
Technikalia:
Limitka z jednym bonusowym numerem.
Slipcover tym razem cieniutki, w poprzedniczce bym o wiele grubszy. Plyta od strony zapisu czarna.
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed


Zależy co rozumiemy przez słowo "szmira" i jak daleko szukamy albumów, które do Mayhem porównujemy. Bo czy w historii ostatniej dekady ukazały się gorsze rzeczy od popularnych zespołów? Z pewnością! Z drugiej strony jeśli już tak się przyjrzymy bardziej szczegółowo, to okaże się, że nawet zespoły, które nie mają najlepszej reputacji w ostatnich latach w oczach "prawdziwków" jak Behemoth, Satyricon, czy Watain nagrywają albumy, które są znacznie lepsze niż Mayhem. Tak więc z jednej strony rozumiem co masz na myśli, ale z drugiej strony moim okiem ten opis pasuje lepiej do poprzedniego wydawnictwa, a tutaj mam wrażenie, że obcuję z odrzutami... z odrzutów.
Puściłem sobie w aucie "Esoteric Warfare" parę dni temu i nie, to nie był udany album. Był jakiś, fakt, ale jego gęstość i sterylność jest dla mnie irytująca po czasie. Nie był też specjalnie natchniony, ot Mayhemowe riffy tylko połączone z bębnami pędzącymi na złamanie karku w sumie chuj wie dokąd.Anzhelmoo pisze: ↑07-02-2026, 18:42
Przy okazji apeluję o szacunek do Esoteric Warfare. To nie jest najlepszy album tego zespołu, ale ostatni, na którym realnie kombinują, z własnym unikalnym klimatem (teorie spiskowe, konspiracja, filmy z żółtymi napisami). Mayhem dzisiejszy praktycznie z tym z czasów Esoteric niewiele ma wspólnego muzycznie. Dałbym wiele za powrót do czasów, gdy M. czymś się wyróznial, nawet negatywnie! (eksperymenty mile przeze mnie widziane).
Z jednej strony masz rację i rozumiem, że obie wspomniane przez Ciebie cechy mogą irytować, lecz z drugiej, jak dla mnie: na EW są momenty szaleństwa jak na Ordo ad Chao, są tam morderczne, niespodziewane przyśpieszenia, jakby momenty przeciążenia, do tego wszystko w takim podniosło-religijno-nuklearnym klimacie (tu Anzhelmoo super to ujął, dokładnie to samo czuję, gdy słucham EW); i doza takiego smutku, melancholii, a z drugiej NAPIERDALANKA jest o wiele bardziej cięta. Mimo że to zdecydowanie najsłabszy album Mayhem w porównaniu z wszystkimi poprzednimi, to jednak jest na niego pomysł i ma on swój własny charakter. O kolejnych dwóch trudno powiedzieć to samo, nawet mimo tego, że lubię Daemon.DST pisze: ↑07-02-2026, 20:27Puściłem sobie w aucie "Esoteric Warfare" parę dni temu i nie, to nie był udany album. Był jakiś, fakt, ale jego gęstość i sterylność jest dla mnie irytująca po czasie. Nie był też specjalnie natchniony, ot Mayhemowe riffy tylko połączone z bębnami pędzącymi na złamanie karku w sumie chuj wie dokąd.Anzhelmoo pisze: ↑07-02-2026, 18:42
Przy okazji apeluję o szacunek do Esoteric Warfare. To nie jest najlepszy album tego zespołu, ale ostatni, na którym realnie kombinują, z własnym unikalnym klimatem (teorie spiskowe, konspiracja, filmy z żółtymi napisami). Mayhem dzisiejszy praktycznie z tym z czasów Esoteric niewiele ma wspólnego muzycznie. Dałbym wiele za powrót do czasów, gdy M. czymś się wyróznial, nawet negatywnie! (eksperymenty mile przeze mnie widziane).