nie wiem, ale mignęła mi gdzieś rozpiska:
15:00 - (the) DOORS
16:00 - Reinkaos
17:20 - Enthroned
18:40 - Asphyx
20:00 - Nargaroth
21:30 - Bloodbath
23:00 - Tomek Wojownik
Triumph of Death (Tomek Wojownik) 31.10.2026 Katowice
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
- Stoigniew
- zahartowany metalizator
- Posty: 4548
- Rejestracja: 09-01-2012, 18:20
- SODOMOUSE
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11874
- Rejestracja: 21-06-2006, 20:27
- Lokalizacja: POSERSnań
Re: Triumph of Death (Tomek Wojownik) 31.10.2026 Katowice
Ciekawe, czy Wagner założy koszulę?


NYCHTS
https://www.youtube.com/watch?v=0aItxEaNx4o
Zygmunt Konieczny - Jańcio Wodnik (1994)
https://www.youtube.com/watch?v=TFDS5dh ... rt_radio=1
https://www.youtube.com/watch?v=0aItxEaNx4o
Zygmunt Konieczny - Jańcio Wodnik (1994)
https://www.youtube.com/watch?v=TFDS5dh ... rt_radio=1
- trup
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 18384
- Rejestracja: 26-11-2009, 14:38
Re: Triumph of Death (Tomek Wojownik) 31.10.2026 Katowice
To Sarcofargaroth tesz gra?
hO Aster Tor Pente - "Give Light and The People Will Follow."
„Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, świat nie jest go wart” (logion 57)
„Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, świat nie jest go wart” (logion 57)
- wonsz
- zahartowany metalizator
- Posty: 3945
- Rejestracja: 18-02-2018, 14:59
Re: Triumph of Death (Tomek Wojownik) 31.10.2026 Katowice
szkoda trochę tego Asphyx pod nosem, ale cała reszta zupełnie nieinteresująca.
rzułf
- Stoigniew
- zahartowany metalizator
- Posty: 4548
- Rejestracja: 09-01-2012, 18:20
Re: Triumph of Death (Tomek Wojownik) 31.10.2026 Katowice
Kurwa..... Co ten Asphyx odyebau.... Koncert doskonały!!!!!!!!
-
Morbid Marcin
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1713
- Rejestracja: 18-03-2003, 21:41
- Lokalizacja: warszawa
Re: Triumph of Death (Tomek Wojownik) 31.10.2026 Katowice
Jeden z najlepszych ich gigów, jakie widziałem. Pełna zgoda. W ogóle to miejsce to kompletny sztos.
Wysłane z mojego SM-S928B przy użyciu Tapatalka
Wysłane z mojego SM-S928B przy użyciu Tapatalka
http://www.discogs.com/seller/morbidmarcin?limit=50 NOWE RARY SIĘ CZAJĄ....
- trup
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 18384
- Rejestracja: 26-11-2009, 14:38
Re: Triumph of Death (Tomek Wojownik) 31.10.2026 Katowice
Asphyx miazga, walec, coś pięknego.
Triumph Of Hellhammer - zajeeebistość! Wiecej punka i brudu i jakiż ciężar. Esencja i chyba koncert perfekcyjny. Miejscówka niezła, troche lipa z żarciem bo się pokończyło, ale nie samym chlebem.
Nargaroth o dziwo bdb. O dziwo bo spodziewałem się słabszego występu. Reinkaos... nijaki. Gdzie im tam do oryginału. Brak magii. A.. Enthroned pryzwoicie. Na początku nawet powiem że było lekkie uderzenie miedzy oczy, a potem troszke siadlo, ale i tak niezle. Udany spęd.
Triumph Of Hellhammer - zajeeebistość! Wiecej punka i brudu i jakiż ciężar. Esencja i chyba koncert perfekcyjny. Miejscówka niezła, troche lipa z żarciem bo się pokończyło, ale nie samym chlebem.
Nargaroth o dziwo bdb. O dziwo bo spodziewałem się słabszego występu. Reinkaos... nijaki. Gdzie im tam do oryginału. Brak magii. A.. Enthroned pryzwoicie. Na początku nawet powiem że było lekkie uderzenie miedzy oczy, a potem troszke siadlo, ale i tak niezle. Udany spęd.
hO Aster Tor Pente - "Give Light and The People Will Follow."
„Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, świat nie jest go wart” (logion 57)
„Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, świat nie jest go wart” (logion 57)
-
shadowthrone
- postuje jak opętany!
- Posty: 416
- Rejestracja: 24-12-2010, 13:47
Re: Triumph of Death (Tomek Wojownik) 31.10.2026 Katowice
Kapitalne koncerty, świetna atmosfera, brzmienie, obiekt. Mam nadzieję, że Michał zrobi kolejne edycje.
Reinkaos - wiadomo, że to cover band, ale zagrali z klasą, a przyjęcie też mieli bardzo dobrze.
Enthroned – znam tylko stare płyty, ale świetnie to brzmiało, jak zresztą każda kapela. Wokal, który mocno się starał, miał też przesłanie dla katolickiego rządu (Nie wiem, którego belgijskiego, czy polskiego
: Hail Satan...
ASPHYX – zmietli wszystkich, miałem ciary. Jak spotkałem gitarzystę, mówię mu, a on, że też miał gęsią skórkę: „Byliście niesamowici”. I na scenie i pod sceną, dalej jedna wielka energia. Świetny dobór kawałków, walce, no i „The Rack”. Widziałem ich kolejnych raz i zawsze REWELACJA.
Nargaroth – na początku tak sobie, bo wiadomo, że weszli po Asphyx, ale potem rozkręcali się, kapitalnie zabrzmiał Day that Burzum killed Mayhem, potem kolejne dobre kawałki, na końcu ballada „Seven Tears Are Flowing to the River”
Bloodbath – jedyny słaby gig, ten koncert mnie utwierdził, że ta kapela nie ma dobrych riffów, szwedzkie brzmienie, ale co z tego, jak to straszna nuuuda. Holmes wokal bardzo wysunięty, dobry growl, ale bez emocji.
HELLHAMMER – Magia, a mistrz ceremonii Tom Warrior znakomicie to wszystko poprowadził. Ta jego charyzma. W pewnym momencie było skandowanie „Tom Warrior”, a on: – Nie zasłużyłem na to, bez was byłbym nikim – i to brzmiało naturalnie, a nie grzecznościowo.
Reinkaos - wiadomo, że to cover band, ale zagrali z klasą, a przyjęcie też mieli bardzo dobrze.
Enthroned – znam tylko stare płyty, ale świetnie to brzmiało, jak zresztą każda kapela. Wokal, który mocno się starał, miał też przesłanie dla katolickiego rządu (Nie wiem, którego belgijskiego, czy polskiego
ASPHYX – zmietli wszystkich, miałem ciary. Jak spotkałem gitarzystę, mówię mu, a on, że też miał gęsią skórkę: „Byliście niesamowici”. I na scenie i pod sceną, dalej jedna wielka energia. Świetny dobór kawałków, walce, no i „The Rack”. Widziałem ich kolejnych raz i zawsze REWELACJA.
Nargaroth – na początku tak sobie, bo wiadomo, że weszli po Asphyx, ale potem rozkręcali się, kapitalnie zabrzmiał Day that Burzum killed Mayhem, potem kolejne dobre kawałki, na końcu ballada „Seven Tears Are Flowing to the River”
Bloodbath – jedyny słaby gig, ten koncert mnie utwierdził, że ta kapela nie ma dobrych riffów, szwedzkie brzmienie, ale co z tego, jak to straszna nuuuda. Holmes wokal bardzo wysunięty, dobry growl, ale bez emocji.
HELLHAMMER – Magia, a mistrz ceremonii Tom Warrior znakomicie to wszystko poprowadził. Ta jego charyzma. W pewnym momencie było skandowanie „Tom Warrior”, a on: – Nie zasłużyłem na to, bez was byłbym nikim – i to brzmiało naturalnie, a nie grzecznościowo.
- Stoigniew
- zahartowany metalizator
- Posty: 4548
- Rejestracja: 09-01-2012, 18:20
Re: Triumph of Death (Tomek Wojownik) 31.10.2026 Katowice
Kilka słów ode mnie
REINKAOS – mimo że to „tylko” coverband bardzo chciałem zobaczyć. W związku z tym przybyliśmy odpowiednio wcześnie, odstaliśmy ze znajomkami chwile w sporej kolejce i ustawili się pod scena. Kurde, nie wiem, wszystko byłoby fajnie, tylko że ja gitar nie słyszałem, jakieś szczątkowe fragmenty, przez większość tylko łupanie basu i perkusji, a przecież w tym zespole gitary były najważniejsze…. Tyle mojego że repertuar znam na pamięć więc gitary dograłem sobie z pamięci w głowie… ale niesmak i rozczarowanie pozostał. Przyszła mi do głowy straszna myśl, że jak tak chujowo nagłośnili pierwszy zespół to również tak będzie przez resztę wieczoru….
ENTHRONED - …. na szczęście nie okazało się to prawdą. Już na krótkiej próbie dźwięku okazało się że gitary jednak można dobrze nagłośnić. Mam sentyment do tego zespołu za dwie pierwsze płyty i mini „Regie …” później straciłem z nimi kontakt. Ale sam koncert pomimo tego że staroci było jak na lekarstwo (jeden numer z debiutu) serio mi się podobał. Dobrze brzmiącym energiczny koncert. Fajnie się oglądało i słuchało.
ASPHYX – nie wiem czy umiem napisać coś więcej niż ponadto co wyplułem kilka postów wyżej na gorąco zaraz po koncercie. Z całym szacunkiem do reszty zespołów, w tym gwiazdy wieczoru, ale to właśnie Holendrzy zagrali koncert wieczoru… ba, może nawet koncert roku !! Tutaj zagrało absolutnie wszystko – brzmienie, feeling, radość grania, energia, setlista… wszystko. Martin w tym roku skończył 60 lat… widząc to co się odpierdoliło na scenie miałeś wrażenie że widzisz przed sobą maksymalnie 30-latka. Forma niesamowita. Dwa ostatnie numery czyli „The Rack” i „Last one…” to było coś nie do opisania… w pełnym amoku, ze łzami w oczach, gęsia skórką i mokrymi gaciami machałem łbem i przezywałem ten cudowny, doskonały i niezapomniany spektakl… koncert totalny !!!
NARGAROTH – wychodząc po uczcie jaką zaprezentował Asphyx żartowaliśmy z kumplami że Pan Wagner ma przejebane wychodząc po czymś takim na scenę. Ale muszę uczciwie przyznać że Nargaroth dał radę, naprawdę. Słuchało się całkiem przyjemnie. Zostałem cały koncert i się nie nudziłem. Taka ciekawostka – jeśli mnie wzrok i słuch nie mylił to zespół grał na dwie gitary, bez basu… i bardzo dobrze to brzmiało. Porządny, solidny koncert.
BLOODBATH – szczerze, wytrzymałem 20 minut i sobie poszedłem. Ot, takie szwedzkie „umpa-umpa”, owszem dobre do grania na żywo i do zabawy, ale jednak mnie znudziło. Ludziom się chyba podobało, bo zabawa pod sceną była na pełnej.
TOMEK W. – no cóż… nie napiszę nic nowego, mądrego ani odkrywczego… koncert pełen magii, klimatu i fantastycznej interakcji z publicznością, setlista nie była żadną tajemnicą, wszyscy wiedzieli czego się spodziewać. Doskonałe i przepotężne brzmienie…. Leciał klasyk za klasykiem, a fajny i naturalny kontakt Toma z publicznością dopełniał obraz tego koncertu. Dwa ostatnie numery to już było szczytowanie… fantastyczny koncert. Świetna forma. Jestem szczęśliwy że mogłem to obejrzeć na żywo.
Miejscówka bardzo dobra, sala ze świetnym brzmieniem. Frekwencyjnie też solidnie. Oczywiście weszło by tam spokojnie jeszcze sporo ludzi, ale mam nadzieję że tyle ile było pozwoli na to że Michałowi impreza nie wyjdzie na minus i będzie spokojnie mógł myśleć o następnej edycji oraz innych przedsięwzięciach (Byczyna czeka
).
Fantastyczny wieczór !!
ps. i jeszcze taka konkluzja na koniec - z perspektywy tego co się dokonało, a także miejsca w którym to miało miejsce to uważam że ceny biletów były śmiesznie niskie.
REINKAOS – mimo że to „tylko” coverband bardzo chciałem zobaczyć. W związku z tym przybyliśmy odpowiednio wcześnie, odstaliśmy ze znajomkami chwile w sporej kolejce i ustawili się pod scena. Kurde, nie wiem, wszystko byłoby fajnie, tylko że ja gitar nie słyszałem, jakieś szczątkowe fragmenty, przez większość tylko łupanie basu i perkusji, a przecież w tym zespole gitary były najważniejsze…. Tyle mojego że repertuar znam na pamięć więc gitary dograłem sobie z pamięci w głowie… ale niesmak i rozczarowanie pozostał. Przyszła mi do głowy straszna myśl, że jak tak chujowo nagłośnili pierwszy zespół to również tak będzie przez resztę wieczoru….
ENTHRONED - …. na szczęście nie okazało się to prawdą. Już na krótkiej próbie dźwięku okazało się że gitary jednak można dobrze nagłośnić. Mam sentyment do tego zespołu za dwie pierwsze płyty i mini „Regie …” później straciłem z nimi kontakt. Ale sam koncert pomimo tego że staroci było jak na lekarstwo (jeden numer z debiutu) serio mi się podobał. Dobrze brzmiącym energiczny koncert. Fajnie się oglądało i słuchało.
ASPHYX – nie wiem czy umiem napisać coś więcej niż ponadto co wyplułem kilka postów wyżej na gorąco zaraz po koncercie. Z całym szacunkiem do reszty zespołów, w tym gwiazdy wieczoru, ale to właśnie Holendrzy zagrali koncert wieczoru… ba, może nawet koncert roku !! Tutaj zagrało absolutnie wszystko – brzmienie, feeling, radość grania, energia, setlista… wszystko. Martin w tym roku skończył 60 lat… widząc to co się odpierdoliło na scenie miałeś wrażenie że widzisz przed sobą maksymalnie 30-latka. Forma niesamowita. Dwa ostatnie numery czyli „The Rack” i „Last one…” to było coś nie do opisania… w pełnym amoku, ze łzami w oczach, gęsia skórką i mokrymi gaciami machałem łbem i przezywałem ten cudowny, doskonały i niezapomniany spektakl… koncert totalny !!!
NARGAROTH – wychodząc po uczcie jaką zaprezentował Asphyx żartowaliśmy z kumplami że Pan Wagner ma przejebane wychodząc po czymś takim na scenę. Ale muszę uczciwie przyznać że Nargaroth dał radę, naprawdę. Słuchało się całkiem przyjemnie. Zostałem cały koncert i się nie nudziłem. Taka ciekawostka – jeśli mnie wzrok i słuch nie mylił to zespół grał na dwie gitary, bez basu… i bardzo dobrze to brzmiało. Porządny, solidny koncert.
BLOODBATH – szczerze, wytrzymałem 20 minut i sobie poszedłem. Ot, takie szwedzkie „umpa-umpa”, owszem dobre do grania na żywo i do zabawy, ale jednak mnie znudziło. Ludziom się chyba podobało, bo zabawa pod sceną była na pełnej.
TOMEK W. – no cóż… nie napiszę nic nowego, mądrego ani odkrywczego… koncert pełen magii, klimatu i fantastycznej interakcji z publicznością, setlista nie była żadną tajemnicą, wszyscy wiedzieli czego się spodziewać. Doskonałe i przepotężne brzmienie…. Leciał klasyk za klasykiem, a fajny i naturalny kontakt Toma z publicznością dopełniał obraz tego koncertu. Dwa ostatnie numery to już było szczytowanie… fantastyczny koncert. Świetna forma. Jestem szczęśliwy że mogłem to obejrzeć na żywo.
Miejscówka bardzo dobra, sala ze świetnym brzmieniem. Frekwencyjnie też solidnie. Oczywiście weszło by tam spokojnie jeszcze sporo ludzi, ale mam nadzieję że tyle ile było pozwoli na to że Michałowi impreza nie wyjdzie na minus i będzie spokojnie mógł myśleć o następnej edycji oraz innych przedsięwzięciach (Byczyna czeka
Fantastyczny wieczór !!
ps. i jeszcze taka konkluzja na koniec - z perspektywy tego co się dokonało, a także miejsca w którym to miało miejsce to uważam że ceny biletów były śmiesznie niskie.




