
Słuchałem tego ostatnio w aucie, wracając w środku nocy z Warszawy, i mnie olśniło, że to mój ulubiony ULVER. Nie żadne Perdition City, nie Nattens Madrigal, tylko "The Assassination of Julius Caesar". Człowiek to czasami nie zna samego siebie. Coś jak sytuacja, gdy się zastanawiasz w pocie dupy czy fajniejsza Kasia czy Basia i do której startować, a potem odkrywasz, że tak naprawdę to chcesz się ożenić ze stojącą w cieniu tamtych dwóch Jolą.
I speak with a frozen tongue
In a dead language
edit: a teraz nowości:
















