Grand Belial's Key - 29.08.2026, Chorzów
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
- yossarian84
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 3330
- Rejestracja: 24-07-2010, 12:16
Re: Grand Belial's Key - 29.08.2026, Chorzów
Arghoslent jednak zagral, mimo nieobecności na plakacie? Brudasy baly się Antify czy co? xD
- ozzy
- w mackach Zła
- Posty: 755
- Rejestracja: 16-02-2008, 18:14
- Lokalizacja: Łódź
Re: Grand Belial's Key - 29.08.2026, Chorzów
zagrał ale jakoś najsłabiej wypadli, w tych czapeczkach do tyłu wyglądali jak jakiś blink182
GBK i Infernal War natomiast bdb z plusem
SODOM i chuj
- Stoigniew
- zahartowany metalizator
- Posty: 4479
- Rejestracja: 09-01-2012, 18:20
Re: Grand Belial's Key - 29.08.2026, Chorzów
Lubię takie koncerty – znikoma ilość przypadkowych ludków, mnóstwo znajomych, tzw, „stara wiara”… jak na zlocie absolwentów hihi 
Haeksenhamer bardzo przyzwoicie, nawet się zaciekawiłem, ale chęć przybijanie piątek i zamienienia kilku słów z coraz to nowo spotkanymi znajomymi zwyciężyła i po trzech numerach poszedłem. Koncert mimo to udany.
Arghoslent miał być niespodzianką wbitą w rozkład jazdy tuż przed ostatecznym terminem. Dla wielu na pewno była to miła niespodzianka, świadczył o tym tłum zgromadzony w namiocie. Zaczęli bardzo energetycznie i z przytupem, szybko rozkręcił się młyn i zabawa była na całego. Zagrali około godziny. Nigdy nie byłem specjalnie ich fanem i to się raczej nie zmieni, wytrzymałem cały koncert ale nie będę ukrywał że pod koniec zerkałem już na zegarek. W tym miejscu podzielę zdanie Kol Ozzy’ego – zagrali poprawnie, ale mnie nie porwali.
Co innego Infernal War – to było atomowe pierdolnięcie od pierwszej do ostatniej sekundy. Zespół w znakomitej formie. 45 minut wspaniałej bezlitosnej rzeźni. Aha, dodam tylko, że pomimo domagania się co bardziej rozochoconych miśków z młyna i pod sceną, nie zagrali „Blok 11” hehe
No i nasza nieświęta gwiazda wieczoru…. Kurwa ależ to był zajebisty koncert…. Nawet początkowe problemy Gelala z gitarą, co nawet zmusiło go wymiany instrumentu po trzecim numerze, nie wpłynęły na jakość całego koncertu. Jak już wspomniałem, początek był taki se, powiedziałbym że średni, nawet wokal miałem wrażenie był jeszcze nie dogrzany. Ale zespół rozkręcał się z numeru na numer, odwrotnie niż na Arghoslent, który po świetnym początku zaczął mnie z biegiem czasu nużyć, tutaj było zgoła inaczej – wraz z upływem czasu było coraz lepiej. Jak zakończyli numerem „Shemhamforash” to miałem fchuj niedosyt, chciałem więcej. Godzina przekrojowego grania, z nowej płyty był chyba tylko jeden numer, ale za to jaki – „Fiscus Judaicus” zabrzmiał zajebiście, może nie było tych ognistych solówek jak na płycie, ale mimo to numer wyjebał mnie butów. Cały koncert był kapitalny feeling i energia, przyjęcie świetne, zabawa znakomita. Koncert roku ?? – bardzo możliwe !!
Merchu troszkę było, CD po 50pln, vinyle po 80, koszulki po 100, z tym że gość obsługujący stoisko podchodził dosyć elastycznie do sprawy. Takie dwa przykłady – BDB forumowy kolega zakupił winyla za 5 dyszek, bo gość nie miał wydać ze stówki, więc zadowolił się jedną pięćdziesiątką, XD, byłem tez świadkiem jak koleś przede mną kupował więcej rzeczy, podliczyli go na sześć stówek, okazało się że w portfelu koleś miał 450...i to też wystarczyło
szacunek
i jeszcze taka ciekawostka (aczkolwiek nie zdziwiło mnie to) – w tłumie dosyć powszechny był język niemiecki
Wieczór znakomity, więcej takich prosimy !!!
Haeksenhamer bardzo przyzwoicie, nawet się zaciekawiłem, ale chęć przybijanie piątek i zamienienia kilku słów z coraz to nowo spotkanymi znajomymi zwyciężyła i po trzech numerach poszedłem. Koncert mimo to udany.
Arghoslent miał być niespodzianką wbitą w rozkład jazdy tuż przed ostatecznym terminem. Dla wielu na pewno była to miła niespodzianka, świadczył o tym tłum zgromadzony w namiocie. Zaczęli bardzo energetycznie i z przytupem, szybko rozkręcił się młyn i zabawa była na całego. Zagrali około godziny. Nigdy nie byłem specjalnie ich fanem i to się raczej nie zmieni, wytrzymałem cały koncert ale nie będę ukrywał że pod koniec zerkałem już na zegarek. W tym miejscu podzielę zdanie Kol Ozzy’ego – zagrali poprawnie, ale mnie nie porwali.
Co innego Infernal War – to było atomowe pierdolnięcie od pierwszej do ostatniej sekundy. Zespół w znakomitej formie. 45 minut wspaniałej bezlitosnej rzeźni. Aha, dodam tylko, że pomimo domagania się co bardziej rozochoconych miśków z młyna i pod sceną, nie zagrali „Blok 11” hehe
No i nasza nieświęta gwiazda wieczoru…. Kurwa ależ to był zajebisty koncert…. Nawet początkowe problemy Gelala z gitarą, co nawet zmusiło go wymiany instrumentu po trzecim numerze, nie wpłynęły na jakość całego koncertu. Jak już wspomniałem, początek był taki se, powiedziałbym że średni, nawet wokal miałem wrażenie był jeszcze nie dogrzany. Ale zespół rozkręcał się z numeru na numer, odwrotnie niż na Arghoslent, który po świetnym początku zaczął mnie z biegiem czasu nużyć, tutaj było zgoła inaczej – wraz z upływem czasu było coraz lepiej. Jak zakończyli numerem „Shemhamforash” to miałem fchuj niedosyt, chciałem więcej. Godzina przekrojowego grania, z nowej płyty był chyba tylko jeden numer, ale za to jaki – „Fiscus Judaicus” zabrzmiał zajebiście, może nie było tych ognistych solówek jak na płycie, ale mimo to numer wyjebał mnie butów. Cały koncert był kapitalny feeling i energia, przyjęcie świetne, zabawa znakomita. Koncert roku ?? – bardzo możliwe !!
Merchu troszkę było, CD po 50pln, vinyle po 80, koszulki po 100, z tym że gość obsługujący stoisko podchodził dosyć elastycznie do sprawy. Takie dwa przykłady – BDB forumowy kolega zakupił winyla za 5 dyszek, bo gość nie miał wydać ze stówki, więc zadowolił się jedną pięćdziesiątką, XD, byłem tez świadkiem jak koleś przede mną kupował więcej rzeczy, podliczyli go na sześć stówek, okazało się że w portfelu koleś miał 450...i to też wystarczyło
i jeszcze taka ciekawostka (aczkolwiek nie zdziwiło mnie to) – w tłumie dosyć powszechny był język niemiecki
Wieczór znakomity, więcej takich prosimy !!!



