Żułek pisze: ↑26-04-2026, 14:17
ale jak dla mnie cały okres z Pająkiem jest przepitolony
dla mnie jest on takim troche Santollą

Trochę tak jest, ale mam wrażenie, że po odejściu Mausera trochę doszli do ściany i nie wiedzieli w którym kierunku to ciągnąć, czego Necropolis było dowodem. Niby nie ma obciachu, niby solidne granie, ale po wydaniu wielu osobom kiełkowała myśl: czy oni już do końca świata będą klepać takie zwyczajne albumy? Tak nawiasem mówiąc puściłem dziś Necropolis i przysięgam, że nie jest to hiperbola, ale po kilku utworach zmógł mnie sen

Dopiero się wybudziłem z drzemki na covery.
WTTMR było próbą wynalezienia się na nowo. I oczywiście, że ja nie jestem fanem tej gitarowej słodyczy i stylu Marka, ale automatycznie ten album i Tibi Et Igni mają u mnie plusa właśnie za próbę robienia czegoś inaczej. Moim zdaniem kompozycyjnie Tibi Et Igni bardzo się broni i niestety, ale uważam, że to ostatni album, na którym rzeczywiście kombinowali i wprowadzili do stylu coś nowego. Nie twierdzę, że to ostatni dobry album, bo przecież Solitude in Madness miał bardzo dobre przyjęcie, ale jednak Solitude to jest takie oczko puszczone dla starych sluchaczy, a era Welcome/Tibi było znakiem "jesteśmy starzy, ale jeszcze potrafimy zaskoczyć nawet młodszych". Mam wrażenie, że to ostatni album, który mógł zebrać rzeczywiście nowych fanów samą muzyką, a nie marką/dziedzictwem.