WIĘCEJ KVLTU NIŻ MUZYKI

ogólne rozmowy o tym i owym... tylko metal prosimy....

Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed

Nasum
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 16540
Rejestracja: 21-01-2011, 11:12

Re: WIĘCEJ KVLTU NIŻ MUZYKI

19-04-2026, 21:08

Alter Ego pisze:
19-04-2026, 15:05
Darkthrone (po "Soulside Journey"), Burzum, Dragon, Acid Drinkers, Behemoth, Agathocles, Six Feet Under, Teitanblood, Pantera, Mercyful Fate (za wokal), Moonspell, Queensryche, Lux Occulta.

Acid Drinkers raczej kultowi nie są, ot taki ewenement polskiej sceny metalowej.

Six Feet Under - za Haunted ich wielbię, dwójka i trójka ujdą, potem już różnie, ale co do kultowości.... jedynie osoba Chrisa jest tu kultowa, w sumie pionier jeśli chodzi o wokalistów death metalowych....


Dla mnie mnie więcej kultu niż muzyki mają te kapele, które są wyciągane z otchłani zapomnienia, bo albo zaczęły grać znowu, albo jakimś cudem zagrają gdzieś jakiś ekskluzywny show. To zespoły które jeśli chodzi o image czy podejście do muzyki zatrzymali się w swoich czasach, takie inkluzje w bursztynie. Zespoły, które owszem, wniosły coś swoją muzyką w czasach kiedy nagrywali dany album, czasem faktycznie jeden na przestrzeni wielu lat, a dziś brzmi już rachitycznie, przestarzale i nie wzbudza już takich emocji. To zespoły właściwie grające we własnej niszy, mające swoich zaprzysięgłych zwolenników i w sumie o gustach się nie dyskutuje. Pewnie narażę się tu wielu miłośnikom tego festiwalu, ale takie kulty często pojawiają się w Byczynie. Taki Sabbat na ten przykład. Opiewany ze wszystkich stron jako kultowy przedstawiciel starej szkoły, same ochy i achy, koncert który mieli zagrać miał być jedyny, niepowtarzalny, cudowny, kultowy z racji samego faktu, że zagrają. Byłem kiedy grali razem z Gruesome w Katowicach i ...... no nie porwało mnie. Nie chcę tutaj mówić ludziom, że to szajs czy coś w ten deseń, jak ktoś lubi, docenia i słucha namiętnie - jego sprawa, nawet popieram. Ale w moim odczuciu te wszystkie spusty na temat ich twórczości są po prostu przesadzone, taki kultowy zespół, dlatego, że jest kultowy.

Agathocles też się w to grono wpisuje - znany jest głównie z tego, że jest chyba najpłodniejszym zespołem obok Sabbat i nikt nie może pochwalić się kolekcją, w której miałby wszystko co tylko nagrali. Jakość jednak tych nagrań często nie powala..... Nie wiem jak wygladają koncerty bo chyba rzadko się udzielają live. Obrośli kultem, ale w zasadzie....dlaczego?
piotraz
rasowy masterfulowicz
Posty: 2469
Rejestracja: 01-04-2011, 11:14

Re: WIĘCEJ KVLTU NIŻ MUZYKI

19-04-2026, 21:52

hcpig pisze:
19-04-2026, 13:02
uglak pisze:
19-04-2026, 11:53
Za to ten Imperator to faktycznie idealny typ.
No i widzę kolejną osobę, która uważa podobnie - a za podobną opinię miesiąc temu użytkownik Mol został bardzo brutalnie atakowany.
empir pisze:
19-04-2026, 10:23
Imperator? Choć tu nie ma ciągłości w działalności.
... ale jest reaktywacja bez nagrywania nowej muzyki (nie licząc tegorocznej koncertówki), same wznowienia czyli będzie coś jak Kanadyjczycy w gazmaskach tylko w wersji mini.
Ja mam tak samo jak kol. Mol, ale w sumie sam to zaczalem.
A czy w 2011 nie zaczelismy w spodku też pożegnania Judas Priest razem z morbid angel? :exitexit:
Awatar użytkownika
Stoigniew
zahartowany metalizator
Posty: 4291
Rejestracja: 09-01-2012, 18:20

Re: WIĘCEJ KVLTU NIŻ MUZYKI

19-04-2026, 22:06

Jak już Kol. Nasum poruszył temat Byczyny to tylko nieśmiało napomknę o Sarcofago, który śmiało może zostać kolejnym bohaterem tematu :tellmemore:

A z tym Sabbath nie do końca się zgodzę - przez te 40 lat jednak w miarę regularnie wydawali płyty studyjne i regularnie koncertowali, nie żerowali tylko na kulcie z początku kariery
Awatar użytkownika
Dragazes
weteran forumowych bitew
Posty: 1050
Rejestracja: 27-02-2012, 00:24

Re: WIĘCEJ KVLTU NIŻ MUZYKI

20-04-2026, 08:25

Stoigniew pisze:
19-04-2026, 17:44
przyszła mi do głowy jedna nazwa - KISS
ze względu na jeden fakt - przypomnijcie mi, jak długo oni kończyli karierę i grali "Wielką Pożegnalną Trasę" ??
15 lat ? 20 lat ? ćwierć wieku ???
owszem, w trakcie tego pożegnania nagrali ze dwie czy trzy nowe płyty, o których pamiętają chyba tylko najzagorzalsi fani, a które kompletnie nic nie wniosły do historii muzyki, ale ten fakt kończenia kariery przez minimum dwie dekady i grania "Tej Ostatniej Trasy" sprawia że żenadometr wypierdoliło poza skale :D
w tym przypadku można powiedzieć jak w temacie - było więcej kultu niż muzyki
Też sobie o nich pomyślałem. Produkt, marka nie zespół muzyczny.
Should the compact Disc become soiled by fingerprints, dust or dirt, it can be wiped with a clean and lint free soft, dry cloth. If you follow these suggestions, the Compact Disc will provide a lifetime of pure listening enjoyment.
Awatar użytkownika
Anzhelmoo
weteran forumowych bitew
Posty: 1496
Rejestracja: 19-03-2017, 08:51

Re: WIĘCEJ KVLTU NIŻ MUZYKI

20-04-2026, 09:16

Może trochę kontrowersyjne, ale pierwsza marka, która przyszła mi na myśl to Ozzy solo. Jasne, super debiut, później też jeszcze trochę fajnych utworów było, ale większość dyskografii uważam za mocno przeciętną, a już zwłaszcza ostatnie dekady. Gdy sobie zdaję sprawę jak wielki kult był stricte wokół jego osoby, rozwala mi to czachę. Nie kult BS, tylko właśnie jego jako jednostki, także wśród osób niemuzycznych. W przekonaniu większości słuchaczy świata to Ozzy był geniuszem, bogiem, mózgiem operacyjnym BS i głównym powodem dla którego ludzie sięgają po ten zespół, a jego solowe dziedzictwo stawiane jest na równi z kultowymi albumami BS - ponownie, rozwala mi to umysł i mam wrażenie, że to alternatywny wymiar. Zresztą to, że Ozzy był produktem do żadna tajemnica - te wszystkie seriale, celebryctwo, wpływ Sharon. Nie mam z tym absolutnie żadnego problemu, super, że chłop korzystał i wykorzystał maksimum potencjału z kart, którymi dysponował (pamiętajmy, że z BS był najmniej lotnym muzykiem), po prostu moim zdaniem jakość muzyczna nie szła w parze z otoczką i jego postrzeganiem, tak więc pasuje do tematu.

Z kolei na odwrót jest z Black Sabbath - ich albumy po Mob Rules są radykalnie niedocenione i uchodzą za bardzo kiepskie, a moim zdaniem są rewelacyjne. Niby zniżka formy, a Headless Cross postrzegam za jeden z ich najlepszych albumów, zresztą jakość utworów na Dehumanizer również robi wrażenie. Nawet ten album z 2009, "Devil You Know" brzmi naprawdę świeżo jak na zespół z takim stażem (w przeciwieństwie do 13, gdzie już Ozzy/Sharon mieli dużo do gadania).

A z black metalu, to Gorgoroth. Niby spoko, ale gdyby nie istnieli moim zdaniem świat dużo, by nie stracił. Nie zrozumcie mnie źle, ja rozumiem, że są ich fani, bo to nie jest zła muzyka. Ale zawsze dziwiło mnie, że są wymieniani jednym tchem z największymi tuzami gatunku. Burzum? Ktoś ich wspomniał powyżej. Tutaj dla odmiany jakość muzyczna była bardzo wysoka, nie przeczę, ale poziom kultu również wydaje mi się tak radykalnie napompowany w popkulturze, moim zdaniem niestety ze względu na ekscesy Varga, aniżeli samą muzykę (ich koszulki w ostatnich latach nosił Kanye West, na fali powrotu świata do prawicy nowe osoby dotarły do Burzum, ale bardziej chyba ludzi interesował Varg jako filozof, niż działalność muzyczna).
Obrazek

Często jest tak...że nie, a potem coraz częściej jest tak...że nie, a potem zwykle jest tak...że nie. I potem zostaje już samo nie.
C//A
w mackach Zła
Posty: 846
Rejestracja: 14-01-2024, 14:45

Re: WIĘCEJ KVLTU NIŻ MUZYKI

20-04-2026, 10:07

Anzhelmoo pisze:
20-04-2026, 09:16
Może trochę kontrowersyjne, ale pierwsza marka, która przyszła mi na myśl to Ozzy solo. Jasne, super debiut, później też jeszcze trochę fajnych utworów było, ale większość dyskografii uważam za mocno przeciętną, a już zwłaszcza ostatnie dekady. Gdy sobie zdaję sprawę jak wielki kult był stricte wokół jego osoby, rozwala mi to czachę. Nie kult BS, tylko właśnie jego jako jednostki, także wśród osób niemuzycznych. W przekonaniu większości słuchaczy świata to Ozzy był geniuszem, bogiem, mózgiem operacyjnym BS i głównym powodem dla którego ludzie sięgają po ten zespół, a jego solowe dziedzictwo stawiane jest na równi z kultowymi albumami BS - ponownie, rozwala mi to umysł i mam wrażenie, że to alternatywny wymiar. Zresztą to, że Ozzy był produktem do żadna tajemnica - te wszystkie seriale, celebryctwo, wpływ Sharon. Nie mam z tym absolutnie żadnego problemu, super, że chłop korzystał i wykorzystał maksimum potencjału z kart, którymi dysponował (pamiętajmy, że z BS był najmniej lotnym muzykiem), po prostu moim zdaniem jakość muzyczna nie szła w parze z otoczką i jego postrzeganiem, tak więc pasuje do tematu.
Jeśli chodzi o Ozziego, to jest uzasadniona perspektywa przy obserwacji od okresu XXIw. Wtedy stał się głównie celebrytą, a mniej muzykiem. Ale plyty do Down to Earth są co najmniej dobre. Niektóre za bardzo amerykańskie jak na mój europejski gust, ale nie są złe.

Czy jego kult jest muzycznie uzasadniony? A czy on kiedykolwiek jest? Rozmowa o "Muzyka vs. kult" ma ten problem, że kult rzadko jest oparty stricte na muzyce. Żeby stać się kultowym trzeba stać się zjawiskiem społecznym. Do tego nie trzeba być najlepszym muzykiem. Czy Ozzy sam w sobie był takim zjawiskiem? Nie wiem. Dla mnie tak. Choć era od ozzborensów, to już rozumienie tego kultu na drobne.

Oczywiście twierdzenie, że Ozzy był mózgiem BS, to jakieś dyrdymały. Problem BS bez Ozziego polegał nie na tym, że zabrakło Ozziego czy że nagrali zle płyty. Wynikał z tego, że przestali być pionierami, a zaczęli podążać z nurtem. Późniejsi wokaliści BS często byli lepsi technicznie niz Ozzy. Nagrywali lepsze piosenki. Ale nie o to tym chodziło.

Tl;dr: Ozziego to ty szanuj, ok?! :)
Awatar użytkownika
Hatefire
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 11730
Rejestracja: 21-12-2010, 12:19
Lokalizacja: Katowice - miasto wielkich wydarzeń ;)

Re: WIĘCEJ KVLTU NIŻ MUZYKI

20-04-2026, 10:12

Anzhelmoo pisze:
20-04-2026, 09:16
Może trochę kontrowersyjne, ale pierwsza marka, która przyszła mi na myśl to Ozzy solo. Jasne, super debiut, później też jeszcze trochę fajnych utworów było, ale większość dyskografii uważam za mocno przeciętną, a już zwłaszcza ostatnie dekady. Gdy sobie zdaję sprawę jak wielki kult był stricte wokół jego osoby, rozwala mi to czachę. Nie kult BS, tylko właśnie jego jako jednostki, także wśród osób niemuzycznych. W przekonaniu większości słuchaczy świata to Ozzy był geniuszem, bogiem, mózgiem operacyjnym BS i głównym powodem dla którego ludzie sięgają po ten zespół, a jego solowe dziedzictwo stawiane jest na równi z kultowymi albumami BS - ponownie, rozwala mi to umysł i mam wrażenie, że to alternatywny wymiar. Zresztą to, że Ozzy był produktem do żadna tajemnica - te wszystkie seriale, celebryctwo, wpływ Sharon. Nie mam z tym absolutnie żadnego problemu, super, że chłop korzystał i wykorzystał maksimum potencjału z kart, którymi dysponował (pamiętajmy, że z BS był najmniej lotnym muzykiem), po prostu moim zdaniem jakość muzyczna nie szła w parze z otoczką i jego postrzeganiem, tak więc pasuje do tematu.

Z kolei na odwrót jest z Black Sabbath - ich albumy po Mob Rules są radykalnie niedocenione i uchodzą za bardzo kiepskie, a moim zdaniem są rewelacyjne. Niby zniżka formy, a Headless Cross postrzegam za jeden z ich najlepszych albumów, zresztą jakość utworów na Dehumanizer również robi wrażenie. Nawet ten album z 2009, "Devil You Know" brzmi naprawdę świeżo jak na zespół z takim stażem (w przeciwieństwie do 13, gdzie już Ozzy/Sharon mieli dużo do gadania).
Nie odmawiałbym talentu Ozziemu. Potrafił świetnie w interpretację utworów w ramach swoich specyficznych warunków wokalnych. Umiał sprzedać emocje i klimat stojące za tekstem i muzyką. Natomiast stosując analogię piłkarską Ozzy to klasyczna 9 w starym stylu. Nie rozegra, nie odzyska piłki, ale jak ktoś mu dogra w pole karnego pewna bramka. Jak na skrzydłach miał Iommiego i Butlera, a tyły zabezpieczał Ward to padał gol za golem. A potem to już w zależności jaki skład mu się trafił. Czasem solidne statystyki, a czasem kryzys strzelecki i walka o utrzymanie w lidze. Nie umniejszałbym jednak jego roli w Black Sabbath. Ktoś musi tą mogę dołożyć, nadać ten ostateczny sznyt.

Co do płyt Blach Sabbath po Ozzym. No to moje ulubione biorąc pod uwagę całą ich dyskografię, nie tylko ten okres, to "Headless..." i "Tyr". Świadomie piszę ulubione , bo nie zaryzykowałbym twierdzenia, że lepsze niż żelazne klasyki. Natomiast to wysoko jakościowa muzyka, która po prostu lepiej trafia w jakaś moja muzyczną czułą strunę.

Z innej beczki, to muszę przyznać, że zazdroszczę Szanownemu Koledze umiejętności opisywania muzyki. Ja niestety nie bardzo potrafię zazwyczaj wyjść poza co za gówno/zajebiste. Stąd też moja mała aktywność w tematach muzycznych. To też o tyle ciekawe, że w przypadku książek czy filmów bez problemu jestem w stanie bezproblemowo wyartykułować jakie są wady i zalety dzieła. Mimo, że muzyki dużo słucham, czytam o niej, to rzadko udaje mi się napisać co w danej płycie mi się podoba/nie podoba i dlaczego.

PS. Autokorekta w telefonie chciała mi zmienić Butlera na Hitlera xD
Od braci dla braci
Od dobrych dla dobrych
Kacapskiej kurwie
Zawsze chuj do mordy
backslifer
w mackach Zła
Posty: 682
Rejestracja: 08-10-2018, 15:08

Re: WIĘCEJ KVLTU NIŻ MUZYKI

20-04-2026, 10:27

Hatefire pisze:
20-04-2026, 10:12
PS. Autokorekta w telefonie chciała mi zmienić Butlera na Hitlera xD
Twój telefon ewidentnie swietuje jego urodziny. xD
Awatar użytkownika
ggfh
weteran forumowych bitew
Posty: 1200
Rejestracja: 09-03-2015, 17:32

Re: WIĘCEJ KVLTU NIŻ MUZYKI

20-04-2026, 10:51

....
Obrazek
ODPOWIEDZ