Kat & Roman Kostrzewski
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
Regulamin forum
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
- empir
- zahartowany metalizator
- Posty: 6201
- Rejestracja: 31-08-2008, 23:17
- Lokalizacja: silesia
Re: Kat & Roman Kostrzewski
Dokładnie. Zróbcie temat Kat lubczyka
- Anzhelmoo
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1626
- Rejestracja: 19-03-2017, 08:51
Re: Kat & Roman Kostrzewski
Moim zdaniem historia Kata zakończyła się nieodwracalnie w 2004 roku. Wszystko co było potem, to - niezależnie od strony sporu - było nie zawsze do końca poważne, mówiąc dyplomatycznie. Oczywiście, że Roman radził sobie dużo lepiej, sam niejednokrotnie z uśmiechem chodziłem na jego koncerty i cieszyłem się, że taki hołd dla przeszłości jest oddawany, nawet dziś z nostalgią to wspominam pozytywnie. Natomiast też pamiętam te bardziej kompromitujące i nieprofesjonalne momenty, więc daleko mi do idealizowania tej ery.
To co najbardziej boli, to to, że przez tyle lat nie udało się nigdy im zrobić sensownej płyty. Biało-Czarna poza pojedynczymi momentami była naprawdę bardzo słaba - a właśnie wtedy był moment, by naprawdę zabłysnąć i był ich czas. Irek kompletnie olał tę płytę, na sesje przyszedł nieprzygotowany. Roman też niezbyt słuchał ludzi i dużo rzeczy chciał zrobić po swojemu (brzmienie). Wisienką na torcie było zaangażowanie bardzo wielu osób do tej płyty, a żadnej naprawdę kumatej kompozytorsko. Radecki to rewelacyjny i wszechstronny instrumentalista, ale sam nigdy nie krył, że Kat to chyba nie jest w 100% jego bajka, zresztą z zespołu odszedł, by grać z Marylą Rodowicz.
Pistelok to zaś klasyczny metalowiec, dobry odtwórca, ale jednocześnie fatalny kompozytor - w tym sensie, że jego pomysły były bardzo kwadratowe i generyczne. Totalnie nie miał tego błysku, nie wprowadzał elementu zaskoczenia. Podczas tworzenia Popiór przyniósł swoje pomysły, ale zostały odrzucone, w efekcie czego prawie cała płyta to Hiro. Daleko mi do bycia jego (Hiro) miłośnikiem, natomiast poziom gry między Popiór, a BCZ to lata świetlne.
Szkoda, że Valdi Moder nie miał szansy się wykazać, on ten błysk miał i na pewno poprowadziłby K&RK w ciekawym kierunku, niekoniecznie tożsamym z tym co wytyczył na świetnym Alkatraz - chyba najlepszej płycie z pobocznych z tego uniwersum.
Po BCZ lata odcinania kuponów w sposób naprawdę budzący niesmak. Buk - Akustycznie bez Irka (pomysł fajny, wykonaniee trocę na kolanie), traficzny pomysł na re-recording 666, niekończące się trasy. W planach było też zrobienie re-recordingu Szyderczego Zwierciadła, ale Hiro oprotestował. No i docieramy do Popióra. Płyty udanej, ale zarazem mocno sztucznej, no i już z podstawionym perkusistą, który sam przyznaje, że niewiele mial stycznośc wcześniej z Katem (co słychać).
To co najbardziej boli, to to, że przez tyle lat nie udało się nigdy im zrobić sensownej płyty. Biało-Czarna poza pojedynczymi momentami była naprawdę bardzo słaba - a właśnie wtedy był moment, by naprawdę zabłysnąć i był ich czas. Irek kompletnie olał tę płytę, na sesje przyszedł nieprzygotowany. Roman też niezbyt słuchał ludzi i dużo rzeczy chciał zrobić po swojemu (brzmienie). Wisienką na torcie było zaangażowanie bardzo wielu osób do tej płyty, a żadnej naprawdę kumatej kompozytorsko. Radecki to rewelacyjny i wszechstronny instrumentalista, ale sam nigdy nie krył, że Kat to chyba nie jest w 100% jego bajka, zresztą z zespołu odszedł, by grać z Marylą Rodowicz.
Pistelok to zaś klasyczny metalowiec, dobry odtwórca, ale jednocześnie fatalny kompozytor - w tym sensie, że jego pomysły były bardzo kwadratowe i generyczne. Totalnie nie miał tego błysku, nie wprowadzał elementu zaskoczenia. Podczas tworzenia Popiór przyniósł swoje pomysły, ale zostały odrzucone, w efekcie czego prawie cała płyta to Hiro. Daleko mi do bycia jego (Hiro) miłośnikiem, natomiast poziom gry między Popiór, a BCZ to lata świetlne.
Szkoda, że Valdi Moder nie miał szansy się wykazać, on ten błysk miał i na pewno poprowadziłby K&RK w ciekawym kierunku, niekoniecznie tożsamym z tym co wytyczył na świetnym Alkatraz - chyba najlepszej płycie z pobocznych z tego uniwersum.
Po BCZ lata odcinania kuponów w sposób naprawdę budzący niesmak. Buk - Akustycznie bez Irka (pomysł fajny, wykonaniee trocę na kolanie), traficzny pomysł na re-recording 666, niekończące się trasy. W planach było też zrobienie re-recordingu Szyderczego Zwierciadła, ale Hiro oprotestował. No i docieramy do Popióra. Płyty udanej, ale zarazem mocno sztucznej, no i już z podstawionym perkusistą, który sam przyznaje, że niewiele mial stycznośc wcześniej z Katem (co słychać).


Często jest tak...że nie, a potem coraz częściej jest tak...że nie, a potem zwykle jest tak...że nie. I potem zostaje już samo nie.


