się nazwą, a nie warunkami to już ich problem.

Ile w przypadku Twojej działalności wydawniczej kalkulacji i typowo biznesowego podejścia, a ile spontanu i rock’n’rollowego luzu? Długo analizujesz jak poradzi sobie dany tytuł na rynku, czy też masz to gdzieś i wydajesz bo Ci się materiał po prostu podoba?

Nie analizuję, nie zastanawiam się za bardzo czy to się sprzeda, czy się nie sprzeda. Kieruję się tylko tym czy dany zespół mnie z butów wyrywa, bo jak nie to nie mam przekonania i bez sensu jest taka współpraca. Ostatnio nawet już sam za bardzo nie szukam tylko wybieram w tym co ktoś podeśle. Może trochę się rozleniwiłem...kto wie :-) Myślę też że mam trochę szczęścia w tym wszystkim bo czasami naprawdę gładko idzie.

Poprzednie pytania sprowokowały obecne. Jaki cel przyświecał Ci podczas tworzenia "Fat Ass Rec."? Dlaczego zamiast chwycić za gitarę i prężyć się na scenie miejscowego MDK zdecydowałeś się publikować i promować wypociny innych?

Jak chyba większość osób, które słuchają tego typu muzyki i nie raz wyobrażali sobie siebie na scenie, tak i ja poświęciłem trochę czasu żeby nauczyć się grać na gitarze czy perkusji, ale okazało się że kompletny brak słuchu oraz brak motywacji zakończył przygodę w zespole po paru próbach jako wokalista hehe. Obiektywnie powiem, że graliśmy naprawdę dobrze. Covery Dead Infection czy Blood Duster lub przeróbki disco polo były niezłe, ale nie każdy chciał to ciągnąć w ten sposób i zdechliśmy po paru próbach.  Ciągle jednak myślę, że będzie jeszcze czas żeby pograć gdzieś coś... zobaczymy.

Wiem, że dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, ale bardzo ciekawi mnie forma finansowa Twojej firmy. Nie oszukujmy się, wydajesz raczej niszowe tytuły, które pod względem sprzedaży nie mają szans konkurować z takim np. Behemoth... No więc jest to w miarę przychodowy interes, czy może musisz od czasu do czasu doinwestować trochę zaskórniaków?

Zazwyczaj jest tak, że jedna płyta zwraca się i robię następną. Do tego dochodzi merch, który też się sprzedaje dosyć szybko i pieniądze są. Label jest podziemny, głownie grind core & gore grind, teraz troszkę death metalu, ale nie takiego typowego. Więc tak, pod względem sprzedaży tego typu muzyka z oficjalną sceną nie może konkurować i nie będzie - bo po co? To są  dwa zupełnie inne światy. Ważne, że ciągle to się w miarę dobrze trzyma i jest sens to robić.

Twój katalog to głównie winylowe edycje płyt, które ukazały się wcześniej. Niejednokrotnie, lata temu, pod skrzydłami innego labela w formacie CD. Jest coś oprócz osobistych upodobań, co kieruje Twoimi wyborami wydawniczymi?

Tak, staram się zrobić wersję winylową jakiegoś materiału sprzed lat, który został zapomniany, ale ciągle kopie po dupie kiedy go się słucha. Warto więc jest to przypomnieć i zrobić to w takim formacie i nie ma nic oprócz moich upodobań przy wyborze. Zresztą już niewiele zostało do wydawania tych starych rzeczy, ale jeszcze ociupinkę tam jest i jak się dobrze poszuka to się znajdzie hehe.

Dużo zachodu kosztuje Cię uzyskanie praw do wydania danego tytułu? Zdarzają się sytuacje, że ktoś Ci odmawia, ewentualnie entuzjazm drugiej strony jest na tyle umiarkowany, że sam rezygnujesz?

Nie, to wszystko jest dosyć proste, kwestia dogadania się z zespołem i działamy. Wiadomo że parę e-maili poszło w świat bez odpowiedzi, ale to chyba standard. Tak, miałem jedną taką sytuację, że zespół tak zaczął wymyślać z okładką, że dałem sobie z nimi spokój.

No właśnie, dlaczego właśnie winyl? Jesteś tak wielkim maniakiem tego nośnika dźwięku? W tym miejscu możesz postąpić jak każdy szanujący się meloman czyli pochwalić się swoją kolekcją ....

Nie uważam się za maniaka, bo zbieram tylko winyle Iron Maiden i nie mam dużej kolekcji. Liczy ona ponad 100 sztuk, myślę więc nie ma się czym chwalić bo zacząłem dość niedawno. Zawsze wychodziłem z założenia że jeżeli odłożę sobie po jednej płycie do kolekcji z tych które sprzedaję, to będę na tym tracił hehe, bo niektóre tytuły mam czasem po 1-2 sztuce. A dlaczego winyl? Ten kawałek plastiku i papieru ma coś w sobie takiego, że za każdym razem (i to nawet nie musi być winyl z łomotem), gdy trzymam to w łapach, to czuję jakąś radość. Na pewno też sentymencik z pacholęcych lat, bo przecież kiedyś rodzice mieli trochę płyt i były one często przez nas słuchane.

Katalog Twojej firmy stanowią głównie płyty, które stylistycznie mają wiele wspólnego z grindcorem, a najczęściej stanowią jego wynaturzone i chore pochodne. Dlaczego właśnie ta forma hałasu jest Twoim zdaniem najbardziej warta zainwestowania czasu i pieniędzy.

Dlatego że słucham tej muzyki najwięcej i najbardziej mi się podoba. Robię to przede wszystkim dla siebie i wspieram ją właśnie w ten sposób, a że przy okazji ktoś na tym korzysta i np. w przypadku takiego Last Days Of Humanity, za każdym razem dostaję jakieś maile od klientów, którzy mi po prostu dziękują, że wydałem płytę ich ulubionego zespołu. Jest to bardzo miłe i motywujące do włożenia większej ilości pieniędzy żeby wydać to np. na picture LP, albo zrobić parę kolorów płyt, czy też zapłacić komuś za zrobienie lepszej oprawy niż zrobiłbym ją sam.

Wiem, że oprócz grindcore słuchasz także doom metalu. Może czas by w Fat Ass Records zagościł jakiś klon Saint Vitus?

Może jak Saint Vitus to nie, ale trochę sludge się pojawi. Taki jest plan i od jakiegoś czasu czekam na rozwinięcie sytuacji. Może w tym roku jeden tytuł, zobaczymy ...

Zapewne masz wśród płyt sygnowanych logiem Fat Ass Records ulubiony tytuł. Bez wątpienia także jest płyta, która sprzedała się wyjątkowo dobrze na tle pozostałych. Gusta nabywców pokrywają się z Twoimi prywatnymi preferencjami?

Ciągle mi to się zmienia i np. dwa lata temu powiedziałbym że to Afgrund. Jak dostałem ten materiał i pierwszy raz go puściłem, to mało co się nie poszczałem z radochy, taka moc kurwa! Teraz jest to Hemdale, cieszę się jak małe dziecko że znowu grają, dla mnie ten band to legenda. Nagrali parę splitów, m.in rewelacyjny z Exhumed i poszli do piachu. Na szczęcie wrócili i udało mi się przekonać Matta żeby coś nagrali dla mnie, epka poszła naprawdę szybko! Tak samo było z The Kill, debiut który im wydałem zawsze będzie dla mnie jedną z najlepszych płyt grind core! Mam duży sentyment do Antigamy, cieszę się że mogłem wydać "Intellect Made Us Blind" na LP. Dead Infection, Haemorrhage czy Wormrot....Nie da się wybrać tej jednej :-)

Co ostatnimi czasy gości najczęściej Twoim w odtwarzaczu. Nie chodzi mi w tym miejscu o odtwarzacz wydawcy, tylko bezfunkcyjnego słuchacza. A może tego nie da się rozdzielić?

W ciągu ostatnich miesięcy najwięcej katowałem Cretin – Stranger, co za jebnięcie! Wiedziałem że będzie dobrze, ale nie spodziewałem się ze aż tak! The Kill – Kill Them All, obawiałem się tej płyty, myślałem że wyjdzie z tego kolejna dobra poprawna produkcja, a tu taki cios. Modorra – Solar Anus też bardzo dobre granie w stylu Repulsion, a od paru dni męczę nowy Faith No More i jest lepiej niż myślałem!

Wiem, że będziesz współwydawcą winylowej wersji nowej płyty The Kill. Czego jeszcze możemy oczekiwać po Fat Ass Records w przyszłości?

Na ten nowy The Kill to chyba jeszcze sobie poczekamy, bo nikomu się nie spieszy i ciągle dogadywane są rzeczy, które powinny być dogadane na samym początku. Kooperacje są dobre, ale czasami za długo to wszystko trwa. W czerwcu będzie Cardiac Arrest / Radiation Sickness split 7" i Suffering Mind / Nakay split 12", w lipcu Captain Cleanoff – Rising Terror 12" i może Haemorrhage / Hemdale split 7", oraz CSSO – Are You Excrements 12".

Zestaw zagadnień do mówienia mi się wyczerpał, lecz być może jest coś o co chciałby zapytać sam siebie?

Dzięki Robert za te pytania, wybacz że trochę czasu zajęła mi odpowiedź na nie!

[-----------------------------------------]

Z racji tego, że co niektóre płyty z kolorowego katalogu Fat Ass Records leżakują na moich półkach i na dodatek kilka z nich obiecałem swojego czasu zrecenzować, postanowiłem na okoliczność wywiadu sklecić małe co nieco na ich temat.

 

Antigama – "Intellect Made Us Blind". Debiutancki album naszych nieobliczalnych grindersów doczekał się reedycji na winylu. Przyznam, że nie znałem tego materiału wcześniej. Odkąd pamiętam debiut tkwił w cieniu "Discomfort". Zapewne dlatego, że to właśnie dzięki swej drugiej płycie Antigama zaistniała w świadomości szerszego audytorium. Tymczasem "Intellect Made Us Blind" to nie żadna przystawka do kotleta. Debiutująca w 2002 roku Antigama doskonale wiedziała jak chce grać oraz dysponowała środkami by cel swój osiągnąć. Nie ma tu mowy o potknięciach i nieskoordynowanych ruchach stawiającego swe pierwsze kroki bobasa. Warszawski kwartet prezentuje się jako pewny siebie kolektyw. Fakt, że materiał pod względem aranżacyjno brzmieniowym nie nawiązuje w sensie ścisłym do późniejszych dokonań zespołu tylko podnosi jego atrakcyjność. Wokalista wydobywa z siebie niższe pomruki, gitary brzmią ciężej, w utworach goszczą transowo zapętlone riffy. Poza tym sporo tu pokręconych, rwanych riffów z jakich Antigama słynie po dziś dzień. Warto znać i mieć "Intellect Made Us Blind", nie tylko z kolekcjonerskiego obowiązku.

 

Afgrund – "Corporatocracy". Szef Fat Ass Records pisze w wywiadzie, że po usłyszeniu tego materiału omal nie poszczał się z radości. Ja także niemal nie popuściłem z wrażenia. Niewiarygodnie energetyczny, dewastujący grincore. Obłędnie szybkie, krótkie utwory podszyte szwedzką melodyką i charakterystycznym dla tego rejonu gitarowym rzężeniem. W zestawie histeryczne wokale i zaraźliwa chwytliwość. Materiał adresowany do fanów Nasum i Rotten Sound. Wypada dodać, że Afgrund to nie żaden ubogi krewniak obu bardziej utytułowanych ekip. Poziom instrumentalno/kompozycyjny prezentowany na "Corporatocracy" zdecydowanie sięga najwyższej półki.

 

 


Last Days Of Humanity – "Hymns Of Indigestible Suppuration"/" Putrefaction In Progress" . Płyty adresowane wyłącznie do koneserów tego typu dźwięków. Totalnie chora i bezkompromisowa muzyka. Obskurne brzmienie, chwilami karykaturalnie zmutowane wokale i niemal bliźniaczo podobne do siebie utwory.  A jednak coś w tym jest. Jeszcze nie wiem gdzie w tym wynaturzonym bulgocie tkwi haczyk, ale być może się dowiem ...

 

Skullhog - "The Evil Dead". Obok Afgrund moim zdaniem wiodąca pozycja w katalogu Fat Ass Records. Radykalnie korzenne granie, któremu ciężko przyfastrygować jedną stylistyczną łatę. Co prawda prym wiedzie death metal, ale nie trzeba się specjalnie wysilać by zauważyć także doom’owy walec oraz panczurskie nieokrzesanie. Pomiędzy utworami cytaty z różnych strasznych filmów, a sama zawartość muzyczna to istny miód na ucho dla wielbicieli Autopsy, Coffins, czy w końcu debiutanckiego albumu Grave.    

 

Przyznam, że siedmiocalowy kawałek plastiku to nie jest mój ulubiony nośnik. Człowiek nie zdąży się rozsiąść, skupić, a tu już trzeba dźwigać dupsko i zmieniać stronę. Pomijając tą nad wyraz istotną wadę trzeba przyznać, że ep’ki firmowane przez Fat Ass Records wydają się być bardzo istotnym elementem charakteru firmy. Po pierwsze zawierają nie publikowany wcześniej materiał, po drugie Paweł bardzo trafnie dobiera zespoły dzielące splity. Po trzecie wreszcie, miałem możliwość zapoznać się z nieznanymi dotychczas kapelami prezentującymi niejednokrotnie zaskakująco wysoki poziom, nazwijmy to, artystyczny. 

 

War Of The Second Dragon / Captain Cleanoff split 7"ep. Obie kapele uprawiają zróżnicowany rytmicznie, selektywnie brzmiący grindcore. War Of The Second Dragon mimo wszystko atakuje w bardziej zwartym i bezkompromisowym stylu. Ponadto kapela posiada jeszcze jeden atut. Otóż w jej szeregach grube struny szarpie niejaki Shane Embury. Tak, ten sam Shane Embury. Nie to, żeby obecność tej persony w znaczący sposób odcisnęła piętno na muzyce kapeli. Ot, miła niespodzianka. Broni się także Captain Cleanoff, który zdołał przemycić do swych trzech krótkich utworów kilka porywających do tańca, osadzonych w średnich tempach riffów.

 

Squash Bowels / Parricide - split 7"ep. Weterani rodzimego grindcore’a w wybornej formie. Obie kapele uderzają w stylu charakterystycznym dla ich ostatnich studyjnych dokonań. Szybko, krótko i na temat plus w obu przypadkach świetne, mocne brzmienie. Zaznaczę ponadto, że podoba mi się poważniejsze oblicze Parricide rezygnującego tym razem z humorystycznych cytatów między utworami.

 

Hemdale / Doubled Over - split 7"ep. Tym razem nie ma mowy o czytelnym brzmieniu i konwenansach. Dwa razy siermiężny, schorowany, szorstki death/grind. W wywiadzie Paweł pisze jak bardzo cieszy się mogąc firmować  Hemdale. Ja zwrócę uwagę na Doubled Over, który oprócz grincore’owych wzwodów ma w ofercie kilka riffów o wdzięku walca drogowego.

 

Godstomper / Tersanjung 13 - split 7"ep. Na koniec zostawiłem najlepsze, czyli split totalnie dla mnie enigmatycznych kapel. Zespoły łączy wiele i nie mam na myśli jedynie nieczytelnego logo. Zamiłowanie do wczesnego Napalm Death spaja wysiłki obu wykonawców z tą delikatną różnicą, że Godstomper celuje w surowe i chaotyczne oblicze Anglików znane choćby z debiutu, zaś  Tersanjung 13 wnosi do swoich utworów nieco więcej instrumentalnej techniki.  

www.facebook.com/FatAssRecords



Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.

Echoes of Yul

Granie w pojedynkę, miksowanie, itp. to trochę wymóg sytuacji w jakiej jestem kiedy trudno jest znaleźć kogoś nadającego na podobnych falach, ale są plusy: gram kiedy chcę, muzyka ma spójną wizję i nie idę na żadne kompromisy.