Mógłbym wrzucić kilka jednakże bardziej sensownych zdjęć z 4 muzeów, którymi się tutaj mogą pochwalić, a jest ciąg dalszy fotek zdjęć z jakiejś obsranej piwnicy. Cóż.
itd. płyty, płyty, ze 3 setki koszulek. Sprane, dziurawe, nowe i nie wiadomo jakie. Zinów ze stówa. Zresztą sporo dobrego i nieoczywistego tam jest. Już uklepałem sobie przy przesiadce na Svalbard, że zamiast koczować na lotnisku, się prześpimy, zjemy, np. tak jak dzisiaj:
tak inaczej jednak podany tatar z łososia, choćby
dalej zaczerpniemy tego miasta, a ja oczywiście czmychnę do piwnicy, korzystać z życia i cieszyć się tymi jeszcze ostałymi chwilami.
Taka jeszcze obserwacja. W sklepie sami młodzi kupujący, zwiedzający. Na moje oko z 3 różnych krajów, a nawet kontynentów. Cieszy, i martwi, to. Bo jakby takie przybytki były w Warszawie, Wrocławiu, czy może Krakowie, to i ludzie jacyś tacy bardziej ogarnięci muzycznie by byli. Choć sprzedająca milf-post-metalówa, jako tako zorientowana, fajną plejlistę zapodawała, ale na pytania kupujących co do asortymentu nie zawsze była w stanie odpowiedzieć. Chyba jednak ten sklep od tej strony, to tak na biznesowo, na kulcie miejsca i sceny leci. Ale uj. W tym kosmosie było co dzisiaj wybierać, smutek mam wielki, że tylko przy okazji będzie mi dane w nim być.