Gryllefjord jest dość specyficznym miejscem. Podobnym trochę do mocno turystycznego Geirangerfjord(en) (w którym spotkałem co ciekawe koncertowego kolesia oraz Petera z Vadera ). Podobne w umiejscowieniu, w sensie, że się z jednej strony kończy fjord, tworzy się dolina. Na tym się kończą podobieństwa a zaczynają się przyjemnostki. Przyjemnostką jest to, że jest to miejsce na końcu niczego, pomimo tego, że wiocha ożywa, jak się zjeżdżają przede wszystkim turyści, na prom, pod kątem choćby przerzutu, choćby na Lofoty (Lofoten). Przyjemnostką jest knajpa tutaj, przyjemnostką jest kafeteryjka dla lokalsów. Przyjemnostką jest, że mnogość szlaków, nie idzie z mnogością turystów. Właściwie jak w całej Norwegii zasadniczo jest pusto, tak tutaj jest ekstremalnie pusto. Trochę kamperów, turystów wynajmującyh nie ma, a tak to sami starsi ludzie, sami Norwedzy z tych z prowincji, z Norwegi nawet nie B a C lub D. Minusem jest jakieś wyczuwalne napięcie, obserwacja i czujność (co u nich zasadniczo nie ma miejsca. Tutaj nie ma płotów, firanek w kiblach, w oknach. Generalnie wyjebane mają centralnie na ludzi w około. A tutaj konkretnie monitoring na pełnej. Lokalni z otwartymi szybami w autach przejeżdżających, podjeżdżający za Tobą. Dziwny klimat. ). Co do okoliczności przygody. W tych fiordach wrzynających się w morze, po obu stronach, jest jakaś taka bliskość, a te do środy specyficzne warunki pogodowe to: Mgła, mgła, wilgoć, mgła. Czyli inna strona pięknej i klimatycznej Norwegii. Obok zimnej, zimowej, typowej właściwe Norwegii, ta teraz jest inna, ale jak dla mnie równie urokliwa, też przez te warunki topograficzne, powodujące zawieszenie mgły.
Mgły takiej jak ta:
Po drugiej stronie fiordu już tak dzisiaj:
Jeszcze wracając do samego Gryllefjord. Miasteczko ma coś jak dla mnie, coś takiego czego jeszcze kilka lat temu nie dostrzegałem. Może nie upadku, nie schyłku, ale lekkiego nadgryzienia. To miasteczko jest miasteczkiem, jak wcześniej starych ludzi, ale też sypiących się budynków. Dość tanim w zakupie nieruchomości (jak na Norwegię). Tutaj jest widoczny ten proces, który też widzimy w Polsce. Młodzi uciekają, starzy dogorywają. Sypie się to i owo i nie jest zaklorowo (alkoholowo już tak).
I nieczynna biblioteka dla nikogo,
a Rathaus Komunnale to już kompletna ruina ...
Kończąc. Dla mnie, gdyby nie prom i napływ stosunkowo jednak niedużej ilości przerzucających się, miejsce idealne wręcz. Niemalże głusza. Z rysem delikatnego upadku, z którym ten kraj zupełnie się nie kojarzy. Więcej niż to po co tutaj tegoten.
// We wrześniu, jak mnie najdzie, to wrzucę te zdjęcia, które później mogą latać tu i tam. Po obróbce choćby. Choć po tym co tutaj kilku c-luszków odwala, nie jestem pewien, że będzie mnie ku temu cokolwiek pchać.