MAYHEM

Zasada tworzenia tematu - NAZWA ZESPOŁU + ewentualnie tytuł płyty lub inna treść jeżeli coś chcemy dodać.

Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed

Regulamin forum
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
nagrobek
zahartowany metalizator
Posty: 3999
Rejestracja: 15-10-2014, 11:08

Re: MAYHEM

10-02-2026, 13:00

zekke pisze:
09-02-2026, 21:45
z cyklu ja pierdole:

blaszimerowi zabraklo wiosla i dzban ex wokalista wilczycy zaoferowal sie pozyczyc gibsona, wszystko fajnie bo nawet pomyslal ze mu go po prostu odda. najebal tam na kejsie slamazarne for rune from nidhogg, hejls sejtan jak gimbus, klikam foty a ten cymbał napierdolil to jeszcze bezposrednio na gitarze, ale zaszczyt rune kopnał, miec takie wioslo z autografem w kolekcji

Obrazek

Obrazek
no z tego co widac we wpisie to zachowal sie jak normalny, kulturalny czlowiek i uprzejmie podziekowal za przysluge a ty latasz tutaj od dwoch dni z pulsujaca zyla na czole, probujac rozstawiac po kontach wszystkich ktorzy osmielili sie napisac cokolwiek co ci sie nie spodobalo bo ty jestes najwiekszym psycho-fanem i posiadles jedyna prawde. ja pierdole skad sie tacy biora :D
Awatar użytkownika
Żwirek i Muchomorek
w mackach Zła
Posty: 692
Rejestracja: 30-05-2025, 23:31

Re: MAYHEM

10-02-2026, 13:12

Osłuchałem się trochę z tą płytą i bardzo mi się podoba to, co zeke napisał o tym, że czuć wajb jak z "Nosferatu" Eggersa. Nie przyszło mi to w ogóle do głowy, ale to dobre porównanie! Uważam ten film za okropną szmirę dla przebodźcowanych idiotów, której wady są bardzo podobne do wad nowego Mayhem. Ale o tym później.

Napiszę o tej płycie, ale przez pryzmat swoich wrażeń, bo widzę, że na to zeszła cała dyskusja - na to co się komu wydaje i komu co się bardziej podoba.

Ten album nie jest jakiś "aktywnie" zły. Czuć, że się do niego przyłożyli, że włożono w niego masę pracy i tak dalej, a technicznie jest tam dużo koronkowego (chociaż moim zdaniem jałowego) grania. I mnóstwo pracy w studio. Pisanie, że trzeba sobie poprawić brzmienie w equalizerze i będzie git, to jest jakiś chyba żart - nie wierzę, że można tak podchodzić na serio do muzyki. Po to się między innymi produkuje płyty, żeby dało się ich słuchać bez poprawiania brzmienia w przeciętnym urządzeniu odsłuchowym. Może to kwestia osobnicza, nie wiem, ja nigdy tego nie poprawiam, tak samo jak nie przepisuję sobie treści książki i nie drukuję jej na domowej drukarce swoją ulubioną czcionką (Comic Sans), ani nie przemalowuję obrazów wiszących w muzeum żeby miały bardziej podobające mi się kolory. Only sound direct is real. Wiadomo, że na różnym sprzęcie różne płyty różnie brzmią, ale generalnie jest tak, że jak coś brzmi dobrze tylko na jakimś audiofilskim gównie za piętnaście tysięcy, to to nie jest dobrze wyprodukowana muzyka. Kultaśne blackmetalowe albumy sprzed dekad większość ludzi poznawała na trzeszczących kaseciakach albo walkmanach brzmiących jak skończone gówno - i muzyka mimo tego chwytała za serce.

To co słyszę na swoim pseudoaudiochujskim sprzęcie (Beyerdynamic DT770) brzmi koszmarnie. Instrumenty są sprasowane, wszystkie pasma zajęte, nie ma w ogóle miejsca na oddech, każdy dźwięk brzmi tak samo głośno, nie ma to dla mnie w ogóle pierdolnięcia, które, jak mi się wydaje, było celem muzyków. Bo były płyty Mayhem, gdzie chodziło o coś innego - np. Ordo Ad Chao, które uważam za najlepsze Mayhem w ogóle. "Liturgy of Death" brzmi jak sterylna, zbita ściana dźwięku, która zamiast ciąć na plasterki żyletkami, odsuwa się od słuchacza, dystansuje do niego. Brzmi jak zza szklanej szyby, o. Gitar momentami po prostu nie słyszę - wszystko ginie w tle i nie wynika z tego jakaś wartość dodana jak w tych wszystkich gruzach, gdzie instrumenty zlewają się w ścianę dźwięku i brzmienie tej ściany jest ostatecznym celem. Tu jest po prostu jakaś gówniana papka. Brzmi dobrze przez 20 sekund. Negatywny efekt potęguje się przez to, że oni jadą bez przerwy na pełnych obrotach i ani na moment nie zwalniają; nawet jeśli gdzieś jakaś gitara jedzie takimi bardziej rozciągniętymi melodiami tremolo, to inne instrumenty i tak napierdalają na pełnej kurwie tak, że nic się ostatecznie nie zmienia. W drugiej minucie "Realm of Endless Misery" jest faktycznie zwolnienie, po którym wchodzi taki charakterystyczny, pokraczny pochód na basie, odsłaniający muzyczną (i umysłową pewnie też) biedą Necrobutchera - ale ono nijak nie zmienia dynamiki utworu. Wszystkie instrumenty są na tym samym poziomie, wszystko brzmi tak samo głośno. Nic nie przykuwa mojej uwagi na podobnej zasadzie, jak reklamy oglądane jedna po drugiej pod rząd przez dwadzieścia minut. Co z tego, że są dopieszczone formalnie, skoro wszystkie zlewają się w jedną, kolorową siczkę?

Całość jest jednostajna i nudna. A jest nudna dlatego, że IMO brakuje wyrazistych, zapadających w pamięć motywów riffów. Tzn. kilka jest - np. w Aeon's End są takie totalnie rozpierdalające motywy, które mi prostują włosy na głowie, ale zarzyna je to okropne brzmienie. Puściłem sobie dzisiaj dla odmiany "Esoteric Warfare" i "Daemon" i tam nie mam żadnych problemów z wyłuskaniem jakichś intrygujących momentów; nawet jeśli muzyka mi się ogólnikowo nie podoba, to przynajmniej słyszę co się w niej dzieje. Tu nie słyszę. I co więcej, gówno mnie obchodzi co tam się dzieje, bo nic mnie nie zachęca do wgryzania się w te dźwięki. Brakuje czegoś, co by uzasadniało tę papkę i skłaniało do jej studiowania. Weźcie Impetuous Ritual - tam jest znacznie gorzej z wyłuskiwaniem technikaliów (a jest ich mnóstwo), a jednak ta ściana dźwięku generuje atmosferę, która przykuwa uwagę od pierwszego dźwięku. Można ją odrzucić jako asłuchalne gówno, ale przynajmniej jest tam coś, na czym da się postawić nogę i określić na czym się stoi.

No ale ok, to jest black metal a nie rurki z kremem, więc dlaczego mieliby nie jechać na pełnej kurwie od początku do końca, grając niesłuchalną papke bez litości dla słuchacza? No i tu jest drugi zarzut jaki widzę: ten mianowicie, że TU NIE MA NICZEGO NOWEGO. Ten typ grania był już wyeksplorowany na GDOW i, zwłaszcza "Chimerze", a nawet jeśli aranżacyjnie i technicznie są tu jakieś różnice, to trzeba być gitarowym nerdem, żeby je wychwycić i się nimi przejąć. Ponieważ nie jestem fanem gitarowej masturbacji, to gówno mnie to obchodzi. To, co słyszę, brzmi jak to, co Mayhem już grało i żadne techniczne analizy tego nie zmienią. Muzyka nie jest po to, żeby ją analizować i rozkładać na części pierwsze. Muzyka jest po to, żeby jej słuchać sercem.

Mayhem to zespół, od którego nie oczekuję, że będzie grało ciągle to samo - chociaż po 15 latach od wydania EW chyba czas w końcu zmienić swoje nastawienie. Każdy kolejny album w jakiś sposób redefiniował muzykę blackmetalową - raz tak, raz inaczej, ale zawsze robili coś w poprzek oczekiwań. Nawet "Chimera", najbardziej zachowawcza z czterech pierwszych, jest jakoś w poprzek - można było oczekiwać, że znowu coś odjebią, a oni tego nie zrobili. Ok. To jest numer, który zadziałał, ale raz - tak samo jak dowcipy, które śmieszą za pierwszym razem.

Na nowej słyszę dokładnie to, czego mogłem się spodziewać. Podniosły, zimny, napierdol z jakimś wydumanym konceptem, który "brzmi jak Mayhem" - rzecz jednak w tym, że nie oczekuję muzyki, która będzie brzmiała jak Mayhem, tylko takiej, która wyznaczy mi jakiś kierunek, którego dotąd nie słyszałem. W dupie mam to, że jest porządnie skomponowana, zrealizowana itp., skoro jest całkowicie bezpieczna i dostarcza dokładnie to, czego można by się było spodziewać. Dostarczają dopracowango show: spoko. Robili to już wielokrotnie, teraz po prostu mają na to więcej pieniędzy. I co z tego?

Oczekiwanie, że zrobią coś nowego, to jest oczywiście bardzo naiwne założenie - bo nie da się być muzycznym wizjonerem przez cały czas - ale Mayhem to akurat taka kapela, która jednak wypracowała sobie status kogoś, kto się rozpycha, pokazuje faka i jest czarna jak dupa szatana: do szpiku kości zła. Taka naprawde zła, a nie udająca złą, jak Behemoth. Tu tego nie słyszę. Słyszę płytę wystudiowaną, przeprodukowaną i zafiksowaną na technikaliach, a nie na szerszym koncepcie artystycznym. Skupioną na szczegółach. Nie ma tu żadnego szaleństwa - jest operetka. Ta operetka nie jest wcale nowa - to już u nich było, w mniejszych lub większych ilościach, ale było, zaczynając od DMDS. Doceniłbym ją, gdyby była inaczej nagrana i gdyby było w niej coś intrygującego, co przykuwa uwagę, ale niczego takiego po prostu nie słyszę. Jeden dobry kawałek (ostatni - jest bdb, złego słowa nie powiem) i kilka riffów z drugiego to za mało.

Nie bierze mnie też koncept. Teksty są rzeczywiście dobre, ale black metal, który mi opowiada o tym, że śmierć jest nieunikniona, mnie z niczym nie konfrontuje. Nie ma w tym niczego faktycznie strasznego, co by powodowało drżenie palca przy wciskaniu przycisku "play" - to po prostu konwencja, kolejny efektowny fatałaszek do krynoliny. Są blasty, są pokręcone riffy i jest wydumany koncept o tym, że och, śmierć, och. Spoko.

Wyobraziłem sobie, błądząc myślami w czasie kolejnego odsłuchu tego nudziarstwa (zmusiłem się do większej ilości obrotów, dobiłem do dziesięciu), co mogłoby być konfrontujące i faktycznie kontrowersyjne - na przykład black metal afirmujący zastąpienie ludzkości przez AI, który by aktywnie korzystał z technologii sztucznej inteligncji w sposób, który byłby jednocześnie dopracowany i artystycznie spójny - używający otwarcie generowanych z LLMów riffów, tekstów i tego typu rzeczy, przeplatając je z realnym graniem. Nie mówię tu o iśćiu na łatwiznę - mówią o jakimś naprawdę przemyślanym działaniu wykorzystującym generatory AI. Idę o zakład, że gdyby wygenerowali głos Deada i zmusili go do UDANEGO i nieukruwanego śpiewania/wykrzykiwania tekstów Attili, to naprawdę podniosłoby się larum, a od trzasku pękających dup możnaby ogłuchnąć. Widzę właśnie, jak w tym momencie niektórzy forumowicze przewracają oczami z zażenowania - i dokładnie o taki efekt IMO chodzi w black metalu: efekt odrzucenia. To, co radykalne, nie może - nie ma prawa! - podobać się każdemu.

Tymczasem panowie Teloch i Ghul bajdurzą coś o tym, że żłobią riffy aż "wywołają ducha Mayhem". To jest wydumane powiedzenie, że po prostu komponują muzyke tak długo, aż zacznie brzmieć jak to, co Mayhem już grało wcześniej. Przypominam, że Blasphemer nie kopiował Euro, tylko wniósł coś od siebie - nie coś, co było "zgodne z duchem Mayhem", tylko tego ducha zbudowało na nowo. Teloch z Ghulem po prostu na tym żerują, bo sami nie mają żadnego pomysłu jak ten zespół na nowo wymyślić. Serio, wolałbym, żeby w takiej sytuacji zakończyli działalność (jak Isis, które stwierdziło, że nagrało wszystko to, co chciało nagrać i nara), chociaż czaję, że rachunki muszą się opłacić. Sztuka wygrywa z biznesem; nic nowego, ale boli, gdy dotyczy osobiście ważnego zespołu.

Nowe Mayhem brzmi właśnie jak coś, co powinno podobać się każdemu przeciętnemu zjadaczowi metalu - jest głośne, jest ostre, jest efektowne, dobrze brzmi po puszczeniu przez 20 sekund (bo na więcej nie pozwala czas skupienia zmasakrowany przez tiktoka) i ROBI WRAŻENIE bo są skomplikowane riffy i łał, perkusja pięknie akcentuje jakiś riff w 3:54-3:56 któregoś tam kawałka. Wszystko to jest piękne, ale puste. Rozumiem, że można tego słuchać i się tym podniecać, ale można też oczekiwać od muzyki czegoś więcej niż tylko zabawy - bo do tego się sprowadzają te wszystkie spusty zekego: do zachwytu nad tym, że zabawka jest kolorowa, błyszczy i śpiewa jak się ją trąci łapką. Mnie niestety wirtuozeria nie interesuje - nie w metalu w każdym razie, bo są rodzaje muzyki, gdzie jest niezbędna; ale nawet wtedy jest środkiem, nie celem.

Oczekiwanie czegokolwiek "więcej" od Mayhem to pewnie głupota i w sumie się z tym zgodzę, ale nie jestem w stanie tego przeskoczyć. Od black metalu oczekuję ekstremalnej (w ramach możliwości muzyki gitarowej) afirmacji tego, co niewygodne w świecie - gdy to słyszę, wtedy moje własne odczucia dotyczące świata rozpływają się w muzyce i czuję się przez to lepiej. Jakby mi ktoś zdjął ciężar z serca. Nowy Mayhem mi tego nie dostarcza, więc niech spierdala.

W sumie powinienem machnąć ręką, ale z wiekiem się radykalizuję i tolerancja na iście na łatwiznę - a za taką uważam "festiwalizację" Mayhem i nowy album - bardzo mi spada.

A, jeszcze Eggers. "Nosferatu" to jest identyczny film jak ta płyta. Przeładowany i przeestetyzowany, wypchany po uszu efektownymi, technicznymi chwytami, a przez to sztuczny jak gra komputerowa, zbyt intensywny, jaskrawy i nieopowiadający o niczym, o czym nie opowiadali Murnau i Herzog. Jedyny dopisek to przekształcenie postaci głównego bohatera, który z uwolnionego z krypty anioła zagłady (Murnau) albo tragicznego samotnika i ofiary choroby (Herzog) zamienia się w krwiożerczego barbarzyńcę-potwora. Fajnie, ale jest to wizja uproszczona i jednowymiarowa. "Nosferatu" i "Liturgy of Death" to są przejawy tej samej choroby, która trawi współczesną kulturę: brak skupienia, koncentracja na wrażeniu oraz na technicznym szczególe, oraz iście na łatwiznę tam, gdzie trzeba się zmusić do nieco głębszego wysiłku. Przerost formy nad treścią po prostu - mamy mnóstwo sztuki imponującej technicznie, ale treściowo płytkiej. Wiem, że to brzmi jak starcze pierdolenie; pewnie jest nim zabarwione, ale wydaje mi się jednak, że coś jest na rzeczy - tzn. ludzka wrażliwość ulega gwałtownym przemianom pod wpływem technologii i takie rzeczy jak nowe Mayhem czy "Nosferatu" Eggersa są odpowiedzią na te przemiany. Istotna wydaje mi się jeszcze kwestia recyklingu: Eggers wykorzystuje "Nosferatu" jako pretekst do nakręcenia kolorowego, efektownego cukierka dla przebodźcowanych widzów niezdolnych do strawienia czegokolwek subtelniejszego. Herzog całkowicie przedefiniował film Murnaua; Eggers po prostu na nich żeruje. Analogicznie Mayhem żeruje na własnej przeszłości, żeby zafundować słuchaczom to samo co wcześniej, ale głośniejsze, bardziej kolorowe, lepiej dopracowane; takie, które strawią ludzie z mózgami wypalonymi od mediów społecznościowych. Identyczne wrażenie miałem przy oglądaniu disneyowskich "Gwiezdnych wojen".

No i na koniec: dzisiaj nie jest problemem nagranie czegoś wyrafinowanego technicznie czy zrobienie filmu wysmakowanego plastycznie. Lada moment wystarczy do tego wpisanie odpowiedniego promptu do okienka aplikacji. Technologia umożliwia wszystko. Problem w tym, że im jest łatwiej ją wykorzystać, tym trudniej jest nagrać film czy płytę, które mają w sobie jakąś faktycznie poruszającą treść. Może nawet - dopuszczam taką myśl - dotarliśmy do momentu, w którym nie da się już tego zrobić i jesteśmy skazani na recykling, remake'i i tępą, netfliksową rozrywkę. I nie zmieni się to dopóty, dopóki świat nie zmieni się w takim stopniu, że nie będziemy go już poznawać. Na podobnej zasadzie jak Rzym musiał upaść i musiały minąć stulecia, żeby możliwa była nowa kultura, która autentycznie wnosi coś w stosunku do starej. Jeśli tak jest, no to cóż - trudno się mówi i trza się z tym pogodzić.

Nie zapraszam do dyskusji, doszedłem do wniosku, że nie jestem nią zainteresowany - ale co mi przyszło do głowy, to zostawiam ku potomności, bo mi szkoda to wszystko tak po prostu skasować.
Ostatnio zmieniony 10-02-2026, 13:16 przez Żwirek i Muchomorek, łącznie zmieniany 3 razy.
Przygody Batona na czarnym lądzie
Awatar użytkownika
Believer
weteran forumowych bitew
Posty: 1521
Rejestracja: 08-06-2013, 11:27
Lokalizacja: cipsko twojego starego

Re: MAYHEM

10-02-2026, 13:13

zekke pisze:
10-02-2026, 09:32
zostaw maniaca, zostaw blashpemera, zostaw gow/chimere i dmds. byl etap lesny, byl etap eksperymentalno punkowy, byl etap przytlaczajacego ciezaru i chaotycznego zła z ordo, te etapy sa zamkniete, po co w przypadku mayhem do tego ludzie w kolko wracaja, kompletnie tego nie rozumiem, to nie kurwa immortal czy marduk nagrywajacy x lat ta sama plyte i raz im wyjdzie gorzej raz lepiej (przy calej sympatii do tych bandow). dlatego bylem wkurwiony przy daemon bo to byla bezpieczna opcja nie wnoszaca nic, to juz lepszy pod tym wzgledem byl EW, tylko imo powinni posiedziec na dnim jeszcze z rok i wyjebac polowe kawalkow, ew patenty zastapic innymi, lepszymi i odwazniejszymi kompozycyjnie. imo (ofc) piekno mayhem polega pchaniu rzeczy dalej a nie kurwa wracaniu do tego co bylo. live in marsylle ktore wkleiles uwielbiam za ta surowosc i RUNE, ale kurwa zasnalbym po kolejnej plycie w tej stylistyce. to nie ten band.
To jest podstawowy problem. Nie chodzi o to, że ktoś chce sentymentów, tylko wręcz przeciwnie -rewolucji. Chciałbym zostawić poprzednie wcielenia w piździe daleko, zapomnieć i dostać nową jakość w bm ale sama kapela w tym nie pomaga. To jedna z ostatnich załóg, od których (być może naiwnie) oczekuję na kolejnych plytach ciągłego poszukiwania. Tymczasem tu po raz drugi jest jazda na dawnych patentach. Przy okazji pierwszego singla ktoś słusznie napisał, że łysi są na "etapie opracowywania riffów z chimery". Mi to przypomina 13 black sabbath, gdzie rubin ich zamknął w pokoju i do porzygu puszczał w kółko pierwsze płyty, a potem kazał komponować. Tak to kurwa widzę i słyszę: dmds, gdow i chimera wjebane do kociołka i wymieszane przez typa, który stara się jak może ale ma nieporywnywalnie mniejszy talent od poprzedników i zesrać się może, ale to co zrobi będzie odtwórcze. Solidna płyta, ale nic nowego nie wnosi. Będzie zmiana gitarzystów, albo dalsze zjadanie ogona.
Awatar użytkownika
TheDude
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 7486
Rejestracja: 23-03-2011, 00:43

Re: MAYHEM

10-02-2026, 13:53

Uwielbiam ten band i teraz jako starszy słuchacz stwierdzam, że po Ordo ad Chao skończył się etap kiedy mogli słuchaczy czymś zaskoczyć. Nic już potem nie nagrali na takim poziomie. Takie jest życie i tyle.
Awatar użytkownika
DST
rasowy masterfulowicz
Posty: 2960
Rejestracja: 23-12-2010, 23:02

Re: MAYHEM

10-02-2026, 14:09

Żwirek i Muchomorek pisze:
10-02-2026, 13:12
Osłuchałem się trochę z tą płytą i bardzo mi się podoba to, co zeke napisał o tym, że czuć wajb jak z "Nosferatu" Eggersa. Nie przyszło mi to w ogóle do głowy, ale to dobre porównanie!
O, ciekawe, nie spodziewałem się.
Żwirek i Muchomorek pisze:
10-02-2026, 13:12
Uważam ten film za okropną szmirę dla przebodźcowanych idiotów, której wady są bardzo podobne do wad nowego Mayhem. Ale o tym później.
Cóż za plot twist :krzyk:
Awatar użytkownika
nicram
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13058
Rejestracja: 13-04-2011, 18:53
Lokalizacja: Litzmannstadt

Re: MAYHEM

10-02-2026, 14:19

Bardzo ładnie kolega Żwirek i Muchomorek opisał swoje uczucia i odczucia do nowego Mayhem. Kompletnie się z nimi nie zgadzam, ale przeczytałem ten bardzo długi tekst z wypiekami na twarzy. Ten plot twist faktycznie był jak u Hitchcocka. :-)
all the monsters will break your heart
Awatar użytkownika
Fanatyk
weteran forumowych bitew
Posty: 1178
Rejestracja: 02-09-2015, 20:23

Re: MAYHEM

10-02-2026, 14:43

Tyle już słów padło o nowym albumie Mayhem - całe ściany tekstu, jakbyście chcieli udowodnić, że coś rozumiecie, zamiast po prostu czuć. Black metal nie potrzebuje waszych doktoratów ani intelektualnych podpórek. Wypaliliście sobie receptory i teraz nie potraficie słuchać bez notatek, przypisów i ideologii. Black metal nie ma obowiązku być rewolucją za każdym razem - czasem jest tylko lustrem. I ewidentnie nie spodobało się to niektórym, co w nim zobaczyli.
Ten album zyskuje przy każdym odsłuchu. Mayhem w końcu przestał grać pod dziadersów tęskniących za własnym pierwszym szokiem.
ODPOWIEDZ