Deicide

interview by - Wouter Roemers
Weterani death metalu z Florydy dostarczali na początku lat 90-tych najwyższej jakości satanistyczny death metal. Po kilku kiepskich produkcjach z początku obecnego millenium, Deicide powrócili do formy w 2004 albumem "Scars Of the Crucifix", po którym nastąpiły sławetne zmiany w składzie i nagrania z nowymi ludźmi w 2006 "The Stench Of Redemption". Teraz wracają z kolejnym albumem "Till Death Do Us Part", który jest tak inny od poprzednich dokonań zespołu, że każdy powinien ocenić go na własną rękę. Pałker Steve Asheim rozmawiał z nami na temat nowego nagrania , ostatnich problemów personalnych i swoim nadchodzącym prestiżowym projekcie Order Of Ennead. Witaj Steve! Dzięki za poświęcenie nam chwili. Jak to jest być głównym wywiadowym zespołu? Zaakceptowałeś już tą rolę? Zazwyczaj to Glen zajmował się większością kontaktów z prasą.

No cóż, patrzę na to jak na rzecz, którą po prostu trzeba zrobić. Wolę pozostawać w cieniu, tak jest łatwiej, ale obecny stan też jest spoko.

"Till Death Do Us Part" to zdecydowanie najbardziej zróżnicowany album Deicide. Z tego co wiem, to powstał w dosyć krótkim czasie. Opowiedz nam nieco o procesie powstania tego krążka..

To był bardzo stresujący czas i starałem się uwolnić z tego stresu pisząc masę riffów i tym zajmując swój umysł. Nagrywałem sobie pomysły i potem przerabiałem je na utwory. Zaczynałem pisać kawałek jednego dnia i potem nagrywałem jego wersję demo w ciągu najbliższych dwóch dni czy cos koło tego i zaraz potem zaczynałem robić kolejny utwór. W ciągu czterech tygodni miałem gotową w wersji demo całą muzykę.

Czy nie było problemem organizowanie właściwych prób do tego nagrania? Glen miał problemy osobiste i prawne, Jack Owen koncentrował się na swojej hard rockowej kapeli Adrift a Ralph Santolla defekował się przez jakiś czas w Obituary. Nie byłeś chyba w zbyt komfortowej sytuacji w związku z tym?

Cóż, z tych właśnie powodów nie zagraliśmy żadnej próby, ani jednej. W czasie gdy trzeba było wejść do studia, byłem tylko ja i Jim [Morris, producent]. Ralph i Jack wpadali na chwilę, żeby nagrać swoje partie a Glen Benton pojawiał się żeby dograć wokale. Tak to wyglądało.



Nagrania w Morrissound też chyba nie były łatwe. Mieliście wiele sesji nagraniowych w odstępach tygodni czy nawet miesięcy i nie było wiadomo jak to wszystko ostatecznie wyjdzie. Kilka słów na ten temat?

Było to cholernie frustrujące, cały proces wydawał się ciągnąć w nieskończoność. Gdy wszystko zostało ukończone poczułem wyraźną ulgę, ale równocześnie nie czułem się spełniony. Było to bardzo niewdzięczne doświadczenie. Miałem wrażenie, że tylko mi zależy na tym wszystkim a cała reszta ma to w dupie.

Benton miał w tym czasie długotrwałe problemy - osobiste i prawne. Jak przypuszczam, właśnie to sprawiło, że stworzył tak osobiste liryki?

No tak, wydaje mi się, że przynajmniej miał jakieś źródło inspiracji zamiast wałkowania tego samego gówna albo zrobienia czegoś na odwal.

"The Stench Of Redemption" był dla Was punktem zwrotnym w karierze pod każdym względem. Nie wydaje Ci się, że ten sukces i ostoja zespołu zostały zaprzepaszczone, gdy zaczęły się problemy Bentona?

Nie, wygląda na to, że w tym zespole zawsze musi pojawić się coś co powoduje różne zawirowania. I nigdy tak naprawdę nie jestem w stanie temu zapobiec, a jedyne co mogę zrobić to poskładać te wszystkie kawałki z powrotem do kupy i czekać na nowe kłopoty.

Ciągnąc dalej to pytanie - czy gralibyście dalej z taką sama intensywnością gdyby nie problemy Glena, które tak drastycznie wpłynęły na możliwości zespołu?

Taki był oczywiście mój plan, ale jak juz powiedziałeś, nie można kontrolować wszystkiego.

Jak zareagowała Massive Music, która jest Waszą europejską agencją koncertową, gdy gruchnęła wiadomość, że Glen nie pojawi się na bodajże Waszej najważniejszej trasie od lat?

Mariusz [Kmiołek] praktycznie dostał z miejsca zawału!

Chwała Massive Music za rozwiązanie problemu z zaaranżowaniem w ostatniej chwili zastępczych wokalistów i basistów. Nieczęsto zdarza się by agencja stawała na głowie, wykraczając poza swoje obowiązki, aby tylko trasa się odbyła. Co ty na to?

Co ja na to? A może chwała za to mi, Jackowi i Ralphowi, że nie wycofaliśmy się z tego wszystkiego i nie naraziliśmy Massive Music na stratę masy forsy? Albo za ciężką pracę z każdym możliwym aplikantem i rozwiązywanie wszelkich problemów logistycznych? Mariusz powiedział mi "Ja mogę wykonać telefon, ale co wy dalej zrobicie to jest Wasza sprawa". To był najtrudniejszy możliwy problem z jakim sie kiedykolwiek spotkaliśmy jako Deicide i, poza faktem, że o mało nie wylądowałem w więzieniu w Austrii za rzekome obrabowanie banku, to daliśmy sobie z tym wszystkim radę i nikt nie został załadowany w chuja.

Ralph Santolla na tym wydawnictwie udziela się tylko jako muzyk sesyjny/gościnny. Czy będzie on grał z Wami koncerty czy też znów skorzystacie z usług Dave'a Suzuki (Vital Remains), tak jak było to na trasie promującej "Scars Of the Crucifix"?

Nie, nikt kogo znam nie miał ostatnio kontaktu z Davem Suzuki. Chciałbym żeby zadzwonił i życzę mu wszystkiego najlepszego. Ralph będzie grał z zespołem wtedy, gdy będzie miał na to czas.

To już trzeci Wasz krążek dla Earache - jesteście zadowoleni z ich pracy dla Was?

Z pewnych rzeczy tak, z pewnych nie. I tak to zostawmy.

Ostatnio podpisałeś papiery z Earache także ze swoim nowym zespołem Order Of Ennead. Słyszałem tylko jakieś fragmenty albumów Council Of the Fallen, z którego wyłonił się ten zespół. Jak inne są te zespoły od siebie?

Wydaje mi się, że zupełnie inne. Jesteśmy teraz zespołem bardziej zwartym i wszechstronnym - dużo bardziej słuchalnym niż poprzednio.



Zostało ostatnio ogłoszone, że odbędą się jakieś koncerty promujące "Till Death Do Us Part" a w wywiadzie dla Chronicles Of Chaos oświadczyłeś także, że być może jest to już ostatni album Deicide. Rozumiem zatem, że Order Of Ennead staje się Twoim priorytetowym zespołem? Masz zamiar grać z nimi na całym świecie - w Europie, w Stanach i w innych częściach świata?

Planuję grać z Order Of Ennead tak dużo jak to tylko będzie możliwe. Pozostaję także dyspozycyjny do wszelkich koncertów Deicide jakie tylko sie pojawią.

Tak na marginesie. Bracia Hoffman ponoć reaktywowali jakiś czas temu Amon. Podobno mają też pracować, albo zakładać jakiś lokal fastfood w Ohio. Słyszałeś coś o tym?

Ta... coś o tym słyszałem. Nie wszystko jednak co ludzie gadają musi być od razu prawdą.

Masz niedługo zacząć prowadzić na stałe kolumnę na Sickdrummer.com - jak do tego doszło i o czym będzie tam można przeczytać?

Nie będzie to tak do końca regularne zajęcie, ale może być fajnie. Wydaje mi się, że po prostu będę komentował wszystko co tylko będzie wymagało komentarza. Kwestie związane ze studiem, z graniem tras, ze wszystkim!

Dzięki za rozmowę i życzę dalszych sukcesów - tak z Deicide jak i Order Of Ennead.

Dzięki za zainteresowanie i wsparcie! Cheers!


Booking: www.massive-music.pl
www.deicide.com


Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.