20 lat minęło, czyli koncertowy wspomnień czar....

ogólne rozmowy o tym i owym... tylko metal prosimy....

Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Alkoholokaust
postuje jak opętany!
Posty: 660
Rejestracja: 09-01-2007, 13:49
Lokalizacja: delirium
Kontakt:

Re: 20 lat minęło, czyli koncertowy wspomnień czar....

25-08-2026, 20:40

Dobrze mi się wydawało, że ktoś mnie uprzedzi notką o tym gigu. Wczoraj nie miałem czasu nic skrobnąć, więc czynię to z jednodniowym opóźnieniem, ale myślę że nikt się nie obrazi.
Koncert dla mnie zajebiście ważny, bo był to mój pierwszy wypad w Polskę na dużą imprezę i jednocześnie zwieńczenie najfajniejszych wakacji w życiu, ale o tym może kiedyś. W każdym razie od tego dnia złapałem koncertowego bakcyla i regularnie odwiedzam metalowe spędy po dziś dzień.
Jak kolega wyżej wspomniał, wszystkie zespoły tego dnia zjechały do Stodoły w celu kręcenia DVD. Chociaż ten format już wtedy dogorywał nie ciesząc się zresztą nigdy jakąś wielką popularnością, to Metalmind chciał coś jeszcze uszczknąć z tego dla siebie i zapraszał często różne kapele do filmowania. Potem mogliśmy trafiać na walające się na marketowych półkach koncertowe videosy, straszące paskudnymi komputerowymi badziewiami z okładek. Mimo to, zawsze to jednak bezcenne pamiątki dla bywalców.
Koncert cieszył się wielką popularnością, wszak takie załogi nie zaglądały do nas wtedy specjalnie często. Śmieszna cena biletu była tylko formalnością. Mieliśmy swoje death metalowe święto.

Catamenia została potraktowana z buta i w trakcie jej występu większość ludzi raczyła się piwkiem na letnim, świeżym powietrzu, ale nie oszukujmy się, pasowali do tej imprezy jak chuj do nosa. Niektórzy nawet nie odnotowali, że był jakiś czwarty zespół, co dziwnym nie jest, bo nawet na plakacie logo kapeli było ledwo widoczne. Pamiętam też, że nawet w zapowiedziach koncertu media pomijały ten zespół. Wszedłem dopiero na Sinister, jak prawie wszyscy zresztą. Przyznam, że nie przyjechałem tu na Holendrów, nie byłem też wtedy tak osłuchany z ich twórczością jak dziś i potraktowałem ich gig jako przystawkę do dania głównego. Nie przeszkadzało jednak mi się cieszyć ich koncertem, bo dojebali solidnie swoim gęstym death metalem i conajmniej bardzo dobrze zaczęli imprezę. Pamiętam jeszcze taką bzdurę, że pod koniec jak Add zapowiedział kawałek "To Mega Therion" to ktoś darł mordę, że Celtic Frost zagrają XD.

Po Sinisterze wszystkich wyprosili z sali, padła kotara i czekaliśmy na Grave. Pamiętam, że te przerwy między występami mocno się dłużyły, więc logicznym było pójść na piwo. Tak się z kimś zagadałem, że na Szwedów wpadłem jak już grali bodajże "Deformed". Dojebali dość długi gig, w większości skupiając się na starym materiale, ba, rozjebało mnie jak pod koniec gigu Ola zapowiedział taki "Reborn Misciarriage" z okresu demówkowego. No i klasyczna wisienka na torcie w postaci "Into the Grave". 20 lat temu napisałbym, coś w stylu, że weszły Szwedy i rozjebały, dziś napiszę to samo.

Przed Obituary znów długa przerwa, kolega wspomniał jedną przyśpiewkę, ja pamiętam bardzo gromkie "Kurwa mać ile mamy stać" skandowane przez wiele gardeł. W końcu otwierają, na scenie rzutnik, który wyświetlał na ekranie okładkę płyty z której właśnie grają numer. Chyba nawet wtedy nie robiło to specjalnego wrażenia. Nieważne. Obituary dopiero co wrócili do żywych, nagrali powrotną "Frozen in Time". Huknęło ze sceny, popłynęło "Redneck Stomp". Ale kurwa, gdzie jest John Tardy? Napierdala sam zespół. Wreszcie jest! Wpada na scenę, prezentuje wszystkim rogala od ucha do ucha, łapie za statyw, macha bujną grzywą i robi swoje firmowe Bluuuuueeeeeeeargh!. O i tak to się młody szczaw zderzył z legendą, którą znał z pirackich kasetek i zdjęć z magazynów, zdając sobie sprawę, że tacy goście naprawdę istnieją i są na wyciągnięcie ręki. Zdał sobie też sprawę, że nie jest ubermenschem i pod koniec gigu, odwodniony i zjebany ledwo dawał radę grawitacji, bo kilkanaście piw wypitych tego dnia zaczęło o sobie dawać znać. Ciekawostką jest, że właśnie w takim stanie będąc najlepiej zapamiętałem dziś morderczą końcówkę setu i dwa strzały z debiutu - "Til' Death" i oczywiście sztandarowe "Slowly we Rot".

Po gigu oczywiście zdarte gardło i szum w uszach, który chyba trwał jeszcze ze dwa dni. I brak jakichkolwiek perspektyw na kolejne godziny życia. Spocony, zjebany, skacowany, z posklejanymi kudłami musialem spędzić noc na dworcu, bo gdzie tam wtedy mogłem myśleć o jakiś hostelach w Warszawie. Na szczęście towarzyszyła mi jakaś tam ekipa metaluchów z tego samego gigu, więc jakoś to zleciało. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że czeka mnie jeszcze wiele takich pokoncertowych tułaczek po świt XD Pekasa do domu łapę dopiero o 08:45, w domu jestem po południu, logicznym było pierdolnąć się spać, ale tak mną targają emocję, że od razu siadam do komputera i szukam relacji, komentarzy i zdjęć z dopiero co zakończonego koncertu. Łapę za telefon (stacjonarka) i opisuję kumplowi wszystko ze szczegółami. Dopiero wieczorem puszczają ze mnie emocję i walę się do wyra by spocząć snem sprawiedliwym. I już planuję kolejny wypad na Warszawę za dwa tygodnie. Ale o tym za dwa tygodnie :)

A dziś mogę sobie pooglądać te koncerty na jewtubie i pouśmiechać się do wspomnień.


Obrazek
hare hare supermarket

nsbm.pl
Awatar użytkownika
WAROL_KOJTYLA
zaczyna szaleć
Posty: 164
Rejestracja: 12-06-2025, 11:20

Re: 20 lat minęło, czyli koncertowy wspomnień czar....

25-08-2026, 21:15

śmiesznie się czyta takie wspominki bo u mnie to też był jeden z pierwszych i ważniejszych gigów w życiu. fajnie sobie przypomnieć jak człowiek miał tyle energii żeby po całym wieczorze obcowania z taką muzyką móc potem gnić zniszczony mna dworcu czekając na pociąg który jechał 6 godzin do domu.

o samym występie nic więcej mądrego nie napiszę bo już się szanowni panowie forumowicze dobrze rozpisali. Obituary w szczycie formy - nie żeby kiedyś byli w słabej, ale Frozen in Time to był wtedy kurewski cios znienacka. Grave wiadomo, częściej im się koncerty udają niż nie udają. Sinister każdy zna, lubi i szanuje, ale nikt nie słucha, niemniej miło wspominam i jakby grali w okolicy to bym zawitał z chęcią. Na Catamenii z kolei chyba nikogo nie było, ja również orbitowałem gdzieś wokół wodopoju.

Z takich śmieszniejszych wspomnień to pamiętam jakiegoś chłopa który na Obituary zezgonował idealnie pod samą kolumną przy scenie. Kilka osób próbowało go ocucić, ale bez szans. Przypuszczam że skończyło się na kilku wizytach u laryngologa.
Stary Metal
rozkręca się
Posty: 97
Rejestracja: 21-12-2025, 00:31

Re: 20 lat minęło, czyli koncertowy wspomnień czar....

25-08-2026, 22:52

Obrazek

To już prawie ćwierć wieku. Ostatnie koncerty Kata z Romanem, bo niedługo później nie było Kata bez Romana.

Byłem w Arsusie w Ursusie. Ależ to był klimat. I radocha, że się zeszli, a skoro się zeszli, to na pewno będzie nowa płyta, tylko czekać. Na scenie zgrani idealnie, tak jakby topór zakopali. Pamiętam, jak jakiś tam przedostał się na scenę i udało mu się złapać autograf od Romka, zanim ochrona go nie wyprowadziła.

Koncert pozostał w pamięci dlatego, że był bardzo dobry, a także, że to był jeden z ostatnich w oryginalnym składzie

Bo co było dalej, to każdy ( przynajmniej tutaj) wie.
Awatar użytkownika
tabaluga
weteran forumowych bitew
Posty: 1799
Rejestracja: 07-08-2017, 16:05

Re: 20 lat minęło, czyli koncertowy wspomnień czar....

25-08-2026, 23:35

chcialem kiedys napisać o moim pierwszym koncercie czyli exodus 2004 wawa ale kompletnie nie wiem gdzie posialem album ze starymi biletami ¯\_(ツ)_/¯
MAGA // FAFO // RESTORE BRITAIN // OZE-SROZE
NoGodsNoMasters
w mackach Zła
Posty: 864
Rejestracja: 14-02-2026, 22:11

Re: 20 lat minęło, czyli koncertowy wspomnień czar....

25-08-2026, 23:40

To ciekawe. Uświadomiłem sobie, że ja ostatni raz widziałem Kat (zapewne w oryginalnym składzie) na metalmanii w Zabrzu. Minęło zatem ponad 30 lat.
Stary Metal
rozkręca się
Posty: 97
Rejestracja: 21-12-2025, 00:31

Re: 20 lat minęło, czyli koncertowy wspomnień czar....

25-08-2026, 23:41

tabaluga pisze:
25-08-2026, 23:35
chcialem kiedys napisać o moim pierwszym koncercie czyli exodus 2004 wawa ale kompletnie nie wiem gdzie posialem album ze starymi biletami ¯\_(ツ)_/¯
Nie bilety są najważniejsze,a to, co się z koncertu pamięta.
NoGodsNoMasters
w mackach Zła
Posty: 864
Rejestracja: 14-02-2026, 22:11

Re: 20 lat minęło, czyli koncertowy wspomnień czar....

25-08-2026, 23:42

Stary Metal pisze:
25-08-2026, 23:41
tabaluga pisze:
25-08-2026, 23:35
chcialem kiedys napisać o moim pierwszym koncercie czyli exodus 2004 wawa ale kompletnie nie wiem gdzie posialem album ze starymi biletami ¯\_(ツ)_/¯
Nie bilety są najważniejsze,a to, co się z koncertu pamięta.
Otóż to. Kto tyle lat faktury trzyma? :D
Awatar użytkownika
tabaluga
weteran forumowych bitew
Posty: 1799
Rejestracja: 07-08-2017, 16:05

Re: 20 lat minęło, czyli koncertowy wspomnień czar....

25-08-2026, 23:52

no w sumie zdjecie biletu mialo być najważniejsze bo z samego koncertu niewiele pamietam . za bardzo nawalony bylem chyba , wiem że na koniec zagrali kover ac/dc ( overdose ? ) i jak wychodzilem to wziolem sobie plakat ktory przez wiele lat wisial u mnie w pokoju . to tyle ! :wink:
MAGA // FAFO // RESTORE BRITAIN // OZE-SROZE
Awatar użytkownika
Alkoholokaust
postuje jak opętany!
Posty: 660
Rejestracja: 09-01-2007, 13:49
Lokalizacja: delirium
Kontakt:

Re: 20 lat minęło, czyli koncertowy wspomnień czar....

13-09-2026, 19:12

Obrazek

20 lat (i jeden dzień) minęło jak stolicę nawiedziła kilka lat wcześniej reaktywowana legenda thrash metalu Destruction. Udany był to powrót i wtedy nagrywali jeszcze znośne płyty. Jako że wszystko do Cracked Brain traktowałem i traktuję nadal z nabożną czcią, stwierdziłem, że nietaktem byłoby się nie zjawić wtedy w Progresji, więc spakowałem dupę w PKS do Warszawy sprawdzić jak tam Schmier i Sifringer brzmią na żywo.
Tak zupełnie nawiasem prawdę mówiąc fascynuje mnie, jakie można po takim czasie różne głupoty wciąż pamiętać i być w stanie je odtworzyć XD No wiadomo, szczylem się było, jakoś bardziej to wszystko człowiek pochłaniał głupim jeszcze łbem. Ekscytacja i stres związany z wyprawą zapewne swoje zrobiły. Do rzeczy.
Po wylądowaniu na dworcu zachodnim, w przejściach podziemnych podbił do mnie mocno skołowany i lekko już podmiecholony starszy metalowiec (miał ponad 30 lat!) z zapytaniem o drogę do, uwaga, Proximy. Na moje zapytanie, czy wybiera się na koncert Destruction odpowiedział twierdząco, Wytłumaczyłem więc, że to nie w Proximie, ale w Progresji odbywa się ten gig, w dodatku przyświeca nam ten sam cel, gdyż również wybieram się na koncert Niemców. Persona ta, podejrzewam może być znana forumowiczom, ale żadnych personaliów i detali zdrazał nie będę. Dawno też tego człowieka już nie widziałem, choć jawił się jako stały bywalec metalowych spektakli. Mam jedynie nadzieję, że żyje sobie gdzieś godnym życiem i ma się dobrze. Poinformałem nowo poznanego kolegę, żeby się mnie trzymał i dotrze do klubu bez przeszkód, jednak wcześniej w planie jest odwiedzenie kumpli na jakieś tam łące przy akademikach by razem kilka puszek osuszyć. Nie oponował i po kilkudziesięciu minutach popijał z nami wesoło kolejne puchy na w/w łące. Kiedyś jakoś łatwiej się nawiązywało kontakty. W każdym razie jakieś bardzo dobre duchy nad tym człowiekem tego dnia czuwały, że wpadł akurat na mnie, bo kto wie, być może pocałowałby klamkę w Proksimie i wrócił ze stolicy z niczym.
Spakowaliśmy się w końcu w jakiś tramwaj nucąc wesoło różne, metalowe szlagiery i dobiliśmy do Progresji.

Koncert organizowało Rose Production, które zapewne też sporo starszych forumowiczów kojarzy XD. W każdym razie był to jeszcze okres przed zajebistą trasą Dismember po Polsce i nie mniej zajebistym Unholy Fest w Czechach XD Tu jednak wszystko odbyło się planowo. No prawie. Nie zagrał anonsowany wcześniej Revelation of Doom, ale nie mam pojęcia co stanęło wtedy na przeszkodzie. A szkoda, bo ciekawy byłem, jak twórcy swieżo wtedy wydanego Unholy Goatfuck zaprezentują się na żywo. Na szczęscie potem Warszawiaków udało się jeszcze oblukać na deskach w póżniejszych terminach. Ktoś tam rzucił, że zamiast nich grać miała Pyorrhea, ale czy popularnie nazywane wtedy PajoJajo zapierdoliło - zupełnie nie mam pojęcia. Wszedłem do klubu jak zaczynał grać Hell-Born. Zespół promował wtedy swieżo wydaną Cursed Infernal Steel, dorzuconą do MegaSina, i głownie na kawałkach z tego albumu oparli swój set. Niestety publika, w większości wylegująca się jeszcze we wrześniowym słoneczku, potraktowała ich z buta i zagrali dla prawie całej pustej sali, na co zresztą frontmen zwrócił uwagę, mocno opierdalając statyczną gawiedż i zachęcając do zabawy. Ja tam sobie wesoło nakurwiałem łbem w rytm The Black Flag of Satan i innych szlagierów. Bardzo dobrze rozpoczęli wieczór.
The No-Mads było wtedy dla mnie zupełnie nieznaną nazwą, ale pierwsza styczność z muzyką thrash metalwców ze Śląska zostawiła bardzo dobrze wrażenie. Pamiętam, że zaczęli set od Ausgebombt, który Sylwia odśpiewała po niemiecku. Zrobiło się dzięki temu jakieś poruszenie pod sceną, co dziwnym nie jest, bo żywiołowa laska na wokalu skradła show. Natomiast zupełnie nie pamiętam Hate, gdyż możliwe jest, że po prostu wdałem się w jakieś wesołe dyskusje piwne. Poszło tych piwek, gdzieś tam się wypierdoliłem, ktoś mnie podnosił, ogolnie beztroska i funtime na pełnej XD

Destruction nie zawiedli. Poza kilkoma nowościami, w tym zajebistym koncertowo Nailed to the Cross odwrzeszczanym z publiką jechali mocną reprezentacją starych klasyków. Zajebista energia i czysta radocha z gry. Żarło jak pojebane. Po gigu zresztą zgarnąłem sobie setlistę i do dziś zdobi ścianę Xd
Kilka dni temu widziałem ten zespół na SDLu i bawiłem się tak samo świetnie :)

Po koncercie powrót na centralny, autobus cały zajebany metaluchami, nawet nas eskortowało dwóch mundurowych XD Te długie powroty ze starej Progresji to był zresztą nieodłączny element wyprawy, ile tam znajomości się nawiązało, ile się o metalu przegadało, grzdyli czystej pierdolnęło. Ech :(
Powrót przed 09:00 pksem, wyro, sen i dłuuga ekscytacja po zajebistym koncercie.

Obrazek
hare hare supermarket

nsbm.pl
Stary Metal
rozkręca się
Posty: 97
Rejestracja: 21-12-2025, 00:31

Re: 20 lat minęło, czyli koncertowy wspomnień czar....

13-09-2026, 23:34

Byłem tam.
Zabrzmi to trochę głupio, ale ja poszedłem głównie na The No-Mads, i szczerze mówiąc przed i po występie zespołu łoiliśmy wódę.
Zrobiłem parę fot z tego koncertu, a tutaj umieszczę nigdy nie publikowane koncertowe szaleństwo z mojego archiwum.
Moim zdaniem Sylwia rozpieprzyła starą Progresję.

A powroty z Progresji to historie same w sobie.
Pamiętam, jak kiedyś po jakimś koncercie tak mi się chciało lać, że na jednym przystanku wypadłem z autobusu, odlałem się pod drzewem i dopędziłem autobus na kolejnym. Ech, młode lata i długie nogi.

Innym razem rozmowa połowy autobusu z kierowcą, który też okazał się być metalem.




Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ten pogujący na leżąco to Arnold, nieżyjący już niestety mąż Sylwii. Szaleje do muzyki swojej żony. Fan Running Wild. Przesympatyczny człowiek, pierwszy do szalonej zabawy. Parę lat temu byłem na jego pogrzebie na Ślasku i tam, na cmentarzu na pełnym wykurwie poleciał z głośników Under Jolly Roger.
ODPOWIEDZ