Taki "amerykański metalowiec sezonowiec"

Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed

https://en.wikipedia.org/wiki/Black_Sun_(symbol) pisze:The Colombian singer Shakira inadvertently sold a necklace with the symbol engraved during her 2018 "El Dorado" tour, being under the impression that it was an ancient pre-Columbian symbol.[
na tym chyba polegają podcasty że spotykają się ludzie pomiziać po siusiakach bo hehe jesteśmy fajni? szkoda mi czasu na takie wynalazki.Sturm pisze: ↑10-02-2026, 20:20Właściwie to po chuj trzech rozmówców, skoro reprezentują spektrum opinii jak w PRLowskim sejmie i co rusz nie mają nic do dodania, zgadzają się z przedmówcami albo powtarzają to samo innymi słowami? Ja rozumiem, że nikt nie będzie się wydurniał i stawiał „Skeletons” nad 4p, ale może znalazłby się ktoś, kto miałby inne zdanie o którejś z powszechnie glanowanych płyt (np. takie, że może i jest niedobra, ale ją lubi) i wniósł trochę życia do tego spijania sobie z dzióbków?
Polecę szóstkę. To jest zupełnie inny Danzig niż na pierwszych trzech, ma trochę punktów stycznych z czwórką, ale też nie aż tak wiele. Warto sprawdzić. Dalej robi się problem. Lubię siódemkę, ale ona jest obiektywnie strasznie prostacka, pozbawiona wszelkich subtelności, na granicy żenady niekoniecznie balansuje. U mnie działa, polecać ciężko. Podobnie ze zdychającą „Black Laden Crown”. To nawiązanie do pierwszej czwórki, ale przefiltrowane przez zdziadzienie, niemoc, nieporadność, no i chałupniczą produkcję. Słucha mi się świetnie, ale znów, polecenie jest ryzykowne. „DRS” mi nie siadła i nie siada, nie wracam, ale może się podobać. „CoS” to najsłabszy regularny Danzig, a z piątką nie warto się męczyć — jest tyle lepszego i Danziga, i industrialu, że można sobie spokojnie odpuścić.WAROL_KOJTYLA pisze: ↑10-02-2026, 20:32w temacie - znam pierwszą czwórkę Danzig i dotychczas mi wystarczyło, katowane było dosyć intensywnie i regularnie wracam. warto sięgać po cokolwiek dalej?
Trochę się z kolegą zgadzam i trochę jednak nie. Najsłabszy Danzig to jest 5 i ja nie jestem tego w stanie słuchać. To jest aż niewiarygodne, że taka płyta wyszła pod szyldem Danzig. 666 bardzo, bardzo dobra i kompletnie inna od wszystkich albumów. Siódemki uwielbiam, właśnie ta płyta, uważam, że ma swój lucyferyczny klimat, podobnie zresztą jak "Circle of Snakes". Po czasie dopiero doceniłem. "Deth Red Sabaoth" to jest dobra muzyka, ale nie do końca mi podchodzi i w sumie nie wiem czemu. Muszę wrócić jeszcze. "Black Laden Crown" - uwielbiam, tak jak Sturm napisał, zdziadzienie, niemoc i produkcja z garażu. Ale same hity. "The Witching Hour" to jedna z piosenek życia.Sturm pisze: ↑10-02-2026, 20:59Polecę szóstkę. To jest zupełnie inny Danzig niż na pierwszych trzech, ma trochę punktów stycznych z czwórką, ale też nie aż tak wiele. Warto sprawdzić. Dalej robi się problem. Lubię siódemkę, ale ona jest obiektywnie strasznie prostacka, pozbawiona wszelkich subtelności, na granicy żenady niekoniecznie balansuje. U mnie działa, polecać ciężko. Podobnie ze zdychającą „Black Laden Crown”. To nawiązanie do pierwszej czwórki, ale przefiltrowane przez zdziadzienie, niemoc, nieporadność, no i chałupniczą produkcję. Słucha mi się świetnie, ale znów, polecenie jest ryzykowne. „DRS” mi nie siadła i nie siada, nie wracam, ale może się podobać. „CoS” to najsłabszy regularny Danzig, a z piątką nie warto się męczyć — jest tyle lepszego i Danziga, i industrialu, że można sobie spokojnie odpuścić.WAROL_KOJTYLA pisze: ↑10-02-2026, 20:32w temacie - znam pierwszą czwórkę Danzig i dotychczas mi wystarczyło, katowane było dosyć intensywnie i regularnie wracam. warto sięgać po cokolwiek dalej?
Puściłem sobie z rana i weszła tym razem jak nóż w masło. Wiedziałem, że jest dobra i choć katowałem ją mocno to coś mi w niej nie pasowało. Może zbytni teksański klimat? Nie wiem, czasami człowiek musi dojrzeć do pewnych dźwięków. W sumie Danizg poznałem dość późno (bo po trzydziestce), bo żyłem tylko death i black metalem, ale może to i lepiej? Niesamowita postać ten Glenn. Nawet Johnny Cash go doceniał, wszak dostał od niego tę cudowną piosenkę (którą Danzig nagrał ponownie na 666):
U mnie się kręci częściej niż te żelazne klasyki. To takie Danzigowe comfort food, którego po prostu świetnie się słucha.
To się ciągnęło przez lata, album zapowiadany niczym przyjście Mesjasza. Wyszło ponoć słabo, ja nie słuchałem, nie odczuwam potrzeby. Skeletons podobnie.olgims pisze: ↑11-02-2026, 09:33Na tym albumie jak mnie pamięć nie myli z danzigiem grają Kelly i Victor, grają oni również na późniejszych "dziełach" czego szczerze mówiąc zrozumieć nie potrafię. Co się wydarzyło po RDS? Jakie procesy zaprowadziły Glena do nagrania chyba najgorszych coverów Elvisa w historii, WTF man ???