Posłuchałem pod wpływem posta kol. Zekke i z możliwie najczystszą głową i dostrzegam wspomniane zalety. Plusem jest na pewno ta operowość płyty, którą wyróżnił też kol. Nicram, wymieniając Arcturus. Do tego fajny koncept, ta śmierć widziana oczami holenderskich mistrzów rzeczywiście wybrzmiewa w tekstach i muzyce; okładka jest kluczem do nastroju tego materiału. I tutaj duży plus za niesztampowość w podejściu do tematyki mortualnej (no sorry, większość zespołów może się schować; Encoffination robi to dobrze), a jednocześnie umiejętność dostosowania tego konceptualnego podejścia pod specyfikę wokalisty. Tzn. no inaczej, Attila po prostu wie co robi.
Płyta jest przepełniona ciekawymi zagrywkami i instrumentalnie sporo tam się dzieje, choć to Attila moim zdaniem gra tutaj pierwszorzędne skrzypce, mam wrażenie, że to album pod niego i pod jego, nomen omen, liturgię. Jedynie co, to riffy nie są aż tak wyraziste. Są chwytliwe, mają ten mayhemowski sznyt, te arpeggia rzeczywiście są bardzo fajne, ale no po prostu Blasphemer serwował ogień i to se ne vrati. Brak tu czegoś o nośności motywu przewodniego "Rape Humanity With Pride". Ale też porównywanie nie ma zbyt dużego sensu.
Podsumowując, w optyce albumu konceptualnego słucha mi się tego naprawdę nieźle.
Także no jest solidne 7/10 na ten moment. Może jeszcze urośnie.
MAYHEM
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
Regulamin forum
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
- Deathhammer66
- w mackach Zła
- Posty: 965
- Rejestracja: 25-01-2015, 21:40
- nicram
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 13056
- Rejestracja: 13-04-2011, 18:53
- Lokalizacja: Litzmannstadt
Re: MAYHEM
I to jest w końcu dobra analiza tego nowego Mayhem. Sam sceptycznie podchodziłem do tej płyty po singlach, ale tak jak wspominałem, już pierwszy odsłuch sprawił, że zmieniłem zdanie. Mayhem nagrało płytę, która nie jest zbiorem osobnych piosenek ale stanowi całość. I właśnie tak należy ją rozpatrywać. Jest mrok, brutalność i niemal kościelna aura. Każda płyta Mayhem jest inna i nie inaczej jest z "Liturgy of Death". Opinie po jednym czy dwóch przesłuchaniach można sobie wsadzić w dupę, czego sam jestem dobrym przykładem choćby w przypadku ostatniego The Ruins of Beverast.zekke pisze: ↑08-02-2026, 23:12niektorym patrze tutaj chyba uszy chujem zarosly na tym jebanym masterfullu. zeby zajebac takie teksty ze na tej plycie nie ma narracji, powierza czy kompozycji to trzeba byc kurwa akustycznie uposledzonym, delikatnie mowiąc, chociaz okreslilbym to bardziej dosadnie.
oczekiwania mialem w chuj wysokie bo esoteric bylo najwyzej poprawne z lepszymi momentami, daemon podobnie ale to typowy fan-service throwback album wiec pod tym kątem krok w tył zamiast w przod, a tego oczekuje od tego zespolu - pchania tego syfu dalej, aby kolejne tabuny gowno zespolow mogly to mniej lub bardziej nieudolnie kopiowac. zreszta oczeikwania mialem kurwa po ordo (i tak czekałem 19 lat ja jebie) bo nic od tej plyty sie do niej nawet nie zbliżyło, takze liturgy to bylo make or breake, bo przy całej sympatii - ile można - jakby kolejny raz wypuscili cos na poziomie dwoch poprzednich czy cofneli sie do oddawnia holdow poprzednim plytom e jak w przypadku wydanego siedem (wtf japierdole) lat temu daemon to byloby slabo w chuj.
to co wyszlo to najlepsza plyta mayhem od ordo, nie wiem czy nie najlepsza w ogole, zajebiscie zlozona kompozycyjnie i zbalansowana jako całość. na pewno bede do niej wracal czesciej niz do ordo bo na to musze miec konkretny nastroj a liturgy od poczatku do konca razem z bonusowym (swoja droga - jest na setliscie live tej trasy) wchodzi jak gorący nóż w masło. genialne liryki (znow najlepsze od ordo) i performance atilli, od zajebania smaczkow i warstw, zarowno w muzyce jak i wykonaniu wokali - od goscinnego garma, po wklad ulver w pierwszy kawalek, po koncowe etniczne bębny czy genialny bonus track (jak ktos namierzyl drugi bonusowy - sancta mendacia niech da znac, nigdzie nie moge wytropic). tymi aranzami w okol lirykow teloch z ghoulem ocieraja sie o kompozycyjny geniusz momentami, zwlaszcza teloch, ale to nie przypadek skoro jest go 3x tyle na tej plyciem. minus pol punkta za podjebanie wlasnego riffu z nidnigr greatest of deceivers.
przy 2 kompozytorach o w chuj odmiennym stylu nadal jest to odczuwalnie spójne i nadal ma charakterystyczny wajb mejhem, patentami z jednego kawalka mozna kurwa obdzielic niejedna cała pyte w tym gownianym, przesyconym gatunku. pełzające riffy, tappingi, string jumping idealnie plynacych arppegiach telocha, popierdolone sołówki ghoula i jakies pasaże trwajace po 2 min.
hellhammer w zyciowej formie, to co tam jest odpierdalane bije naglowe wszystko co nagral do tej pory, w wieku 56 lat przechodzi sam siebie. nikt tak tez lepi riffów razem ze sobą w sekcji rytmicznej, genialnie uwypukla i daje przestrzen gdy trzeba, albo zmienia kompletnie odbiór tego samego riffu w innej czesci kawalka. jednoczesnie nie ma w tym jakies przasnosci, przerostu formy, chujowego doboru środów, wpyte genialnych patentów jest wykorzystywanych na plycie tylko raz, wszystko bije dojrzałoscią kompozytorską i wyczuciem formy.
atilla to liga sama w sobie, swietne liryki (nie chce mi sie rozwodzic, osobny temat, jak ktos jest na tyle niedojebany aby komentowac taka plyte bez wlasciwego przesluchania razem z tekstem to polecam), genialny aktorski operowy performance, recytacje, growle, zmiany stylistyczne, wstawki łacinskie, wstawki węgierskie, przyszpieszone jazdy wyrecytowanego jak karabin szeptu, pomruki z wajbami ala ostatni nosferatu od eggersa, no kurwa poezja. brakuje mi jedynie wysokich wyciągnietych pisków ala ordo ale w sumie nie widze dla nich miejsca na tej plycie lirycznie.
all the monsters will break your heart
- nicram
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 13056
- Rejestracja: 13-04-2011, 18:53
- Lokalizacja: Litzmannstadt
Re: MAYHEM
Deathhammer66 pisze: ↑09-02-2026, 00:37Posłuchałem pod wpływem posta kol. Zekke i z możliwie najczystszą głową i dostrzegam wspomniane zalety. Plusem jest na pewno ta operowość płyty, którą wyróżnił też kol. Nicram, wymieniając Arcturus. Do tego fajny koncept, ta śmierć widziana oczami holenderskich mistrzów rzeczywiście wybrzmiewa w tekstach i muzyce; okładka jest kluczem do nastroju tego materiału. I tutaj duży plus za niesztampowość w podejściu do tematyki mortualnej (no sorry, większość zespołów może się schować; Encoffination robi to dobrze), a jednocześnie umiejętność dostosowania tego konceptualnego podejścia pod specyfikę wokalisty. Tzn. no inaczej, Attila po prostu wie co robi.
Płyta jest przepełniona ciekawymi zagrywkami i instrumentalnie sporo tam się dzieje, choć to Attila moim zdaniem gra tutaj pierwszorzędne skrzypce, mam wrażenie, że to album pod niego i pod jego, nomen omen, liturgię. Jedynie co, to riffy nie są aż tak wyraziste. Są chwytliwe, mają ten mayhemowski sznyt, te arpeggia rzeczywiście są bardzo fajne, ale no po prostu Blasphemer serwował ogień i to se ne vrati. Brak tu czegoś o nośności motywu przewodniego "Rape Humanity With Pride". Ale też porównywanie nie ma zbyt dużego sensu.
Podsumowując, w optyce albumu konceptualnego słucha mi się tego naprawdę nieźle.
Także no jest solidne 7/10 na ten moment. Może jeszcze urośnie.
all the monsters will break your heart
- Dragazes
- w mackach Zła
- Posty: 991
- Rejestracja: 27-02-2012, 00:24
Re: MAYHEM
Ja też już po paru odsłuchach, ale musi być więcej aby wyrobić sobie zdanie. Z pewnością to nie jest zły album, imho okopali się w tej formule zaczętej na Daemon i brną w to dalej. Faktem jest, że poprzednie albumy są skrajnie różne aczkolwiek ja w EW słyszę wpływy Ordo.
Tak już niestety jest, że legendarne zespoły mają ekstremalnie wysoko zawieszoną (same przez siebie) poprzeczkę. Na niekorzyść Mayhem działa fakt, że tych albumów mają dość mało jak na zespół z takim stażem, więc oczekiwania też są większe.
Zaciekawiła mnie pochwała Hellhammera, ja muszę przyznać, że jak na razie nie usłyszałem w jego grze na LoD niczego nadzwyczajnego.
Nie jestem w stanie zrozumieć krytykowania Attilii, imho jest doskonale.
Wiem w ogóle cokolwiek na temat komponowania albumu? Widziałem fotki Telocha i tak to opisywał, że zrobił dosłownie wszystko "Working on the new Mayhem. I need to focus
My brain is fried. Guitars, bass, drum beats, vocal guides, effects, synths yadayada."
edit: już jasne,
Morten Bergeton Iversen Guitars, Songwriting (tracks 1, 3, 5, 6, 8 )
Ghul Guitars, Songwriting (track 2, 4, 7)
Ciekawe jednak do czego to się sprowadzało, czy Attila dostał gotowe wokalizy ze wskazanymi miejscami gdzie w danym utworze ma coś zaśpiewać swoim głosem?
Tak już niestety jest, że legendarne zespoły mają ekstremalnie wysoko zawieszoną (same przez siebie) poprzeczkę. Na niekorzyść Mayhem działa fakt, że tych albumów mają dość mało jak na zespół z takim stażem, więc oczekiwania też są większe.
Zaciekawiła mnie pochwała Hellhammera, ja muszę przyznać, że jak na razie nie usłyszałem w jego grze na LoD niczego nadzwyczajnego.
Nie jestem w stanie zrozumieć krytykowania Attilii, imho jest doskonale.
Wiem w ogóle cokolwiek na temat komponowania albumu? Widziałem fotki Telocha i tak to opisywał, że zrobił dosłownie wszystko "Working on the new Mayhem. I need to focus
edit: już jasne,
Morten Bergeton Iversen Guitars, Songwriting (tracks 1, 3, 5, 6, 8 )
Ghul Guitars, Songwriting (track 2, 4, 7)
Ciekawe jednak do czego to się sprowadzało, czy Attila dostał gotowe wokalizy ze wskazanymi miejscami gdzie w danym utworze ma coś zaśpiewać swoim głosem?
Should the compact Disc become soiled by fingerprints, dust or dirt, it can be wiped with a clean and lint free soft, dry cloth. If you follow these suggestions, the Compact Disc will provide a lifetime of pure listening enjoyment.
- rmk
- postuje jak opętany!
- Posty: 332
- Rejestracja: 11-01-2014, 23:05
- Kontakt:
Re: MAYHEM
Podejrzewam, że robił to identycznie jak przy Daemon, tutaj (8:00) wrzucił próbkę z demo:
- Believer
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1520
- Rejestracja: 08-06-2013, 11:27
- Lokalizacja: cipsko twojego starego
Re: MAYHEM
Posłuchałem dwa razy, dupy nie urywa. Odtwórcze granie na bazie trzech pierwszych płyt. Pierwsze odczucia takie, że wchodzi lepiej niż poprzednia, którą uważam za najgorszy Mayhem. Niektóre riffy bdb, czuć tę charakterystyczną "duchowość" zespołu, ale brakuje tu ewidentnie kogoś, kto by najlepsze pomysły dobrze posklejał w kompozycje, a niepotrzebne odsiał. Teloch to rzemieślnik, ciupie w chałupie co moze, ale wyżej dupy nie podskoczy.
- tomekw48
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1087
- Rejestracja: 30-10-2018, 23:45
Re: MAYHEM
Ja sobie słucham teraz nowego Mayhem, tym razem, z fizycznego nośnika, no i powiem, że REWELACJA.
Jestem zachwycony. Typowo koncertowa muza. I do tego z klimatem.
Mi tam DMDS już się znudziło - tak zakatowałem tą płytę... I teraz wszelkie wariacje na jej temat są mile widziane.
Naprawdę podoba mi się ta płyta. Świetne brzmienie na moim zestawie ma ta płyta.
Ano właśnie...
Słuchacie ze streamingu na komputerowych głośnikach, to zadowoleni nie jesteście
Jestem zachwycony. Typowo koncertowa muza. I do tego z klimatem.
Mi tam DMDS już się znudziło - tak zakatowałem tą płytę... I teraz wszelkie wariacje na jej temat są mile widziane.
Naprawdę podoba mi się ta płyta. Świetne brzmienie na moim zestawie ma ta płyta.
Ano właśnie...
Słuchacie ze streamingu na komputerowych głośnikach, to zadowoleni nie jesteście
Jak wewnątrz tak i na zewnątrz.
- DST
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2959
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: MAYHEM
Czy ktoś ma też wrażenie, że to brzmi jak MARE? Wiem kto uczniem a kto mistrzem, ale jednak.
Riff kończący "Weep for Nothing" zajebisty.
Riff kończący "Weep for Nothing" zajebisty.
- zekke
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1877
- Rejestracja: 03-08-2006, 16:01
Re: MAYHEM
sprawdz sobie live z obecnej trasy, skoryguj EQ aby dalo sie tego sluchac to weep czy life is a corpse wyjebie cie z kapci, jest taka przepasc gdy pozniej wchodzi badblood czy dmds ze chuj. no, chyba ze bilety do GDA kupione i nie chcesz sobie spoilowac to nie odpalaj. dwa najlepsze nagrania na yt poki co, tylko jak mowilem oba wymagaja korekcji equalizerem:tomekw48 pisze: ↑09-02-2026, 19:54Ja sobie słucham teraz nowego Mayhem, tym razem, z fizycznego nośnika, no i powiem, że REWELACJA.
Jestem zachwycony. Typowo koncertowa muza. I do tego z klimatem.
Mi tam DMDS już się znudziło - tak zakatowałem tą płytę... I teraz wszelkie wariacje na jej temat są mile widziane.
Naprawdę podoba mi się ta płyta. Świetne brzmienie na moim zestawie ma ta płyta.
Ano właśnie...
Słuchacie ze streamingu na komputerowych głośnikach, to zadowoleni nie jesteście![]()
MAYHEM - Full Show | Live @ Oosterpoort Groningen, NL 05-02-26
Mayhem Live @Tivolivredenburg Utrecht 2026 - Recap -
atilla omawial tez proces w jednym z wywiadow, odbijaja pomysly miedzy sobą, teloch z ghoulem rywalizuja na riffy i z tego band jako calosc wylania cos co wg nich ma odpowiedniego ducha mayhem. na liturgy wszystkie teksty sa atilli, tym razem nikt sie nie dorzucil jak wczesniej (malum - hellhammer, bad blood - necro).
odpal porzadnie na porzadnym sprzecie a najlepiej na sluchawach, czytajac liryki w trakcie wokali to skoczy z 2 pkt jak nic. sam juz przepierdolilem ta plyte z pierdyliard razy, bez lirykow, specjalnie odwlekajac je na pozniej, po tym x razy z tekstami (zajebiscie uwypukla patenty atilli), z glosnikow takich czy srakich, ze sluchawek i w roznych okolicznosciach, spanie, sranie, ruchanie, dlubanie w nosie, samochod czy trening. tak jak uwielbiam ordo tak nie dalbym rady jej az tyle w kolo napierdalac bo to album innego rodzaju. moja opinia o liturgy nie bierze sie z dupy, tym bardziej ze ew/daemon jak wspominalem byly mniejszym czy wiekszym rozczarowaniem, a przynajmniej nie tym czego oczuje od mayhem, z tych 2 plyt skeilbym porzadna epke.Deathhammer66 pisze: ↑09-02-2026, 00:37Posłuchałem pod wpływem posta kol. Zekke i z możliwie najczystszą głową i dostrzegam wspomniane zalety.
Podsumowując, w optyce albumu konceptualnego słucha mi się tego naprawdę nieźle.
Także no jest solidne 7/10 na ten moment. Może jeszcze urośnie.
nie wiem na czym sluchasz ale sprobuj sobie boostnac okolice 4.6khz, zmniejsz -1 okolo 116hz. przemielilem to na tyle ze robie juz i takie eksperymentyDeathhammer66 pisze: ↑09-02-2026, 00:37Płyta jest przepełniona ciekawymi zagrywkami i instrumentalnie sporo tam się dzieje, choć to Attila moim zdaniem gra tutaj pierwszorzędne skrzypce, mam wrażenie, że to album pod niego i pod jego, nomen omen, liturgię. Jedynie co, to riffy nie są aż tak wyraziste.
w ogole jak ktos napierdala na gitarze to jest juz tez od jakiegos czasu bardzo dobrze stabowany weep for nothing na ultimate tabs (nie na songsterze, tam wrzucili jakies gowno) , przy rozkminieniu tego i ograniu samemu bardzo dobrze widac te wszystkie smaczki jak i (pozniej odsluchujac kawalek) technikę wykonania i kazdy dojebany detal w tych jumpach, slajdach i dodatkach. wiadomo ze na plycie jest tzw studio magic, ale no kurwa wciąż.
posluchaj x razy weep for nothing, zobacz jak jest prowadzony kawalek, jak ten sam riff na roznym tle perkusji zmienia wydzwiek, jak poczatek jest celowo relatywnie prosty, wrecz "uplifting" melodie tam plyna (w koncu na chuj placzesz, placz jest daremny) i jakie ekstatyczne jest tego rozwiniecie tym skakaniem na progach aby wrocic do riffu ktory juz znasz na innym tle perskusyjnym po tym "breakdownie" (od biedy slowo), no kurwa poezja. jak dla mnie magia hellhammera tkwi w dokladnie takiej ilosci srodkow jakie sa potrzebne aby w kawalku wszystko skleic w odpowiedni sposob, podkreslic riffy, dac przestrzen gdzie trzeba, przypierdolic gdzie trzeba etc. tak jak uwielbiam np solo perke w ULCERATE tak dla mnie perskusja tam nie klei riffow w taki sposob jak w MAYHEM. juz nie mowiac o tym co sie odpierdala np Propitious Death - 1:30 do 1:40 (jak 1 raz to uslyszalem to wyjebalo mnie z kapci, w ogole ukradł ten track totalnie imo) czy ten sam kawalek od 2:25 przez minute, najlepsze momenty GDoW mi sie przypominają, tylko podbite razy 5 na sterydach. mam nadzieje ze to wpadnie kiedys do setlisty live, podobnie jak ephermal, aeons end, despair, sentence of absolution lol, z trzema obecnymi to juz w zasadzie kurwa cala plyta. jak dla mnie mogliby zagrac ją kiedys w calosci razem z dwoma bonusami (ma ktos ten drugi?) tak jak kiedys grali te oklepane juz do znudzenia DMDS, za ktorym płacze co drugi daun w recenzjach.
mam wrazenie ze czesc utworow zostala zrobiona tak aby oddac skillsy kazdego z nich, z tym malym smiesznym motywem dla necro, chociaz momentami dobrze plynie liniami basu zwlaszcza gdy nie odpierdala kopii podstawowych dzwiekow z akordow gitarzystow tylko dorzuci na to jakis wlasny spin, o ile jest to jego wlasny spin lol, tylko jego partie przy takiej scianei dzwiekow trzeba wylawiać bardziej, w sumie caly w tym fun. atille nie wiem kto krytykuje, pewnie kolejni z chujami w uszach, jego performance to totalny highlight, zwlaszcza ze na ew/daemon brakowalo mi jego popisow, na pewno po czyms takim co odpierdolil na ordo. tutaj mamy kawalki naszpikowane jego patentami ktore wchodza ponownie przy odsluchach razem z czytaniem lirykow. na tle miliarda plyt gdzie jest zwyczajne darcie mordy 90% to tutaj znow patentami wokalnymi mozna obdzielic kilka albumow a i tak sporo z nich wykorzystywanych jest tylko raz, o czym wspominalem we wczesniejszym poscie.
slucham sobie setlisty z obecnej trasy i po kawalkach z liturgy to jakies bad blood brzmi jak napisane przez gimnazjaliste (pisal necro wiec to troche wyjasnia), reszta tez odstaje w chuj instrumentalnie,
najglupsze rzeczy jakie zdazylem uslyszec o tej plycie oprocz tego farmazoniarza od narracji, kompozycji i powietrza to ze to zrzynki z dso (rotfl), funeral mist (wtf) czy ze "ciezko sie tej plyty slucha i nie dam rady wiecej niz 1-2 razy" ja pierdole metaluchy AD2026. najlepiej o tej plycie swiadczy ze gdzie nie spojrzalem to ludzie paluja sie aeons end i life is a corpse - czyli najbardziej przystepnymi trackami, relatywnie prostym napierdolem i przystepnym life = jak sie juz kurwa otrzaskaja to wtedy bedzie otwieranie oczu. nikt nie wspomina o ulverze/garmie, nikt nie wspomina o kurwa tekstach, mam wrazenie ze ludzie dupą chyba sluchają tych plyt. zreszta sam mialem podobnie po takim despair ktory ocenialem przecietnie, teraz jest jednym z moich ulubionych na tej plycie. kurwa, w sumie poki co jedynie funeral of existance jakos mi nie siada i nie odnajduje tym tylu zajebistych rzeczy co w pozostalych.
edit - wykrakalem bo w trakcie mego posta pojawil sie kwiatek jak nizej:
dobrze ze nie poltora. nie wiem kurwa, za takie cos to powinna byc lepa na pizde i ban na miesiac na uspokojenie. po ki chuj sie w ogole wypowiadac. w ogole po liturgy mam flashbacki z premiery ordo, komentarze były identycznie, pozniej sie wszyscy przepraszaja i gugububu blaszima wróc. a zreszta, chuj z tym.
- zekke
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1877
- Rejestracja: 03-08-2006, 16:01
Re: MAYHEM
z cyklu ja pierdole:
blaszimerowi zabraklo wiosla i dzban ex wokalista wilczycy zaoferowal sie pozyczyc gibsona, wszystko fajnie bo nawet pomyslal ze mu go po prostu odda. najebal tam na kejsie slamazarne for rune from nidhogg, hejls sejtan jak gimbus, klikam foty a ten cymbał napierdolil to jeszcze bezposrednio na gitarze, ale zaszczyt rune kopnał, miec takie wioslo z autografem w kolekcji


blaszimerowi zabraklo wiosla i dzban ex wokalista wilczycy zaoferowal sie pozyczyc gibsona, wszystko fajnie bo nawet pomyslal ze mu go po prostu odda. najebal tam na kejsie slamazarne for rune from nidhogg, hejls sejtan jak gimbus, klikam foty a ten cymbał napierdolil to jeszcze bezposrednio na gitarze, ale zaszczyt rune kopnał, miec takie wioslo z autografem w kolekcji


- Anzhelmoo
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1375
- Rejestracja: 19-03-2017, 08:51
Re: MAYHEM
Ja krytykuję Attilę i to z perspektywy jego fana i miłośnika chyba wszystkich głównych projektów pobocznych. Nie neguję tego, że pod kątem technicznym wokale są wspaniałe, ale mnie po prostu odstrasza ta teatralna maniera, którą od dwóch płyt reprezentuje (żeby być uczciwym, nadmienię, że na żywo robią robotę). Na Ordo było naprawdę mrocznie, nawet na EW były momenty, że czułem jego opętanie (wokale w Watchers). Teraz po prostu traktuje go jako wspaniałego aktora i bardzo dobrego rzemieślnika. Gdyby ktoś mi puścił instrumentale Mayhem do utworów z nowej płyty zanim ją posłuchałem, właśnie tak bym sobie wyobrażał te wokale "w stylu Attili", a ja akurat w Mayhem lubię element zaskoczenia i spontaniczności.
I myślę, że punkowa osobowość Maniaca zdecydowanie lepiej oddaje to co w mojej głowie byłoby lepsze DZIŚ dla tego zespołu, gdybym miał czarodziejską różdżkę. Co więcej przeprowadziłem nieco głupią zabawę myślową i słuchając wybranych utworów z nowego Mayhem wyobraziłem sobie, że mają brzmienie Chimery i wokale Svena. No cóż, w mojej wyobraźni brzmiały dużo lepiej niż efekt finalny. Nawiasem mówiąc tutaj przyznaję zgodę - po kilku odsłuchach rzeczywiście album ciut zyskuje, gdy wsłuchamy się w smaczki gitar, natomiast dla mnie to nadal najgorszy album Mayhem. Nawet jak gdzieniegdzie pojawiają się fajne riffy, to aranże i brzmienie odbierają im moc.
Chyba jestem po prostu zbyt dużym idealistą. Mayhem zawsze był ZŁY (nie że zła muzyka, tylko evil jako cecha) i taki w mojej głowie zostanie. Dziś to są starsi łysi panowie z brzuszkami, z rodzinami. Naiwnością z mojej strony było oczekiwani, że są w stanie wykrzesać nadal tyle ZŁA co dawniej. Mayhem to nie był jakiś zwykły zespolik, co sobie po prostu nagrywał płytę i grał koncerty, a po godzinach pracował w korpo. To była potęga i apokalipsa, jest bardzo niewiele kapel, które siały w swoim prime takie spustoszenie. Tym bardziej przykro, bo mam wrażenie, że ten zespół zasługiwał na lepszy finał, niż jasełka.
Mam nadzieję, że kiedyś pewnego dnia, gdy już nie będą mieli nic do stracenia, przywalą po raz ostatni PRAWDZIWYM albumem Mayhem. Nie ważne, czy zostanie dobrze przyjęty, czy kiepsko, po prostu byle się odważyli zrobić coś nowego bez patrzenia wstecz. Bez patrzenia na DMDS, na Euronymousa, te wszystkie te historie z krypty i Necrobutchera wspominającego, że kiedyś to było i czego to nie chciał zrobić. By zamknęli po raz ostatni usta wszystkim młodym grajkom i udowodnili, że nawet staruszkowie mogą zrobić nieco zamieszania. Mam po prostu nadzieję, że ten album nie będzie ich ostatnim, bo to byłby smutny koniec.
I myślę, że punkowa osobowość Maniaca zdecydowanie lepiej oddaje to co w mojej głowie byłoby lepsze DZIŚ dla tego zespołu, gdybym miał czarodziejską różdżkę. Co więcej przeprowadziłem nieco głupią zabawę myślową i słuchając wybranych utworów z nowego Mayhem wyobraziłem sobie, że mają brzmienie Chimery i wokale Svena. No cóż, w mojej wyobraźni brzmiały dużo lepiej niż efekt finalny. Nawiasem mówiąc tutaj przyznaję zgodę - po kilku odsłuchach rzeczywiście album ciut zyskuje, gdy wsłuchamy się w smaczki gitar, natomiast dla mnie to nadal najgorszy album Mayhem. Nawet jak gdzieniegdzie pojawiają się fajne riffy, to aranże i brzmienie odbierają im moc.
Chyba jestem po prostu zbyt dużym idealistą. Mayhem zawsze był ZŁY (nie że zła muzyka, tylko evil jako cecha) i taki w mojej głowie zostanie. Dziś to są starsi łysi panowie z brzuszkami, z rodzinami. Naiwnością z mojej strony było oczekiwani, że są w stanie wykrzesać nadal tyle ZŁA co dawniej. Mayhem to nie był jakiś zwykły zespolik, co sobie po prostu nagrywał płytę i grał koncerty, a po godzinach pracował w korpo. To była potęga i apokalipsa, jest bardzo niewiele kapel, które siały w swoim prime takie spustoszenie. Tym bardziej przykro, bo mam wrażenie, że ten zespół zasługiwał na lepszy finał, niż jasełka.
Mam nadzieję, że kiedyś pewnego dnia, gdy już nie będą mieli nic do stracenia, przywalą po raz ostatni PRAWDZIWYM albumem Mayhem. Nie ważne, czy zostanie dobrze przyjęty, czy kiepsko, po prostu byle się odważyli zrobić coś nowego bez patrzenia wstecz. Bez patrzenia na DMDS, na Euronymousa, te wszystkie te historie z krypty i Necrobutchera wspominającego, że kiedyś to było i czego to nie chciał zrobić. By zamknęli po raz ostatni usta wszystkim młodym grajkom i udowodnili, że nawet staruszkowie mogą zrobić nieco zamieszania. Mam po prostu nadzieję, że ten album nie będzie ich ostatnim, bo to byłby smutny koniec.
Często jest tak...że nie, a potem coraz częściej jest tak...że nie, a potem zwykle jest tak...że nie. I potem zostaje już samo nie.
- Anzhelmoo
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1375
- Rejestracja: 19-03-2017, 08:51
Re: MAYHEM
Moim zdaniem trafnie podsumowałeś ten album! Na GDOW były narzekania, że zbyt eksperymentalny, więc potem wyszła Chimera - przenosiła tego ducha na bardziej konserwatywne rewiry. Wyszło Ordo i pomimo bardzo dobrego przyjęcia ponownie tradycjonaliści narzekali, że zbyt wydziwione. Więc Esoteric w pewnym sensie był takim suplementem do OAC - przenosił element tego ducha na konserwatyzm. Aczkolwiek to może ciut naciągane, bo pomimo podobieństw zmienił się kompozytor, więc jedną nogą sporo czerpał z Ordo, ale jednocześnie był też trochę resetem. To co go różniło to na pewno brzmienie - a przyznam, że jestem jego wielkim fanem. Ono jest bardzo specyficzne, takie trochę rzężące, ale zarazem bardzo unikalne na swój sposób (uwielbiam brzmienie gitar i perkusji tam). Pomimo krytyki to był naprawdę całkiem niezły punkt wyjścia, bo Teloch naprawdę momentami tam pomysłowo grał. Z jednej strony z szacunkiem do dziedzictwa Rune, a z drugiej po swojemu. Wtedy jeszcze szukał swojej drogi i pamiętam, że BARDZO czekałem na następcę, bo totalnie nie wiedziałem, w którą stronę z takim zapleczem pójdą, a wiedziałem, że po albumie przejściowym zgodnie z harmonogramem, do którego sami się stosowali, teraz uderzą prawdziwą petardą. No i niestety się nie doczekałem!Deathhammer66 pisze: ↑07-02-2026, 21:14Z jednej strony masz rację i rozumiem, że obie wspomniane przez Ciebie cechy mogą irytować, lecz z drugiej, jak dla mnie: na EW są momenty szaleństwa jak na Ordo ad Chao, są tam morderczne, niespodziewane przyśpieszenia, jakby momenty przeciążenia, do tego wszystko w takim podniosło-religijno-nuklearnym klimacie (tu Anzhelmoo super to ujął, dokładnie to samo czuję, gdy słucham EW); i doza takiego smutku, melancholii, a z drugiej NAPIERDALANKA jest o wiele bardziej cięta. Mimo że to zdecydowanie najsłabszy album Mayhem w porównaniu z wszystkimi poprzednimi, to jednak jest na niego pomysł i ma on swój własny charakter. O kolejnych dwóch trudno powiedzieć to samo, nawet mimo tego, że lubię Daemon.DST pisze: ↑07-02-2026, 20:27Puściłem sobie w aucie "Esoteric Warfare" parę dni temu i nie, to nie był udany album. Był jakiś, fakt, ale jego gęstość i sterylność jest dla mnie irytująca po czasie. Nie był też specjalnie natchniony, ot Mayhemowe riffy tylko połączone z bębnami pędzącymi na złamanie karku w sumie chuj wie dokąd.Anzhelmoo pisze: ↑07-02-2026, 18:42
Przy okazji apeluję o szacunek do Esoteric Warfare. To nie jest najlepszy album tego zespołu, ale ostatni, na którym realnie kombinują, z własnym unikalnym klimatem (teorie spiskowe, konspiracja, filmy z żółtymi napisami). Mayhem dzisiejszy praktycznie z tym z czasów Esoteric niewiele ma wspólnego muzycznie. Dałbym wiele za powrót do czasów, gdy M. czymś się wyróznial, nawet negatywnie! (eksperymenty mile przeze mnie widziane).
EW naprawdę ma super klimat! Pod kątem koncepcyjnym był totalnie niemayhemowy i właśnie paradoksalnie te odcięcie od najbardziej odległych korzeni było najbardziej mayhemową rzeczą jaką mogli zrobić (spójrzcie na sesję - bez logotypu ktoś by zgadł, że ten zespół nagrał GDOW, czy WLA, czy DMDS?). A do tego miał fenomenalną oprawę graficzną i artworki!
I tak, te przeciążenia perkusyjne tam były mega! No to był naprawdę szalony album na swój sposób na wielu poziomach. Wiem, że dla Attili był on bardzo ważny i był z nim związany konceptualnie (nie wiem jak po latach go ocenia). On od lat lubował się tej tematyce żółtych napisów i czuć wyraźnie, że autentycznie ma z tego zajawkę i się świetnie bawi na płycie, że nie jest po prostu wynajętym pracownikiem, który musi udawać siebie sprzed lat. A pamiętacie jego inne kreacje z wtedy? Który poważny mroczny zespół black metalowy mógł sobie pozwolić na coś takiego bez bycia narażonym na śmieszność?

Często jest tak...że nie, a potem coraz częściej jest tak...że nie, a potem zwykle jest tak...że nie. I potem zostaje już samo nie.
-
olgims
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1977
- Rejestracja: 06-09-2010, 23:25
Re: MAYHEM
Kurwa jaka debata się zrobiła nad zgniłym trupem. Najlepsze są argumenty, że przecież oni umiejo grać - no fakt niezaprzeczalny, albo jak raczy pisać jeden tutaj -autentyczny. Autentyczny nie jest za to końcowy produkt - nadal to posklejane fragmenty, ktorych słucha się jak posklejanych fragmentow. Nie zmieni tego ilość przesluchan, strój królika, znudzenie DMDS
czy wmawianie sobie, że się ma do czynienia z o kurwa geniuszem (nisko ta poprzeczka wisi obecnie). Oni od 3 albumów nie nagrali absolutnie nic ciekawego, odtwórcze poprawne napierdalanie własnych riffów. Moim największym zarzutem do współczesnego mayhem jest całkowity brak jakiegos pierwiastka szaleństwa, brak odczucia, że dźwięki płynące z głośników to zło i patologia, szatańskie nekro-misteria. Za to poraz kolejny dostaje węgierska operetkę w coraz śmieszniejszych strojach, no a jakbym chciał słuchać egeszege to bym sobie puścił wywiad ziobry w tv republika.
Seein' me is def not repeated or done twice
I laugh as I cast the first stones at Christ
I laugh as I cast the first stones at Christ
- zekke
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1877
- Rejestracja: 03-08-2006, 16:01
Re: MAYHEM
co do Atilli - chcialbys to samo co na EW, chimerze, na DMDS? jego styl zawsze byl w chuj operowy juz na pierwszych nagraniach czy tormentora czy plasma pool, w tym jego sila imo, jego wokal to nie jest wokal tylko caly performance, co widac idealnie live, w zasadzie moglby byc kurwa aktorem teatralnym spokojnie, gestykulacja stroje mimika wokalizy w stu technikach, pomruki, piski, sprinty szeptane, węgierskie wstawki, wstawki ktore chyba specjalnie spiewa jakby odwrocic dzwiek lub inne jego eksperymenty, trybalistyczne recytacje w sentence of absolution, czyste zloto. sam tez to opowiada w wywiadach, gdy opisuje jak doszlo do tego ze zajmuje sie tym czym sie zajmuje - od teatralnego performance przed lustrem nawet jeszcze nie spiewajac. reszta wokalistow przy nim imo to drze morde mniej lub bardziej sluchalnie. co do rzeczy z EW (czy bardziej ordo imo) - zgadzam sie kompletnie, tez mi tego brakuje, Z TYM ŻE to nie pasuje do tej plyty, do jej konceptu jako calosci. tu nie chodzi o bycie starszymi panami z brzuszkami tylko o to jakie srodki stosujesz do danego albumu. plyta jest refleksyjna lirycznie, wydzieranie japy na temat rozkmin smierci, ucieczki od reinkarnacji, przerwanie powtarzalnego cyklu czy tego czym jest zycie/smierc na tej planecie i poza nią.Anzhelmoo pisze: ↑10-02-2026, 00:20Ja krytykuję Attilę i to z perspektywy jego fana i miłośnika chyba wszystkich głównych projektów pobocznych. Nie neguję tego, że pod kątem technicznym wokale są wspaniałe, ale mnie po prostu odstrasza ta teatralna maniera, którą od dwóch płyt reprezentuje (żeby być uczciwym, nadmienię, że na żywo robią robotę). Na Ordo było naprawdę mrocznie, nawet na EW były momenty, że czułem jego opętanie (wokale w Watchers). Teraz po prostu traktuje go jako wspaniałego aktora i bardzo dobrego rzemieślnika. Gdyby ktoś mi puścił instrumentale Mayhem do utworów z nowej płyty zanim ją posłuchałem, właśnie tak bym sobie wyobrażał te wokale "w stylu Attili", a ja akurat w Mayhem lubię element zaskoczenia i spontaniczności.
dokladnie jak mowilem. ile masz odsluchow i na czym? odpal w inny sposob, z tekstem, czytaj w trakcie wokaliz, boostnij +/- decybel w ta czy w tamta, problemy same sie rozwiażą. przyznaje ze moze brzmienie nie jest idealne ale to ofc w chuj zalezy od nosnika i zrodla dzwieku.Nawiasem mówiąc tutaj przyznaję zgodę - po kilku odsłuchach rzeczywiście album ciut zyskuje, gdy wsłuchamy się w smaczki gitar, natomiast dla mnie to nadal najgorszy album Mayhem. Nawet jak gdzieniegdzie pojawiają się fajne riffy, to aranże i brzmienie odbierają im moc.
no przeciez nie zawsze, byl punkowy, byl leśny, byl walcowato ciezki, byl eksperymentalno kurwa triphopowy, teraz jest refleksyjno nostalgicznie operowy, teatralny, wysmakowany. zostaw poprzednie etapy i idz do przodu, do tych etapow zawsze mozna wrocic odpalajac poprzednie plyty, zamiast tworzyc nowe identyczne, a przeciez za to EW/DAEMON sa krytykowane.Mayhem zawsze był ZŁY (nie że zła muzyka, tylko evil jako cecha) i taki w mojej głowie zostanie. Dziś to są starsi łysi panowie z brzuszkami, z rodzinami. Naiwnością z mojej strony było oczekiwani, że są w stanie wykrzesać nadal tyle ZŁA co dawniej.
nawet sam jej mood jest nie strice ZŁY tylko piękno-dziwny (dosłownie, wyciągniete myki telocha to poezja, , z krotszymi wybuchami zła/agresji wrzuconymi tu i tam na przełamanie klimatu, przy despair czy aeons end). darcia mordy tam nie brakuje, za to jest sto innych jego technik ktorych nie slyszalem na poprzednich plytach, az zaluje ze nie wykorzystal niektorych czesciej ale to tylko pokazuje kunszt i umiejetne uzycie srodkow, dokladnie jak w przypadku hellhammera, bo to ze to tak brzmi i tak jest zlozone po siedmiu jebanych latach od DAEMON to przeciez nie przypadek w przypadku takich muzykow.
"I myślę, że punkowa osobowość Maniaca zdecydowanie lepiej oddaje to co w mojej głowie byłoby lepsze DZIŚ dla tego zespołu, gdybym miał czarodziejską różdżkę. Co więcej przeprowadziłem nieco głupią zabawę myślową i słuchając wybranych utworów z nowego Mayhem wyobraziłem sobie, że mają brzmienie Chimery i wokale Svena. No cóż, w mojej wyobraźni brzmiały dużo lepiej niż efekt finalny. Nawiasem mówiąc tutaj przyznaję zgodę - po kilku odsłuchach rzeczywiście album ciut zyskuje, gdy wsłuchamy się w smaczki gitar, natomiast dla mnie to nadal najgorszy album Mayhem. Nawet jak gdzieniegdzie pojawiają się fajne riffy, to aranże i brzmienie odbierają im moc."
zostaw maniaca, zostaw blashpemera, zostaw gow/chimere i dmds. byl etap lesny, byl etap eksperymentalno punkowy, byl etap przytlaczajacego ciezaru i chaotycznego zła z ordo, te etapy sa zamkniete, po co w przypadku mayhem do tego ludzie w kolko wracaja, kompletnie tego nie rozumiem, to nie kurwa immortal czy marduk nagrywajacy x lat ta sama plyte i raz im wyjdzie gorzej raz lepiej (przy calej sympatii do tych bandow). dlatego bylem wkurwiony przy daemon bo to byla bezpieczna opcja nie wnoszaca nic, to juz lepszy pod tym wzgledem byl EW, tylko imo powinni posiedziec na dnim jeszcze z rok i wyjebac polowe kawalkow, ew patenty zastapic innymi, lepszymi i odwazniejszymi kompozycyjnie. imo (ofc) piekno mayhem polega pchaniu rzeczy dalej a nie kurwa wracaniu do tego co bylo. live in marsylle ktore wkleiles uwielbiam za ta surowosc i RUNE, ale kurwa zasnalbym po kolejnej plycie w tej stylistyce. to nie ten band.
ten album bylby zajebistym koncem - i muzycznie, i TYM BARDZIEJ konceptualnie/lirycznie, ale nie bedzie bo jesli bonus to przedsmak tego co dalej bedzie sie dzialo z mayhem to czekam z chujem w ręku. do tego na tyle na ile ich widzialem live to są w życiowej formie, a widac po pchanych w to pieniądzach (set, wizualizacje, marketing, grafika, foty) ze lecimy dalej i era mikro klubow z królikiem bugsem sie skonczyla, i bardzo dobrze, good for them. niech zarabiaja i robia taka muze dalej. poza tym, kurwa co to jest "prawdziwe" mayhem lol, przeciez kazdy z tych albumow jest inny,Mam nadzieję, że kiedyś pewnego dnia, gdy już nie będą mieli nic do stracenia, przywalą po raz ostatni PRAWDZIWYM albumem Mayhem. Nie ważne, czy zostanie dobrze przyjęty, czy kiepsko, po prostu byle się odważyli zrobić coś nowego bez patrzenia wstecz. Bez patrzenia na DMDS, na Euronymousa, te wszystkie te historie z krypty i Necrobutchera wspominającego, że kiedyś to było i czego to nie chciał zrobić. By zamknęli po raz ostatni usta wszystkim młodym grajkom i udowodnili, że nawet staruszkowie mogą zrobić nieco zamieszania. Mam po prostu nadzieję, że ten album nie będzie ich ostatnim, bo to byłby smutny koniec"
za kazdym razem czesc ludzi jest negatywnie nastawiona zanim sie przez to przedrą, oswoją, a tutaj i tak byl headstart w postaci 4 kawalkow (pol plyty) wypuszczonych wczesniej. za kazdym razem po latach te albumy sa klasykami na swoj wlasny sposob. dmds, wolfs, gow, ordo, chimera, ew na przetarcie szlakow, deamon na otwarcie łez boomerom z ery dmds i teraz liturgy - wyniosle teatralne operowe melancholijne piekne smutne agresywne. jak slucham w recenzjach żewne płacze nad dmds to mi sie niedobrze robi, juz nie mowiac o erze deada rotfl. nie ma na chuj plakac za minionymi rzeczami, weep for nothing (lolol).
jak dla mnie good times, umiejetne wykorzystanie dodatkowych srodkow (ulver i gram uzyty ze smakiem w intro na JEDEN WERS, ktory pozniej powtarza atilla, jaki to jest zajebisty kontrast, ostatni track, bonusowy track) zostaje sie trzepac do obecnego i z chujem w ręku czekac na to co nastepne.
twoj 2 post:
no to jaki byl EW, konserwatywnym suplementem do Ordo czy niemayhemowym? jak niemayhemowym konceptem mogą byc kawalki i tematyka z watchers/psywar, przeciez to jest totalny konik atilli lol. lubie ten album ale w polowie kawalkow nie ma nic na czym moglbym zawiesic ucho a bardzo sie staram to zrobic, z perspektywy lat to bylaby z tego idealna epka na miare wolfs lair (ktore uwielbiam, rowniez ma genialny sound, co pokazuje jak takie ancient skin trzepie łby na żywo. z esoteric jest taki problem ze imo (co zrozumiale) teloch tkwil 1 noga w butach rune, na liturgy te buty sa wyjebane na smieci i bardzo dobrze.Więc Esoteric w pewnym sensie był takim suplementem do OAC - przenosił element tego ducha na konserwatyzm
(...)
EW naprawdę ma super klimat! Pod kątem koncepcyjnym był totalnie niemayhemowy
jak nie widziales badaj, zajebiscie nagrane, z zajebistym dzwiekiem, performance`em, wszystkim. żałuje, że nie byłem w łodzi, nadrobiłem na letniej scenie progresji, ale byli w takiej formie ze easy moglbym ta sama setliste łyknąć drugi raz, chociaz ta z obecnej trasy death over europe jest chyba jeszcze lepsza.
tutaj pelna zgoda, z mala adnotacja - niektore teksty z EW wyprzedzily rzeczywistosc o kilka lat i napisy z zoltych zrobily sie biale albo czytane glosem mainstreamowych dziennikarzy spierdalajacych z telewizji na jutuba lol. brakuje mi niektorych jego kreacji z tamtych lat, kolce, te krystaliczne formy, drzewo, kurwa to było złoto, ALE przeciez to jakos specjalnie nie uciekło - live na obecnej trasie ma chyba z 4 przejscia i wszystkie sa zajebiste, oddaja ducha i numerów i calych iteracji mayhem, a jego melodeklamacje polaczone z operowym performance mnie rozpierdalają. do tego bardzo dobrze ze reszta bandu wizualnie stanowi tło, aby fokus poszedl totalnie na atille, nawet teloch przestał malowac morde.I tak, te przeciążenia perkusyjne tam były mega! No to był naprawdę szalony album na swój sposób na wielu poziomach. Wiem, że dla Attili był on bardzo ważny i był z nim związany konceptualnie (nie wiem jak po latach go ocenia). On od lat lubował się tej tematyce żółtych napisów i czuć wyraźnie, że autentycznie ma z tego zajawkę i się świetnie bawi na płycie, że nie jest po prostu wynajętym pracownikiem, który musi udawać siebie sprzed lat. A pamiętacie jego inne kreacje z wtedy? Który poważny mroczny zespół black metalowy mógł sobie pozwolić na coś takiego bez bycia narażonym na śmieszność?
u mnie liturgy katowane od premiery w kolko dalo inny efekt - teksty i kompozycje/aranże starszych kawalkow wydaja mi sie dziecinne, miałkie, proste. nie mialbym nic przeciwko aby z setlisty wyjebac freezing nun a na koncowke setu przypierdolic despair, aeons end i np jeden deathcrush, a nie ten caly ciąg starych tracków.
btw Anzhelmoo to jakas kolejne wcielenie kogos tam sprzed lat? takie wajby mi daje.
-
olgims
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1977
- Rejestracja: 06-09-2010, 23:25
Re: MAYHEM
Czyli podsumowując taka współczesna bezpieczna wersja spreparowana pod promocje dla tiktokowej młodzieży. po co do tego dorabiać jakaś wielka filozofię? Goście chcą sobie zarobić na emeryturę z występów na żywo i to jest zrozumiałe. Wydają też zakontraktowane z wytwórnią płyty, żeby nie było, że są tylko objazdowa trupą odgrywająca czyjeś numery. I żeby nie było, nie zarzucam im, ze stali się produktem, zarzucam im tylko ,ze zamiast ten produkt być - produsert i norge to jest obecnie made in china na licencji.
Seein' me is def not repeated or done twice
I laugh as I cast the first stones at Christ
I laugh as I cast the first stones at Christ






