23-06-2026, 10:33
Obeliskiem to na pewno była "Pleasure to Kill". Ta płyta to taki kretorowy "Reign in Blood".
W latach 80tych/90tych był nawet wśród słuchających thrashu taki... może nie rozłam, ale... podział (?) na "kreatorowców" i "metallicowców". Jedni zdecydowanie woleli szaleństwo i brutalność teutońską (Kreator, Sodom, Destruction, Assassin...) + rzeczy takie jak Slayer, Bathory i Venom (!) - bo satanistyczny - a Ci drudzy Matallica jako królowa matka i rzeczy tzw. "bay area thrash". Exodusy, Whiplashe (tu to różnie uznawany), Sacred Reich, Megadeth...
Kreator był rzeczywiście uznawany za brutalną, agresywną muzykę nie dla wszystkich, nie dla "mięczaków" i "Coma of Souls" rzeczywiście był zaskoczeniem. Były narzekania, że zmiękli, ale i tak każdy słuchał i niejeden śpiewał "Material World Paranoiaaa! Corporations rule the earth, Material world paranoiaaaa! Enslavery begins at birth!", albo"Manic Panic will you suffer endlessly, From agents of brutalityyyy!"
Tam były same hiciory. Ta płyta była jak zbiór singli. "People of the Lie", "Terror Zone!", "Coma of Souls", "Agents of Brutality", "Mental Slavery" czy "Material World Paranoia"
hO Aster Tor Pente - "Give Light and The People Will Follow."
„Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, świat nie jest go wart” (logion 57)