28-10-2026, 23:20
Też byłem w kinie, ja akurat trochę liczylem na gadanie i zakulisowe rzeczy, a była sama muzyka. Rzeczywiście bardzo wiele rzeczy ucięto, ale koniec końców to nie takie złe, bo wielu kapel mi sie po prostu nie chciało słuchać i martwiłem się nie dotrwam do setu BS, jeśli czeka mnie 2h jakichś Halestormów. Pojawili się chyba wszyscy występujący muzycy, więc miły gest wobec tych mniej znanych (bo z racji ograniczeń czasowych mogli ich w ogóle wyciąć).
Realizacyjnie całkiem wporzo, wokal Ozziego oczywiście gruntownie poprawiany, ale trudno mieć o to pretensje. Mam pewne zastrzeżenie, ale bardziej do eventu, a nie filmu. Szkoda, że pominięto byłych członków Sabbath, jak Vinnie Appice, czy Tony Martin. I tak, ja wiem, że w tym wydarzeniu chodziło o celebrację ery z Ozzim, ale ich udział w niczym się nie kłóci z tym, zresztą Vinnie był perkusistą na trasie "orygnalnego BS". Zabrakło mi też kapel, które pierwsze mi się kojarzą z hasłem "spadkobiercy BS", jak Sleep, Electric Wizard, czy Melvins.
King Buzzo w komitywie z Mikiem Pattonem i Lombardo na pewno zrobiliby ciekawszy cover, niż te przypadkowe supergrupy. Na filmie pod katem wokalu Axl wypadł fatalnie, a zaproszenie Drainmana z Disturbed to nieporozumienie na kilku płaszczyznach.
Szkoda, że w filmie tak malo było Iommiego, wypowiedzial moze z jedne zdanie, a pierwszy raz go pokazano dopiero w czasie setu Sabbath (nie licząc archiwalnych przebitek).
U mnie nie było klaskania, dopiero na koniec po filmie, co było calkiem ok.
Często jest tak...że nie, a potem coraz częściej jest tak...że nie, a potem zwykle jest tak...że nie. I potem zostaje już samo nie.