CURRENT 93
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, ŚWIAT BEZ KOŃCA
- hcpig
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 10911
- Rejestracja: 06-07-2008, 13:23
Re: CURRENT 93
I dalej w las tym bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, że ten projekt jako całość nie przetrwał próby czasu, ma ktoś podobnie? Hamuję te myśli jak mogą ale gdzieśtam krążą w kierunku określeń typu 'pretensjonalna wujnia'.
I am Cell Dorado and I respect NO ONE but Gohan Blanco
- ŚWIAT BEZ KOŃCA
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 12371
- Rejestracja: 27-08-2018, 10:24
Re: CURRENT 93
No nie, zupełnie nie, wręcz zyskuje. W tym nie ma nic pretensjonalnego, ta muzyka nie jest wyrachowana, natomiast rozumiem, jeśli się nie podoba, bo wydaje mi się, że to podoba się pewnemu typowi ludzi, których nęka regularnie wewnetrzny krzyk Muncha, strach przed śmiercią, apokalipsą i szarpią nimi w środku ataki szaleństwa. W Twoim przypadku, tak serio, to myślę, że to nie dla Ciebie, bo Ty lubisz muzykę ,,do myślenia", łapiąca się w znane Ci schematy, a Current 93 tym schematom zupełnie ucieka, jest chaotyczny i nie do zmierzenia.
Find your flow
- Anzhelmoo
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1563
- Rejestracja: 19-03-2017, 08:51
Re: CURRENT 93
Moim zdaniem przetrwał bardzo dobrze. W ostatnich latach widziałem ich kilkukrotnie i na fali podjarki powrotem na scenę odświeżyłem prawie wszystko i poziom mnie satysfakcjonował. Oczywiście, że nie wszystkie rzeczy są genialne, co do tego nie ma wątpliwości, zresztą trudno, by tak było przy takiej aktywności wydawniczej, tylu stylistykach i nieco chałupniczym podejściu, ale to co miało przetrwać próbę, moim zdaniem przetrwało. Oczywiście, że niektóre te folkowe "pioseneczki" z wesołymi refrenami dziś mogą budzić politowanie, ale z drugiej strony, czy nie budziły już w przeszłości? Pamiętajmy, że oprócz samej warstwy instrumentalnej jest jeszcze warstwa konceptualna - ta cała mitologia Tibeta, Noddy, kaznodziejska otoczka, Maldoror, oprawa wizualna jak z horrorów... To wszystko ma naprawdę sporo magnetyzmu i przy odpowiednim nastoju wywołuje bardzo dziwne uczucia, nawet pomimo upływu lat. Po prostu C93 to taki projekt, który wydaje się czymś więcej, niż kilka akordów na krzyż granych w kółko, jak to wiele zespołów neofolkowych robi.
Można by długo mówić, choć nie wiem, czy chciałoby się czytać komukolwiek
Polecam odświeżyć Sleep Has His House - to specyficzny album, bo moim zdaniem tam nie miało co się zestarzeć. A z rzeczy neofolkowych... po latach dobrze się broni Of Ruine. Żeby nie było - ten album zawsze był lubiany i na pewno wszyscy znamy go doskonale, ale on miał trochę nieszczęścia, że ukazał sie pomiędzy dwoma najbardziej ikonicznymi w dyskografii i wydaje się też trochę bardziej wymagający, przez co mam wrażenie, że dziś pozostaje trochę w cieniu. I jego słuchanie wywołuje we mnie poczucie świeżości.
Próby czasu moim zdaniem za to nie przetrwało Death In June, które niekiedy brzmią jak ballady przy ognisku. Brakuje mi tam tego... za co lubię C93, czyli właśnie te wszystkie pomysły Michaela Cashmore'a, które są bardzo w punkt. Rzeczy, które są moim zdaniem w taki sposób zrobione, że będą brzmiały godnie równie dobrze za 20 lat, co 20 lat temu. Mówię o erze neofolkowej, bo industrial to inna para kaloszy i jeszcze inne kryteria. Intuicja mi mówi, że C93 zawita do Polski w następnym roku, być może tym razem eksplorując północne rewiry, więc jeśli mój sen się potwierdzi, to będzie można osobiście sprawdzić. A zapewniam, że jest co, bo forma koncertowa bije na głowę studyjną.
Można by długo mówić, choć nie wiem, czy chciałoby się czytać komukolwiek
Próby czasu moim zdaniem za to nie przetrwało Death In June, które niekiedy brzmią jak ballady przy ognisku. Brakuje mi tam tego... za co lubię C93, czyli właśnie te wszystkie pomysły Michaela Cashmore'a, które są bardzo w punkt. Rzeczy, które są moim zdaniem w taki sposób zrobione, że będą brzmiały godnie równie dobrze za 20 lat, co 20 lat temu. Mówię o erze neofolkowej, bo industrial to inna para kaloszy i jeszcze inne kryteria. Intuicja mi mówi, że C93 zawita do Polski w następnym roku, być może tym razem eksplorując północne rewiry, więc jeśli mój sen się potwierdzi, to będzie można osobiście sprawdzić. A zapewniam, że jest co, bo forma koncertowa bije na głowę studyjną.


Często jest tak...że nie, a potem coraz częściej jest tak...że nie, a potem zwykle jest tak...że nie. I potem zostaje już samo nie.
- hcpig
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 10911
- Rejestracja: 06-07-2008, 13:23
Re: CURRENT 93
A to swoją drogą. Coraz mniej rozumiem dlaczego jarałem sie tak tymi projektami 20 lat temu.
I am Cell Dorado and I respect NO ONE but Gohan Blanco
- ŚWIAT BEZ KOŃCA
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 12371
- Rejestracja: 27-08-2018, 10:24
Re: CURRENT 93
Może byłeś wtedy po prostu kimś innym, a może po prostu dałeś się wciągnąć w przekonywanie się, że lubisz coś, czego tak naprawdę jakoś strasznie nie lubiłeś.
Find your flow
- hcpig
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 10911
- Rejestracja: 06-07-2008, 13:23
Re: CURRENT 93
Największą frajdę sprawiało samo odkrywanie tej muzyki, muzyki o której prawie nikt nie pisał, która niby zorganizowała się w określony nurt (od post-industrial po neofolk) a nie stworzyła subkultury, taka nisza w niszy w niszy otoczona nimbem tajemnicy i konsipracji. Teraz można to ocenić na chłodno to tajemnica opadła, płyty zostały przetrawione i bolączki tej muzyki doświadczalnie potwierdzone - reasumując to już nie to samo.
I am Cell Dorado and I respect NO ONE but Gohan Blanco
- Żwirek i Muchomorek
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1022
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
Re: CURRENT 93
Dokładnie tak było i było w tym dużo mentalnej hipsteriadyhcpig pisze: ↑04-06-2026, 14:49Największą frajdę sprawiało samo odkrywanie tej muzyki, muzyki o której prawie nikt nie pisał, która niby zorganizowała się w określony nurt (od post-industrial po neofolk) a nie stworzyła subkultury, taka nisza w niszy w niszy otoczona nimbem tajemnicy i konsipracji.
Aczkolwiek nie będę twierdził, że fascynacja C93 którą zaliczyłem ze 20 lat temu była udawana. "Black Ships Ate the Sky", pierwsza którą usłyszałem, mi przeorała całkowicie mózg - może dlatego, że to było w dniu pogrzebu kogoś z rodziny. Teraz w sumie rzadko do C93 wracam, chyba mi się oczekiwania muzyczne rozjechały z tymi chaotycznymi, mistycznymi wizjami Tibeta, ale wciąż szanuję. Jakiś czas temu cośtam odświeżałem i ciągle działało dobrze, aczkolwiek z perspektywy czasu bardziej mnie intrygują/fascynują te rzeczy, gdzie Tibet jedzie po bandzie - czyli wczesne industriale, które mają absolutnie poroniony, psychotyczny klimat kwasowego bad tripu, oraz te późniejsze odpały typu "Faust", "I Have a Special Plan...", "In a Foreign Town..." czy nawet "Where The Long Shadows Fall". Na żywo nigdy nie widziałem. Rok temu C93 grało tego samego dnia co PORTAL na SDL, który jest dla mnie o wiele mniej istotnym zespołem, tak patrząc w perspektywie rozwoju muzycznego, ale wybrałem PORTAL. Mój umysł nie synchronizuje się już zbyt dobrze z Tibetem. To chyba taki związek, który był dość intensywny i w którym nie wydarzyło się nigdy nic złego, ale emocje w końcu wyparowały, drogi obu stron zupełnie się rozeszły i teraz nawet ze sobą nie gadamy. Ale gdybyśmy się spotkali przypadkiem gdzieśtam, to by się pewnie znów dobrze rozmawiało. W zasadzie to nie wykluczam, że kiedyś mi znowu odjebie na tym punkcie, na pewno nie jest to niemożliwe.
Chyba się nie zgodzę. Mają słabsze płyty, ale na tych klasycznych Death In June się bardzo dobrze broni zupełnie unikalnym, niepokojącym (momentami wręcz złowrogim), ogniskowym klimatem ballad śpiewanych przy zachodzie słońca na ruinach zbombardowanego Forum Romanum. IMO chodzi o to specyficzne połączenie gitary i klawiszowych teł; nikt tak nie grał i nie gra, żadna neofolkowa podróba ŚMIERCI W CZERWCU się do tego nie zbliżyła. Zresztą nawet na tych bardziej ascetycznych płytach, gdzie faktycznie jest tylko wokal i gitara, całość broni się tekstami, ogólnym ascetyzmem i spójnym konceptem - nawet na zupełnie zignorowanej i olanej przez gawiedź znudzonej modą na neofolk "Essence".
To, co odróżnia Douglasa od Tibeta to to, że ma o wiele spójniejszą wizję i nawet jak eksperymentuje, a robił to często nawet w późniejszym okresie, to i tak w dość systematyczny, przemyślany sposób. Gość dokładnie wie, co chce osiągnąć, jakimi środkami i tak dalej; w rezultacie w DIJ często brakuje tego szaleństwa, amoku i beztroski (tak!), które wypełniają twórczość CURRENT 93 . W ogólnym rozrachunku podejrzewam, że potomność bardziej doceni wizjonerskie odloty Tibeta, ale DIJ - chłodne, niepokojące, raczej intelektualne - też niczego po latach nie traci. Jak słucham "But What Ends..." to mam ciary na całych plecach.
Oczywiście na pewno dużo mocniej/lepiej to wszystko działało, gdy cały neofolk był w głębokiej niszy i znała go tylko garstka maniaków podnieconych faktem, że znają coś tak zajebistego i ukrytego przed światem (patrz: Trocki, który do dziś w co drugim Noisecaście musi mimochodem przypominać, że kiedyśtam nie słuchał metalu bo się jarał World Serpent), ale to samo dotyczy też black metalu i innych rodzajów muzyki. Czar może prysł, ale muzyka została ta sama co wcześniej.
Szczerze mówiąc, z mojej perspektywy z tych klasycznych neofolków najsłabiej broni się SOL INVICTUS z koszmarnie fałszującym wokalem, ale też nigdy nie dałem rady się w nich wgryźć. Może by trzeba odświeżyć i zweryfikować, a wtedy się okaże, że jest zagłada kosmosu i 10/10,kto wie?
It's a Kafka high. You feel like a bug.
***
Przygody Batona na czarnym lądzie
***
Przygody Batona na czarnym lądzie
- ŚWIAT BEZ KOŃCA
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 12371
- Rejestracja: 27-08-2018, 10:24
Re: CURRENT 93
Też kiedyś jechaliśmy z żoną samochodem i właściwie to przegadywaliśmy znane nam dysko Currenta.
Dla tych, którzy jeszcze nie znają, wariacja na temat "The Light is Leaving Us All", ale dobra - "Invocations of Almost"

To taki klimat, jakby wykonać znany eksperyment "I am sitting in a room...", tylko w nawiedzonym domu. Coś wibruje, trzaska, spada z szafki, niejasne chóry dawno zmarłych ledwie wykrywalne na taśmie; zamknięcie na całą noc w takiej nawiedzonej willi, podczas której człowiek wariuje, tylko po to, by po calej nocy w końcu zobaczyć wschodzące słońce.
W ogóle to wydaje mi się, że to jednak jest całościowo zespół, jak powiedział Żwirek, dla specyficznych ludzi, i dobrze że u nas trockowa moda na niego trochę minęła i mogą go teraz słuchać tylko ci, którym naprawdę się to podoba. Ona ma mimo wszystko wysoki próg wejścia, bo to taki ekspresjonizm w muzyce, śpiew jest kompletnie rozstrzelony, emocjonalny do granic, nie mówiąc już o tym, że tutaj weszło naprawdę dużo narkotyków, i czasami mam wrażenie, że więcej niż jeden naraz. Jak sobie przypomnę fragment, w którym głośno miauczy jak kot, to mi się zawsze śmiać chce.
A Sol Invictus to jest taki mój trochę comfort food, ale mają różne płyty - "Thrones" jest doskonała, niestety mam ,,na półce" tylko dwie na razie, ale to na pewno się rozrośnie, bo pewnie znalazłbym z 10. No ale fakt, jest to zespół z wokalistą, który nie potrafi śpiewać, co samo w sobie jest ciekawe w przypadku tak znanego zespołu z takim stażem.
A Current ma 90 albumów
Dla tych, którzy jeszcze nie znają, wariacja na temat "The Light is Leaving Us All", ale dobra - "Invocations of Almost"

To taki klimat, jakby wykonać znany eksperyment "I am sitting in a room...", tylko w nawiedzonym domu. Coś wibruje, trzaska, spada z szafki, niejasne chóry dawno zmarłych ledwie wykrywalne na taśmie; zamknięcie na całą noc w takiej nawiedzonej willi, podczas której człowiek wariuje, tylko po to, by po calej nocy w końcu zobaczyć wschodzące słońce.
W ogóle to wydaje mi się, że to jednak jest całościowo zespół, jak powiedział Żwirek, dla specyficznych ludzi, i dobrze że u nas trockowa moda na niego trochę minęła i mogą go teraz słuchać tylko ci, którym naprawdę się to podoba. Ona ma mimo wszystko wysoki próg wejścia, bo to taki ekspresjonizm w muzyce, śpiew jest kompletnie rozstrzelony, emocjonalny do granic, nie mówiąc już o tym, że tutaj weszło naprawdę dużo narkotyków, i czasami mam wrażenie, że więcej niż jeden naraz. Jak sobie przypomnę fragment, w którym głośno miauczy jak kot, to mi się zawsze śmiać chce.
A Sol Invictus to jest taki mój trochę comfort food, ale mają różne płyty - "Thrones" jest doskonała, niestety mam ,,na półce" tylko dwie na razie, ale to na pewno się rozrośnie, bo pewnie znalazłbym z 10. No ale fakt, jest to zespół z wokalistą, który nie potrafi śpiewać, co samo w sobie jest ciekawe w przypadku tak znanego zespołu z takim stażem.
A Current ma 90 albumów
Find your flow


