Orange the Juice

interview by - Robert Jurkiewicz
Jakiś czas temu miałem okazję napisać kilka pochwalnych zdań w odniesieniu do debiutanckiej płyty Orange the Juice, której nie ośmielę się nazwać. W ślad za recenzją postanowiłem rozwikłać szereg dręczących mnie niejasności i posłałem do zespołu zestaw pytań. Gitarzysta Dawid Lewandowski nie odkrywa co prawda wszystkich kart, ale i tak było warto. Zapewne warto także oczekiwać powrotu Mesjasza. Jakich wspomagaczy należy dodać do soku pomarańczowego, by stworzyć miksturę zwącą się "You Name It"?

Dawid Lewandowski: Odrobinę potu, 5-ciu kawalerów i jednego małżonka. Potem trzeba to wszystko dokładnie wymieszać przez mniej więcej dwa lata. Proste.

Zwracacie się do słuchacza, by nazwał to, co tworzycie. Ciekawi mnie, czy Wy sami potraficie scharakteryzować swoje dźwięki ? Oddaję pole do popisu ...

Dawid Lewandowski: Nie ukrywam, że chyba za każdym razem słyszę to pytanie. Nie lubię klasyfikacji. Myślę, że w naszym wypadku jest to bez sensu. Niektórzy starają się za wszelką cenę znaleźć nam ciepłą szufladkę i raczej bez wymiernych efektów. Dla mnie osobiście jest to muzyka i już. Nie chodzi tylko o mieszanie gatunków, a raczej o różnorodne emocje, kolory i kontrasty. Muzyka ma wiele właściwości, którymi naprawdę miło się pobawić :)

Skąd się wzięła koncepcja muzyki złożonej aranżacyjno i zapewne trudnej wykonawczo?

Dawid Lewandowski: Każdy muzyk ma swoje inspiracje. Ja osobiście od dawna lubię dokonania takich artystów jak Enio Morricone, Frank Zappa, John Zorn i wielu, wielu innych, którzy starają się czerpać z każdego zakamarka. Lubię różnorodność, kontrast, lubię jak muzyka mnie zaskakuje, nie potrafię słuchać jej na zasadzie "głównie metal" albo "zdecydowanie jazz". Każdy gatunek jest wyjątkowy i każdy w jakiś sposób mnie fascynuje. Nie mam oczywiście na myśli, że wszyscy artyści trafiają we mnie strzałą Amora, ale jestem bardzo otwarty. Każdy z nas jest. Skąd pomysł? Myślę, że to w jakiś sposób naturalne dla nas, bardzo kreatywna zabawa, choć oczywiście nie są to nasze jedyne muzyczne rewiry.

Wasza twórczość to wypadkowa często radykalnie odmiennych muzycznych światów. Jazz, rock, pop, metal, funky, jak i szereg trudnych do zaszufladkowania dźwięków. Proces twórczy w Waszym przypadku musi być szalenie ciekawym, intensywnym i spontanicznym zjawiskiem. Pozwalacie sobie choćby na odrobinę ładu, systematyki?

Dawid Lewandowski: Oczywiście! W tym wszystkim wbrew pozorom panuje ład i spójny, przemyślany pomysł. Nie jest to przypadek, choć wiele motywów powstaje poprzez improwizację. Nie mniej jednak zawsze skrupulatnie czuwamy nad formą.

Nie korciło Was by zagrać prościej, przejrzyściej? Niektóre fragmenty brzmią bardzo przebojowo i nie wątpię, że bylibyście w stanie stworzyć nośny radiowy hit. Nie kusi Was perspektywa komercyjnego sukcesu?

Dawid Lewandowski: Komercyjny sukces. A cóż to jest ? Jeśli "Taniec z gwiazdami" lub "Tak to leciało" to niekoniecznie ... ha, ha, ha ... Zdradzę Ci w tajemnicy, że nowy album Orange będzie cholernie przebojowy :)

"You Name It" zawiera często przeciwstawne stylistycznie dźwięki prowokujące niezwykle barwne emocje. Krzyk niespodziewanie zakłóca ciszę, ciężkie metalowe granie przeplatane jest humorystycznymi zagrywkami. W jaki sposób ustalaliście proporcje poszczególnych składników? "You Name It" to żywiołowa i spontaniczna eksplozja Waszych inspiracji?

Dawid Lewandowski: Tak jak mówiłem wcześniej nasze inspiracje, czy po prostu gusta są bardzo szerokie. Każdy z nas jest innym muzykiem. Inspirujemy się wzajemnie, lubimy eksperymentować, a że zdarzają się eksplozje... no cóż :) Myślę, że trudno byłoby nam znaleźć granice co można zrobić z muzyka, a czego nie. Chyba nawet nie ma takich granic. Pytasz też o proporcje: to normalna kwestia która dotyczy aranżacji. Często próbujemy różnych rozwiązań, słuchamy, nagrywamy, dyskutujemy :)

Kilkukrotnie podczas słuchania "You Name It" łapię się na tym, że występujące naprzemiennie eksplozje głośnego dźwięku i wyciszone partie skojarzą mi się z System Of A Down. Kontrastowa zmienność muzyki Ormian stanowi dla Was źródło inspiracji?

Dawid Lewandowski: Słyszałem System ale nigdy ich nie słuchałem. Może Ty za dużo ich słuchałeś hehehe ;)

Teksty, jakie wykrzykują, wyśpiewują wokaliści Orange the Juice opowiadają równie szalone historie? Pozostawiliście w nich trochę miejsca na humor? Dlaczego zostały pominięte we wkładce płyty?

Dawid Lewandowski: Konrad jest autorem tekstów więc to pytanie do niego, ale on i tak nie lubi o nich rozmawiać. A poza tym tusz był za drogi no i zepsuła się nam drukarka... :)

Muzycy często decydują się na udział w projektach umożliwiających twórczą realizację w odmiennej stylistyce, niż ta eksploatowana przez macierzysty zespół. Istnieje możliwość, by któryś z Was był ograniczony tym, co wykonujecie w Orange the Juice?

Dawid Lewandowski: Nie ma takiej możliwości. Na co dzień gramy różne rzeczy w różnych składach. Orange to jedna z przygód za to bardzo wciągająca.

Jesteście świetnymi instrumentalistami. Macie profesjonalne wykształcenie muzyczne? Muzyka Orange the Juice wymaga od Was dużo poświęcenia, czasu i wysiłku?

Dawid Lewandowski: W sumie każdy z nas ma jakieś wykształcenie muzyczne. Ja np. jestem nauczycielem muzyki. Nie mniej jednak naprawdę nie ma to znaczenia. Liczy się praca, praca i jeszcze raz praca. Slogan może już wyświechtany, ale bardzo prawdziwy. Co do naszej muzyki, no cóż nie da się ukryć, że wymaga pracy i drobiazgowości. Ale dla nas to czysta przyjemność.

Płyta brzmi świetnie. Co skłoniło Was by nagrywać w odległym Olsztynie pod okiem Szymona Czecha? Zadecydowała awangardowa przeszłość Szymona jako muzyka, czy jakość produkcji, jakie powstały w Studio X?

Dawid Lewandowski: Jedno i drugie. Poza tym Szymon to miły chłopak, a praca z nim to przyjemność. :)

Wydawcą "You Name It" jest bliżej mi nie znana Ars Mundi. Firma jawi mi się jako bardzo enigmatyczna, nie doszukałem się strony internetowej, co jest niespotykane w dzisiejszych czasach. Jak trafiliście pod ich strzechę? Zadowoleni z działań promocyjnych?

Dawid Lewandowski: Ars Mundi to solidna firma, nieco enigmatyczna ale w pełni wywiązuje się z umowy, więc jesteśmy zadowoleni. Nie jest też wcale taka nieznana. Ma w dorobku współpracę z Armią, Lao Che, czy Partią.

Jesteście obecnie na etapie nagrywania materiału na nową płytę. Część instrumentów zarejestrowaliście w sali kinowej w rodzimym mieście. Tym razem więc nie skorzystacie z usług Studio X. Chcieliście spróbować czegoś nowego? Co nowego usłyszymy na "The Messiah Is Back"? "The Messiah Is Back" – chcecie wyjawić światu okoliczności nadejścia jego końca i nastania sądu ostatecznego?

Dawid Lewandowski: Przede wszystkim zdecydowaliśmy się na nagrania live. Zależy nam żeby wraz dźwiękami nagrać emocje, które towarzyszą nam podczas grania. Rejestracja na ślady skutecznie zabija ten element i potem wszystko jest poprawne i takie jakieś mdłe. To świetna metoda. Muzyka zyskuje naturalną, niepowtarzalną energię. Poza tym jesteśmy u siebie. Jest wygodnie, komfortowo, a sala specyficznie brzmi. Myślę więc, że efekt końcowy będzie super. Tytuł zaś niech jak zwykle pozostanie w sferze niedomówień :)

Kiedy planujecie zakończyć nagrania? Oprawa graficzna płyty jest gotowa?

Dawid Lewandowski: Pożyjemy, zobaczymy. Z niczym nie będziemy się śpieszyć.

Wiem, że nie macie jeszcze wydawcy nowej płyty. W tym miejscu możecie zareklamować się i opisać, co stracą firmy, które nie zainteresują się "The Messiah Is Back" .

Dawid Lewandowski: Jak to co stracą ? Powrót Mesjasza ... ha, ha, ha ...

Pora na Minimatikon, czyli "ilustracyjne" oblicze muzyków Orange the Juice w poszerzonym składzie. Skomponowaliście muzykę do horroru "Gabinet Doktora Caligari". Jak doszło do tego przedsięwzięcia? Ścieżka dźwiękowa doczekała się oficjalnego wydania?

Dawid Lewandowski: Minimatikon to w sumie długa historia. Najpierw było ukraińskie kino: "Zvenigora". Padła propozycja, powstała muzyka, był jakiś gig live do filmu, a potem wylądowało to wszystko w szufladzie. Chyba nikt nie potraktował wtedy tego poważnie. Po prostu dobra zabawa. Potem po 2 latach pojawiła się kolejna propozycja i wspomniany "Caligari". Znowu była świetna zabawa i kolejna szuflada, aż dowiedział się o tym nasz menadżer. W krótkim czasie podpisaliśmy umowę z dystrybutorem. Film z naszą muzyką był prezentowany w kinach studyjnych w całej Polsce. Z okazji premiery zagraliśmy też koncert bezpośrednio do projekcji na terenie warszawskiej ASP. Frekwencja przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Obecnie priorytet to płyta Orange. Co dalej stanie się z Panem Caligarii? Zobaczymy. Chcemy wydać ten soundtrack na płycie, ale to plany na dalszą przyszłość.

Opowiedzcie coś na temat dotychczasowych występów na żywo Orange the Juice oraz Minimatikon. Jakie wymagania muszą spełnić właściciele klubów i organizatorzy, bo sprostać Waszym wymaganiom?

Dawid Lewandowski: Graliśmy tu i tam. Chyba najmilej wspominamy koncert na Sziget w Budapeszcie. Naprawdę profesjonalna imprez do białego rana. Ostatnio był Linz w Austrii. Również super. Obok nas zagrała Miloopa i Village Kollektiv. Ciekawe polskie bandy. Polecam. Cóż więcej opowiadać, najlepiej brzmimy na żywo.

Na zakończenie proszę o kilka słów na temat planów zespołu. Dziękuję za wywiad.

Dawid Lewandowski: Planów jest wiele. Najbliższe to dalsze nagrania. Obecnie zakończyliśmy nagrywanie sekcji dętej i samych dęciaków. W następnej kolejności na ruszt trafią wokale i inne dogrywki. W sumie to sporo tego jeszcze zostało. W okresie letnim planujemy kilka koncertów, co kiedy i jak, zobaczymy. Jeśli ktoś jest zainteresowany najświeższymi informacjami to zapraszamy na naszą stronę internetową www.orangethejuice.com oraz na stronę poświęconą powstawaniu "Mesjasza" www.themessiahisback.com

Dzieki za wywiad !
I oczywiście tradycyjnie: Stay Deaf !!!


Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.