Audycji niestety nie ma, ale wiele lat temu również słuchałem z przyjemnością. Jest odnośnik na stronie, ale niestety 404, może kiedyś trafi na mixcloud! Z tylu istniejących kapel Marek chyba trafił do najciekawszego uniwersum - Neurosis, Baroness, YOB, Eyehategod i wieele, wiele innych. Jako ciekawostkę powiem, że Marek grał w projekcie Razors In The Night, który wystąpił na Roadburn - u boku Scotta i muzyków Baroness.
A co do hasła "ekstatyczna furia" - moim zdaniem pojawia się ona później w 2012 w Bleeding The Pigs! Ten utwór jest mega niedoceniony, ale jest bardzo dziki (a zwłaszcza końcówka). Zawsze jak go słucham i tych przeszywających krzyków mam wrażenie, że muzycy nadają z innego wymiaru.
NEUROSIS
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
Regulamin forum
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
- Anzhelmoo
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1470
- Rejestracja: 19-03-2017, 08:51
Re: NEUROSIS

Często jest tak...że nie, a potem coraz częściej jest tak...że nie, a potem zwykle jest tak...że nie. I potem zostaje już samo nie.
- Anzhelmoo
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1470
- Rejestracja: 19-03-2017, 08:51
Re: NEUROSIS

Często jest tak...że nie, a potem coraz częściej jest tak...że nie, a potem zwykle jest tak...że nie. I potem zostaje już samo nie.
-
olgims
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2206
- Rejestracja: 06-09-2010, 23:25
Re: NEUROSIS
Sobie poczytam co tam w obozie neurosisAnzhelmoo pisze: ↑27-03-2026, 19:29https://daily.bandcamp.com/features/neu ... -interview
Pierwszy wywiad z Neurosis 2026
Seein' me is def not repeated or done twice
I laugh as I cast the first stones at Christ
I laugh as I cast the first stones at Christ
- Dragazes
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1019
- Rejestracja: 27-02-2012, 00:24
Re: NEUROSIS
A mnie nowa płyta zmotywowała do tego by sięgnąć do starszych ich wydawnictw, których z różnych powodów nie znam.
Szlag mnie trafia bo kiedyś to wszystko walało się po MM i Saturnach, a teraz jak chciałbym uzupełnić dysko to nawet nie ma gdzie.
Szlag mnie trafia bo kiedyś to wszystko walało się po MM i Saturnach, a teraz jak chciałbym uzupełnić dysko to nawet nie ma gdzie.
Should the compact Disc become soiled by fingerprints, dust or dirt, it can be wiped with a clean and lint free soft, dry cloth. If you follow these suggestions, the Compact Disc will provide a lifetime of pure listening enjoyment.
-
Pelson
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2389
- Rejestracja: 08-09-2007, 00:55
- Lokalizacja: Jeteborie
Re: NEUROSIS
Słucham tej nowy płyty i słucham i mam wrażenie, że to najmniej męczący mnie materiał Neurosis od bardzo dawna, jeśli nie w ogóle. Wcześniejsze albumy często mnie przytłaczały swoją ciężkością, plemiennym klimatem czy transem. Nie w tym złym sensie, ale nigdy Neurosis nie był dla mnie zespołem, z którego płytami miałem ochotę zrobić sobie maraton albo potrafiłem odpalić pojedynczy materiał od początku. To było zawsze jednostkowe przeżycie i swoiste katharsis mentalne, po którym musiałem się doładować, by ponownie do muzyki tej ekipy wrócić. Lubiliśmy się, ale z respektem z mojej strony.
Aż tu przy okazji najnowszego materiału okazuje się, że potrafię An undying love...odpalić kilka razy z rzędu i nie mam uczucia brania się za bary z brudem samego siebie. To nie jest zarzut, że np coś się w muzyce N. skończyło, albo, że jest lekko i trywialnie.
Nie.
To raczej obserwacja, że ten album, w jakiś przedziwny sposób, którego nie potrafię nazwać, wstrzeliwuje się w moje emocje. To nadal jest Neurosis jakie znam, zbudowane ze znajomych elementów, riffów, motywów. Turner i Isis, mimo że słyszalne, to z każdym przesłuchaniem topią się coraz bardziej w klimacie, jaki tylko N. potrafi wytworzyć. Może te przeszkadzajki robią więcej klimatu? Nie wiem, nie przesądzam i nie potrafię tego w tak krótkim czasie od premiery ogarnać co stanowi różnicę.
Wiem jedynie, że to co słyszę mi się podoba i mam ochotę na więcej.
Aż tu przy okazji najnowszego materiału okazuje się, że potrafię An undying love...odpalić kilka razy z rzędu i nie mam uczucia brania się za bary z brudem samego siebie. To nie jest zarzut, że np coś się w muzyce N. skończyło, albo, że jest lekko i trywialnie.
Nie.
To raczej obserwacja, że ten album, w jakiś przedziwny sposób, którego nie potrafię nazwać, wstrzeliwuje się w moje emocje. To nadal jest Neurosis jakie znam, zbudowane ze znajomych elementów, riffów, motywów. Turner i Isis, mimo że słyszalne, to z każdym przesłuchaniem topią się coraz bardziej w klimacie, jaki tylko N. potrafi wytworzyć. Może te przeszkadzajki robią więcej klimatu? Nie wiem, nie przesądzam i nie potrafię tego w tak krótkim czasie od premiery ogarnać co stanowi różnicę.
Wiem jedynie, że to co słyszę mi się podoba i mam ochotę na więcej.
-
NoGodsNoMasters
- świeżak
- Posty: 2
- Rejestracja: 14-02-2026, 22:11
Re: NEUROSIS
Mam tak samo z tym, że ja odkryłem powód tego stanu rzeczy. Neurosis od dawna gra muzykę dla ludzi, którym przestało się gdziekolwiek śpieszyć. Być może właśnie wkraczasz w ten etap. Niekoniecznie świadomie. I nie mam tutaj na myśli substancji. Życie dogoniło sztukę.Pelson pisze: ↑28-03-2026, 21:12Słucham tej nowy płyty i słucham i mam wrażenie, że to najmniej męczący mnie materiał Neurosis od bardzo dawna, jeśli nie w ogóle. Wcześniejsze albumy często mnie przytłaczały swoją ciężkością, plemiennym klimatem czy transem. Nie w tym złym sensie, ale nigdy Neurosis nie był dla mnie zespołem, z którego płytami miałem ochotę zrobić sobie maraton albo potrafiłem odpalić pojedynczy materiał od początku. To było zawsze jednostkowe przeżycie i swoiste katharsis mentalne, po którym musiałem się doładować, by ponownie do muzyki tej ekipy wrócić. Lubiliśmy się, ale z respektem z mojej strony.
Aż tu przy okazji najnowszego materiału okazuje się, że potrafię An undying love...odpalić kilka razy z rzędu i nie mam uczucia brania się za bary z brudem samego siebie. To nie jest zarzut, że np coś się w muzyce N. skończyło, albo, że jest lekko i trywialnie.
Nie.
To raczej obserwacja, że ten album, w jakiś przedziwny sposób, którego nie potrafię nazwać, wstrzeliwuje się w moje emocje. To nadal jest Neurosis jakie znam, zbudowane ze znajomych elementów, riffów, motywów. Turner i Isis, mimo że słyszalne, to z każdym przesłuchaniem topią się coraz bardziej w klimacie, jaki tylko N. potrafi wytworzyć. Może te przeszkadzajki robią więcej klimatu? Nie wiem, nie przesądzam i nie potrafię tego w tak krótkim czasie od premiery ogarnać co stanowi różnicę.
Wiem jedynie, że to co słyszę mi się podoba i mam ochotę na więcej.
- DST
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 3104
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: NEUROSIS
Też sprawdzam sobie właśnie. Dziwna sprawa u mnie z tą kapelą. Od "Souls At Zero" kompletnie się odbiłem a "The Eye of Every Storm" kocham miłością bezgraniczną.
- Anzhelmoo
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1470
- Rejestracja: 19-03-2017, 08:51
Re: NEUROSIS
Zgadzam się z opiniami powyżej, że ta nowa płyt Neurosis jest bardzo "słuchalna", mam identyczne spostrzeżenia co kol. Pelson. Zawsze uwielbiałem ten zespół, ale słuchałem go relatywnie rzadko jak na półkę "ulubione". Dzięki temu nigdy mi się nie znudzili, bo odsłuchy akurat tych albumów zawsze były u mnie dosyć ceremonialne. Robiłem tak, bo wiedziałem, że to bardzo wymagająca muzyka i wymaga odpowiedniego dawkowania, bo po prostu przytłaczała emocjonalnie i mi to nawet opowiadało, ale nie chciałem, by to był dla mnie repertuar, który będzie mi się kojarzył z obieraniem ziemniaków, czy brzęczeniem w tle.
Na ten moment nie odkryłem czemu ta nowa płyta ma taką właściwość - przecież muzycznie jest bardzo intensywna, brzmieniowo też, teksty również. Wokale również nie należą do milusińskich. A jednak ta godzina mija błyskawicznie. Niestety martwię się, że po tygodniu słuchania non-stop tak ją zajadę, że nie będę mógł na nią patrzeć, chyba pozwolę jej odpocząć 2 tygodnie.
Ja jestem sceptyczny wobec dzisiejszych długich albumów, mam wrażenie, że mało kto dziś umie zrobić coś naprawdę bardzo ciekawego, ale przekraczającego 45 minut, a tutaj nic mi się nie dłuży. Moim zdaniem jeszcze poprzedni miał też taką właściwość, Fires Within Fires. On był jednak bardzo krótki i to tłumaczy czemu miało się wrażenie, że leci zaledwie kwadrans (realnie ma 40 minut i 5 utworów). Sama esencja, zero dłużyzn, mam wrażenie, że dobry na start. Mam nadzieję, że kiedyś zyska drugie życie i ludzie uwierzą, że on nie jest slaby!
Ostatnio w komentarzach zauważyłem BARDZO dużo fanów, którzy stawiają właśnie Souls i Enemy jako te najlepsze krążki. Lubię je, ale zdziwiło mnie, że nagle tak często są wspominane teraz, kiedy to akurat w mojej głowie nie są tymi pierwszego wyboru (choć oczywiście je lubię, zwłaszcza Enemy). Ale to trochę potwierdza, że dla każdego Neurosis znaczy co innego i dla mnie to jest ciekawe. Mówimy o jednym zespole, a każdy słysząc tę nazwę wyobraża sobie modelowo inne brzmienia jako wzorcowe dla nich. Nowa płyta wydaje się scalać te różne uniwersa.
Na ten moment nie odkryłem czemu ta nowa płyta ma taką właściwość - przecież muzycznie jest bardzo intensywna, brzmieniowo też, teksty również. Wokale również nie należą do milusińskich. A jednak ta godzina mija błyskawicznie. Niestety martwię się, że po tygodniu słuchania non-stop tak ją zajadę, że nie będę mógł na nią patrzeć, chyba pozwolę jej odpocząć 2 tygodnie.
Ja jestem sceptyczny wobec dzisiejszych długich albumów, mam wrażenie, że mało kto dziś umie zrobić coś naprawdę bardzo ciekawego, ale przekraczającego 45 minut, a tutaj nic mi się nie dłuży. Moim zdaniem jeszcze poprzedni miał też taką właściwość, Fires Within Fires. On był jednak bardzo krótki i to tłumaczy czemu miało się wrażenie, że leci zaledwie kwadrans (realnie ma 40 minut i 5 utworów). Sama esencja, zero dłużyzn, mam wrażenie, że dobry na start. Mam nadzieję, że kiedyś zyska drugie życie i ludzie uwierzą, że on nie jest slaby!
Ostatnio w komentarzach zauważyłem BARDZO dużo fanów, którzy stawiają właśnie Souls i Enemy jako te najlepsze krążki. Lubię je, ale zdziwiło mnie, że nagle tak często są wspominane teraz, kiedy to akurat w mojej głowie nie są tymi pierwszego wyboru (choć oczywiście je lubię, zwłaszcza Enemy). Ale to trochę potwierdza, że dla każdego Neurosis znaczy co innego i dla mnie to jest ciekawe. Mówimy o jednym zespole, a każdy słysząc tę nazwę wyobraża sobie modelowo inne brzmienia jako wzorcowe dla nich. Nowa płyta wydaje się scalać te różne uniwersa.

Często jest tak...że nie, a potem coraz częściej jest tak...że nie, a potem zwykle jest tak...że nie. I potem zostaje już samo nie.
- Żwirek i Muchomorek
- w mackach Zła
- Posty: 808
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
Re: NEUROSIS
Mam pewne podejrzenia na bazie własnych odczuć, które oczywiście nie mają wartości muzykologicznej (ale to nie ma znaczenia). Otóż ten album brzmi pod wieloma względami bardzo świeżo - słychać, że muzykom się chce grać, że im to sprawia radość, że wszyscy złapali drugi oddech i jazda naprzód. Niby jest agresja, ból, cierpienie, jakieś emocjonalne doły, ale mam poczucie, że to jest raczej na pokaz. Tzn. inaczej - nie jest na pokaz, ale podskórnie napędzają ich inne emocje niż te, które chcą komunikować. Bo chcą komunikować te co zawsze, ale tak długo nie grali, że frajda z powrotu do grania wychodzi na pierwszy plan. I to te emocje przede wszystkim czuje słuchacz, i dlatego chce słuchać tego w kółko. A że dół, groza, świat okropny - no a która kapela metalowa o takich rzeczach nie gra? To są już dopiski narracyjne, nałożone na muzykę, która żadnej narracji nie niesie. Ale niesie emocje i to one przyczyniają się do takiego odbioru, a nie innego. Wcześniejsze płyty NEUROSIS są pod względem ładunku emocjonalnego spójniejsze i nie komunikują niczego fajnego; za to komunikują to bardzo intensywnie, co generuje uczucie zmęczenia - tez to mam, że trudno mi się słucha NEUROSIS w kółko, to są zawsze skupione, wyczerpujące odsłuchy. Ta jest inna. Komunikuje wiosnę i powrót do życia, a to jest fajne - i jak człowiek dostanie taką bombę w serce, w dodatku w obecnych realiach, raczej przygnębiających, to od razu ma ochotę na więcej.
Pod pewnymi względami kojarzy mi się ten album z pierwszą poreaktywacyjną płytą GODFLESH. Muzycznie są zupełnie inne - "A World Lit Only By Fire" jest surowa, toporna, kwadratowa i bezpośrednia jak młot pneumatyczny, ale rozpiera ją wewnętrzna energia, która nie jest energią wkurwienia, tylko czystą euforią grania. I też się jej dobrze słucha, chociaż wiadomo, Streetcleaner lepszy. Nowe NEUROSIS ma moim zdaniem tę samą przypadłość. Żeby było jasne, album na tym nie traci. Pod wieloma względami raczej zyskuje - to najbardziej radosna i rozrywkowa płyta w całej ich dyskografii. Opowiada o złych rzeczach, ale staje przeciwko nim z podniesioną głową, a to dobrze nastraja.
Przygody Batona na czarnym lądzie
- DST
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 3104
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: NEUROSIS
Obróciłem drugi raz tę płytę Żwirek i nie widzę tam nic pozytywnego. Jest wręcz przerażająca w swojej ponurowatości, mrok na maksa. A od ostatniego numeru włosy dęba stają.
- Żwirek i Muchomorek
- w mackach Zła
- Posty: 808
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
Re: NEUROSIS
Mi akurat nie stają i nic mnie w tej płycie nie przeraża - może to autyzm, abstynencja albo jakieś inne problemy z głową. Tzn słyszę w niej mrok i różne niefajne rzeczy, jasna sprawa, ale przede wszystkim słyszę świetnie zgranych i dobrze się rozumiejących gości, którym się super razem gra. Tak im się super gra, że we mnie to też wywołuje uśmiech i się już tym mrokiem przejąć nie umiem (i wcale mi to nie przeszkadza).
Twój opis pasuje mi jako żywo do "Enemy of the Sun", to bębnienie na końcu (Cleanse) to jest czysta groza i orgia kanibali na radioaktywnym pobojowisku. Tam faktycznie nie było nic poza otchłanią. Are you lost?
Przygody Batona na czarnym lądzie
- DST
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 3104
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: NEUROSIS
Kumam, ale jest w tych wokalach coś desperackiego mocno, przejebany klimat. Może mi się rozjaśni to z czasem. Na razie czuję dyskomfort słuchając tego (oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa jeśli takie istnieje).
Edit: słucham sobie właśnie i pomyślałem, że Twój opis z mojej perspektywy to tak jakbyś widział płonących ludzi uciekających z zawalającego się budynku i mówił "no dobra, może i się palą ale patrz jak żwawo biegają i ile energii"
Edit: słucham sobie właśnie i pomyślałem, że Twój opis z mojej perspektywy to tak jakbyś widział płonących ludzi uciekających z zawalającego się budynku i mówił "no dobra, może i się palą ale patrz jak żwawo biegają i ile energii"
- Medard
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 10432
- Rejestracja: 22-04-2017, 19:15
- Lokalizacja: Prag
Re: NEUROSIS
Mam podobne odczucia, że bardzo mrocznie to już było.Żwirek i Muchomorek pisze: ↑31-03-2026, 16:27Twój opis pasuje mi jako żywo do "Enemy of the Sun", to bębnienie na końcu (Cleanse) to jest czysta groza i orgia kanibali na radioaktywnym pobojowisku. Tam faktycznie nie było nic poza otchłanią. Are you lost?
Najnowsza płyta po prostu świetnie spina pomysły znane z Neurosis oraz Isis,
jedna z lepszych płyt swojego gatunku ostatnich lat, bo przykładowo ostatnie dokonania Cult of luna jakoś mi nie podchodzą,
właściwie tylko dokonania Obscure Sphinx mi się podobają, więc już myślałem, że sludge/ post metal się skończył,
tymczasem wybudził się z niemocy wraz An Undying Love for a Burning World.
Die Welt ist meine Vorstellung.
-
Maruder
- w mackach Zła
- Posty: 821
- Rejestracja: 02-01-2011, 22:21
Re: NEUROSIS
Czeknij sobie ostatnie YOB, ci wg.mnie jednak trzymali poziom.edit: sprawdzilem kiedy bylo wydane 2018
starzeje sie.



