
Co teraz czytacie? v.2
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
- wonsz
- zahartowany metalizator
- Posty: 3909
- Rejestracja: 18-02-2018, 14:59
- Bolt
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1816
- Rejestracja: 25-12-2010, 18:32
Re: Co teraz czytacie? v.2

Sztandarowa seria Martina jest mi obojętna, natomiast gdzieś tam chodziło za mną SF (może po postach Żwirka o "Ciemnym Edenie", więc zdjąłem z półki. Zwłaszcza forma opowiadań powinna zagrać pod mój nastrój.
I was born in this town
Live here my whole life
Probably come to die in this town
Live here my whole life
Never anything to do in this town
Live here my whole life
Probably come to die in this town
Live here my whole life
Never anything to do in this town
- Kilgore
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2787
- Rejestracja: 21-12-2010, 20:34
Re: Co teraz czytacie? v.2
Martin dla mnie to jest mistrz krótkiej formy. Polecam trzytomowe wydanie jego opowiadań Retrospektywa.
Wyobraź sobie że zawsze masz czas
- Bolt
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1816
- Rejestracja: 25-12-2010, 18:32
Re: Co teraz czytacie? v.2
Dzięki, zanotowane.
I was born in this town
Live here my whole life
Probably come to die in this town
Live here my whole life
Never anything to do in this town
Live here my whole life
Probably come to die in this town
Live here my whole life
Never anything to do in this town
- Kilgore
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2787
- Rejestracja: 21-12-2010, 20:34
- Bolt
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1816
- Rejestracja: 25-12-2010, 18:32
Re: Co teraz czytacie? v.2
Martin faktycznie okazał się całkiem dobrą lekturą. Teraz startuję z:


Opis interesujący, a PIW byle czego nie wydaje.Powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, które miały miejsce w 1761 roku. Francuski statek wiozący niewolników rozbił się na Oceanie Indyjskim. Ocalali marynarze i niewolnicy żyli razem na wyspie o powierzchni 1 kilometra kwadratowego. W książce tej postaci i wydarzenia autentyczne mieszają się z fikcyjnymi. Narracja swobodnie przemieszcza się w czasie i w przestrzeni, kreśląc obraz awanturniczych czasów, w których ludzkie życie nie było warte zbyt wiele. Kauri jest próbą opisu przypadkowości determinującej losy grup i jednostek. Mikrohistorią dziejącą się na marginesie historii – tak zwanej – powszechnej, która wcale nie jest powszechna, a jedynie kulturowo zawłaszczona. Mikrohistorią, w której nic nie wydaje się prawdopodobne, poza krzywdą, ta jest realna.
I was born in this town
Live here my whole life
Probably come to die in this town
Live here my whole life
Never anything to do in this town
Live here my whole life
Probably come to die in this town
Live here my whole life
Never anything to do in this town
- Żwirek i Muchomorek
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1357
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
Re: Co teraz czytacie? v.2
Nie wydaje byle czego, ale chyba zbyt często wydaje rzeczy akademickie, których autorzy (i wyrafinowani czytelnicy z doktoratami) upajają się swoim kunsztem do tego stopnia, że ciężko się je czyta. Powyższa to IMO ten przypadek; nabrałem się na opis i świetną oprawę graficzną, podczas gdy powieść okazała się mocno taka sobie. Przekombinowana formalnie i kompletnie nieinteresująca treściowo - niestety, bo potencjał był i to duży. Ale zaznaczam konieczność wzięcia poprawki na fakt, że nie interesuje mnie literatura w której forma jest celem samym w sobie. Jak wsiadam do samochodu to nie po to, żeby się zachwycać designem kierownicy, tylko żeby gdzieś dojechać (be względu na to jak abstrakcyjny i metaforyczny może być cel).
Skończyłem wszystkie trzy części "Ciemnego Edenu" Becketta i jest bdb; sequele ostatecznie dorównują pierwszej części i może nie są konieczne, ale na pewno nie są też zbędne. Elegancko rozwijają cały koncept i spinają go w spójną, sensownie zbudowaną całość. Najsłabsze momenty to te, gdzie autor wychodzi poza swoje socjologiczno-psychologiczne obsesje i daje dojść do głosu przewidywaniom technologicznym, ale jest tego tak mało - i jest tak nieistotne - że można przymknąć oko (ale przypierdolić się zawsze można, bo czemu nie). Daję mega okejkę
Z rozbiegu wrzuciłem też w trzy dni to:

Bardzo dobry reportaż o świecie biegów ultra. Pisany całkowicie "od środka", przez dziennikarza Financial Times, który dostaje propozycję napisania książki o ultramaratonach, więc, żeby sprawdzić o co chodzi - sam zaczyna w nich biegać, zaliczając kilka co bardziej egzotycznych imprez w różnych miejscach na świecie, z finałem na górskim ultramaratonie UTMB (180 kilometrów biegu wokół Mont Blanc).
Ja to generalnie nie lubię literatury o sporcie - a już do śmierci z nudów doprowadzają mnie książki o himalaistach - ale to jest zaskakująco udane, bo to po prostu świetnie napisana, mocno osobista relacja, nadziana mimochodem solidną dawką wiedzy. Najlepsze są portrety samych biegaczy, którzy są dość... osobliwi. No ale kurde - kto normalny bawi się w trwające po kilkadziesiąt godzin biegi na dystansach rzędu 100, 200 albo i więcej kilometrów? Aż bym sobie sam pobiegł, ale to może w przyszłości. Na razie wyniosłem z tej książki przede wszystkim to, że maraton do którego się szykuję to jest zabawa dla dzieci a nie ̶p̶r̶a̶w̶d̶z̶i̶w̶y ̶b̶l̶a̶c̶k̶ ̶m̶e̶t̶a̶l̶ prawdziwe biegania i jest to bardzo pouczająca perspektywa!
długopisyyyyy pisze:]odezwał się największy black metalowiec. Miastowy krawaciarz co chodzi na 8 godzin do budynku z rurami i rozmawia w przerwach z grubymi dziewczynami na papierosa i sie tam hihoczą wszyscy do ziebie jakby kartofla mieli w dupie
- Bonecrusher
- zahartowany metalizator
- Posty: 3623
- Rejestracja: 16-05-2013, 15:29
- Bolt
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1816
- Rejestracja: 25-12-2010, 18:32
Re: Co teraz czytacie? v.2
No niestety nie jest to dobra książka - autor ewidentnie lubi uprawiać samogwałt do lustra czytając na głos swoje efekciarskie zdania. Może też miałem jej zły obraz - słysząc "mikroopowieści" myślę od razu o bardzo lubianych przeze mnie "Centuriach" Manganelliego, a nie taką zwartą w sumie fabułę.Żwirek i Muchomorek pisze: ↑17-09-2026, 08:59Nie wydaje byle czego, ale chyba zbyt często wydaje rzeczy akademickie, których autorzy (i wyrafinowani czytelnicy z doktoratami) upajają się swoim kunsztem do tego stopnia, że ciężko się je czyta. Powyższa to IMO ten przypadek; nabrałem się na opis i świetną oprawę graficzną, podczas gdy powieść okazała się mocno taka sobie. Przekombinowana formalnie i kompletnie nieinteresująca treściowo - niestety, bo potencjał był i to duży. Ale zaznaczam konieczność wzięcia poprawki na fakt, że nie interesuje mnie literatura w której forma jest celem samym w sobie. Jak wsiadam do samochodu to nie po to, żeby się zachwycać designem kierownicy, tylko żeby gdzieś dojechać (be względu na to jak abstrakcyjny i metaforyczny może być cel).
Z PIW poza wspomnianym "Kauri" na niczym się jednak chyba nie sparzyłem, a sporo tego przemieliłem jeszcze zanim zostałem dohtórem nałk
Obecnie:

Trudno mi to polecić dla przeżyć literackich, ale ja raz na jakiś czas lubię takie ramotki obrazujące, czego ludzie się gdzie bali i jak przetwarzały się na lokalne warunki i prozę ogólne lęki (temu też mam na półce sporo "Opowieści niesamowitych" z PIWu właśnie).
I was born in this town
Live here my whole life
Probably come to die in this town
Live here my whole life
Never anything to do in this town
Live here my whole life
Probably come to die in this town
Live here my whole life
Never anything to do in this town
- Żwirek i Muchomorek
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1357
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
Re: Co teraz czytacie? v.2
Mi się zdarzały oparzenia niestety. Np. „Włóczędzy” Hao Jingfang. Chińskie science fiction o dupie Maryny. Jak to czytałem to czułem się jakby jakiś tzw. normals w zachwyceniu polecał mi DEAFHEAVEN bo to "w końcu jakiś ciekawy artystycznie black metal!". Ale i tak lubię zaglądać do ich katalogu, zdarzają im się takie strzały, że nie ma potem czego zbierać.Bolt pisze: ↑21-09-2026, 10:17Z PIW poza wspomnianym "Kauri" na niczym się jednak chyba nie sparzyłem, a sporo tego przemieliłem jeszcze zanim zostałem dohtórem nałkNie wszystko mi oczywiście leżało w takim samym stopniu, ale nawet jak coś ze mną nie rezonowało, to było przynajmniej na jakimś poziomie ciekawe lub poszerzające horyzonty.
Tymczasem czytane:

Tytułowy bohater jest oczywiście postacią bardzo ciekawą, ale jako biografia jest to najwyżej przeciętna lektura. Szkoda. Żeby o takim wykręcie i cudaku jak Moondog wyklepać taką drętwą laurkę - to trzeba się nieźle postarać.
długopisyyyyy pisze:]odezwał się największy black metalowiec. Miastowy krawaciarz co chodzi na 8 godzin do budynku z rurami i rozmawia w przerwach z grubymi dziewczynami na papierosa i sie tam hihoczą wszyscy do ziebie jakby kartofla mieli w dupie
- Bolt
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1816
- Rejestracja: 25-12-2010, 18:32
Re: Co teraz czytacie? v.2
Nie strasz, kupiłem se, a potem przeczytałem Twoją recenzjęŻwirek i Muchomorek pisze: ↑21-09-2026, 11:17Mi się zdarzały oparzenia niestety. Np. „Włóczędzy” Hao Jingfang. Chińskie science fiction o dupie Maryny. Jak to czytałem to czułem się jakby jakiś tzw. normals w zachwyceniu polecał mi DEAFHEAVEN bo to "w końcu jakiś ciekawy artystycznie black metal!". Ale i tak lubię zaglądać do ich katalogu, zdarzają im się takie strzały, że nie ma potem czego zbierać.Bolt pisze: ↑21-09-2026, 10:17Z PIW poza wspomnianym "Kauri" na niczym się jednak chyba nie sparzyłem, a sporo tego przemieliłem jeszcze zanim zostałem dohtórem nałkNie wszystko mi oczywiście leżało w takim samym stopniu, ale nawet jak coś ze mną nie rezonowało, to było przynajmniej na jakimś poziomie ciekawe lub poszerzające horyzonty.
I was born in this town
Live here my whole life
Probably come to die in this town
Live here my whole life
Never anything to do in this town
Live here my whole life
Probably come to die in this town
Live here my whole life
Never anything to do in this town
- DST
- zahartowany metalizator
- Posty: 3477
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: Co teraz czytacie? v.2
Ufff, skończyłem to (no dobra, jestem w trakcie czytania "dodatków" gdzie Burroughs opisuje eksperymentowanie z różnymi narokotykami, skutki odstawienia itd.).
Zaczynało się intrygująco i całkiem fajnie się kończyło, ale w wielu momentach to była tortura. Ta "powieść" to w sumie zapisane tekstem halucynacje ćpuna w gorączce. Groteska i absurd niektórych historii były dość ciekawe i zabawne m.in. opowieść o lekarzu chirurgu, który traktował swój zawód jak sztukę i dokonywał zabiegów prostymi narzędzami jak przepychaczka do kibla czy o Orwellowskim oficerze (?) manipulacji opisującym jak łamać każdego człowieka wysyłając behawioralne impulsy i stosując substancję redukujące ludzi do poziomu tępych zwierząt. Zrozumiałem też dlaczego Cronenberg wziął jego twórczość na warsztat, bo "Naked Lunch" jest pełny surrealistycznych, obrzydliwych opisów cielesności, wrzodów, tkanek zamieniających się w gluty, obrzydliwych istot z długimi językami gwałcących i wieszających ludzi na szubienicach itd. Męczący był brak linearności i bezustanne staczanie się tej powieści w "word salad" przypominający paranoiczną halucynację, jak czysty wyrzyg podświadomości. A podświadomość Burroughsa zdawała się być pełna przemocy, zgnilizny, perwersyjnych homoseksualnych fantazji i przede wszystkim lęku.
Jako przykład wrzucę fragment z polskiego przekładu:
Stał w mrocznej sali rozpraw, z twarzą rozdzieraną przez larwalne żądze mrowiące się
w ektoplazmatycznym ciele narkomana (dziesięć dni na głodzie do pierwszej rozprawy),
ciele, co zanika po pierwszym cichym dotknięciu hery.
Widziałem to na własne oczy. Stracił pięć kilogramów w dziesięć minut, stojąc ze
strzykawką w jednej ręce i podtrzymując spodnie drugą. Wokół jego niknącego ciała płonęła
zimna żółta aureola, w pokoju hotelowym w Nowym Jorku... Nocny stolik zaśmiecony
pudełkami-cukierków, kaskady niedopałków wylewające się z trzech popielniczek, mozaika
bezsennych nocy i wilczych głodów ćpuna kurującego swoje delikatne ciało.
Sąd federalny skazuje Czajnika na mocy Ustawy o linczu i wysyła do specjalnego
federalnego zakładu psychiatrycznego dla widm: precyzyjna, prozaiczna wymowa
przedmiotów... miednica... drzwi... ustęp... kraty... oto one... to właśnie to... same linie
proste... nic poza... ślepa uliczka... i ślepa uliczka w każdej twarzy...
Zmiany fizyczne były z początku powolne, później nagle przyśpieszyły: odpadanie
wiotkich tkanek, zanik ludzkich rysów... W krainie całkowitej ciemności usta i oczy stają się
jednym organem, który kłapie przezroczystymi zębami... żaden organ nie ma stałej funkcji
ani miejsca... Wszędzie kiełkują narządy płciowe... Odbytnice otwierają się i zamykają... Całe
ciało zmienia barwę i gęstość...
Froin staje się niebezpieczny wskutek swoich ataków. Tuż Filadelfią zaczął się ścigać
z samochodem policyjnym: liarze tylko zerknęli na jego gębę i natychmiast nas zwinęli.
Siedemdziesiąt dwie godziny w celi z pięcioma ćpunami na głodzie. Nie chciałem pokazywać
im swoich zapasów; Znaleźliśmy się w oddzielnej celi dopiero po długich korowodach z
klawiszem, który wziął kupę szmalu. Zapobiegliwi narkomani, nazywani wiewiórkami,
gromadzą zapasy na wypadek zwinięcia przez gliny. Ja przed każdą szprycą strząsam kilka
kropel towaru do kieszeni kamizelki i podszewka jest sztywna od hery. W bucie mam
plastikową pompkę, a w pasku od spodni agrafkę. Wiecie, to się zwykle opisuje: “Chwyciła
zardzewiałą agrafkę pokrytą zakrzepłą krwią, wydłubała wielką dziurę w udzie i wbiła w nią
strzykawkę. Ale potworny głód spowodował, że trzęsły jej się ręce i strzykawka pękła jej w
nodze (głód owada na pustyni). Co ją to obchodzi? Nie zadaje sobie trudu wyjąć z rany
odłamków szkła i patrzy na swoje zakrwawione udo pustymi oczyma rzeźnika. Co ją
obchodzi bomba atomowa, pluskwy, czynsz, fundusz inwestycyjny pragnący posiąść z
powrotem jej kryminogenne ciało... Słodkich snów, Pantoponowa Różo
Chyba nie polecam ogólnie.
-
Nasum
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 16874
- Rejestracja: 21-01-2011, 11:12
Re: Co teraz czytacie? v.2
Kiedyś przebrnąłem przez "Nagi lunch" i pustka była jedynym, co pozostało w mojej głowie po tej lekturze. Poczułem niesamowitą ulgę, że już to skończyłem i zadałem sobie pytanie: właściwie po co czytałem ten bełkot? No dobra, "głośny" tytuł, chęć zmierzenia się z czymś niestandardowym, klasyka itd itd, ale koniec końców niewiele z niej pamiętam, a i zachwytów podczas czytania też nie było. Czytałem już bardzo dawno temu, więc pewne strzępki wspomnień zatarły sie na dobre, ale nie mam jakoś chęci do powtórzenia tego wyczynu. W sumie też nie polecam.
- DST
- zahartowany metalizator
- Posty: 3477
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: Co teraz czytacie? v.2
Ogólnie dziwię się, że tyle osób to tutaj czytało. To była jakaś kultowa pozycja z którą warto się było mierzyć jak z jakimś brutalnym filmem gore za dzieciaka? Ja sięgnąłem przez Cronenberga i potem Kerouaca.
-
Nasum
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 16874
- Rejestracja: 21-01-2011, 11:12
Re: Co teraz czytacie? v.2
W sumie nie pamiętam czy była to jakaś uber kultowa pozycja, ale w wieku 20 paru lat łykało się przeróżne pozycje które ktoś polecał. Miałem kumpla który pochłaniał ksiązki chyba nałogowo i polecał mi co jakiś czas kilka tytułów które "trzeba znać". Wśród nich był też "Nagi lunch". Nie powiem, sporo jego polecanek trafiło mocno w moje gusta, ale niektóre pozycje niszczyły psychę i ryły banię. To była jedna z nich. Polecił mi jeszcze m.in "Ulissesa", ale z tym strumieniem świadomości dałem sobie spokój. Może kiedyś jak będę miał ochotę na literackie seppuku....
Tytuły które wtedy czytałem, a które wskazywał mi palcem ów kumpel, były a raczej są wymieniane w kanonie literackim XX wieku. Jako innowacyjne, szokujące, najsłynniejsze, przełamujące jakieś tematy tabu, jednym słowem takie, które swym wydaniem narobiły nieco szumu. "Nagi lunch" też ponoć takiego szumu narobił, ale szczerze powiedziawszy do teraz nie wiem dlaczego. Ja ją kwalifikuję do zakładki "książka sławna tylko dlatego, że jest sławna", bo nie wniosła do mojego czytelniczego świata właściwie żadnej dodatniej wartości.
Tytuły które wtedy czytałem, a które wskazywał mi palcem ów kumpel, były a raczej są wymieniane w kanonie literackim XX wieku. Jako innowacyjne, szokujące, najsłynniejsze, przełamujące jakieś tematy tabu, jednym słowem takie, które swym wydaniem narobiły nieco szumu. "Nagi lunch" też ponoć takiego szumu narobił, ale szczerze powiedziawszy do teraz nie wiem dlaczego. Ja ją kwalifikuję do zakładki "książka sławna tylko dlatego, że jest sławna", bo nie wniosła do mojego czytelniczego świata właściwie żadnej dodatniej wartości.



