Posłuchałem pod wpływem posta kol. Zekke i z możliwie najczystszą głową i dostrzegam wspomniane zalety. Plusem jest na pewno ta operowość płyty, którą wyróżnił też kol. Nicram, wymieniając Arcturus. Do tego fajny koncept, ta śmierć widziana oczami holenderskich mistrzów rzeczywiście wybrzmiewa w tekstach i muzyce; okładka jest kluczem do nastroju tego materiału. I tutaj duży plus za niesztampowość w podejściu do tematyki mortualnej (no sorry, większość zespołów może się schować; Encoffination robi to dobrze), a jednocześnie umiejętność dostosowania tego konceptualnego podejścia pod specyfikę wokalisty. Tzn. no inaczej, Attila po prostu wie co robi.
Płyta jest przepełniona ciekawymi zagrywkami i instrumentalnie sporo tam się dzieje, choć to Attila moim zdaniem gra tutaj pierwszorzędne skrzypce, mam wrażenie, że to album pod niego i pod jego, nomen omen, liturgię. Jedynie co, to riffy nie są aż tak wyraziste. Są chwytliwe, mają ten mayhemowski sznyt, te arpeggia rzeczywiście są bardzo fajne, ale no po prostu Blasphemer serwował ogień i to se ne vrati. Brak tu czegoś o nośności motywu przewodniego "Rape Humanity With Pride". Ale też porównywanie nie ma zbyt dużego sensu.
Podsumowując, w optyce albumu konceptualnego słucha mi się tego naprawdę nieźle.
Także no jest solidne 7/10 na ten moment. Może jeszcze urośnie.
MAYHEM
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
Regulamin forum
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
- Deathhammer66
- w mackach Zła
- Posty: 965
- Rejestracja: 25-01-2015, 21:40
- nicram
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 13055
- Rejestracja: 13-04-2011, 18:53
- Lokalizacja: Litzmannstadt
Re: MAYHEM
I to jest w końcu dobra analiza tego nowego Mayhem. Sam sceptycznie podchodziłem do tej płyty po singlach, ale tak jak wspominałem, już pierwszy odsłuch sprawił, że zmieniłem zdanie. Mayhem nagrało płytę, która nie jest zbiorem osobnych piosenek ale stanowi całość. I właśnie tak należy ją rozpatrywać. Jest mrok, brutalność i niemal kościelna aura. Każda płyta Mayhem jest inna i nie inaczej jest z "Liturgy of Death". Opinie po jednym czy dwóch przesłuchaniach można sobie wsadzić w dupę, czego sam jestem dobrym przykładem choćby w przypadku ostatniego The Ruins of Beverast.zekke pisze: ↑08-02-2026, 23:12niektorym patrze tutaj chyba uszy chujem zarosly na tym jebanym masterfullu. zeby zajebac takie teksty ze na tej plycie nie ma narracji, powierza czy kompozycji to trzeba byc kurwa akustycznie uposledzonym, delikatnie mowiąc, chociaz okreslilbym to bardziej dosadnie.
oczekiwania mialem w chuj wysokie bo esoteric bylo najwyzej poprawne z lepszymi momentami, daemon podobnie ale to typowy fan-service throwback album wiec pod tym kątem krok w tył zamiast w przod, a tego oczekuje od tego zespolu - pchania tego syfu dalej, aby kolejne tabuny gowno zespolow mogly to mniej lub bardziej nieudolnie kopiowac. zreszta oczeikwania mialem kurwa po ordo (i tak czekałem 19 lat ja jebie) bo nic od tej plyty sie do niej nawet nie zbliżyło, takze liturgy to bylo make or breake, bo przy całej sympatii - ile można - jakby kolejny raz wypuscili cos na poziomie dwoch poprzednich czy cofneli sie do oddawnia holdow poprzednim plytom e jak w przypadku wydanego siedem (wtf japierdole) lat temu daemon to byloby slabo w chuj.
to co wyszlo to najlepsza plyta mayhem od ordo, nie wiem czy nie najlepsza w ogole, zajebiscie zlozona kompozycyjnie i zbalansowana jako całość. na pewno bede do niej wracal czesciej niz do ordo bo na to musze miec konkretny nastroj a liturgy od poczatku do konca razem z bonusowym (swoja droga - jest na setliscie live tej trasy) wchodzi jak gorący nóż w masło. genialne liryki (znow najlepsze od ordo) i performance atilli, od zajebania smaczkow i warstw, zarowno w muzyce jak i wykonaniu wokali - od goscinnego garma, po wklad ulver w pierwszy kawalek, po koncowe etniczne bębny czy genialny bonus track (jak ktos namierzyl drugi bonusowy - sancta mendacia niech da znac, nigdzie nie moge wytropic). tymi aranzami w okol lirykow teloch z ghoulem ocieraja sie o kompozycyjny geniusz momentami, zwlaszcza teloch, ale to nie przypadek skoro jest go 3x tyle na tej plyciem. minus pol punkta za podjebanie wlasnego riffu z nidnigr greatest of deceivers.
przy 2 kompozytorach o w chuj odmiennym stylu nadal jest to odczuwalnie spójne i nadal ma charakterystyczny wajb mejhem, patentami z jednego kawalka mozna kurwa obdzielic niejedna cała pyte w tym gownianym, przesyconym gatunku. pełzające riffy, tappingi, string jumping idealnie plynacych arppegiach telocha, popierdolone sołówki ghoula i jakies pasaże trwajace po 2 min.
hellhammer w zyciowej formie, to co tam jest odpierdalane bije naglowe wszystko co nagral do tej pory, w wieku 56 lat przechodzi sam siebie. nikt tak tez lepi riffów razem ze sobą w sekcji rytmicznej, genialnie uwypukla i daje przestrzen gdy trzeba, albo zmienia kompletnie odbiór tego samego riffu w innej czesci kawalka. jednoczesnie nie ma w tym jakies przasnosci, przerostu formy, chujowego doboru środów, wpyte genialnych patentów jest wykorzystywanych na plycie tylko raz, wszystko bije dojrzałoscią kompozytorską i wyczuciem formy.
atilla to liga sama w sobie, swietne liryki (nie chce mi sie rozwodzic, osobny temat, jak ktos jest na tyle niedojebany aby komentowac taka plyte bez wlasciwego przesluchania razem z tekstem to polecam), genialny aktorski operowy performance, recytacje, growle, zmiany stylistyczne, wstawki łacinskie, wstawki węgierskie, przyszpieszone jazdy wyrecytowanego jak karabin szeptu, pomruki z wajbami ala ostatni nosferatu od eggersa, no kurwa poezja. brakuje mi jedynie wysokich wyciągnietych pisków ala ordo ale w sumie nie widze dla nich miejsca na tej plycie lirycznie.
all the monsters will break your heart
- nicram
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 13055
- Rejestracja: 13-04-2011, 18:53
- Lokalizacja: Litzmannstadt
Re: MAYHEM
Deathhammer66 pisze: ↑09-02-2026, 00:37Posłuchałem pod wpływem posta kol. Zekke i z możliwie najczystszą głową i dostrzegam wspomniane zalety. Plusem jest na pewno ta operowość płyty, którą wyróżnił też kol. Nicram, wymieniając Arcturus. Do tego fajny koncept, ta śmierć widziana oczami holenderskich mistrzów rzeczywiście wybrzmiewa w tekstach i muzyce; okładka jest kluczem do nastroju tego materiału. I tutaj duży plus za niesztampowość w podejściu do tematyki mortualnej (no sorry, większość zespołów może się schować; Encoffination robi to dobrze), a jednocześnie umiejętność dostosowania tego konceptualnego podejścia pod specyfikę wokalisty. Tzn. no inaczej, Attila po prostu wie co robi.
Płyta jest przepełniona ciekawymi zagrywkami i instrumentalnie sporo tam się dzieje, choć to Attila moim zdaniem gra tutaj pierwszorzędne skrzypce, mam wrażenie, że to album pod niego i pod jego, nomen omen, liturgię. Jedynie co, to riffy nie są aż tak wyraziste. Są chwytliwe, mają ten mayhemowski sznyt, te arpeggia rzeczywiście są bardzo fajne, ale no po prostu Blasphemer serwował ogień i to se ne vrati. Brak tu czegoś o nośności motywu przewodniego "Rape Humanity With Pride". Ale też porównywanie nie ma zbyt dużego sensu.
Podsumowując, w optyce albumu konceptualnego słucha mi się tego naprawdę nieźle.
Także no jest solidne 7/10 na ten moment. Może jeszcze urośnie.
all the monsters will break your heart

