07-11-2026, 18:54
Wiele razy złapałem się na tym, że oceniam siebie jako osobę spełnioną. Ten rok w związku z sukcesem domowym, gdzie pracowaliśmy na to cały okres edukacji dopełnił obrazu. Jako osoba która chyba czuje życie, wiem, że popierdala ono sinusoidą a chwalenie dnia przed zachodem słońca jest zdradliwe. Tym bardziej i dlatego, na tu i teraz: szczęśliwy, kochany mąż, ojciec. Na tyle majacy materialnie, że wszystko więcej to zbytek. To, że moje potrzeby realizuje z piramidy Maslova już tylko te z góry, czerpie i realizuje swoje pasje i hobby, tylko dodaje posmaczku tego, że musiałbym być pazerny aby chcieć więcej. Jest kilka oczywistych niedogodności, ale wiek i funkcjonowanie zgodnie z zasadą maxxingu (jak to w słowie roku określa młodzież) musiało jak widać zrobić swoje. Grunt, że jest to w momemncie gdzie wielu rzeczy już nie trzeba a można tylko chcieć.
Reasumując jakbym jutro jebnąl to można by mi na płycie wyryć, że miałem bogate, szczęśliwe życie, choć się na to jakoś specjalnie nie zanosiło. Tym lepiej ono mi smakuje bo większość zapisuje jako swój prywatny sukces.
Jak jebne za rok, pięć, dziesięć, to h-wie co tam byłbym skłonny wygrawerować. Tak jak wcześniej. Moja jedna z dewiz -kiedy nie ma kasy na rachunku, nie ma dila-. Tak mam z życiem. Bez podjarki czekam na to co jest za winklem. Przed nim droga wydaje się fajna i bezpieczna, a co za nim, za tym winklem?
Na dzisiaj lepiej bym tego sobie nie wyśnił w swoim norweskim śnie. Jutro? Będzie jak ma być. Ze spokojem czekam na każdy kolejny dzień, który jest właściwie jak dla mnie , swoistego rodzaju przygodą. Gówna, które jak do każdego się przyklejają, odbieram jako wyzwania. W innym wypadku jako samozadowolny, spełniony, upasiony dobrocią wszelaką kocur, pewnie bym zdziadział i zgnuśniał. A tak jest fun. Czasem mniej funniasty, czasem przy odpadnięciu życiowego gówna bardziej funniasty. To chyba też oznaka tego, że jest na tyle dobrze, że zagrożeń jest jakby coraz mniej, a te co są, to są i środki i pomysły i skillsy aby je rozprowadzić. Krytycznych zagrożeń wydaje się, że jest coraz mniej. To najprawdopodobniej sprowadza się do tego, że jest tak jak by się chciało aby było, jest spokój, zimna głowa i brak tego nachalnego „muszę” - które jak jest się na musiku życiowym, wywołuje skutki które są niezamierzone, niepożądane.
Ostatnio zmieniony 07-11-2026, 19:19 przez
Ascetic, łącznie zmieniany 1 raz.
01.11.2026