MAYHEM

Zasada tworzenia tematu - NAZWA ZESPOŁU + ewentualnie tytuł płyty lub inna treść jeżeli coś chcemy dodać.

Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed

Regulamin forum
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
Awatar użytkownika
nagrobek
zahartowany metalizator
Posty: 3999
Rejestracja: 15-10-2014, 11:08

Re: MAYHEM

10-02-2026, 13:00

zekke pisze:
09-02-2026, 21:45
z cyklu ja pierdole:

blaszimerowi zabraklo wiosla i dzban ex wokalista wilczycy zaoferowal sie pozyczyc gibsona, wszystko fajnie bo nawet pomyslal ze mu go po prostu odda. najebal tam na kejsie slamazarne for rune from nidhogg, hejls sejtan jak gimbus, klikam foty a ten cymbał napierdolil to jeszcze bezposrednio na gitarze, ale zaszczyt rune kopnał, miec takie wioslo z autografem w kolekcji

Obrazek

Obrazek
no z tego co widac we wpisie to zachowal sie jak normalny, kulturalny czlowiek i uprzejmie podziekowal za przysluge a ty latasz tutaj od dwoch dni z pulsujaca zyla na czole, probujac rozstawiac po kontach wszystkich ktorzy osmielili sie napisac cokolwiek co ci sie nie spodobalo bo ty jestes najwiekszym psycho-fanem i posiadles jedyna prawde. ja pierdole skad sie tacy biora :D
Awatar użytkownika
Żwirek i Muchomorek
w mackach Zła
Posty: 693
Rejestracja: 30-05-2025, 23:31

Re: MAYHEM

10-02-2026, 13:12

Osłuchałem się trochę z tą płytą i bardzo mi się podoba to, co zeke napisał o tym, że czuć wajb jak z "Nosferatu" Eggersa. Nie przyszło mi to w ogóle do głowy, ale to dobre porównanie! Uważam ten film za okropną szmirę dla przebodźcowanych idiotów, której wady są bardzo podobne do wad nowego Mayhem. Ale o tym później.

Napiszę o tej płycie, ale przez pryzmat swoich wrażeń, bo widzę, że na to zeszła cała dyskusja - na to co się komu wydaje i komu co się bardziej podoba.

Ten album nie jest jakiś "aktywnie" zły. Czuć, że się do niego przyłożyli, że włożono w niego masę pracy i tak dalej, a technicznie jest tam dużo koronkowego (chociaż moim zdaniem jałowego) grania. I mnóstwo pracy w studio. Pisanie, że trzeba sobie poprawić brzmienie w equalizerze i będzie git, to jest jakiś chyba żart - nie wierzę, że można tak podchodzić na serio do muzyki. Po to się między innymi produkuje płyty, żeby dało się ich słuchać bez poprawiania brzmienia w przeciętnym urządzeniu odsłuchowym. Może to kwestia osobnicza, nie wiem, ja nigdy tego nie poprawiam, tak samo jak nie przepisuję sobie treści książki i nie drukuję jej na domowej drukarce swoją ulubioną czcionką (Comic Sans), ani nie przemalowuję obrazów wiszących w muzeum żeby miały bardziej podobające mi się kolory. Only sound direct is real. Wiadomo, że na różnym sprzęcie różne płyty różnie brzmią, ale generalnie jest tak, że jak coś brzmi dobrze tylko na jakimś audiofilskim gównie za piętnaście tysięcy, to to nie jest dobrze wyprodukowana muzyka. Kultaśne blackmetalowe albumy sprzed dekad większość ludzi poznawała na trzeszczących kaseciakach albo walkmanach brzmiących jak skończone gówno - i muzyka mimo tego chwytała za serce.

To co słyszę na swoim pseudoaudiochujskim sprzęcie (Beyerdynamic DT770) brzmi koszmarnie. Instrumenty są sprasowane, wszystkie pasma zajęte, nie ma w ogóle miejsca na oddech, każdy dźwięk brzmi tak samo głośno, nie ma to dla mnie w ogóle pierdolnięcia, które, jak mi się wydaje, było celem muzyków. Bo były płyty Mayhem, gdzie chodziło o coś innego - np. Ordo Ad Chao, które uważam za najlepsze Mayhem w ogóle. "Liturgy of Death" brzmi jak sterylna, zbita ściana dźwięku, która zamiast ciąć na plasterki żyletkami, odsuwa się od słuchacza, dystansuje do niego. Brzmi jak zza szklanej szyby, o. Gitar momentami po prostu nie słyszę - wszystko ginie w tle i nie wynika z tego jakaś wartość dodana jak w tych wszystkich gruzach, gdzie instrumenty zlewają się w ścianę dźwięku i brzmienie tej ściany jest ostatecznym celem. Tu jest po prostu jakaś gówniana papka. Brzmi dobrze przez 20 sekund. Negatywny efekt potęguje się przez to, że oni jadą bez przerwy na pełnych obrotach i ani na moment nie zwalniają; nawet jeśli gdzieś jakaś gitara jedzie takimi bardziej rozciągniętymi melodiami tremolo, to inne instrumenty i tak napierdalają na pełnej kurwie tak, że nic się ostatecznie nie zmienia. W drugiej minucie "Realm of Endless Misery" jest faktycznie zwolnienie, po którym wchodzi taki charakterystyczny, pokraczny pochód na basie, odsłaniający muzyczną (i umysłową pewnie też) biedą Necrobutchera - ale ono nijak nie zmienia dynamiki utworu. Wszystkie instrumenty są na tym samym poziomie, wszystko brzmi tak samo głośno. Nic nie przykuwa mojej uwagi na podobnej zasadzie, jak reklamy oglądane jedna po drugiej pod rząd przez dwadzieścia minut. Co z tego, że są dopieszczone formalnie, skoro wszystkie zlewają się w jedną, kolorową siczkę?

Całość jest jednostajna i nudna. A jest nudna dlatego, że IMO brakuje wyrazistych, zapadających w pamięć motywów riffów. Tzn. kilka jest - np. w Aeon's End są takie totalnie rozpierdalające motywy, które mi prostują włosy na głowie, ale zarzyna je to okropne brzmienie. Puściłem sobie dzisiaj dla odmiany "Esoteric Warfare" i "Daemon" i tam nie mam żadnych problemów z wyłuskaniem jakichś intrygujących momentów; nawet jeśli muzyka mi się ogólnikowo nie podoba, to przynajmniej słyszę co się w niej dzieje. Tu nie słyszę. I co więcej, gówno mnie obchodzi co tam się dzieje, bo nic mnie nie zachęca do wgryzania się w te dźwięki. Brakuje czegoś, co by uzasadniało tę papkę i skłaniało do jej studiowania. Weźcie Impetuous Ritual - tam jest znacznie gorzej z wyłuskiwaniem technikaliów (a jest ich mnóstwo), a jednak ta ściana dźwięku generuje atmosferę, która przykuwa uwagę od pierwszego dźwięku. Można ją odrzucić jako asłuchalne gówno, ale przynajmniej jest tam coś, na czym da się postawić nogę i określić na czym się stoi.

No ale ok, to jest black metal a nie rurki z kremem, więc dlaczego mieliby nie jechać na pełnej kurwie od początku do końca, grając niesłuchalną papke bez litości dla słuchacza? No i tu jest drugi zarzut jaki widzę: ten mianowicie, że TU NIE MA NICZEGO NOWEGO. Ten typ grania był już wyeksplorowany na GDOW i, zwłaszcza "Chimerze", a nawet jeśli aranżacyjnie i technicznie są tu jakieś różnice, to trzeba być gitarowym nerdem, żeby je wychwycić i się nimi przejąć. Ponieważ nie jestem fanem gitarowej masturbacji, to gówno mnie to obchodzi. To, co słyszę, brzmi jak to, co Mayhem już grało i żadne techniczne analizy tego nie zmienią. Muzyka nie jest po to, żeby ją analizować i rozkładać na części pierwsze. Muzyka jest po to, żeby jej słuchać sercem.

Mayhem to zespół, od którego nie oczekuję, że będzie grało ciągle to samo - chociaż po 15 latach od wydania EW chyba czas w końcu zmienić swoje nastawienie. Każdy kolejny album w jakiś sposób redefiniował muzykę blackmetalową - raz tak, raz inaczej, ale zawsze robili coś w poprzek oczekiwań. Nawet "Chimera", najbardziej zachowawcza z czterech pierwszych, jest jakoś w poprzek - można było oczekiwać, że znowu coś odjebią, a oni tego nie zrobili. Ok. To jest numer, który zadziałał, ale raz - tak samo jak dowcipy, które śmieszą za pierwszym razem.

Na nowej słyszę dokładnie to, czego mogłem się spodziewać. Podniosły, zimny, napierdol z jakimś wydumanym konceptem, który "brzmi jak Mayhem" - rzecz jednak w tym, że nie oczekuję muzyki, która będzie brzmiała jak Mayhem, tylko takiej, która wyznaczy mi jakiś kierunek, którego dotąd nie słyszałem. W dupie mam to, że jest porządnie skomponowana, zrealizowana itp., skoro jest całkowicie bezpieczna i dostarcza dokładnie to, czego można by się było spodziewać. Dostarczają dopracowango show: spoko. Robili to już wielokrotnie, teraz po prostu mają na to więcej pieniędzy. I co z tego?

Oczekiwanie, że zrobią coś nowego, to jest oczywiście bardzo naiwne założenie - bo nie da się być muzycznym wizjonerem przez cały czas - ale Mayhem to akurat taka kapela, która jednak wypracowała sobie status kogoś, kto się rozpycha, pokazuje faka i jest czarna jak dupa szatana: do szpiku kości zła. Taka naprawde zła, a nie udająca złą, jak Behemoth. Tu tego nie słyszę. Słyszę płytę wystudiowaną, przeprodukowaną i zafiksowaną na technikaliach, a nie na szerszym koncepcie artystycznym. Skupioną na szczegółach. Nie ma tu żadnego szaleństwa - jest operetka. Ta operetka nie jest wcale nowa - to już u nich było, w mniejszych lub większych ilościach, ale było, zaczynając od DMDS. Doceniłbym ją, gdyby była inaczej nagrana i gdyby było w niej coś intrygującego, co przykuwa uwagę, ale niczego takiego po prostu nie słyszę. Jeden dobry kawałek (ostatni - jest bdb, złego słowa nie powiem) i kilka riffów z drugiego to za mało.

Nie bierze mnie też koncept. Teksty są rzeczywiście dobre, ale black metal, który mi opowiada o tym, że śmierć jest nieunikniona, mnie z niczym nie konfrontuje. Nie ma w tym niczego faktycznie strasznego, co by powodowało drżenie palca przy wciskaniu przycisku "play" - to po prostu konwencja, kolejny efektowny fatałaszek do krynoliny. Są blasty, są pokręcone riffy i jest wydumany koncept o tym, że och, śmierć, och. Spoko.

Wyobraziłem sobie, błądząc myślami w czasie kolejnego odsłuchu tego nudziarstwa (zmusiłem się do większej ilości obrotów, dobiłem do dziesięciu), co mogłoby być konfrontujące i faktycznie kontrowersyjne - na przykład black metal afirmujący zastąpienie ludzkości przez AI, który by aktywnie korzystał z technologii sztucznej inteligncji w sposób, który byłby jednocześnie dopracowany i artystycznie spójny - używający otwarcie generowanych z LLMów riffów, tekstów i tego typu rzeczy, przeplatając je z realnym graniem. Nie mówię tu o iśćiu na łatwiznę - mówią o jakimś naprawdę przemyślanym działaniu wykorzystującym generatory AI. Idę o zakład, że gdyby wygenerowali głos Deada i zmusili go do UDANEGO i nieukruwanego śpiewania/wykrzykiwania tekstów Attili, to naprawdę podniosłoby się larum, a od trzasku pękających dup możnaby ogłuchnąć. Widzę właśnie, jak w tym momencie niektórzy forumowicze przewracają oczami z zażenowania - i dokładnie o taki efekt IMO chodzi w black metalu: efekt odrzucenia. To, co radykalne, nie może - nie ma prawa! - podobać się każdemu.

Tymczasem panowie Teloch i Ghul bajdurzą coś o tym, że żłobią riffy aż "wywołają ducha Mayhem". To jest wydumane powiedzenie, że po prostu komponują muzyke tak długo, aż zacznie brzmieć jak to, co Mayhem już grało wcześniej. Przypominam, że Blasphemer nie kopiował Euro, tylko wniósł coś od siebie - nie coś, co było "zgodne z duchem Mayhem", tylko tego ducha zbudowało na nowo. Teloch z Ghulem po prostu na tym żerują, bo sami nie mają żadnego pomysłu jak ten zespół na nowo wymyślić. Serio, wolałbym, żeby w takiej sytuacji zakończyli działalność (jak Isis, które stwierdziło, że nagrało wszystko to, co chciało nagrać i nara), chociaż czaję, że rachunki muszą się opłacić. Sztuka wygrywa z biznesem; nic nowego, ale boli, gdy dotyczy osobiście ważnego zespołu.

Nowe Mayhem brzmi właśnie jak coś, co powinno podobać się każdemu przeciętnemu zjadaczowi metalu - jest głośne, jest ostre, jest efektowne, dobrze brzmi po puszczeniu przez 20 sekund (bo na więcej nie pozwala czas skupienia zmasakrowany przez tiktoka) i ROBI WRAŻENIE bo są skomplikowane riffy i łał, perkusja pięknie akcentuje jakiś riff w 3:54-3:56 któregoś tam kawałka. Wszystko to jest piękne, ale puste. Rozumiem, że można tego słuchać i się tym podniecać, ale można też oczekiwać od muzyki czegoś więcej niż tylko zabawy - bo do tego się sprowadzają te wszystkie spusty zekego: do zachwytu nad tym, że zabawka jest kolorowa, błyszczy i śpiewa jak się ją trąci łapką. Mnie niestety wirtuozeria nie interesuje - nie w metalu w każdym razie, bo są rodzaje muzyki, gdzie jest niezbędna; ale nawet wtedy jest środkiem, nie celem.

Oczekiwanie czegokolwiek "więcej" od Mayhem to pewnie głupota i w sumie się z tym zgodzę, ale nie jestem w stanie tego przeskoczyć. Od black metalu oczekuję ekstremalnej (w ramach możliwości muzyki gitarowej) afirmacji tego, co niewygodne w świecie - gdy to słyszę, wtedy moje własne odczucia dotyczące świata rozpływają się w muzyce i czuję się przez to lepiej. Jakby mi ktoś zdjął ciężar z serca. Nowy Mayhem mi tego nie dostarcza, więc niech spierdala.

W sumie powinienem machnąć ręką, ale z wiekiem się radykalizuję i tolerancja na iście na łatwiznę - a za taką uważam "festiwalizację" Mayhem i nowy album - bardzo mi spada.

A, jeszcze Eggers. "Nosferatu" to jest identyczny film jak ta płyta. Przeładowany i przeestetyzowany, wypchany po uszu efektownymi, technicznymi chwytami, a przez to sztuczny jak gra komputerowa, zbyt intensywny, jaskrawy i nieopowiadający o niczym, o czym nie opowiadali Murnau i Herzog. Jedyny dopisek to przekształcenie postaci głównego bohatera, który z uwolnionego z krypty anioła zagłady (Murnau) albo tragicznego samotnika i ofiary choroby (Herzog) zamienia się w krwiożerczego barbarzyńcę-potwora. Fajnie, ale jest to wizja uproszczona i jednowymiarowa. "Nosferatu" i "Liturgy of Death" to są przejawy tej samej choroby, która trawi współczesną kulturę: brak skupienia, koncentracja na wrażeniu oraz na technicznym szczególe, oraz iście na łatwiznę tam, gdzie trzeba się zmusić do nieco głębszego wysiłku. Przerost formy nad treścią po prostu - mamy mnóstwo sztuki imponującej technicznie, ale treściowo płytkiej. Wiem, że to brzmi jak starcze pierdolenie; pewnie jest nim zabarwione, ale wydaje mi się jednak, że coś jest na rzeczy - tzn. ludzka wrażliwość ulega gwałtownym przemianom pod wpływem technologii i takie rzeczy jak nowe Mayhem czy "Nosferatu" Eggersa są odpowiedzią na te przemiany. Istotna wydaje mi się jeszcze kwestia recyklingu: Eggers wykorzystuje "Nosferatu" jako pretekst do nakręcenia kolorowego, efektownego cukierka dla przebodźcowanych widzów niezdolnych do strawienia czegokolwek subtelniejszego. Herzog całkowicie przedefiniował film Murnaua; Eggers po prostu na nich żeruje. Analogicznie Mayhem żeruje na własnej przeszłości, żeby zafundować słuchaczom to samo co wcześniej, ale głośniejsze, bardziej kolorowe, lepiej dopracowane; takie, które strawią ludzie z mózgami wypalonymi od mediów społecznościowych. Identyczne wrażenie miałem przy oglądaniu disneyowskich "Gwiezdnych wojen".

No i na koniec: dzisiaj nie jest problemem nagranie czegoś wyrafinowanego technicznie czy zrobienie filmu wysmakowanego plastycznie. Lada moment wystarczy do tego wpisanie odpowiedniego promptu do okienka aplikacji. Technologia umożliwia wszystko. Problem w tym, że im jest łatwiej ją wykorzystać, tym trudniej jest nagrać film czy płytę, które mają w sobie jakąś faktycznie poruszającą treść. Może nawet - dopuszczam taką myśl - dotarliśmy do momentu, w którym nie da się już tego zrobić i jesteśmy skazani na recykling, remake'i i tępą, netfliksową rozrywkę. I nie zmieni się to dopóty, dopóki świat nie zmieni się w takim stopniu, że nie będziemy go już poznawać. Na podobnej zasadzie jak Rzym musiał upaść i musiały minąć stulecia, żeby możliwa była nowa kultura, która autentycznie wnosi coś w stosunku do starej. Jeśli tak jest, no to cóż - trudno się mówi i trza się z tym pogodzić.

Nie zapraszam do dyskusji, doszedłem do wniosku, że nie jestem nią zainteresowany - ale co mi przyszło do głowy, to zostawiam ku potomności, bo mi szkoda to wszystko tak po prostu skasować.
Ostatnio zmieniony 10-02-2026, 13:16 przez Żwirek i Muchomorek, łącznie zmieniany 3 razy.
Przygody Batona na czarnym lądzie
Awatar użytkownika
Believer
weteran forumowych bitew
Posty: 1521
Rejestracja: 08-06-2013, 11:27
Lokalizacja: cipsko twojego starego

Re: MAYHEM

10-02-2026, 13:13

zekke pisze:
10-02-2026, 09:32
zostaw maniaca, zostaw blashpemera, zostaw gow/chimere i dmds. byl etap lesny, byl etap eksperymentalno punkowy, byl etap przytlaczajacego ciezaru i chaotycznego zła z ordo, te etapy sa zamkniete, po co w przypadku mayhem do tego ludzie w kolko wracaja, kompletnie tego nie rozumiem, to nie kurwa immortal czy marduk nagrywajacy x lat ta sama plyte i raz im wyjdzie gorzej raz lepiej (przy calej sympatii do tych bandow). dlatego bylem wkurwiony przy daemon bo to byla bezpieczna opcja nie wnoszaca nic, to juz lepszy pod tym wzgledem byl EW, tylko imo powinni posiedziec na dnim jeszcze z rok i wyjebac polowe kawalkow, ew patenty zastapic innymi, lepszymi i odwazniejszymi kompozycyjnie. imo (ofc) piekno mayhem polega pchaniu rzeczy dalej a nie kurwa wracaniu do tego co bylo. live in marsylle ktore wkleiles uwielbiam za ta surowosc i RUNE, ale kurwa zasnalbym po kolejnej plycie w tej stylistyce. to nie ten band.
To jest podstawowy problem. Nie chodzi o to, że ktoś chce sentymentów, tylko wręcz przeciwnie -rewolucji. Chciałbym zostawić poprzednie wcielenia w piździe daleko, zapomnieć i dostać nową jakość w bm ale sama kapela w tym nie pomaga. To jedna z ostatnich załóg, od których (być może naiwnie) oczekuję na kolejnych plytach ciągłego poszukiwania. Tymczasem tu po raz drugi jest jazda na dawnych patentach. Przy okazji pierwszego singla ktoś słusznie napisał, że łysi są na "etapie opracowywania riffów z chimery". Mi to przypomina 13 black sabbath, gdzie rubin ich zamknął w pokoju i do porzygu puszczał w kółko pierwsze płyty, a potem kazał komponować. Tak to kurwa widzę i słyszę: dmds, gdow i chimera wjebane do kociołka i wymieszane przez typa, który stara się jak może ale ma nieporywnywalnie mniejszy talent od poprzedników i zesrać się może, ale to co zrobi będzie odtwórcze. Solidna płyta, ale nic nowego nie wnosi. Będzie zmiana gitarzystów, albo dalsze zjadanie ogona.
Awatar użytkownika
TheDude
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 7486
Rejestracja: 23-03-2011, 00:43

Re: MAYHEM

10-02-2026, 13:53

Uwielbiam ten band i teraz jako starszy słuchacz stwierdzam, że po Ordo ad Chao skończył się etap kiedy mogli słuchaczy czymś zaskoczyć. Nic już potem nie nagrali na takim poziomie. Takie jest życie i tyle.
Awatar użytkownika
DST
rasowy masterfulowicz
Posty: 2962
Rejestracja: 23-12-2010, 23:02

Re: MAYHEM

10-02-2026, 14:09

Żwirek i Muchomorek pisze:
10-02-2026, 13:12
Osłuchałem się trochę z tą płytą i bardzo mi się podoba to, co zeke napisał o tym, że czuć wajb jak z "Nosferatu" Eggersa. Nie przyszło mi to w ogóle do głowy, ale to dobre porównanie!
O, ciekawe, nie spodziewałem się.
Żwirek i Muchomorek pisze:
10-02-2026, 13:12
Uważam ten film za okropną szmirę dla przebodźcowanych idiotów, której wady są bardzo podobne do wad nowego Mayhem. Ale o tym później.
Cóż za plot twist :krzyk:
Awatar użytkownika
nicram
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13062
Rejestracja: 13-04-2011, 18:53
Lokalizacja: Litzmannstadt

Re: MAYHEM

10-02-2026, 14:19

Bardzo ładnie kolega Żwirek i Muchomorek opisał swoje uczucia i odczucia do nowego Mayhem. Kompletnie się z nimi nie zgadzam, ale przeczytałem ten bardzo długi tekst z wypiekami na twarzy. Ten plot twist faktycznie był jak u Hitchcocka. :-)
all the monsters will break your heart
Awatar użytkownika
Fanatyk
weteran forumowych bitew
Posty: 1184
Rejestracja: 02-09-2015, 20:23

Re: MAYHEM

10-02-2026, 14:43

Tyle już słów padło o nowym albumie Mayhem - całe ściany tekstu, jakbyście chcieli udowodnić, że coś rozumiecie, zamiast po prostu czuć. Black metal nie potrzebuje waszych doktoratów ani intelektualnych podpórek. Wypaliliście sobie receptory i teraz nie potraficie słuchać bez notatek, przypisów i ideologii. Black metal nie ma obowiązku być rewolucją za każdym razem - czasem jest tylko lustrem. I ewidentnie nie spodobało się to niektórym, co w nim zobaczyli.
Ten album zyskuje przy każdym odsłuchu. Mayhem w końcu przestał grać pod dziadersów tęskniących za własnym pierwszym szokiem.
Awatar użytkownika
zekke
weteran forumowych bitew
Posty: 1887
Rejestracja: 03-08-2006, 16:01

Re: MAYHEM

10-02-2026, 16:48

nagrobek pisze:
10-02-2026, 13:00


no z tego co widac we wpisie to zachowal sie jak normalny, kulturalny czlowiek i uprzejmie podziekowal za przysluge a ty latasz tutaj od dwoch dni z pulsujaca zyla na czole, probujac rozstawiac po kontach wszystkich ktorzy osmielili sie napisac cokolwiek co ci sie nie spodobalo bo ty jestes najwiekszym psycho-fanem i posiadles jedyna prawde. ja pierdole skad sie tacy biora :D
chuja zrozumiales a sie przypierdalasz, entry level czytanie ze zrozumieniem. przeczytaj wpis jeszcze 20 razy to moze wejdzie, tak jak i nowe mayhem.
Fanatyk pisze:
10-02-2026, 14:43
Tyle już słów padło o nowym albumie Mayhem - całe ściany tekstu, jakbyście chcieli udowodnić, że coś rozumiecie, zamiast po prostu czuć. Black metal nie potrzebuje waszych doktoratów ani intelektualnych podpórek. Wypaliliście sobie receptory i teraz nie potraficie słuchać bez notatek, przypisów i ideologii. Black metal nie ma obowiązku być rewolucją za każdym razem - czasem jest tylko lustrem. I ewidentnie nie spodobało się to niektórym, co w nim zobaczyli.
Ten album zyskuje przy każdym odsłuchu. Mayhem w końcu przestał grać pod dziadersów tęskniących za własnym pierwszym szokiem.
kurwa, po to jest forume aby na nim pisac, idac twoim tokiem myslenia to nikt nie pisalby o niczym, o zadnej formie sztuki jakiejkolwiek, jednoczesnie wchodzisz i piszesz zamiast "sluchac i czuc" tego swego lustra. smieszny post.

anyway:
- ktos ma 2 bonus track?
- ktos ma pojecie co jest powtarzane w koncowce sentence of absolution?
Ostatnio zmieniony 10-02-2026, 17:27 przez zekke, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Fanatyk
weteran forumowych bitew
Posty: 1184
Rejestracja: 02-09-2015, 20:23

Re: MAYHEM

10-02-2026, 17:08

Nigdzie nie pisałem, że nie wolno pisać - tylko że można pisać bez masturbacji własną erudycją.
Awatar użytkownika
zekke
weteran forumowych bitew
Posty: 1887
Rejestracja: 03-08-2006, 16:01

Re: MAYHEM

10-02-2026, 17:28

Fanatyk pisze:
10-02-2026, 17:08
Nigdzie nie pisałem, że nie wolno pisać - tylko że można pisać bez masturbacji własną erudycją.
nikt mi nie bedzie zabranial sie masturbowac, tym bardziej wlasna erudycja. moze jakbys ją mial to twoj poglad bylby inny, wtedy tez magicznie dostrzegasz ze twoj poziom jest wyzszy a to co wczesniej uwazales za masturbacje wcale nią nie jest, tak to dziala.
Awatar użytkownika
Rejwan
weteran forumowych bitew
Posty: 1994
Rejestracja: 17-08-2013, 22:06
Lokalizacja: WWA

Re: MAYHEM

10-02-2026, 17:40

zgadzam się w 100% z Zekke. dojebana jest ta płyta \m/
To make a mistake is human but to really fuck things up you need a computer.
Awatar użytkownika
Fanatyk
weteran forumowych bitew
Posty: 1184
Rejestracja: 02-09-2015, 20:23

Re: MAYHEM

10-02-2026, 17:45

zekke pisze:
10-02-2026, 17:28
Fanatyk pisze:
10-02-2026, 17:08
Nigdzie nie pisałem, że nie wolno pisać - tylko że można pisać bez masturbacji własną erudycją.
nikt mi nie bedzie zabranial sie masturbowac, tym bardziej wlasna erudycja. moze jakbys ją mial to twoj poglad bylby inny, wtedy tez magicznie dostrzegasz ze twoj poziom jest wyzszy a to co wczesniej uwazales za masturbacje wcale nią nie jest, tak to dziala.
Twoja logika ma w sobie coś magicznego - każda autoprezentacja staje się niezaprzeczalnym argumentem.
Awatar użytkownika
zekke
weteran forumowych bitew
Posty: 1887
Rejestracja: 03-08-2006, 16:01

Re: MAYHEM

10-02-2026, 18:02

Fanatyk pisze:
10-02-2026, 17:45
zekke pisze:
10-02-2026, 17:28
Fanatyk pisze:
10-02-2026, 17:08
Nigdzie nie pisałem, że nie wolno pisać - tylko że można pisać bez masturbacji własną erudycją.
nikt mi nie bedzie zabranial sie masturbowac, tym bardziej wlasna erudycja. moze jakbys ją mial to twoj poglad bylby inny, wtedy tez magicznie dostrzegasz ze twoj poziom jest wyzszy a to co wczesniej uwazales za masturbacje wcale nią nie jest, tak to dziala.
Twoja logika ma w sobie coś magicznego - każda autoprezentacja staje się niezaprzeczalnym argumentem.
przynajmniej nie robie z erudycji zarzutu.
Awatar użytkownika
Fanatyk
weteran forumowych bitew
Posty: 1184
Rejestracja: 02-09-2015, 20:23

Re: MAYHEM

10-02-2026, 18:56

To nie zarzut, po prostu punkt odniesienia.
Awatar użytkownika
zekke
weteran forumowych bitew
Posty: 1887
Rejestracja: 03-08-2006, 16:01

Re: MAYHEM

10-02-2026, 20:50

Fanatyk pisze:
10-02-2026, 18:56
To nie zarzut, po prostu punkt odniesienia.
odniesienia do czego w zasadzie? btw AD 2026 - wymienienie mainstremowego rezysera i kilku technik gitarowych z nazwy czy bandow w ktorych grali muzycy mayhem to kurwa erudycja teraz. co za czasy.
nicram pisze:
10-02-2026, 14:19
Bardzo ładnie kolega Żwirek i Muchomorek opisał swoje uczucia i odczucia do nowego Mayhem. Kompletnie się z nimi nie zgadzam, ale przeczytałem ten bardzo długi tekst z wypiekami na twarzy. Ten plot twist faktycznie był jak u Hitchcocka. :-)
no taki pocieszny ten wpis, to jakis aktualny forumowy folklor? takie daje wajby

lecimy z koksem:
Osłuchałem się trochę z tą płytą i bardzo mi się podoba to, co zeke napisał o tym, że czuć wajb jak z "Nosferatu" Eggersa. Nie przyszło mi to w ogóle do głowy, ale to dobre porównanie! Uważam ten film za okropną szmirę dla przebodźcowanych idiotów, której wady są bardzo podobne do wad nowego Mayhem. Ale o tym później.
bo nikt nie porownywal jej do eggersa tylko jedną konkretną zagrywke atilli z wegierską wstawką (o ktorej magicznie nikt nie wspominal, ciezko wylapac pewnie po poltora odsluchu - nie, to nie do ciebie przytyk). mysle, ze byś to ogarnal jakbys przeczytal na spokojnie post, chyba ze jestes kolejnym z podstawowymi problemami z czytaniem ze zrozumienem.
Napiszę o tej płycie, ale przez pryzmat swoich wrażeń, bo widzę, że na to zeszła cała dyskusja - na to co się komu wydaje i komu co się bardziej podoba.
ee, no tak, generalnie dyskusja na temat sztuki to opis wlasnego odbioru i wrazen, oczywiscie mozna tez mowic na tematy "techniczne" z tym zwiazane, tylko zaraz ktos sie obsra ze wymieniasz np techniki gitarowe na kurwa metalowej plycie. wink wink.
Pisanie, że trzeba sobie poprawić brzmienie w equalizerze i będzie git, to jest jakiś chyba żart - nie wierzę, że można tak podchodzić na serio do muzyki. Po to się między innymi produkuje płyty, żeby dało się ich słuchać bez poprawiania brzmienia w przeciętnym urządzeniu odsłuchowym. Może to kwestia osobnicza, nie wiem, ja nigdy tego nie poprawiam, tak samo jak nie przepisuję sobie treści książki i nie drukuję jej na domowej drukarce swoją ulubioną czcionką (Comic Sans), ani nie przemalowuję obrazów wiszących w muzeum żeby miały bardziej podobające mi się kolory. Only sound direct is real. Wiadomo, że na różnym sprzęcie różne płyty różnie brzmią, ale generalnie jest tak, że jak coś brzmi dobrze tylko na jakimś audiofilskim gównie za piętnaście tysięcy, to to nie jest dobrze wyprodukowana muzyka. Kultaśne blackmetalowe albumy sprzed dekad większość ludzi poznawała na trzeszczących kaseciakach albo walkmanach brzmiących jak skończone gówno - i muzyka mimo tego chwytała za serce.
nie ma czegos takiego jak sound direct. na sluchawkach zamknietych bedziesz mial taki dzwiek, na otwartych inny, na pol otwartych inny, jak se ustawisz sampling rate na sraki to inny, jak na śmaki to inny, w samochodzie inna akustyke, w kiblu inna, na glosnikach na takim czy srakim podlozu inna, na pchelkach inna, jak je wepchniesz w glab ucha to ci doda basu a jak zatkasz nos i kurwa dmuchniesz to zwiekszysz se wyzsze tony, tadam, fucking magick. nie jestem audiofilem wymieniajacym kontakty w gniazdku, aby przepiec na dzwieku uniknac, douszne jak mam ochote to podbijam softem na 125% a jak mam ochote przypierdolic na treningu to i na 150%. plyte skatowalem z kazdej strony i jak bede mial ochote to wypierdole wszystko tak abym mial bass necrobutchera podany na tacy i se tak bede sluchal, w samochodzie ustawie tyle bassu/treble ile mi pasuje a na sluchawkach tyle. idac twoja analogia to rozumiem ze filmy herzoga (o tym pozniej) ogladasz tylko na skalibrowanym tv w tylko odpowiednich warunkach oswietlenia od kurwa 12.30 to 13.25 (ale o tej porze roku to juz inne godziny) i tylko na danym presecie w tv i bez zapalania swiatla bo jak zapalisz to zmienia sie odcien obrazu. rotfl. emocjonalne gadki o kaseciakach mozna wlozyc tam gdzie ich miejsce - czyli wyjebac wpizdu, chyba sam(i) rozumiecie dlaczego, po prostu ile mozna.
To co słyszę na swoim pseudoaudiochujskim sprzęcie (Beyerdynamic DT770) brzmi koszmarnie. Instrumenty są sprasowane, wszystkie pasma zajęte, nie ma w ogóle miejsca na oddech, każdy dźwięk brzmi tak samo głośno, nie ma to dla mnie w ogóle pierdolnięcia, które, jak mi się wydaje, było celem muzyków.
takie w sumie zasadnicze pytanie - po ki chuj nie bedac producentem muzyki sluchasz na "producenckich" plaskich sluchawkach, z raczej nizszej niz sredniej półki? na czymkolwiek innym sluchales? tak z czystej ciekawosci.
Bo były płyty Mayhem, gdzie chodziło o coś innego - np. Ordo Ad Chao, które uważam za najlepsze Mayhem w ogóle. "Liturgy of Death" brzmi jak sterylna, zbita ściana dźwięku, która zamiast ciąć na plasterki żyletkami, odsuwa się od słuchacza, dystansuje do niego
przynajmniej co do ordo sie zgadzamy. jak wspominalem imo to tez najlepszy mayhem (OBECNIE stawiam na rowni z liturgy), z tym ze przez specyfike tej plyty jestem pewien ze czesciej bede wracal do tej ostatniej. dla mnie plyta w ogole nie brzmi sterylnie, za to dokladnie jak piszesz - tnie na plasterki zyletkami. mi w chuj przyjemnosci sprawia rozgryzanie dzwiekow, wyłuskiwanie smaczkow, patentow, zagrywek (ktore tutaj czasami sa celowo pochowane, bo ciezko powiedziec ze to przypadek). i z takich powodow taki np despair zyskuje u mnie w chuj, gdzie wypuszczony wczesniej siadł mi tak sobie szczerze mowiac. teraz slucham go po raz chuj wie ktory wychwytuje gdzie necro pozwala sobie troche poplynac i tak dalej.
Brzmi jak zza szklanej szyby, o. Gitar momentami po prostu nie słyszę - wszystko ginie w tle i nie wynika z tego jakaś wartość dodana jak w tych wszystkich gruzach, gdzie instrumenty zlewają się w ścianę dźwięku i brzmienie tej ściany jest ostatecznym celem. Tu jest po prostu jakaś gówniana papka. Brzmi dobrze przez 20 sekund. Negatywny efekt potęguje się przez to, że oni jadą bez przerwy na pełnych obrotach i ani na moment nie zwalniają
przeciez na tej plycie jest od zajebania zwolnien, kazdy kawalek telocha (czyli 3/4 plyty) to mid tempa.
Całość jest jednostajna i nudna. A jest nudna dlatego, że IMO brakuje wyrazistych, zapadających w pamięć motywów riffów. Tzn. kilka jest - np. w Aeon's End są takie totalnie rozpierdalające motywy, które mi prostują włosy na głowie,
aeons end jest chyba najczesciej wymienianym kawalkiem w negatywnych opiniach o tej plycie, jako ten ktory najbardziej podoba sie krytycznie podchodzacym do plyty osobom. wszedzie, na yt, w recenzjach. ot zagadka, typowy banger (nie mam pojecia czemu nie ma go na setliscie), najprostszy kawalek bedacy najwiekszym napierdolem jednak trafia. moze kurwa przez reszte tez trzeba przebrnąc.
Puściłem sobie dzisiaj dla odmiany "Esoteric Warfare" i "Daemon" i tam nie mam żadnych problemów z wyłuskaniem jakichś intrygujących momentów; nawet jeśli muzyka mi się ogólnikowo nie podoba, to przynajmniej słyszę co się w niej dzieje.
na deamon nie ma zadnych intrygujacych momentow, jesli oboje oczekujemy tego samego od tego zespolu, a tak wnioskuje po twojej opinii na temat ordo, to daemon jest nudnym odtworczym szajsem, throwbackiem do dmds i typowym fanservice, jak wspominalem wczesniej. dlatego tez mega kryrtycznie podchodzilem do tej plyty, przez pryzmat EW ktory nadaje sie na epke, a daemon nadaje sie do wyjebania. (imo ofc, ze tez trzeba to dodawac). moze kiedys dam mu jeszcze szanse, narazie nie mam po co do niego wracac.
Tu nie słyszę. I co więcej, gówno mnie obchodzi co tam się dzieje, bo nic mnie nie zachęca do wgryzania się w te dźwięki. Brakuje czegoś, co by uzasadniało tę papkę i skłaniało do jej studiowania. Weźcie Impetuous Ritual - tam jest znacznie gorzej z wyłuskiwaniem technikaliów (a jest ich mnóstwo), a jednak ta ściana dźwięku generuje atmosferę, która przykuwa uwagę od pierwszego dźwięku. Można ją odrzucić jako asłuchalne gówno, ale przynajmniej jest tam coś, na czym da się postawić nogę i określić na czym się stoi.
az puscilem Iniquitous Barbarik Synthesis a pozniej despair i twoje komentarze na temat dzwieku przypisalbym do tego pierwszego lol. przy tym sound despair to nie zyletki tylko jebany skalpel. (to ofc nie zarzut w strone impetous ritual)
To, co słyszę, brzmi jak to, co Mayhem już grało i żadne techniczne analizy tego nie zmienią. Muzyka nie jest po to, żeby ją analizować i rozkładać na części pierwsze. Muzyka jest po to, żeby jej słuchać sercem.
nie no, pierdolenie komus kto jak ma odbierac muzyke, do what thou wilt shall be the only law (wpisz se w google). to tak jakbys mial pretensje do kogos kto zna sie na kompozycji obrazu i technikaliach filmu za to ze je omawia ogladajac tego twego herzoga, zamiast klepac "podoba mi sie/nie podoba mi sie". co do tego ze wszystko brzmi jak cos co mayhem gralo - uwielbiam ere rune ale kurwa teloch ma przeciez kompletnie inny styl, styl ghoula siada mi mniej brzmi jak nidginr co mnie troche wkurwialo w jego stylistyce ale na tej plycie tego nie czuje (oprocz wspomnianego przeze mnie wczesniej zajebanego od samego siebie riffu z greates of deicivers), oczywiscie ze jakies pojedyncze echa mozna znalezc do pewnie kurwa kazdego poprzedniego albumu, dokladnie tak jak i w kazdym poprzednim. ale zeby gadac ze takie ephermal, weep, sentence czy life is a corpse "brzmialo jak wszystko co juz mayhem gralo" to kurwa nie wiem no. tam jest napierdolone tyle patentow ktorych nie slysze na wczesniejszych mayhem ze glowa mala.

Mayhem to zespół, od którego nie oczekuję, że będzie grało ciągle to samo - chociaż po 15 latach od wydania EW chyba czas w końcu zmienić swoje nastawienie. Każdy kolejny album w jakiś sposób redefiniował muzykę blackmetalową - raz tak, raz inaczej, ale zawsze robili coś w poprzek oczekiwań. Nawet "Chimera", najbardziej zachowawcza z czterech pierwszych, jest jakoś w poprzek - można było oczekiwać, że znowu coś odjebią, a oni tego nie zrobili. Ok. To jest numer, który zadziałał, ale raz - tak samo jak dowcipy, które śmieszą za pierwszym razem.
Na nowej słyszę dokładnie to, czego mogłem się spodziewać. Podniosły, zimny, napierdol z jakimś wydumanym konceptem, który "brzmi jak Mayhem" - rzecz jednak w tym, że nie oczekuję muzyki, która będzie brzmiała jak Mayhem, tylko takiej, która wyznaczy mi jakiś kierunek, którego dotąd nie słyszałem
jaki to kierunek mialby byc? zajebanie brzmienia mid czestotliwosciami, wpierdolenie triphopu, rapowych wstawek, gowno elektroniki pod korek, sampli z kurwa filmów, nie wiem. czy fakt ze nie mozesz sie przebrnac przez te dzwieki a najbardziej siada ci najprostszy na plycie banger nic ci nie podpowiada?
Oczekiwanie, że zrobią coś nowego, to jest oczywiście bardzo naiwne założenie - bo nie da się być muzycznym wizjonerem przez cały czas - ale Mayhem to akurat taka kapela, która jednak wypracowała sobie status kogoś, kto się rozpycha, pokazuje faka i jest czarna jak dupa szatana: do szpiku kości zła.
nigdy taka nie byla. zawsze (czyt tam gdzie nie spierdolil) miala dziwny 'niepokojący' feeling i teatralny sznyt (od dmds), zreszta takie byly zalozenia euro odnosnie samego bm jako ogółu, nigdy dla mnie nie pizgala totalnym złem.
Taka naprawde zła, a nie udająca złą, jak Behemoth. Tu tego nie słyszę. Słyszę płytę wystudiowaną, przeprodukowaną i zafiksowaną na technikaliach, a nie na szerszym koncepcie artystycznym. Skupioną na szczegółach. Nie ma tu żadnego szaleństwa - jest operetka. Ta operetka nie jest wcale nowa - to już u nich było, w mniejszych lub większych ilościach, ale było, zaczynając od DMDS. Doceniłbym ją, gdyby była inaczej nagrana i gdyby było w niej coś intrygującego, co przykuwa uwagę, ale niczego takiego po prostu nie słyszę. Jeden dobry kawałek (ostatni - jest bdb, złego słowa nie powiem) i kilka riffów z drugiego to za mało.
znowu ten banger i relatywnie prosty (ale zajebisty) life is a corpse. przegryzaj sie przez płyte dalej, omnomonom.
Nie bierze mnie też koncept. Teksty są rzeczywiście dobre, ale black metal, który mi opowiada o tym, że śmierć jest nieunikniona, mnie z niczym nie konfrontuje. Nie ma w tym niczego faktycznie strasznego, co by powodowało drżenie palca przy wciskaniu przycisku "play" - to po prostu konwencja, kolejny efektowny fatałaszek do krynoliny. Są blasty, są pokręcone riffy i jest wydumany koncept o tym, że och, śmierć, och. Spoko.
zrob mini eksperyment, pusc ephermal eternity a pozniej pusc kurwa freezing moon, nie wiem kurwa, cokolwiek z dmds. jeden wers z ephermal - What will be is not and what was will not be will made flesh, carved into the bones of reality - sprawia ze teksty z dmds brzmia jak strzepka mrocznego gimnazjalisty na koncu zeszytu z matmy.
Wyobraziłem sobie, błądząc myślami w czasie kolejnego odsłuchu tego nudziarstwa (zmusiłem się do większej ilości obrotów, dobiłem do dziesięciu), co mogłoby być konfrontujące i faktycznie kontrowersyjne - na przykład black metal afirmujący zastąpienie ludzkości przez AI, który by aktywnie korzystał z technologii sztucznej inteligncji w sposób, który byłby jednocześnie dopracowany i artystycznie spójny - używający otwarcie generowanych z LLMów riffów, tekstów i tego typu rzeczy, przeplatając je z realnym graniem.
co jest kontrowersyjnego w koncepcie zastapienia ludzkosci przez AI? przeciez pierdola o tym wszyscy. zreszta posrednio o tym (w ogolnym sensie, moze nie super strice AI) opowiada esoteric. LLMy mega chujowo skladaja riffy btw, od tego sa lepsze softy nie uzywajace zadnego ai i nie bazujace na LLMach.
Nie mówię tu o iśćiu na łatwiznę - mówią o jakimś naprawdę przemyślanym działaniu wykorzystującym generatory AI. Idę o zakład, że gdyby wygenerowali głos Deada i zmusili go do UDANEGO i nieukruwanego śpiewania/wykrzykiwania tekstów Attili, to naprawdę podniosłoby się larum, a od trzasku pękających dup możnaby ogłuchnąć.
no i tu sie myslisz bo co drugi daun w necie placze ze mayhem umarlo z deadem/euro. powaznie, (nie)polecam te sraki na yt po czytac.
Widzę właśnie, jak w tym momencie niektórzy forumowicze przewracają oczami z zażenowania - i dokładnie o taki efekt IMO chodzi w black metalu: efekt odrzucenia. To, co radykalne, nie może - nie ma prawa! - podobać się każdemu.
no i zobacz, plyta niektorym siada, tobie totalnie nie siada, polaryzacja, odrzucenie - jak w kurwe strzelil xdd.
Nowe Mayhem brzmi właśnie jak coś, co powinno podobać się każdemu przeciętnemu zjadaczowi metalu - jest głośne, jest ostre, jest efektowne, dobrze brzmi po puszczeniu przez 20 sekund (bo na więcej nie pozwala czas skupienia zmasakrowany przez tiktoka) i ROBI WRAŻENIE bo są skomplikowane riffy i łał, perkusja pięknie akcentuje jakiś riff w 3:54-3:56 któregoś tam kawałka
sprawdz recenzje. nawet sam fakt ze tutaj czesci kompletnie nie siada i wymieniany jest jako najgorszy mayhem (rotfl) bardzo dobrze o tym swiadczy, idealnie wrecz.
Wszystko to jest piękne, ale puste. Rozumiem, że można tego słuchać i się tym podniecać, ale można też oczekiwać od muzyki czegoś więcej niż tylko zabawy - bo do tego się sprowadzają te wszystkie spusty zekego: do zachwytu nad tym, że zabawka jest kolorowa, błyszczy i śpiewa jak się ją trąci łapką. Mnie niestety wirtuozeria nie interesuje - nie w metalu w każdym razie, bo są rodzaje muzyki, gdzie jest niezbędna; ale nawet wtedy jest środkiem, nie celem.
gitarowej wirtuozeri jest napierdolone pod korek na GDoW czy Ordo, te plyty sa przepchane geniuszem gitarowym blaszemera. w moim poscie nie trzepie sie nad wirtuozeria tylko nad pochowanymi rzeczami ktore sprawiaja ze mam do czego wracac na tej plycie, w przeciwientwie do daemon czy polowy estoteric, tam imo tego zabraklo - jak mowilem nazbieralbym tego na epke.
Oczekiwanie czegokolwiek "więcej" od Mayhem to pewnie głupota i w sumie się z tym zgodzę, ale nie jestem w stanie tego przeskoczyć.

nikt nie twierdzi ze to glupota, sam pisalem jakie mialem oczekiwania i podalem kontekst tego jak podchodze do tego zespolu, zwlaszcza po esoteric/daemon. tutaj akurat sie zgadzamy znow.
Od black metalu oczekuję ekstremalnej (w ramach możliwości muzyki gitarowej) afirmacji tego, co niewygodne w świecie - gdy to słyszę, wtedy moje własne odczucia dotyczące świata rozpływają się w muzyce i czuję się przez to lepiej. Jakby mi ktoś zdjął ciężar z serca. Nowy Mayhem mi tego nie dostarcza, więc niech spierdala.
a mi dokladnie tego dostarcza o czym piszesz, lepiej bym tego nie ujal. tutaj znowu sie zgadzamy (sic), w oczekiwaniach. ja tam do znajduje i dostalem, ty albo nie znajdujesz (jeszcze) albo i nie znajdziesz, jeden lubi sliwki drugi dziwki.
A, jeszcze Eggers. "Nosferatu" to jest identyczny film jak ta płyta. Przeładowany i przeestetyzowany, wypchany po uszu efektownymi, technicznymi chwytami, a przez to sztuczny jak gra komputerowa, zbyt intensywny, jaskrawy i nieopowiadający o niczym, o czym nie opowiadali Murnau i Herzog. Jedyny dopisek to przekształcenie postaci głównego bohatera, który z uwolnionego z krypty anioła zagłady (Murnau) albo tragicznego samotnika i ofiary choroby (Herzog) zamienia się w krwiożerczego barbarzyńcę-potwora. Fajnie, ale jest to wizja uproszczona i jednowymiarowa.
nie trzeba wywracac podjebanej juz przeciez i tak historii z procesem sądowym do gory nogami aby ją przedstawic w nowej formie. nie chce mi sie tam pierdoli o eggersie offtopu, nie bez powodu lgną do niego aktorzy klasy defoe. porownanie eggersta do disneyowskich gwiezdnych wojen juz pomine sobie zaslona milczenia.
Nie zapraszam do dyskusji, doszedłem do wniosku, że nie jestem nią zainteresowany - ale co mi przyszło do głowy, to zostawiam ku potomności, bo mi szkoda to wszystko tak po prostu skasować.
a tu juz znowu lekko dales ciala z takim emocjonalnym gugububu, napisalem ale nie odnoscie sie do tego, nie zapraszam do dyskusji. blabla. milego przedzierania sie przez liturgy, elo rap.
Ostatnio zmieniony 10-02-2026, 22:10 przez zekke, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Anzhelmoo
weteran forumowych bitew
Posty: 1378
Rejestracja: 19-03-2017, 08:51

Re: MAYHEM

10-02-2026, 21:20

Żwirek i Muchomorek pisze:
10-02-2026, 13:12
Wyciąłem cytat, by łatwiej się czytało
Believer pisze:
10-02-2026, 13:13
Wyciąłem cytat, by łatwiej się czytało
Panowie, w pełni się zgadzam ze wszystkim co napisaliście. Sam bym tego lepiej nie ujął!
zekke pisze:
10-02-2026, 09:32
Wyciąłem cytat, by łatwiej się czytało
Często tutaj na forum powtarzamy, że tęsknimy za Runem, ale tak naprawdę co to znaczy? Tęsknimy za osobą? Patrząc nostalgicznie na pewno trochę też, ale myślę, że głównie chodzi o jakość kompozycji. Ktoś powie, że tęskni za jego estetyką - wszystko fajnie, tylko jaka to jest estetyka? Bo jeśli się przyjrzymy bardziej szczegółowo, to zauważymy, że każdy album skrajnie różni się od poprzednich. Co więcej gdybyśmy znali tylko DMDS, a potem zapadli się pod ziemię i ktoś by nam puścił w ciemno kolejne albumy Mayhem skomponowane przez niego, prawdopodobnie nie zgadlibyśmy, że: a) wszystkie albumy są nagrane przez jeden zespół; b) to albumy zespołu, które nagrał DMDS. I tak, ja wiem, że bardziej techniczne gitarowe osoby pewnie mają na myśli te specyficzne zakręcone riffy, przy czym one na przestrzeni lat były wykorzystywane w bardzo różnych sposób i wątpię, by ktoś kto w tym nie siedzi jakoś bardzo, zauważył analogie pomiędzy np. WLA, a Ordo tylko przy pomocy uszu.

I możemy zachwycać się warstwą liryczną nowego Mayhem i ich nawiązaniach do śmierci i malarzy renesansowych, możemy zachwycać się poprzednim o diabolicznej i bluźnierczej tematyce, nie ma w tym nic złego, są różne gusta. Ale mam na myśli to, że pod kątem muzyczny oba dla mnie brzmią jak powstałe na zasadzie "trzeba nagrać album, popracuję nad utworami, które będą miały ducha zespoły". Muzycy zresztą z tym się nie kryją.

Duch zespołu - co to znaczy? W rozumieniu Telocha to jest prawdopodobnie coś w stylu "zestaw zagrywek, które sprawiają, że po 5 sekundach wiemy, że to zespół Mayhem". Jeśli interesujesz się gitarą, to na pewno wiesz jak budować autorskie riffy, by brzmiały podobnie. Moim zdaniem w tym jest cały tragizm, bo zespół ten zawsze wymykał się szufladkom. Odpalmy losowy fragment dowolnego poprzedniego albumu po DMDS do EW. Brzmi jak Mayhem? Ano brzmi, ale dlatego, bo Mayhem go wydał, a nie przez to, że posiada atrybuty poprzednika.

Rune przystępując do pisania albumu nie zastanawiał się w stylu co zabrzmi jak Mayhem - on po prostu wiedział, że ON to Mayhem, więc czego by nie zaproponował z automatu będzie stylistyką zespołu, a jak komuś nie pasuje to...

Nie chodzi o to, że w dzisiejszym zespole ma być moim zdaniem jakiś najwybitniejszy gitarowy geniusz alfa i omega, chodzi po prostu o kogoś, kto będzie miał na tyle odwagi, by rzeczywiście przynieść swoje riffy, chodzi o kogoś kogo bogate dziedzictwo nie przytłoczy. Cóż po solidnych riffach Telocha, jeśli przed trafieniem na album muszą przejść autocenzurę i przy każdym muzyk musi sam sobie zadać pytanie, czy słuchacz po jego usłyszeniu na pewno skojarzy, że to na 1000% Mayhem? Mam wrażenie, że to trochę traktowanie słuchaczy jak idiotów. Generalnie przypuszczam, że presja na taki model działalności wychodzi od Necrobutchera, ponieważ Attillę zawsze kojarzyłem jako miłośnika eksperymentów, awangardy i dziwactw i wątpię, by akurat dwa ostatnie traktował jako swoje największe osiągniecia, nawet jeśli jest z nich zadowolony.
do tego na tyle na ile ich widzialem live to są w życiowej formie, a widac po pchanych w to pieniądzach (set, wizualizacje, marketing, grafika, foty) ze lecimy dalej i era mikro klubow z królikiem bugsem sie skonczyla, i bardzo dobrze, good for them. niech zarabiaja
Byłem na ich koncercie na letniej scenie i rzeczywiście był to udany spektakl, ale nie popadał bym w przesadne gloryfikowanie (akurat utwory Maniaca wypadły wokalnie średnio, ale trudno wskazywać to jako zarzut, bo Attila jest po prostu inny). Te wizualizacje dla mnie ciut zalatywały jarmarkiem. Tzn. nie chodzi o to, że były nieładne (bo były bardzo trafione), bardziej sam fakt, że tam są i kontekst wykorzystania przywodził mi na myśl molochy typu Behemoth i te różne ichniejsze lasery, confetti. Ten przepych mi po prostu nie pasował do otoczki Mayhem. Ale ja wiedziałem na jaki koncert idę, poszedłem świadomie, szanuję ich prawo do zarabiania więc się nie czepiałem. Nie bez powodu użyłem słowa spektakl, bo mam wrażenie, że każda sekunda została wyreżyserowana z ogromną pieczołowitością. Ta teatralność kłóci mi się z tym co tej zespół reprezentował przed 2015.
no przeciez nie zawsze, byl punkowy, byl leśny, byl walcowato ciezki, byl eksperymentalno kurwa triphopowy, teraz jest refleksyjno nostalgicznie operowy, teatralny, wysmakowany. zostaw poprzednie etapy i idz do przodu, do tych etapow zawsze mozna wrocic odpalajac poprzednie plyty, zamiast tworzyc nowe identyczne, a przeciez za to EW/DAEMON sa krytykowane.
Bardzo ładnie to opisałeś, na papierze wszystko super, ale mam wrażenie, że opis ostatniej ery niezbyt oddaje rzeczywistość. Bo z czego się wywodzi obecna era? Ano wywodzi się z roku 2015 i mielenia przez kilka lat DMDS na żywo, już w teatralnej oprawie. Potem na bazie tego powstał Daemon - czyli coś w stylu "jak brzmiałoby DMDS, gdyby powstało dziś", muzycy z dumą opowiadali jak to codzienne granie tych rzeczy przeniosło ich w czasie i odmłodziło. Nowy album traktuję jako dalsze eksplorowanie tego konceptu. Ktoś powie: "Ale teraz kompozycje mają ciut więcej zawijasów i smaczków". No może mają, tylko co z tego wynika, skoro to wszystko już było?

Ale okej, może po prostu nadal zbyt mało mam osłuchany album i z czasem polubię. Ale pozwolę sobie zapytać - jesteś w stanie wskazać fragmenty muzyki na nowym albumie, gdzie Teloch gra rzeczy, których wcześniej w dyskografii Mayhem nie było? Chodzi mi o taki JEGO dotyk - nie przeróbkę riffu z DMDS, nie wariację z Chimery, nie zabawę w stylu WLA, tylko jego rękę. Taką, że słuchasz riffu i słyszysz: "Nie no, to na pewno Teloch gra, Euro i Rune nigdy by takiego nie wymyślili". Chodzi mi o muzykę, bo akurat warstwę liryczną w Mayhem zawsze traktowałem ciut drugoplanowo.
no to jaki byl EW, konserwatywnym suplementem do Ordo czy niemayhemowym?
Nieprecyzyjnie się wyraziłem, ale już prostuję. EW moim zdaniem NIE odwoływał się do dawnych czasów i konceptualnie wnosił do zespołu rzeczy, których wcześniej nie było. Był moim zdaniem Mayhemowy właśnie przez to, że NIE był spojrzeniem wstecz (to miałem na myśli pisząc o niemayhemowości w rozumieniu dzisiejszej definicji). Oczywiście, że wprawne ucho dostrzeże, że jakiś pojedynczy riff mógłby gdzieś tam trafić na Ordo, ale generalnie to było już coś inneg, twór z własnym charakterem. Nie twierdzę, że jakiś bardzo udany (choć ja lubię), ale na pewno był unikalny.

I tak, względem Ordo był konserwatywny. Był bardziej ułożony, bardziej przyswajalny, miał bardziej klarowne brzmienie. Po prostu nie był eksperymentem zahaczającym o inne gatunki (drone/doom w przypadku Ordo), tylko stricte rzeczą black metalową. Oczywiście to nie był konserwatyzm w rozumieniu "cofamy się do korzeni, gramy jak dawniej", tylko raczej świadoma decyzja dot. przystopowania z eksperymentami, więc w pewnym sensie krok wstecz. Albo raczej krok w bok, bo wycinając z Ordo eksperymenty znaleźli się tak czy siak w nowym miejscu, którego wcześniej nie eksplorowali.
Często jest tak...że nie, a potem coraz częściej jest tak...że nie, a potem zwykle jest tak...że nie. I potem zostaje już samo nie.
Awatar użytkownika
zekke
weteran forumowych bitew
Posty: 1887
Rejestracja: 03-08-2006, 16:01

Re: MAYHEM

10-02-2026, 22:16

na szybko maly disclaimer bo na wiecej w tym momencie nie mam czasu - ja tam za rune nie tesknie, zostalo po nim w chuj dobrego materialu, zostalo live in marsylie, osiagnal opus magnum na ordo, dobrze ze odszedl. ruim do dla mnie odrzuty z ordo tylko gorzej podane, chujimas to dla mnie przasne gowno. bardzo dobrze ze zostawil mayhem na tym etapie, niech gra co tam mu sie podoba i mu ziemia lekką bedzie, ament.

a i jeszcze - Anzhelmoo i żwirek - dzieki za wymiane, zajrzalem tutaj po x latach i kurwa niedobrze mi sie zrobilo od czytania pierdolenia o braku narracji czy opiniach po 1-2 przesluchaniach. w koncu co sie dzieje, warto bylo wlozyc kij w mrowisko.
olgims
weteran forumowych bitew
Posty: 1985
Rejestracja: 06-09-2010, 23:25

Re: MAYHEM

11-02-2026, 08:30

no cóż po dwóch przesłuchaniach nadal twierdzę, że nie ma się nad czym rozwodzić, zwłaszcza jak się słucha tej muzyki od ponad 30 lat. Sorry chłopaki ale muzyka mayhem to nie jest bach, stockhausen czy liszt, tym bardziej obecna odsłona zespołu, żeby wymagała nieskończonych odsłuchów i wmawiania sobie, że się podoba. Chujowa muzyka nie stanie się lepsza z powodu większej ilości odtworzeń.
Seein' me is def not repeated or done twice
I laugh as I cast the first stones at Christ
Awatar użytkownika
empir
zahartowany metalizator
Posty: 5642
Rejestracja: 31-08-2008, 23:17
Lokalizacja: silesia

Re: MAYHEM

11-02-2026, 09:36

Jeszcze nie słuchałem. Mam nadzieję, że nie potrzeba 30 odsłuchów aby polubić album? Po takiej ilości nawet Boys się może spodobać xD
olgims
weteran forumowych bitew
Posty: 1985
Rejestracja: 06-09-2010, 23:25

Re: MAYHEM

11-02-2026, 09:40

Niestety ale z tego co tu niektórzy wypisują, należy słuchać do oporu - trochę mi się to kojarzy ze starym cytatem z majka tajsona "i will fuck you till you love me faggot".
Seein' me is def not repeated or done twice
I laugh as I cast the first stones at Christ
ODPOWIEDZ