DST pisze: ↑20-07-2026, 22:29
zacząłem podchodzić też do niego bardziej krytycznie, bardziej jako burzyciela niż tworzącego. Dobrze potrafi diagnozować rzeczy i wywalić je tak do góry nogami, że w sumie ciężko pomyśleć co z tym teraz zrobić i jaka jest droga naprzód (tutaj zazwyczaj stawia na piedestale starożytnych Greków lub mówi dość niejasno o "nowym typie człowieka"). Postmodernizm chyba był największą próbą znalezienia drogi wyjścia z tych gruzów.
Yep, zresztą postmodernizm jest mocno zadłużony u Nietzschego - zresztą to on przecież napisał, że nie ma faktów, są tylko interpretacje

I fakt, że 95% tego co napisał to jest brutalna krytyka kultury, ale jak przejdziesz do pytania "no dobra, to jak z tego nihilistycznego bagna wyjść?" to się zaczyna problem - zresztą nie tylko u Nietzschego. Na gruncie nietzscheańskim największy problem jest taki, że każda próba stworzenia jakiegoś etycznego wzorca postępowania czy w ogóle projektu życia jest powrotem do platonizmu - czyli uznania, że istnieje jakaś forma pozaświatowego ideału, który można/należy realizować w materialnym świecie. No a z tym Nietzsche właśnie walczył. Koncepcje nadczłowieka, woli mocy, wiecznego powrotu i amor fati były jakąś próbą przezwyciężenia tych kłopotów, ale nie zdążył tego opracować; a to, co zrobił, jest przez aforystyczną i literacką formę tak niekonkretne, że można to interpretować jak się chce. Lekcja historii dana przez szkołę malarstwa austriacko-oświęcimskiego pokazała, że trzeba z tym postępować ostrożnie.
Pierwsza rozprawa stawia chyba na tamte czasy śmiałą tezę, że nie istnieje coś takiego jak obiektywna moralność
Chyba trudno to ocenić. Śmiałą być może, ale nową - nie. Ten wątek wracał od starożytności, chociaż zwykle na marginesie. Nietzsche ma na pewno duży dług u Schopenhauera, który różne post-kantowskie pomysły zwalczał jak mógł (a to od Kanta wywodzi się nowożytny pogląd na istnienie obiektywnych zasad moralnych, oderwanych stricte od kwestii religii) - zwykle skutecznie. Po drodze był jeszcze Max Stirner - bardzo niedoceniony filozof, którym dziś najbardziej interesują się teoretycy anarchizmu (z dzisiejszej perspektywy patrząc - prawicującego, chociaż te podziały nijak się do niego nie mają), ale wydaje mi się, że to nadmierne uproszczenie, bo interesowała go przede wszystkim teoria jednostki. Bezpośredniego wpływu jeden na drugiego chyba nie miał, ale obaj się na pewno wpisują w ten sam prąd reakcji na główny nurt filozofii nowożytnej, który można w gigantycznym uproszczeniu nazwać hardkorowo racjonalistycznym.
No a wcześniej byli jeszcze tacy goście jak Machiavelli, dla którego moralność to coś w najlepszym wypadku elastycznego, no i de Sade, który w kwestii amoralizmu jechał po bandzie tak, że Nietzsche to przy nim grzeczny miś.
I skoro o tym przedostatnim mowa, to ja właśnie dlatego tu przyszedłem, bo czytam:
Komentarz:
