Mystic nie zawiódł. Płytę (piękny jewel case) już odebrałem z paczkomatu i pierwsze przesłuchanie za mną. Na szczęście nie sprawdziły się zapowiedzi kolegów. Płyta jest naprawdę zajebista i mocno thrashowa. Czy jest przekrój przez dyskografię? - ależ owszem.
Tipping point - już dla mnie klasyk. Miesza Peace Sells z Countdown to Extinction.
I don't care - to jest jakieś punkowe novum dla tego zespołu. Nie umiem porównać z czymkolwiek. Może Hook in the mouth? Zajebiste.
Hey god - Youthanasia okres. Świetna melodia.
Let there be shred - zajebiście thrashowy numer będący odniesieniem do jedynki jak dla mnie.
Puppet Parade - Angry Again meets Youthanasia. Bdb numer.
Another bad day - zaczyna się mrocznym riffem, al'a Metallica. Tak, bardzo Metallicowy ten początek jest. Motyw przewodni (riff) jest po prostu zajebisty. I tym razem miks Countdown i Youthanasia. Kolejny świetny kawałek.
Made to kill. Zaczyna się prawie jak Flattening of Emotions

. A później thrash i kawałek, który miesza ZZ Top z Rust in Peace.
Obey the call. Początek niczym Alice in Chains. A później wolny thrashowy riff i melodyjny refren. Trochę Symphony of Destruction i trochę 44 Minutes/Bodies. Znowu świetnie. A na końcu szybki zwrot i naparzanie w stylu jedyneczki/dwójeczki.
I am war - początek jakimś starym riffem zajeżdża. Riffem bardzo dobrym. Doskonały refren. This was my life vibe? Gorzka i trochę smutna piosenka. Dużo dobrej melodii za to w niej znajdzie człowiek. Powinien to być kolejny singiel.
The last note - spokojny recytowany początek a później znowu energetyczny riff i bardzo przebojowy klimat. Czuję w tym Sentenced. I ogólnie taką fińską zadumę. Kolejny zajebisty numer. Także tekst będący pożegnaniem. Piękne.
Ride the lightning - skoro tak Rudy chciał zamknąć swoją karierę to trudno. W sumie mógłby zaprosić Jamesa aby zaśpiewał, bo na pewno zrobiłby to lepiej.

Zupełnie niepotrzebny kawałek. I najgorsze robi wrażenie.
Podsumowując, na szczęście nie słyszę odnośników do Cryptic Writings. Tak jak napisałem bardziej jedynka, Peace Sells, Countdown to Extinction, Youthanasia i Endgame. Wydaje mi się, przynajmniej tak odczuwam, że płyta jest zaskakująco mroczna i metalowa. Kompozycje rewelacyjne jak dla mnie. Nie spodziewałem się aż takiego poziomu, zwłaszcza po średniej poprzedniczce. Produkcja bardzo sterylna, niemalże jak And Justice for All. Klimat taki trochę smutny i melancholijny. Tak fińsko sie robi, bo i prawie w każdej kompozycji palce maczał Teemu. Świetna płyta - spokojne 9/10.