Na pierwszy rzut idzie Pulverizer Records z Illinois, która wydała kilka, głównie debiutanckich albumów, z których najbardziej cenię Mortal Decay, Dying Fetus, Fleshgrind, Jungle Rot i pierwszą EP Gorgasm, ale warto też wspomnieć Disinter, Blood Of Christ i Sarcophagus. CD bardzo ładnie ogarnięte, w starym dobrym stylu, a więc w pudełeczkach. Zdarzyła się im także jedna kaseta i winyl. O jakości tych materiałów może świadczyć fakt, że zdecydowana ich większość doczekała się reedycji, które poszły jak świeże bułeczki.

Część z nich wydała Diehard Music z Danii, która wcześniej działała pod nazwą Progress Red Labels i otworzyła światu oczy na prężnie rozwijającą się na początku lat 90 duńska scenę. Dzięki niej poznaliśmy takie zespoły jak Illdisposed, Konkhra, Dominus, Detest, Infernal Torment i Maceration. Z tego co pamiętam ta wytwórnia miała całkiem dobrą dystrybucję dzięki współpracy z Nuclear Blast i bez problemu docierała nad Wisłę, dzięki czemu byliśmy na bieżąco z duńską sceną. Z czasem niektóre wydawnictwa z Diehard trafiły do polskich distro i na licencyjne kasety (Mystic, Morbid Noizz, MMP).


Kolejny przypadek to mikrowytwórnia ze Szwecji pod nazwą Step One Records, która wydała tylko trzy albumy, ale za to istotne, bo udokumentowała w ten sposób pewien etap rozwoju szwedzkiego death metalu. Te albumy to Furbowl „Those Shredded Dreams”, Leukemia „Grey-Flanned Souled” i Morpheus „Son of Hypnos”, a więc nietypowy death metal ze Szwecji. Wydania Step One chodzą za ciężkie pieniądze. Nic dziwnego, że z czasem pojawiły się reedycje ze szczególnym naciskiem na fenomenalny debiut Furbowl. Ciekawostką jest fakt, że właśnie „Those Shredded Dreams” jako jedyny z tej wytwórni został wydany w Polsce na kasecie licencyjnej (Carrion Records), na co wg mnie największy wpływ miał red. Frelik, który jarał się tym dziełem na łamach Thrash’em All.

Teraz miód na moje serce czyli niemiecka Morbid Records – duża sprawa, bo działała parę dobrych lat i wydała jeszcze więcej wybitnych albumów. Polskim fanom powinna kojarzyć się głównie z ukazaniem światu dwóch pierwszych albumów Dead Infection (drugi album był niestety pierwszym digipackiem wypuszczonym przez Niemców), ale także m.in. z najlepszymi płytami Haemorrhage, z Obscenity, z debiutem brazylijskiego Rot, drugim albumem Dying Fetus, trzecim Krabathor oraz materiałami Mangled Torsos, Blood i Groinchurn. W Polsce wszystko to było pod ręką, głównie dzięki dobrej współpracy Niemców z ekipą z Oświęcima

Na koniec bardzo emblematyczna dla tamtych czasów wytwórnia, tj. Wild Rags Rec. Powstała w połowie lat 80-ych, wydała wiele kamieni milowych, miała całkiem niezłą dystrybucję, uznaną markę, a mimo to do końca pozostała w podziemiu, nigdy nie aspirując do bardziej oficjalnej roli, jak np. Relapse. Wystarczy wspomnieć, że Wild Rags obdarowała świat materiałami zespołów, które rozpoczynały swoją muzyczną przygodę i do dzisiaj żyją w naszych sercach, a często na naszych półkach. Z tych bardziej znaczących należy podkreślić Impetigo, Nuclear Death, Blasphemy, Nausea, Dying Fetus, Blood, Sadistic Intent, Internal Bleeding, Deeds Of Flesh, Vital Remains, Recipients Of Death, Hellwitch, Brutality, Necrophobic, Order From Chaos, Sadist, Thergothon, szwajcarski Mordor, Mordicus, Unholy, Emperor, Shredded Corpse, Centinex. Nie da się ukryć, że rozpiętość gatunkowa jest spora, więc niemal każdy ówczesny fan hałasu powinien zetknąć się z ofertą firmy Ricardo Camposa, który prowadził też zina o tej nazwie i sklep w Montebello w Kalifornii. Z tego co pamiętam o płyty z Wild Rags najłatwiej było w Pagan Rec., ale pomniejsze distra też miewały pojedyncze sztuki.



