15-03-2026, 01:44
Dobra, dobra, Tomaszu, ja to wszystko rozumiem. Ale teraz zadajmy sobie pytanie - skąd to wszystko się wzięło? Co jest u źródła?
Ty może jesteś przyzwyczajony do tego, że jako szef, biznesmen możesz mówić, to co myślisz i masz wyjebane na konsekwencje. Ja natomiast myślę podobnie do Ciebie, ale rzadko kiedy o tym mówię, prawie nigdy, bo to się spotyka z niezrozumieniem społeczeńśtwa. Ale impuls jest. Dlatego wykańcza mnie ta cała gra w udawanie. Bo jednak to jest potrzebne żeby funkcjonować w społeczeństwie.
A często mój strumień świadomośći wygląda tak:
- na które oko patrzeć? Lewe, prawe. Ach tak, kontakt wzrokowy. Czekaj, czy nie wpatruję się zbyt intensywnie? Może mam wzrok bazyliszka, jaszczura, i kobieta nie wie, czy chcę ją wyruchać, pożreć żywcem, czy po prostu pogadać? Czekaj, teraz uśmiech. Brwi do góry, pamiętaj! Kurwa, coś mi oko uciekło na bok, napiąłem mięsnie za bardzo... Ja pierdolę, co ta osoba mówiła? Mam patrzeć jej w oczy, chociaż czuję jakby wzrok tej osoby palił mnie jak supernowa z tysiąca zapadłych słońc? Ale wtedy nie mogę się skupić na tym co mówi? Co ta osoba mówiła? Ach, tak pokiwaj głową, przyjmij otwartą postawę ciała. Dobra, teraz powiedziała, że jej mama choruje na raka i niedługo umrze. Co mam zrobić? Przytulić, pocieszyć? W sumie jeden chuj, mój ojciec umarł na raka, da się przeżyć. "Będzie dobrze" - mówię z kamienną twarzą i nieruchomym wzrokiem.
W sumie chuj wie co zrobić, nie chcę zrobić czegoś niewłaśćiwiego. A nie... wiem co. Najlepiej to bym sobie coś chlusnął, pierdolnął w gardziel, wtedy od razu znajdę odpowiednie słowa, jakby gdzieś czekały w ukryciu na wydobcie przez etanol. Piję, piję, robie się coraz bardziej najebany, powoli bełkoczę, chociaż każdy mówi, że jestem elokwentny, bo niby nie widać po mnie jak jestem pijany. No ale ja czuję w środku to zwolnienie akcji, ten brezruch.
No to co, czas walnąć kreskę? Oczywiśćie. Teraz znowu jestem jestem sobą. A jak do tego popiję wódeczki, to pobudzające działanie prochu wchodzi równoważy hamujące działanie alkoholu i osiągam to, czego tak bardzo pragę - harmonię, absolut i jestem niczym buddysta zen, tylko że nie muszę nawet medytować. To chyba tak się czują ci ludzie, co im zrobiono lobotomię - idealny stan, niczego nie pragniesz, zero myśli, czyste sprzężenie umysłu ze zmysłami.
No tak to mniej więcej wygląda.