A is for acid
Biografii seryjnych morderców ciąg dalszy. Teda Bundyego czy Johna Gacyego znają wszyscy, w sumie to amerykańscy przedstawiciele tej kryminalnej profesji są bardziej medialni, ale i Wielka Brytania ma co nieco do zaoferowania. Po omawianym wcześniej Johnie Christie, który zaspokajał swoje potrzeby w chwili, kiedy partnerka była juz denatką a ich zwłoki ukrywał w domu, pora przyjrzeć się innemu Johnowi ( kurwa, nie mogli mieć innego imienia, na przykład Steven? ) - Mianowicie John Haigh.
Ciekawa to postać. Notoryczny kłamca, bawidamek, człowiek który chciał zarobić, ale się nie narobić. Krętacz, oszust, cwaniak, kombinator. I przede wszystkim chciwiec. Znajdował się bogatych ludzi, mordował, przejmował ich majątki ( np. pełniąc rolę pełnomocnika w sprzedaży nieruchomości, oczywiście bez wiedzy denatów ) a żeby pozbyć się zwłok, i tym sposobem uniknąć kary, bowiem myślał, że kiedy nie ma ciała, to nie można udowodnić morderstwa - rozpuszczał swoje ofiary w kwasie siarkowym.
Film jest średni - jak ktoś spodziewa się scen rodem z Buio Omega to srogo się zawiedzie. Całość wygląda dość uroczo. Film skupia się na jego życiu, działalności, na jego beztrosce, choć sceny zabójstw także zostały pokazane - mocno oszczędnie. Jest to film z gatunku lekkich, a tematyka jak i działalność Haigha należały zdecydowanie do tych mrocznych. Plus i to w moich oczach spory, to bardzo mocne trzymanie się faktów. Można zobaczyć, ale rewelacji nie będzie.
Sama postać jednak ciekawa i jak ktoś zainteresowany to może poszukać jakiegoś dokumentu o tych popierdoleńcu.